Prezentujemy drugą część wywiadu z grupą Brigadir, a konkretnie z wokalistą Olegiem „Żukiem” Żukowem i gitarzystą Sergejem. W pierwszej części było więcej o muzyce, ta poświęcona jest głównie kwestiom ideologicznym.

Jak wygląda polityczna aktywność ludzi spoza subkultur punków i skinheadów, jest jakaś linia współpracy na polu antyfaszystowskim czy np. praw pracowniczych?
Ż.: Zarówno ludzie z subkultury, jak spoza niej słabo biorą udział w życiu politycznym, wszyscy mają na to wyjebane. Jest świetna anegdota, która doskonale obrazuje całą rosyjską rzeczywistość – rządy różnych państw wydały rozporządzenia, że każdego człowieka będzie się w piątek wieczorem tłuc pałką po tyłku. W Anglii były z tego powodu wielkie protesty, we Francji też, a w Rosji ludzie przyszli wcześniej, żeby móc wcześniej zwolnić się z roboty następnego dnia. Pytanie jak nisko musi wszystko upaść, żeby ludzie zaczęli coś robić, bo jeżeli chodzi o prawa pracownicze czy osobiste wolności w Rosji już mamy przejebane. Zabraniają aborcji, dają mandaty tym, którzy nie pracują, jest coraz gorzej, ale ludzie mają to w dupie. Dajmy na to jutro wprowadzają prawo, które zabrania robić ci różnych rzeczy, coś jest dla ciebie ważne, a nie możesz tego robić. Ale mówisz: co robić, mam pracę, mam rodzinę, nie pójdę na mityng. Organizujemy czasami mityngi dotyczące różnych spraw, przychodzi na nie 50-100 osób, a w Sankt Petersburgu mieszka pięć milionów ludzi. Można policzyć jaki to jest mały ułamek procenta, załamiesz się jak będziesz liczył. Bardzo rzadko biorą udział w walce o prawa pracownicze, bardzo rzadko w akcjach antyfaszystowskich. Zwykli ludzie właściwie nigdy nie biorą udziału w akcjach antyfaszystowskich, antyfaszyzm to w Rosji temat czysto subkulturowy. A to, co teraz nazywają antyfaszyzmem – przeciw Ameryce i Obamie to już zupełna chujnia, ja mówię o prawdziwym antyfaszyzmie. Czasem bywają socjalne konflikty, kiedy na przykład komuś burzą dom, kiedy mieszkańców wyganiają z centrum na przedmieścia albo w ogóle na ulice, wtedy się organizują…
S.: To są ludzie, którzy nie mają już nic do stracenia
Ż.: Tak, mają zupełnie przesrane. Wtedy coś tam robią, my im pomagamy i mówią „tak, zuchy anarchiści, zajebiści jesteście, fajne macie idee”, ale wyciągnięcie potem tych ludzi na jakąkolwiek akcję jest nierealne. To jest: uczestniczą w jakimś konflikcie, w większości przypadków oczywiście przegrywają, możliwe, że uda im się uzyskać jakieś małe ustępstwa ze strony władzy, ale potem wracają do swoich zwykłych spraw. Nie wiem co można podać za przykład. Na przykład te konflikty pracownicze – ludzie biorą w nich udział, póki to trwa uczestniczą, uczestniczą, przytakują, ale jak uda im się cokolwiek osiągnąć, to się od razu wypisują. Powiedziałbym, że brak u nas kultury uczestnictwa w podejmowaniu decyzji. Wielowiekowe niewolnictwo do tej pory odciska swoje piętno. Na początku XIX wieku żyliśmy według prawa feudalnego i do tej pory żyjemy. W niektórych krajach, np. w USA czy w Anglii wielu ludzi nigdy nie wyjmuje swojego paszportu, a w Rosji mogą cię zamknąć na 15 dni jeśli poruszasz się bez paszportu, co to w ogóle jest? To jest prawo feudalne – nie masz prawa żyć bez meldunku, jeździć po Rosji bez paszportu, zostało tylko zabrać wszystkim te paszporty i zabronić podróżowania jak za Stalina, wtedy ostatecznie wrócimy do prawa feudalnego. I kiedy to wszystko mówisz, ludzie odpowiadają: „noo…”. To jest jak w tej opowieści – człowiek leci z góry, mija kolejne piętra i powtarza „póki co wszystko w porządku, póki co wszystko w porządku”. Póki to wszystko nie pierdolnie, ale wtedy będzie już za późno. Ja uważam, że już pierdolnęło.
