W piątek drugiego maja spłonął Dom Związków Zawodowych w Odessie na Ukrainie. W sumie zginęły co najmniej 42 osoby, w większości w pożarze, a reszta w walkach ulicznych. Świetna relacja naocznego świadka jest dostępna tutaj w języku rosyjskim: http://napaki.livejournal.com/100072.html

Sytuacja zaczęła się rozwijać gdy prorosyjscy, uzbrojeni przeciwnicy Majdanu zaatakowali demonstrację zorganizowaną przez kiboli o sympatiach nacjonalistycznych. Atak był potężny, ale wkrótce prorosyjscy atakujący zostali pokonani. Uciekli z powrotem do swojego obozu na Kulikowym Polu, ale prokijowscy demonstranci poszli tam za nimi i podpalili obóz. Wtedy uciekli do Domu Związków Zawodowych, który wkrótce zapłonął. Na tym nagraniu widać, jak rozprzestrzenia się ogień: https://www.youtube.com/watch?v=s9AMjLBIliw&feature=youtu.be Na początku drugiej minuty widać płomień za zamkniętym oknem, co czyni wiarygodnym, że część ognisk pożaru została rozpalona z środka budynku. Chociażby w wyniku wypadków z koktajlami Mołotowa, używanymi przez obie strony. Widać jednak także proukraińskich nacjonalistów, rzucających koktajlami Mołotowa, co czyni przynajmniej częściowo odpowiedzialnymi za pożar.

Są wątpliwości, czy główna grupa prorosyjskich atakujących uzbrojona w broń palną była złożona z zewnętrznych prowokatorów. Ale z pewnością w Domu Związków Zawodowych znajdowali się również ludzie, którzy nie mieli nic wspólnego z atakiem. Na wielu zdjęciach widać jak policja broni główną grupę napastników. Poza tym policja była bardzo pasywna w czasie pożaru i nie ingerowała w wydarzenia. Nawet jeśli policja nie brała udziału w konspiracji, zachowała się co najmniej kompletnie nieprofesjonalnie.

W czasie weekend oddziały centralnego rządu i miejscowi „federaliści” toczyli wojnę w Kramatorsku na wschodniej Ukrainie. To znaczy, że to, co dzieje się na Ukrainie może być już uznane za wojnę domową. W najbliższych tygodniach okaże się jak bardzo rozprzestrzenią się walki i czy Rosja będzie interweniowała.

Uważam się za eksperta od spraw rosyjskich, ponieważ mieszkałem w Moskwie ponad dwanaście lat, ale to nie oznacza, że jestem ekspertem od spraw ukraińskich. Odwiedziłem ten kraj tylko trzy razy w ostatnich latach i mam tam zaledwie kilkunastu znajomych. A jednak, zapoznając się z Ukrainą, szybko zrozumiałem, że wojna domowa jest tam możliwym scenariuszem. A jednak wszyscy moi ukraińscy znajomi byli przekonani, że nic takiego nigdy się tam nie wydarzy. Że, mimo wszystkich różnic między wschodnią a zachodnią Ukrainą, nikt nie był gotowy zabijać w ich imię. Byli przekonani, że Ukraina nigdy nie stanie się drugą Jugosławią. Każdy z nich miał znajomych, przyjaciół i ukochanych po obu stronach Dniepru, mówiących zarówno po ukraińsku jak i po rosyjsku. Ale jeśli weźmiesz pod uwagę tylko własnych znajomych, wpadniesz w pułapkę mechanizmów, które wywołują nienawiść na większą skalę.

Wojna nie oznacza osobistej nienawiści dwóch osób, geopolityczne i ekonomiczne powody do niej wystarczą. A na Ukrainie konflikt geopolityczny jest znacznie większy, niż w Jugosławii. Jeśli chcesz wywołać etniczną nienawiść lub wojnę, wystarczy nie tak wielki konflikt na tym tle. Kilka gwałtów, morderstw i porwań i wszyscy będą gotowi do wali. To się udało na Ukrainie, tak jak wcześniej udało się w wielu innych miejscach.

