27 kwietnia w Brighton miał miejsce kolejny Marsz dla Anglii. Dla niezorientowanych jest to taki angielski odpowiednik Marszu Niepodległości, przy czym tutaj nacjonaliści co roku usilnie starają sie przekonać, że nie są rasistami, a nawet nie mają żadnych problemów z homoseksualistami itd. Oczywiście przekonywanie niezbyt dobrze im idzie – obecność znanych nazioli, hajlowanie, homofobiczne przyśpiewki nie za bardzo pomagają. W tym roku zresztą nawet to przekonywanie było takie na pół gwizdka, jakoś prawicowcy niezbyt mieli do tego serce.

Miejscowi antyfaszyści i antyfaszystki wykonali kawał dobrej roboty. W miasto poszło kilkanaście tysięcy wlepek, plakaty, rozdano kilkanaście tysięcy ulotek, zrzucano banery, robiono graffiti, odbyło się kilka publicznych spotkań i warsztatów, były wystawy, stoiska na mieście. Można powiedzieć, że nie było w mieście wiele osób, które nie słyszałyby o zapowiadanych protestach przeciwko Marszowi.

Z drugiej strony skrajna prawica mobilizowała równiez swoje siły. Dla nich po porażkach z ostatnich dwóch lat to było być albo nie być. Pomimo tego, że organizatorzy MFE cały czas wciskają bajki o nie byciu rasistami etc., skład grup wybierających się na imprezę nie pozostawiał żadnych wątpliwości. Na przyjazd napinała się każda większa i mniejsza grupka, których jest tyle, że nie ma co ich wszystkich wymieniać. Im bliżej terminu, tym jednak coraz więcej z nich zaczynało podawać najrozmaitsze usprawiedliwienia nieobecności na marszu.

Angielska ekipa nacjonalistycznych mitomanów pod nazwą Casualties United już od jakiegoś czasu próbowała przekonywać, że w tym roku pojawią się przebrani jak Czarny Blok i w związku z tym protestujący nie mogą miec pewności, kto stoi obok nich. Już rok temu ich plan zakończył się całkowitą masakrą grupy, która ten plan wcieliła w życie. Trudno powiedzieć na co liczyli prawicowi fantaści, być może na to, że szeregi lewaków ogarnie strach i zwątpienie. Kiedy wszyscy konsekwentnie ignorowali ich napinki, na dwa dni przed marszem okazało się, że to naprawdę tylko taki plan, żeby zmusić policję do egzekwowania zakazu maskowania. W alternatywnej rzeczywistości skrajnie prawicowych internautów policja NIGDY nie aresztuje antyfaszystów ani nie egzekwuje wobec nich zakazów. Oczywiście fakt, że jest zupełnie inaczej, wcale nacjonalistom nie stoi na drodze dobrej historii. Oczywiście również policja w UK jest tak niesamowicie zainteresowana grupką podstarzałych kiboli, których czasy świetności dawno już mineły, że na samą wiadomość o tym, że będa się oni maskować, zgodzili się egzekwować zakaz maskowania się. Na swoim blogu pajace z CU napisali nawet, że mieli specjalne spotkanie z psiarnią, która wedle nich “obiecała”, że jeśli nacjonaliści nie będą się maskować, nie pozwolą też na to Antifie.
Tymczasem w realnym świecie wiadomo było, że będzie ciężko z powodu tego, iż antyfaszystowskie mobilizacje w poprzednich dwóch latach przejeły kontrole nad ulicami Brighton i policja pomimo ogromnego nakładu sił i wydanych pieniędzy nie była w stanie zapewnić bezpieczeństwa uczestnikom nacjonalistycznego marszu i zagwarantować spokoju na ulicach, a do tego nie była w stanie wykazać się zbyt dużą liczbą aresztowanych, nie mówiąc już o osobach skazanych.

W ostatniej chwili chcąc pomieszać szyki protestującym, policja zmieniła kierunek marszu, aby ominąć rondo w centru miasta, które jest bardzo trudne do zabezpieczenia. Trasa dumnego, nacjonalistycznego pochodu miała więc wynosić 400 metrów w jedna stronę i powrót ta samą drogą. Dwa dni przed imprezą zawaliła się część drogi dokładnie w miejscu, gdzie miał zaczynać się marsz. Widać nawet jezdnia nie była chętna, żeby chodzili po niej nacjonaliści. Marsz został skrócony o kolejne 100 metrów.

W sam dzień od rana ulice patrolowane były przez gurpki bojowych antyfaszystów i doszło do pierwszych starć. Spora grupa protestujących otoczyła pub, w którym zbierali się nacjonaliści i dopiero szarża policyjnych koni pomogła utorować dla nich drogę na marsz. Skrajnie prawicowy spacer ruszył z niewielkim opóźnieniem. Zebrało sie na nim maksymalnie 150 osobników. Protestujący antyfaszyści odgrodzeni byli rzędem podwójnych metalowych barierek, trzymanych w miejscu przez wielkie worki z piaskiem. Policja szybko i brutalnie zdławiła próbę zablokowania marszu przez grupkę z banerem. W stronę marszu poleciało kilka przedmiotów ale generalnie psiarnia bardzo dobrze pilnowała bezpieczeństwa swoich podopiecznych. W samej wydzielonej „zagrodzie” do kontr-demonstracji było około 1000 osób, które gwizdkami i instrumentami calkowicie zagłuszały maszerujących nacjonalistów. Po drodze z okien zrzucono też dwa banery przeciwko marszowi (Racists go Home oraz ludzik wyrzucajacy swastykę do kosza), co spowodowało ogromny ból dupy u „patriotów”. Po zakończeniu marszu protestujący zostali zablokowani i musieli wracać naokoło, tymczasem policja zaczęła eskortować nacjonalistów w stronę dworca. Po drodze czekało jednak na nich kilkaset osób z bardziej bojowych ekip. Doszło do spotkania z grupką ubranych na czarno „patriotów”, którzy na serio wzięli pomysł Casuals o infintrowaniu Antify. Po zapytaniu się kim są jeden z nich odpowiedział „March for England” a drugi w tym samym momencie „Brighton Antifa”. Dalszej części rozmowy możecie się domyślać.
W innych miejscach doszło do kolejnych starć i aresztowań z obu stron, jakkolwiek policja była dla nacjonalistów w większości bardzo pobłażliwa. Przy jednej z bójek pod pubem, gdzie na oczach psiarni rzucano ławkami, krzesłami i kuflami, po całym starciu nacjonalistom pozwolono spokojnie odejść. Tymczasem na głównej ulicy antyfaszystowska załoga niezbyt zadowolona z faktu, że policja praktycznie prowadzi kolejny marsz przez miasto zbudowała barykady, co zmusiło „patriotów” do przemykania się na dworzec bocznymi uliczkami pod silna eskortą. Ostatecznie dzień zakończył się 27 aresztowanymi osobami, z czego 14 ze strony antyfaszystów. Kilka osób zostało rannych, głównie ze strony atakującej policji. Do samego rana pod komisariatem czekały na wychodzących grupy wsparcia i wszyscy mają zapewniona pomoc prawną. Kilku wychodzących z komisariatu nacjonalistów musiało biegiem uciekać do podstawionej taksówki, zaś jeden z nich zapytany czy był na marszu tłumaczył się, że był na komisariacie za…pobicie swojej dziewczyny!

Brighton po raz kolejny pokazało, że nacjonalistyczna zaraza nie będzie bez przeszkód rozwijać się w tym mieście i każda skrajnie prawicowa inicjatywa spotka się ze zdecydowaną odpowiedzią.

161 Crew/ Dywizjon 161