S.: Dodam, że jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest strach wymieszany z jakąś apatią. Jeśli zamierzasz iść na jakąś akcję, to od razu myślisz co może się stać – pójdę to sfotografuje mnie policja, potem mogę mieć problemy w pracy, a jeszcze nic nie wywalczę. I jeśli a priori zakładasz, że nic się nie uda wywalczyć, to nic się nie udaje, bo na akcję przychodzi troje ludzi, a trzy tysiące właśnie tak to rozważa. Strach i apatia – z tych powodów jest jak jest. Wszyscy w Rosji są wystraszeni – że ich zwolnią, że ich policja pobije albo posadzi – takimi właśnie drobnostkami. Że na nich będą krzywo patrzeć.

Porozmawiajmy o antyfaszystowskiej piłkarskiej chuligance. Nasze źródło w Rosji doniosło, że ty Oleg brałeś udział w antyfaszystowskim ruchu kibicowskim.
Ż.: Dosyć długo staraliśmy się tworzyć doping dla jednego z miejscowych klubów, ale był on na tyle chujowy, że wszystko przegrywał, to był Pietrotrest. Wszystko przegrywał i w końcu naprawdę mieliśmy dość. Klub przegrywa 0:6, ze spuszczoną głową wracasz do domu i myślisz sobie „znowu przejebali”. Potem zaczęliśmy działać w piterskim fan klubie moskiewskiego Spartaka. Początkowo byli tam tylko antyfaszyści i apolityczni, ale oczywiście nie określaliśmy się jako ruch antyfaszystowski. Po prostu – jesteśmy kibicami i nie mamy kontaktów z nazistami. Ale potem ludzie zaczęli bardziej wciągać się w chuligankę, zapominać o antyfaszyzmie, wchodzić w jakieś związki z prawicowcami i wtedy odszedłem, bo zaczęły pojawiać się jakieś grupki ze swastykami, z celtami. Zasadniczo tak to się skończyło. Były jakieś próby tworzenia antyfaszystowskiej kibolki w innych miastach, ale zwykle było to brutalnie przerywane przez boneheadów, tak jak podczas ostatniej takiej próby. Na pewno najbardziej udany w Rosji projekt był w pietrozawodskiej Karelii, pamiętasz kiedy to dokładnie było?
S.: W 2010 roku.
