W sobotę 28 czerwca w londyńskiej dzielnicy Tottenham odbyła się kolejna akcja będąca odpowiedzią na atak polskich nacjonalistów, który miał miejsce tydzień wcześniej.
Niespecjalnie wiedzieliśmy czego się spodziewać, bo w internecie “potomkowie husarii” sporo się odgrażali, więc zdecydowaliśmy się spotkać trochę wcześniej i przejść się po dzielnicy większą grupą. Jak wiadomo pojedyncze osoby mogą wszak prezentować łatwy cel dla naszych wyeksportowanych szmalcowników. Mieszana polsko-angielska ekipa przybyła na Tottenham godzinę przed rozpoczęciem protestu. W drodze do parku Marksfield zdrapujemy brzydkie wlepki i zastępujemy tymi z bardziej pozytywnym, antyfaszystowskim przekazem. Docieramy na miejsce bez żadnych komplikacji. Wejścia do parku mocno obstawione przez policję, która próbuje nas zawrócić, mówiąc że „nie ma żadnego koncertu”, ale my obstajemy przy swoim i mówimy im, że idziemy na antyfaszystowski protest i po chwili wpuszczają nas. Jak się okazało podobne problemy mieli praktycznie wszyscy wchodzący na teren parku, a niektórym nawet nie udało się wejść na jego teren. Jedna osoba została na chwilę zatrzymana za flagę Gegen Nazis, bo inteligentni policjanci stwierdzili, że to flaga ze swastyką, a że jest na niej rozbita, to już nie miało znaczenia, ale wobec zdecydowanej reakcji tłumu puścili gościa, częstując nas wymuszonymi uśmiechami i przepraszaniem za „nieporozumienie”.

W parku stoi namiot UAF i kilka osób od nich, zaczyna pojawiać się coraz więcej osób z naszej strony, trochę rodziców z dziećmi, trochę osób starszych. Zainteresowanie osób obecnych w parku spore, non stop ktoś o coś zapytuje i rozmawia z nami. Rozwijamy nasz baner, są czarno-czerwone flagi. Jest też świetny transparent z cytatem z Tuwima na biało-czerwonym tle. Bacznie obserwujemy okolicę w wypadku pojawienia się fanów „Wielkiej Polski”. Tłum rośnie i jest już około 300 osób.

Po pewnym czasie zaczynają się przemowy, głównie smęcenie pana z UAF, który dziękuje wszystkim za przybycie na „ich” akcję, chyba celowo pomijając milczeniem, że 90 % ludzi na demonstracji przyszła na wezwanie Dywizjonu, London Antifascists i London Black Revolutionaries. Przemawia też reprezentant naszej ekipy i zostaje przyjęty przez zgromadzonych burzą oklasków.

Wokół polskiej ekipy przechadza się jakiś gość, który nagle podchodzi i zaczyna ewidentnie nagrywać twarzówki ludzi. Szybko zostaje skonfrontowany pytaniem (po polsku) czemu nagrywa. Jego odpowiedzią jest „eee… bo nagrywam” i natychmiastowa ucieczka. Nie jest to zbyt dobry ruch, bo w pogoń rzuca się sporo osób i niedoszły nacjonalistyczny wywiadowca ratowany jest z opresji przez szybką reakcję policji, która odprowadza go poza park (ponoć został później odwieziony na komisariat, ale nie mamy pewności). Po tym wydarzeniu decydujemy się przemaszerować ulicami Tottenham, chociaż pan z UAF bardzo protestuje, usiłując zatrzymać nas w parku. Odpowiadamy mu, że niech on działa w taki sposób, jaki uważa za słuszny, a my będziemy działać w swój i wyruszamy. Pochód prowadzi baner Dywizjonu. Skandowane są hasła takie jak nieśmiertelne „alerta, alerta antifascista” czy „nazi scum off our streets”, ale pojawia się też „raz, dwa antifa” Lokalsi, którzy wiedzą co się dzieje machają rękoma, inni zatrzymują się by pogadać i dowiedzieć o co chodzi. Szkoda, że tym razem zabrakło ulotek, bo bardzo by się przydały.

Policja zaczyna robić się coraz bardziej agresywna i w pewnym momencie na tyłu marszu zwijają osobę z Dywizjonu za naklejanie wlepek. Wskutek zamieszania reakcja jest zbyt wolna i zanim ludziom udaje się otoczyć radiowóz, zatrzymany zostaje odwieziony. Tłum zaczyna skandować hasła antypolicyjne, co obecnym policjantom wyraźnie się nie podoba. Wszyscy zaczynają wracać do parku, po drodze usuwając więcej nacjonalistycznych wlepek.

Generalnie protest należy uznać za sukces. Zebraliśmy około 300 osób, panował dobry, bojowy nastrój, ludzie są chętni dalej działać, nawiązały się nowe kontakty. Jak już wspomniano wcześniej, jedynym minusem był brak ulotek, a także megafonu. Zatrzymany Polak wyszedł z komisariatu po 20 godzinach bez żadnych zarzutów. Żadnych nacjonalistycznych zwyrodnialców pomimo szumnych zapowiedzi w Internecie nie zaobserwowano.

Walka trwa!

Dywizjon 161/ 161 Crew