W tej chwili zachodnia „lewica” wydaje się nie mieć pojęcia co zrobić w obliczu obecnych wydarzeń. A to dlatego, że szeroko pojęta „lewica” nie jest zbyt przydatnym pojęciem w byłym Związku Radzieckim, ponieważ może oznaczać wszystko od socjaldemokratów i anarchistów po stalinistów popierających Putina. Osobiście wolę zawsze pisać to słowo w cudzysłowie. Identyfikuję się z anarchistami, nie z „lewicą”, ponieważ od dłuższego czasu anarchiści są jedyną siłą polityczną w Rosji, która łączy ideę walki z rasizmem, seksizmem i homofobią i ideę równości społecznej. Do bardzo niedawna w Rosji nie było za bardzo zachodniej „nowej lewicy”, za wyjątkiem kilku trockistów. Rozłam ukraińskiej „lewicy” jest przewidywalny, a nawet potrzebny. W walkach w Charkowie stalinistowska organizacja „Borotba” (znaczy Walka) była po przeciwnej stronie niż anarchiści. W tej części byłego Związku Radzieckiego 99,9% „lewicy” zawsze popiera imperializm w imię „bycia z ludźmi”. Najwyższa pora, by anarchiści odrzucili etykietkę „lewicy”. Nie mamy nic wspólnego z tymi ludźmi.

Ale anarchiści również mogą być łatwo zmanipulowaniu słowami-wytrychami takimi jak „samoorganizacja” i „demokracja bezpośrednia”. Dla przykładu, Borys Kagarlitsky, rosyjski intelektualista szeroko znany w kręgach zachodniej „lewicy” i częsty gość Światowych Forów Społecznych zbudował sobie na zachodzie korzystną pozycję, używając tych haseł.

Najwyraźniej ukraińscy i rosyjscy anarchiści nie mogli przewidzieć wydarzeń, które doprowadziły do wojny domowej. Majdan był uważany wyłącznie za coś, co może zaoferować coś lepszego, niż reżim Janukowycza. Nie spodziewano się, że Rosja zareaguje na sukces Majdanu świadomą eskalacją konfliktu, która mogłaby ostatecznie prowadzić do wojny.

Podczas gdy Rosja to wielka machina propagandowa i główny dostawca broni w tym konflikcie, państwa zachodnie nie radzą sobie wiele lepiej, tylko przyznając uznanie nowego rządu w Kijowie i określając ruchy na wschodniej Ukrainie jako marionetki Kremla, ale gdyby nie powszechne niezadowolenie i protesty przeciw nowemu ustrojowi w Kijowie, nie pojawiłyby się formacje zbrojne.

Nie wierzę, by wojna domowa była celem Kremla. Po pierwsze, oni chcieli jak najbardziej zdestabilizować Ukrainę, aby Kijów zrezygnował z prób przejęcia kontroli nad Krymem. Teraz sytuacja wymknęła się spod kontroli Kremla, i być może będą oni musieli wysłać regularne wojska, by dotrzymać obietnicy wsparcia udzielonej „federalistom”.

Rząd w Kijowie stawiał już tyle razy „ostateczne ultimatum”, które było szybko zapominane i zarządził już tyle nieistniejących „operacji antyterrorystycznych”, że jest jasne, że mają bardzo niewiele oddziałów gotowych do walki. Kilka razy oddziały rządu centralnego faktycznie podjęły działania, a wyniki były tragikomiczne. A więc rząd rozumie, że nie jest pewne, czy odniósłby sukces w wojnie domowej na pełną skalę. Jednak rozumie też, że wojna mogłaby pomóc zdyscyplinować społeczeństwo i ustabilizować nowe rządy, a wszystkie obietnice dane Majdanowi poszłyby w zapomnienie. Z czasem obie strony zrozumiały, że wojna na pełną skalę może posłużyć ich interesom, nawet jeśli żadna z nich z początku tego nie planowała.

Nieporozumienia wewnątrz ruchu anarchistycznego.

W związku z wydarzeniami, Ukraińscy i Rosyjscy anarchiści podzielili się na trzy frakcje. Pierwsza grupa skoncentrowała się na pisaniu internetowych oświadczeń przeciw obu stronom konfliktu. Dla nich trzymanie się z dala od wszelkich procesów społecznych jest kwestią zasad, chcą tylko obserwować i oceniać. Udział w protestach społecznych nie jest dla nich celem, ponieważ wolą mieć czyste ręce. Ponieważ w każdym procesie biorą udział obrzydliwi liberałowie, znienawidzeni nacjonaliści, okropni staliniści, wszystkie trzy powyższe lub inni niepożądani nie można nigdy w pełni w czymś uczestniczyć i jedyną alternatywą pozostaje zostać w domu i publikować internetowe oświadczenia o tym, jak wszystko idzie w złym kierunku. W większości przypadków te oświadczenia to po prostu oczywiste banały.