Ż.: Tak, w 2010 roku przyjechali na mecz do Sankt Petersburga i poszliśmy im kibicować, było nas ok. 70 osób. Przyszło wtedy zajebiście dużo kibiców Zenita i silnie na nas uderzyli…
Oni byli wtedy chyba ze sprzętem…
Ż.: No tak – oni byli ze sprzętem ale i my byliśmy ze sprzętem, było wtedy naprawdę ostro. Wkrótce klub zaczął mieć problemy, Karelia upadła i ruch kibicowski razem z nią. W Rosji w ogóle jest ciężko z tym tematem, jest tam silna prawicowa scena kibicowska…
S.: Prawicowcy mocno się tam w latach 90. umocnili. Jeśli sięgnąć do historii to wspomnieć można jak jeszcze w czasach pierestrojki skrajna prawica organizowała demonstrację, była to pierwsza demonstracja nazistów w ZSRR i ta demonstracja rozgoniona została przez kibiców Spartaka. Był to już wtedy ruch dosyć upolityczniony chociaż niejednorodny. Ale gdzieś w połowie lat 90. zaczęło to się silnie upolityczniać i nawet patrząc na top klubów Rosji gdzieś ok. 1993 roku, kiedy w części społeczeństwa silne były nastroje prosowieckie, to były wtedy też drużyny piłkarskie jak Smaral i Krasnaja Plesnia, którym kibicowali ludzie o takich poglądach, umownie można powiedzieć – lewicowcy. Tak było w początku lat 90. Ale w połowie lat 90. ruchy kibicowskie zaczęły wzorować się na Europie – Niemcach, Anglii – gdzie silne były prawicowe tendencje. Przyjeżdżało tez stamtąd dużo „misjonarzy”, którzy doradzali miejscowym nazistowskim organizacjom, w tym Blood & Honor. Jest taka niesprawdzona informacja, że na początku lat dwutysięcznych było zebranie Blood & Honor Moskwa, na którym byli przedstawiciele wszystkich topowych ruchów kibicowskich Moskwy i wszystkich grup chuligańskich. To znaczyłoby, że wszystkimi ruchami kierowali ludzie z Blood & Honor, razem spotykali się i radzili. I dlatego kiedy ruch antyfaszystowski próbował wejść ze swoimi tradycjami i kulturą w to środowisko, którym rządzili ci sami ludzie, to okazało się to bardzo trudne.
Ż.: Praktycznie nierealne i z czasem ludzie zaprzestali prób.
S.: Był taki ciekawy moment, kilka lat temu, kiedy u lokalnych klubów z północnego Kaukazu pojawiły się na trybunach antyfaszystowskie hasła. Miałem kontakt z kilkoma ludźmi stamtąd, więc wyrobiłem sobie jakiś pogląd – tam ludzie zaczęli angażować się nie przez kulturę, a właśnie przez antyfaszyzm zaczynali działać w subkulturze kibicowskiej. Zmuszała ich do tego sytuacja – nikt się z nimi nie liczył, wszędzie ich nienawidzili i atakowali ze sprzętem tylko dlatego, że nie byli etnicznymi Rosjanami. I poszli w kierunku antyfaszyzmu, ale po pierwsze – wtedy, tj. ok. 2010 r., nie wszyscy w antyfaszystowskim środowisku byli gotowi na ich przyjęcie, bo i tam było sporo uprzedzeń. A po drugie – nie wszyscy ci ludzie do końca rozumieli w co się angażują, ponieważ jest to bardzo konserwatywna część Rosji, ze swoimi tradycjami i zasadami. W Kabaro-Bałkarii, Dagestanie, nawet w Czeczenii pojawiła się jakaś grupa określająca się jako antyfaszyści, ale obecnie niewiele z tego zostało. Problemem są też finansowe problemy klubów. W Karelii np. ludzie kibicowali nawet po tym brutalnym ataku, a wszystko rozwaliło się przez brak pieniędzy. Do kibiców moskiewskiego klubu Sierp i Młot strzelali, cięli ich, ale wszystko znowu upadło dopiero z bankructwem klubu. Ruch kibicowski kaukaskiego Spartaka Nalczik rozpadł się też z powodu pieniędzy – klub spadł do drugiej ligi i nigdzie nie jeździli (ostatnio widać pewne odrodzenie tej ekipy – red.). Jest dużo takich przykładów, kiedy do upadku ruchów kibicowskich przyczynił się świat wielkiego komercyjnego „sportu”.
Ż.: Tak jak np. z MTZ, to samo. Ruch kibicowski był zajebisty, zbierali na trybunie setki ludzi. Kiedy mieliśmy pierwszą większa trasę, poszliśmy w Mińsku na mecz i po prostu ochujeliśmy widząc setki osób zarzucających „Antifa-hooligans”.

Macie piosenkę „Sport, ZOŻ, Antirasizm”. (ZOŻ – popularne wśród antyfaszystów na wschodzie hasło, skrót rozwijany jako Zdorovyj Obraz Żyzni, tł. Zdrowy Styl Życia – red.) Opowiedzcie dlatego sportowa postawa powinna być nieodłączną częścią ruchu anarchistycznego i antyfaszystowskiego.
