Już jutro kolejny spektakl pod tytułem „jak skurwić najważniejsze święto”. W Warszawie tysiące troglodytów, niedorozwojów, pseudopatriotów, katofaszystów i wszelkiej maści bydło będzie w rocznicę odzyskania niepodległości, ku chwale wolności wyzywać wszystkich, którzy nie myślą tak, jak oni, od Żydów, komuchów, pedałów. Będą kazali im iść do gazu, zapragną lać ich raz sierpem, raz młotem. W ramach radości z odzyskania niepodległości po 123 latach poleci bruk, kamienie, butelki i wszystko, co tylko wpadnie w ręce. Odbędzie się zapewne kolejna próba spalenia tęczy, która nadaje trochę kolorów i ciepła w tym szarym i „smutnym jak pizda mieście”, bo przecież żaden „prawdziwy” polak nie jest pedałem, nie może być pedałem i pedała popierać nie będzie.

Święto zawłaszczone od paru lat przez niedojebanych fanatyków, którzy największe zagrożenie dla kraju widzą w tęczy, ludziach odmiennej orientacji i tych, którzy śmiało twierdzą, że nie wierzą w „jedynego i prawdziwego Boga”. Wyjdą na ulice ludzie mający kompleks mniejszości, potrzebujący się dowartościować i zbyt głupi, by podjąć polemikę. Ludzie, którzy psują także MOJE święto, którzy swoim zachowaniem każą mi się wstydzić z tego, kim jestem. Bydło zamknięte na wszystkich, którzy choć trochę myślą inaczej jak oni. Pojawią się „patrioci”, a raczej patridioci pod znakiem krzyży celtyckich, wilczych haków i innych symboli, których w przeszłości używali prawdziwi wrogowie Polski.

Jedyne, co mi pozostaje, to mieć nadzieję, ze zdążę wrócić do domu po Biegu Niepodległości, który będę miał przyjemność zabezpieczać, gdzie ludzie będą świętować promując równość, sportową rywalizację oraz zdrowy styl życia, by wziąć do ręki popcorn i obejrzeć w internecie najbardziej żenujący spektakl w tym roku.