Drugą frakcję tworzą wszyscy, którzy byli bardzo podekscytowani zamieszkami i przemocą wobec policji w Kijowie, a nie zastanowili się, kto te zamieszki przeprowadzał i w czyim interesie. Niektórzy antyfaszyści zaczęli nawet bronić „narodowej jedności” na Majdanie i grozili konkretnym kijowskim anarchistom, którzy krytykowali Majdan i odmawiali brania w nim udziału. Większość członków tej frakcji to po prostu miłośnicy antypolicyjnej przemocy pozbawionej jakichkolwiek teoretycznych założeń, ale niektórzy chcieli nadać Majdanowi nieistniejący antyautorytaryzm, przyrównując walne zgromadzenie Majdanu („Vache”) do rad rewolucyjnych utworzonych podczas dwudziestowiecznych rewolucji. Podstawą takiego porównania mają być żądania społeczne z rzadka prezentowane na Majdanie, ale te żądania zawsze były na obrzeżach programu Majdanu.

Jednym z tych nie bardzo ważnych żądań był pomysł, by oligarchowie płacili jedną dziesiątą swojego dochodu w podatkach http://hvylya.org/news/digest/na-maydane-potrebovali-ot-oligarhov-zaplatit-desyatinu.html i generalnie była zgodna z nacjonalistycznym populizmem. Ale kijowski Majdan był nadal daleki od żądania zwrócenia społeczeństwu bilionów skradzionych przez oligarchów. W Winnicy i Żytomierzu miała miejsce próba wywłaszczenia fabryk http://inopressa.ru/article/05Mar2014/tagesspiegel/fabriken.html należących do niemieckich kapitalistów, ale to był jedyny przypadek wychodzący poza kontekst narodowo-liberalny, o którym wiem.

W każdym razie, głównym problemem Majdanu nie był brak agendy społecznej i demokracji bezpośredniej ale fakt, że ludzie nawet się ich nie domagali. Pomimo faktu, że wszyscy w kółko powtarzali, że nie chcą kolejnej „pomarańczowej rewolucji” jak w 2004 roku ani powrotu Julii Tymoszenko, ostatecznie król czekolady Poroszenko i Witalij Kliczko prowadzą w sondażach. To wybór ludzi zmęczonych rewolucyjną ścieżką proponowaną przez radykalnych nacjonalistów Prawego Sektora. Teraz ludzie chcą powrotu do „normalnego życia”, takiego, jakie było przed Janukowyczem i nie są gotowi na poświęcenia, jakich wymagałyby dalsze przemiany rewolucyjne. Demokracja przedstawicielska rzeczywiście jest jak hydra, jak obetniesz jedną głowę, dwie inne wyrosną na jej miejsce.

Jednak żadne z obaw o „faszystowskie przejęcie” nie ziściły się. Faszyści zdobyli bardzo mało realnej siły i zapisali się w historii jako wojownicy o liberalne reformy wymagane przez MFW i Unię Europejską – to znaczy cięcia emerytur, niemal pięciokrotny wzrost cen paliwa i inne. Faszyzm na Ukrainie ma silną tradycję, ale był niezdolny przystąpić do własnego programu na fali rewolucji. Jest bardzo możliwe, że partia Swoboda sama się kompletnie zdyskredytuje przed własnymi wyborcami.

Ale kogokolwiek próbującego ingerować w wydarzenia, w tym anarchistów, mógł spotkać ten sam los – wykluczenie po wszystkich staraniach. W trakcie protestów anarchiści i „lewica” patrzyli na Prawy Sektor z zazdrością, ale ostatecznie cała widoczność i rozgłoś, za które wiele zapłacili, nie wystarczyły, by Prawy Sektor zdobył jakiekolwiek prawdziwe znaczenie.