Ż.: Tak, stoimy na takiej pozycji. Nigdy nie krytykowaliśmy ludzi, którzy stosują rożne używki, ale zawsze wspieraliśmy tych, którzy ich nie używają. To znaczy, że jeśli ktoś lubi sobie wypić piwo to nigdy nie powiemy mu, że jest skończonym durniem i ma spierdalać. Po prostu uważamy, że jeśli identyfikujesz się z ruchem antyfaszystowskim czy anarchistycznym to zawsze powinieneś być gotowy do walki. Ktoś może powiedzieć „jestem przeciw przemocy”, ale naziole nie będą się pytać czy jesteś przeciw przemocy czy za, psy też nie będą się o to pytać – po prostu rozwalą ci głowę. Uważamy, że powinieneś być do tego gotowy i dlatego najlepiej zajmować się sportem, jakimś sportowo-bojowym treningiem. Niekoniecznie musi to być np. powerlifting czy tajski boks, można np. uczyć się walki nożem. Widziałem mnóstwo chudych chłopaków, którzy wyczyniali z nożami takie rzeczy, że naprawdę bał bym się do nich podejść. Możesz np. kupić pistolet i nauczyć się strzelać – to też jest dobry wariant. Chodzi o to, że powinien to być temat stale obecny w życiu anarchisty ponieważ żyjemy na polu bitwy. W Rosji społeczeństwo schodzi coraz bardziej na prawo i niedługo będzie można dostać wpierdol tylko za to, że masz trzydzieści lat i nie jesteś żonaty, a tym samym nie jesteś pożyteczny społecznie. A jak jesteś jeszcze antyfaszystą czy anarchistą to już w ogóle… Dotyczy to zarówno kobiet jak i mężczyzn. Jesteśmy za równouprawnieniem w każdej kwestii i w tej kwestii również. Nigdy nie krytykowaliśmy tego, że np. dziewczyna przyszła trenować sztuki walki czy chce się uczyć walki nożem. Zawsze to popieraliśmy ponieważ może dojść do sytuacji, że dziewczyna będzie musiała obronić się sama, bez pomocy faceta. A konkretnie o ZOŻ – chodzi o to, że nasze ciało jest jak maszyna i jak każda maszyna zawsze powinna być w jak najbardziej roboczym stanie. Jeżeli nie będziesz dbał o swój samochód, nie będziesz dolewał oleju, to on ci się rozwali i tak samo jest z twoim ciałem. Jeśli dziś poszedłeś na siłownię i porządnie potrenowałeś, a na drugi dzień uwaliłeś się heroiną to cały twój trening na nic. Właśnie dlatego propagujemy zdrowy styl życia, żeby być gotowym do konfrontacji. Chociaż niektórzy mówią, że profesjonalny sport nie jest zdrowy i w jakimś stopniu z tym się zgadzam, ale my np. zajmujemy się profesjonalnym sportem m.in. dla propagowania wegetarianizmu i tutaj już możemy poświęcać pewne aspekty naszego zdrowia, takie jak bolące stawy, bolące kolana itd.. itp. Ale zasadniczo większość ludzi, w szczególności aktywistów namawiamy do zajmowania się sportem, kulturą fizyczną i prowadzenia zdrowego stylu życia.

Opowiedz krótko o projekcie Wegetariańska Siła.
Ż.: Wegetariańską Siłę wymyśliliśmy jakieś 3 lata temu. Byli u nas sportowcy – wegetarianie, osiągali nawet jakieś sukcesy, ale nie było zorganizowanego ruchu czy jakiejś marki, którą można by było pokazać ludziom – a społeczeństwo żyje znakami, brandami. I wtedy właśnie wymyśliliśmy tę drużynę jako sposób propagowania wegetarianizmu, nawet nie wśród sportowców, ale wśród ludzi, którzy sportem się jeszcze nie zajmują, wśród wegetarian, którzy przychodzą na siłownię i mówią „bez mięsa to nic tu nie osiągnę”. I wtedy możemy powiedzieć „nie bracie, nie masz racji, jest taka ekipa Wegetariańska Siła, zajmują się sportem i osiągają sukcesy”. Po to właśnie powstała Wegetariańska Siła i uważam na razie wszystko idzie dobrze.

