161 Crew
Facebook 161 Crew Instagram 161 Crew Tumblr 161 Crew Twitter 161 CrewYouTube 161 Crew Materiały opublikowane na stronie mają wyłącznie charakter informacyjny, redakcja strony nie namawia nikogo do łamania prawa.

Jaki antyfaszyzm? Po projekcji i dyskusji wokół “Message from Dement”

Podczas gdy wiele osób siedziało przed TV i oglądało mecze rozgrywane na brazylijskich stadionach, w poznańskim Anarchistycznym Klubie/Księgarni Zemsta 4 lipca odbył się pokaz filmu poświęconego tym, którzy na co dzień zmagają się w Brazylii z państwem, policją i nacjonalistami. Po projekcji miała miejsce dyskusja wokół samego filmu i aktywności, podejmowanych przez ruch w Polsce

Czeski dokument „Message from Dement” pokazuje jedną ze strategii działań antyfaszystowskich, opartą na elementach subkulturowych i budowaniu alternatyw systemowych w oparciu o tzw. scenę (punkową i szerzej antyfaszystowską). Wspomina się tu o współpracy z lokalną społecznością czy walkach społecznych toczonych w Brazylii szczególnie intensywnie od momentu ogłoszenia przez ten kraj decyzji o organizowaniu, kosztem mieszkańców, piłkarskich Mistrzostw Świata. Próżno jednak szukać jakiegoś rozwinięcia tych wątków. Więcej jest za to punk rocka, ska, kolorowych „załogantów” i mniej lub bardziej legalnych działań subkulturowych. Narrator całości, tytułowy Dement, mówi wprawdzie, że bycie punkiem w Brazylii jest polityczne samo przez się, że policja ich nęka, a na dodatek współpracuje z neofaszystami, wreszcie – nie ma punkowych skłotów, co wydaje się być dla bohaterów filmu sporym problemem, gdyż ruch ma utrudnioną samoorganizację. Cała aktywność wydaje się tu jednak iść w autonomizm i działania doraźne, odpowiedzi na ataki i generalnie defensywę. Zabójstwo jednego z najbardziej aktywnych antyfaszystów to szok i potężny cios dla ruchu antyautorytarnego, nie wpływa on jednak na poszerzenie spektrum działań czy zmianę priorytetów. Skupienie na punku i zabawie mści się kolejnymi atakami, natomiast tytułowy bohater wyciąga z tego wciąż ten sam wniosek – potrzebne nam inne, nowe miejsce samoorganizacji. I zakłada nowy klub. Historia zapewne będzie się powtarzać.

Film był jedynie wstępem do dyskusji na temat aktualnych strategii i taktyk antyfaszystowskich. Zwrócono uwagę, że ważny jest kontekst kulturowy – w Brazylii wszelka aktywność społeczna jest silnie kontrolowana (również poprzez inwigilację). W istocie jednak z filmu dowiadujemy się jedynie o problemach subkulturowej młodzieży, a nie większości biednych Brazylijczyków. Nic dziwnego, że taka strategia spotkała się z ostrą krytyką zebranych w Zemście działaczy. Nie padł co prawda tytuł „Antifa – łowcy nazi-skinów”, ale jest jasne, że to właśnie ten dokument byłby dla zebranych punktem odniesienia. W owym dokumencie przeciw faszystom stawali raperzy, imigranci, skinheadzi, skejterzy – razem stworzyli silny ruch, czyniąc antyfaszyzm popularnym i masowym, także wśród kręgów pozasubkulturowych. Dziś realia, także we Francji, są inne (wzrasta poparcie dla Frontu Narodowego), pozostaje więc zapytać: co do tego doprowadziło i jak można to zmienić?

Wyczuwalna jest potrzeba nowych narracji, nowych punktów odniesienia, wreszcie – nowych taktyk. Kiedyś takim odniesieniem były subkultury, muzyka, teksty piosenek. Dziś jest to jedna z opcji indywidualnej autokreacji, zręcznie zaadaptowanej na potrzeby neoliberalnego kapitalizmu (który nawet antysystemowy bunt przemienia w chodliwy towar). W rezultacie niegdyś silny (choć subkulturowy) ruch antyfaszystowski stracił inicjatywę polityczną i legitymizację społeczną, stając się jedną z ezoterycznych nisz – media raz nim straszą, raz przedstawiają jako nadzieję na zmiany, generalnie jednak spychają na margines, a nowi ludzie nie garną się masowo do politycznych czy ulicznych działań.

W siłę rośnie natomiast skrajna prawica. Dlaczego? Zdaniem zebranych w Zemście duży wpływ ma na to brak naszej inicjatywy i pewnej dozy bezczelności. Zamiast np. iść z przekazem „dziś to czyściciele kamienic są naziolami” skupiamy się na tagach „161” i zamalowywaniu swastyk. Problem jest jednak też w czym innym. Nazwanie kogoś faszystą (podobnie jak lewakiem) nie jest żadną ujmą, właściwie nie oznacza nic, a na pewno tzw. zwykli ludzie nie zwracają na to żadnej uwagi. Dewaluacja terminu, na którą miało niewątpliwie nazywanie od kilkudziesięciu lat „faszyzmem” wszystkiego, co nam się nie podoba, spowodowała, że tego typu napiętnowanie traci rację bytu jako strategia walki społecznej. Problem w tym, że wychwyciła to i – dzięki temu – zmieniła się skrajna prawica, a nie ruch antyfaszystowski. I dlatego nacjonaliści pchają się do struktur centralnych, podczas gdy my mamy opory przed pójściem krok dalej (niekoniecznie nawet w instytucjonalną politykę). Ostatnio zaczyna to się co prawda, przynajmniej w Polsce, zmieniać, ale wciąż za mało, by porwać ludzi do działania. Potrzeba nam sojuszników, silnych porozumień różnych grup, oddolnej pracy w „naszych miejscach”, ale tez wychodzenie poza nie. Przede wszystkim nie powinniśmy bać się naszego przekazu – nie ma sensu go „sondować”, po prostu trzeba działać. Zwłaszcza od podstaw, choćby od wyklejenia kilkuset plakatów z ekipą. Powinniśmy być otwarci, a nie mówić ludziom: będąc u nas musisz to, to i to. Warto czasem dać przysłowiowy pędzel i zrobić coś razem.

Osobnym problemem, o którym jak się wydaje za mało rozmawialiśmy, jest zasłanianie się przez nacjonalistów i neofaszystów barwami lokalnych klubów sportowych. W Poznaniu, po aferze narkotykowej z 2010 roku, Stowarzyszenie Wiara Lecha oficjalnie odcinało się od wszelkich skojarzeń ze skrajną prawicą i unikało legitymizacji zasłaniania się faszystów klubowymi barwami. Takie wypadki się jednak wciąż zdarzają, podobnie jak spotykamy się ze zjawiskiem rozsiewania plotek o rzekomej współpracy z policją, władzą czy wreszcie – o atakowaniu kibiców przez anarchistów i antyfaszystów. Czy skala tego zjawiska jest faktycznie duża? Czy w mieście takim jak Poznań – gdzie kibicowanie Lechowi jest niejako miejską tradycją – ma to przełożenie na społeczne poparcie dla działań antyautorytarnych? Jaka część antyfaszystów to aktywni kibice? Jak wielu z nich ma kontakt z lokalnym środowiskiem? Czy umiemy wykorzystać potencjał stadionowej wspólnotowości?

Te pytania zostały z nami po dyskusji i nie powinny dać nam spokojnie spać. Pytanie „jaki antyfaszyzm?” pozostaje wciąż otwarte.

Brak komentarzy

Odpowiedz