Gdyby kijowscy anarchiści wybrali pozycję „neutralnych obserwatorów” po tym, jak Janukowycz zaczął strzelać do demonstrantów, kompletnie by ich to zdyskredytowało. Gdyby po pierwszych strzałach klasie pracującej, lub dokładniej, „ludowi”, to znaczy klasie pracującej i niższej warstwie burżuazji, nie udało się obalić Janukowycza, społeczeństwo Ukrainy wpadłoby w letarg taki, w jaki wpadły Rosja i Białoruś. Najwyraźniej po masakrze nie było żadnego wyboru, trzeba było obalić władzę niezależnie od tego, co miało zająć jej miejsce. Kijowscy anarchiści nie byli w stanie znacząco zmienić sytuację, ale bycie obserwatorami nie było już możliwe.

Tak więc dochodzimy do trzeciej, „centralnej” pozycji zajętej przez anarchistów – pomiędzy bezmyślnym działaniem a „neutralnymi” internetowymi iświadczeniami. Obóz realistycznych anarchistów rozumiał, że nawet jeśli protestom na Majdanie brakowało konkretnego pozytywnego programu, coś trzeba było zrobić.

Granice interwencji

W Kijowie anarchiści brali udział w wielu ważnych inicjatywach na fali rewolucji – po pierwsze, okupacji ministerstwa edukacji i nalocie na biuro imigracyjne lokalnej grupy No Borders (http://noborders.org.ua/sfery-dijalnosti/bizhenci-ta-shukachi-prytulku/polovi-zapysky-dmsu-den-1-ta-2/), szukając dowodów na nielegalną współpracę z usługami ochroniarskimi innych państw. Ale najbardziej udaną interwencją anarchistów była ta w Charkowie, gdzie Majdan był relatywnie słabszy, ale również bardziej wolny od wpływów nacjonalistycznych.

A jednak i taki centryzm ma swoje wady. Na przykład, możesz niechcący pomóc niewłaściwym siłom zdobyć władzę, jednocześnie dyskredytując radykalny protest. Może też okazać się, że walczysz nie swoją wojnę. Kiedy AntyMajdan atakował Majdan w Charkowie, ich wrogiem nie byli anarchiści tylko NATO, UE lub zachodnioukraińscy faszyści. Skoro anarchiści przyłączyli się do Majdanu, byłoby tchórzostwem uciekać kiedy tylko rozpoczęły się walki. Więc anarchiści walczyli ramię w ramię z liberałami i faszystami. Nie chcę krytykować charkowskich anarchistów po tym, jak dokonali byćmoże najbardziej poważnej próby zmiany kursu wydarzeń, ale to naprawdę nie była ich walka i to naprawdę nie byli ich wymarzeni sprzymierzeńcy.

I tak dochodzimy do punktu, w którym dezercja staje się koniecznością i to w tym momencie zaczyna się wojna domowa. Teraz jest nadal za wcześnie na jakąkolwiek ostateczną ocenę wpływu anarchistów na Majdan, ale od początku wojny domowej, Majdan nie będzie już grał żadnej roli. Teraz inicjatywa przejdzie w ręce wojska a koktajle Mołotowa zastąpią karabiny szturmowe. Dyscyplina wojskowa zastąpi spontaniczną organizację.

Niektórzy zwolennicy ukraińskiej organizacji, Borotba (Walka) i rosyjski Front Lewicy twierdzą, że chcą zrobić to samo, co anarchiści robili na Majdanie, to znaczy, bezpośrednie protesty w celu realizacji żądań społecznych. Ale AntyMajdan nie ma struktur demokracji bezpośredniej, nawet zniekształconych. Szybko zaadaptował model hierarchicznych, militarnych organizacji. Liderzy AntyMajdanu to byli policjanci i oficerowie rezerwy. Nie stara się niczego osiągnąć poprzez masy ludzkie, ale przez militarną siłą i bronią. To ma sens, biorąc pod uwagę, że według niedawnej sondy ( http://zn.ua/UKRAINE/mneniya-i-vzglyady-zhiteley-yugo-vostoka-ukrainy-aprel-2014-143598_.html) nawet w najbardziej „profederalistycznym” Ługańsku tylko 24% społeczeństwa jest za wojskowymi przejęciami struktur rządowych. To znaczy, że AntyMajdan nie może liczyć na sukcesy dzięki masowym demonstracjom.