Porozmawiajmy o homofobii, jest to u nas obecnie bardzo dyskutowany temat. Jaki jest wasz stosunek, jak pod tym względem wygląda sytuacja w Rosji?
S.: Jesteśmy absolutnie przeciwko homofobii, nie raz o tym mówiliśmy ze sceny, podpisywaliśmy też oświadczenia przeciwko homofobii. W grupie nie ma homofobów. Problem dotyczy też Rosji, dlatego, że w kraju, po tym jak pojawił się młody, prężny ruch związany z cerkwią prawosławną, moim zdaniem nastroje homofobiczne rosną. Jest coraz więcej kroków w kierunku tradycjonalizmu, kultu rodziny i innych patriarchalnych wartości. Walka z gejami i lesbijkami jest jednym z aspektów propagowania tego konserwatyzmu, więc występując przeciwko homofobii, wspierając wolność zawierania związków wybijamy cegiełkę z putinowskiego, prawosławnego, patriarchalnego systemu. Dlatego uważam że zajmowanie w tej kwestii właściwej pozycji jest bardzo ważne.
Ż.: Jeżeli chodzi konkretnie o Brigadir, to bardzo mnie zastanawia skąd w ogóle pojawiły się głosy, że jesteśmy homofobami. Osobiście uważam, że jest to pewnego rodzaju sprzeczność, jeżeli człowiek nazywa się antyfaszystą i jednocześnie jest homofobem dlatego, że dla mnie antyfaszysta to nie tylko człowiek, który jest przeciwko boneheadom, nazistom czy faszystom. Antyfaszyzm to określony system wartości, który wyklucza jakąkolwiek dyskryminację i tym bardziej dyskryminację z powodu orientacji seksualnej. Nigdy nie mogłem zrozumieć co kogo obchodzą czyjeś prywatne sprawy. Niektórzy mówią „nie jestem przeciwko nim, jeśli zajmują się sobą w domu, ale jeśli będą się całować na ulicy to już przesada”. Czemu tym się kurwa przejmujesz, przecież ciebie nie ruszają?! Skąd się bierze ta homofobia? Wiadomo skąd się ona bierze w kapitalistycznym, patriarchalnym społeczeństwie, ale skąd się wzięła w ruchu antyfaszystowskim też wiadomo. Były próby popularyzowania przez niektórych teorii, że trzeba być bliżej ludu i jeśli lud jest homofobiczny, to my też będziemy homofobami po to, żeby przyciągnąć ludzi do ruchu antyfaszystowskiego, równie dobrze można mówić „jeśli lud jest rasistowski, to też będziemy rasistami, żeby przyciągnąć ludzi do walki z rasizmem”. Nie ma to żadnego sensu. Poświęcając jedne wolności na rzecz drugich stajemy się takimi jakimi nigdy nie chcieliśmy być, tak być nie powinno. Niedawno na wallu w serwisie społecznościowym opublikowałem antyhomofobiczny post i pojawiły się głosy typu „o kurwa, jestem zaskoczony, myślałem, że Brigadir to zajebiste chłopaki, a oni pedałów wspierają”. Zawsze powtarzam, że cieszę się mogąc zaskakiwać takich ludzi. Jeżeli oni już nigdy nie przyjdą na koncert Brigadira, to będzie oczywiście smutne, ale o wiele mniej smutne niż gdyby mieli przyjść na koncert mając w głowach jakieś homofobiczne czy seksistowskie uprzedzenia. Wypada tutaj od razu powiedzieć też o seksizmie, ponieważ o to też często nas oskarżają i rozumiem skąd to się wzięło. Kiedyś oskarżyli mnie o seksizm, bo moja dziewczyna wrzuciła fotografię w bieliźnie, no to kurwa to w końcu ja zrobiłem to zdjęcie czy ona, zmusiłem ją jakoś?! (śmiech). Ludzie mówią rzeczy typu „trenują, chodzą na siłownię, dupy modelują, żeby odpowiadać faszystowskim standardom, które ustanowiłeś”. Nawet jeśli założyć, że po to chodzą na siłownię, to nie ja ustanowiłem te standardy, ale społeczeństwo. Jeżeli chodzi o moje uczennice, to chciałbym, żeby trenowały nie po to, żeby mieć fajny tyłek, ale po to, żeby realizowały się w sporcie, żeby osiągały sukcesy. Dlatego zawsze powtarzam, że jeśli dla kogoś walka z seksizmem oznacza nie zajmowanie się sportem to ok, nie walczę z seksizmem. Ale jeśli walka z seksizmem oznacza walkę o równe traktowanie kobiet w pracy, przeciwko przemocy domowej, przeciwko zakazowi aborcji, to tak – walczę z seksizmem i zawsze występowałem przeciwko jakiejkolwiek konserwatywnej chujni w ruchu antyfaszystowskim. Tyczy się to też różnych okołoprawicowych idei pojawiających się w ruchu straight edge, np. dotyczących narzucania monogamii, uważam to wszystko za prawico-faszystowskie konserwatywne gówno, na które nie powinno być miejsca w antyfaszystowskim, a tym bardziej w anarchistycznym dyskursie. I zarówno homofobia jak i seksizm podobają się ludziom, którzy tak naprawdę mają autorytarną mentalność.

No dobrze. To porozmawiajmy jeszcze o Ukrainie – Majdanie, Donbasie. Jaki macie stosunek do tego wszystkiego?
S.: Jeśli zapytasz o to dziesięciu antyfaszystów czy anarchistów z Sankt Petersburga czy ogólnie z Rosji, to usłyszysz pewnie z sześć różnych punktów widzenia. Ktoś popierał Majdan, ale nie popiera tego, co było później, inny niczego nie popierał, jeszcze ktoś poparł jedną ze stron, dlatego powiem co ja osobiście o tym sądzę. W czasie Majdanu śledziłem wszystko, co się działo przez Internet, ale nie chciałem tam jechać. Część znajomych była, szczególnie Ukraińcy mieszkający w Rosji. Nie chciałem tam jechać ponieważ rozumiałem, że aby to była nasza walka, wcześniej musiałaby zostać wykonana solidna praca, a takiej nie było. Ruch anarchistyczny pojawił się na Majdanie nieprzygotowany, nie mówiąc już o socjalistach i innych. Oczywiście było to pewne doświadczenie dla wielu ludzi, doświadczenia samoorganizacji w krytycznych sytuacjach. Ale niestety praktyka pokazała to, czego wielu się obawiało – że będzie to tylko zmiana władzy i nic poza tym. Przyszedł nowy prezydent, który wcześniej był w jednej partii z byłym prezydentem i nic się nie zmieniło. Wszystko tłumaczy wojną, mówi, że jak skończy się wojna wszystko będzie inaczej. Majdan cały czas się wycofywał, w końcu bardzo uprzejmie poprosili ich o rozejście się. Miały być wielkie reformy zbliżające kraj do ludowładztwa, ale nic z tego nie miało miejsca. Oczywiście określoną rolę odegrała tez agresja zorganizowana przez Rosję na Wschodzie. Jeżeli chodzi o Rosję – nie mamy wątpliwości, że w Donbasie są rosyjskie wojska, a konkretnie ja nie mam co do tego wątpliwości. Możliwe, że niektórzy Ukraińcy wyolbrzymiają rolę Rosji, ale wystarczy popatrzeć na pierwszych liderów tzw. separatystów na Donbasie – byli tam byli funkcjonariusze FSB, GRU, jacyś politolodzy działający wcześniej w Moskwie. W każdym razie miejscowych tam praktycznie nie było, na kluczowych stanowiskach byli sami Rosjanie związani z siłowymi strukturami i partią władzy, dopiero potem dołączyli innych – ktoś był miejscowy, ktoś inny miał donieckie korzenie. Kto ich wymienił, jak doszło do tej zamiany, dlaczego tamtych zabrali a wstawili tych? Nie rozumiem dlaczego nikt się nad tym nie zastanawia. Była jakaś rada, która to przegłosowała? Nie, po prostu jednych zastąpili drugimi, kto to