Natomiast Majdan był w istocie protestem klasy średniej liberałów i nacjonalistów, popieranym przez część burżuazji, AntyMajdan jest czysto antyrewolucyjny w swoich tendencjach. Oczywiście, AntyMajdan ma własne oddolne inicjatywy. Można próbować ingerować, ale dołączenie do nich oznaczałoby poparcie dla sowieckiego, imperialistycznego podejścia. Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej, Borotba, rosyjski Front Lewicy i Boris Kagarlicki przyłączyli się do sowieckiego obozu szowinistycznego. Branie udziału w Majdanie miało sens, gdy przeciwnikami byli policjanci Berkutu i opłaceni bandyci. Teraz, gdy oponentami są wprowadzeni w błąd członkowie AntyMajdanu, walki na ulicach nie mają już sensu.

Patrząc na jedną lub drugą stronę konfliktu, można dostrzec niebezpieczną tendencję, z którą każdy anarchista i antyautorytarysta spotka się w przyszłości: powrót antyautorytarnej retoryki i terminologii dla celów hierarchicznych ideologii. Z jednej strony, „Autonomiczni Nacjonaliści”, którzy zyskali sympatię wielu anarchistów, a z drugiej, intelektualiści tacy jak Kagarlicki. Jedni i drudzy charakteryzą walczące frakcje o hasłach takich, jak „demokracja bezpośrednia” i „samoorganizacja”. W rzeczywistości te hasła są realizowane w zniekształconej formie lub wcale. Kiedy dwie różne frakcje nacjonalistów „samoorganizują się”, by okaleczać i mordować się nawzajem, wcale nie ma czego świętować. Po wydarzeniach na Ukrainie jest jasne, że anarchiści muszą wyjaśnić światu różnicę, między „samoorganizacją” a samoorganizacją.

Według sondy wspomnianej powyżej, na całej wschodniej Ukrainie tylko 12% populacji popiera siłowe przejęcia „federalistów, a rząd w Kijowie popiera jakieś 30%. Pozostałe 58% nie popiera żadnej ze stron i w warunkach wojny domowej to jest większość, na którą powinniśmy liczyć. Powinniśmy popierać dezercję i unikanie konfliktu. W jakimkolwiek innym wypadku, gdyby anarchiści mieli większy wpływ, powinniśmy powołać niezależne jednostki przeciw obu stronom.

Nieuzbrojeni cywile powstrzymali rozlew krwi w kilku miejscach, wchodząc między oddziały obu stron jako żywe tarcze. Gdyby nie takie nieposłuszeństwo obywatelskie, pełnowymiarowa wojna zaczęłaby się dużo wcześniej. Powinniśmy wspierać ten ruch, i starać się kierować go przeciw „federalistom” i rządowi w Kijowie jednocześnie.

W przypadku, gdyby Rosja zareagowała okupacją części wschodniej Ukrainy lub całego kraju, możemy wziąć przykład z włoskich i francuskich anarchistów okresu drugiej wojny. W takim wypadku głównym wrogiem byłaby armia okupacyjna, ponieważ szybko zrazi do siebie całą populację. Ale jest też konieczne utrzymywanie jak największego dystansu od nacjonalistycznej części ruchu oporu, jakiekolwiek porozumienie z nimi utrudniałoby anarchistom realizowanie ich własnego programu w ramach oporu.

Wydarzenia w Odessie są tragiczne i jest możliwe, że w pożarze Domu Związków Zawodowych zginęli również ludzie, którzy nie mieli nic wspólnego z wybuchem agresji. Ludzie, którzy rzucali koktajlami Mołotowa budynek, powinni byli rozumieć konsekwencje. Nawet jeśli ogień zapłonął nie tylko przez nich, to nie dlatego, że się nie starali.

Jeśli wojna domowa będzie się rozprzestrzeniać, te śmierci to tylko początek. Bez wątpienia po obu stronach barykady większość chce tylko lepszego życia dla swoich bliskich i ojczyzny, i wielu nienawidzi rządów i oligarchów na równym poziomie. Im więcej naiwnych ludzi umiera, tym większa presja, by oprzeć którąś stronę w wojnie, i musimy stawić czoła tej presji.

Choć czasem warto połykać łzy lub poczuć pałkę policyjną uderzającą w burżuazyjną rewolucję, nie ma sensu, żebyśmy wszyscy umierali w wojnie domowej między dwoma na równi burżuazyjnymi i nacjonalistycznymi stronami. To nie byłby kolejny Majdan tylko coś zupełnie innego. Żadna krew, anarchisty ani kogokolwiek innego, nie powinna być przelana w imię tej głupoty.

Antti Rautiainen

http://avtonom.org/en/author_columns/anarchism-context-civil-war