zrobił jeśli nie Moskwa? W Moskwie jest jakiś określony krąg ludzi, który się z tego powodu zebrał i oczywistym jest to, że wszystkie tropy prowadzą do Moskwy. Z drugiej strony bardzo lubię oglądać reportaże amerykańskiego kanału Vice News, bywają tam czasami takie mocne obrazy pokazujące np. ludzi, którym Ukraińcy rozwalili domy, więc z beznadziei wzięli do ręki broń i poszli walczyć. Patrzysz na nich i ich rozumiesz. Albo na odwrót – Ukraińcy, którym separatyści zabili kogoś z rodziny i poszli walczyć. Patrząc na to wszystko całościowo robi się przykro z powodu wszystkich tych ludzi biorących udział w wojnie po obu stronach. Szczególnie z powodu tych prorosyjskich, ponieważ to jest jakieś wielkie oszustwo, że działają dla dobra ludu i przeciwko faszyzmowi. W ogóle obie strony obwiniają się o faszyzm, jedni mówią „Putin to faszysta”, a drudzy „banderowcy to sługusy faszystów”. Zasadniczo wszystkie ślady prowadzą do kapitału i wielkich politycznych gier. Robi się bardzo przykro patrząc jak wielu ludzi straciło rozsądek. Ludzie, którzy jeszcze wczoraj byli razem z nami, byli naszymi towarzyszami. Niektórych do tej pory uważam za towarzyszy, myślę, że się pogubili. Po prostu gorące serca sprawiają, że kiedy wydarza się coś takiego, tracą trzeźwy osąd sytuacji i nie potrafią stać obok. Osobiście smuci mnie to bardzo i jest mi przykro, że wszystko tak się dzieje.
Ż.: Mogę tylko dodać, że nie do końca zgadzam się z tym, że nic się nie zmieniło. Prawicowcy w odróżnieniu od lewicy zdołali wyciągnąć z Majdanu korzyści, do tego całkiem spore. I to się zmieniło. Uważam, że pod względem sytuacji z prawicowcami przed Majdanem było dużo lepiej. Kiedy tylko zaczął się Majdan od razu powiedziałem, że nic dobrego z tego nie wyjdzie, że prawicowcy pójdą do przodu, a nasi jak zwykle przesrają, ponieważ nie są do tego przygotowani, nie umieją pracować z ludźmi, nie potrafią nawet współpracować między sobą. I obecnie stoję na pozycji totalnego dezerterstwa, ponieważ osobiście nie rozumiem jak anarchista może walczyć za Ukrainę, nawet przeciwko Rosji. Ja, jako anarchista mam absolutnie wyjebane na to, kto będzie rządził w Rosji – Putin czy Obama. Jeżeli amerykańcy nas zaatakują pierwszy zdezerteruję, nie pójdę walczyć za Rosję, bo co za różnica, dla mnie jako anarchisty, kto będzie stał na górze. Dla mnie jako robotnika nic się nie zmieni. Jako anarchista nie rozumiem jak ludzie uważający się za anarchistów mogą iść walczyć. No dobra, możliwe, że jest ta rosyjska agresja. Ona jest, jeden nasz znajomy z armii pojechał tam walczyć. Ale anarchisty nie powinno obchodzić kto tam będzie – Putin czy Poroszenko. Jesteś anarchistą – powinieneś wybierać między Poroszenką lub radami robotniczo-chłopskich delegatów. Gdyby był taki wybór, to poszedłbym walczyć za rady, ale jeśli wybór polega na walce za Putina lub Poroszenkę, to na pewno nie pójdę. Z Rosji, chwała Bakuninowi, mało ludzi jeździ walczyć, najczęściej są to czerwoni. Anarchiści nie jeżdżą walczyć za Noworosję. Według mnie byłoby to szaleństwo podobne do angażowania się po stronie ukraińskiej we wszystkie te ruchy wspierające ATO. Ludzie mówią „my nie walczymy za Ukrainę, chcemy po prostu zdobyć doświadczenie”, ale dla mnie to coś takiego jak zaciągnąć się do specnazu milicji żeby „zdobyć doświadczenie”.
S.: Tylko bardziej niebezpieczne…
Ż.: Tak, bardziej niebezpieczne, bo możesz zginąć. Dużo anarchistów tam zginęło…
S.: Nie, spośród anarchistów nikt nie zginął.
Ż.: Nie? Ale na Majdanie zginęli.
S.: Na Majdanie tak.
Ż.: Ogólnie uważam, że nie jest to właściwy dla anarchisty sposób zdobywania doświadczenia. Walczyć razem z prawicowcami w jednym oddziale za ukraińskie władze, za kapitalistów, za to, żeby ci kapitaliści mogli grabić też ludzi Doniecka, Ługańska i innych miast. Jako anarchista możesz walczyć za to, żeby tych ludzi nie grabili kapitaliści, ale nie możesz walczyć za to, żeby tych ludzi grabili ukraińscy kapitaliści, a nie rosyjscy kapitaliści. Dlatego faktycznie bardzo negatywnie oceniam wszystkie te ruchy ukraińskie. Bardzo przykro jest patrzyć na totalne zejście na prawo kibiców Arsenala, którzy jeszcze dwa lata temu chodzili z czerwono-czarnymi znakami „Class war” a teraz noszą logotypy Azowa i…
S.: Nie, logotypu Azowa nie noszą!
(tutaj nie zakończona konsensusem krótka dyskusja dotycząca źródła informacji o kibicach Arsenala z flagą Azowa i tego czy faktycznie to byli oni – red.)
Ż.: W każdym razie wszystko to jest bardzo przykre, ale co możemy zrobić? Kim dla nich jestem, żeby im mówić co mają robić? Jakimś jebanym moskalem i prędzej wielu z nich powie jeszcze, że jestem za Putinem, ponieważ… Ponieważ obie strony mówią mi jedno i to samo. Jeśli nie jesteś za Noworosją to jesteś jakby za Ukrainą, a drudzy, że jeśli nie jesteś za Ukrainą to jesteś za Noworosją. A ja jestem przeciwko jednym i drugim. Uważam, że anarchiści powinni być przeciwko jednym i drugim, i sporo ludzi też tak uważa, szczególnie w Sankt Petersburgu. Nie ma u nas sporów w tym temacie, większość uważa, że ci co pojechali powinni próbować jakoś przerwać to szaleństwo. Ale ci co są za Ukrainą mówią „przerwiemy jeśli oddacie nam Noworosję”, a ich oponenci mówią „no tak, my też przerwiemy jeśli to wy nam oddacie Noworosję”. Oczywistym jest, że tak łatwo to wszystko się nie skończy, już cała awantura bardzo wpłynęła na sytuację na świecie, a pewnie wpłynie jeszcze bardziej.

Późno już, pora kończyć. Może na koniec powiedzcie kilka słów polskim fanom.
Ż.: I polskim anarchistom. Bardzo wszystkich pozdrawiamy, dzięki za to, że jesteście. Dziękujemy wszystkim, którzy przyszli dziś na koncert, wszystkim organizatorom i wszystkim, którzy tworzą ten fajny skłot. Dziękujemy wam za to, że daliście możliwość dotarcia z przekazem do mieszkańców Polski.
S.: Dziękujemy za zainteresowanie nami i naszą twórczością, zobaczymy się jeszcze nie raz. Bierzcie udział w socjalnych konfliktach i rozwijajcie się.

Postaramy się, dzięki wielkie za koncert i rozmowę.