11.08 w Łodzi miało odbyć się spotkanie z faszystą Jackiem Międlarem. Miało, bo wobec zdecydowanego sprzeciwu społecznego zostało ono odwołane. Mimo to grupa około 50 osób wciąż zdecydowała się wyjść na ulicę na zaplanowany wcześniej protest, aby pokazać swój brak zgody na odradzanie się nacjonalizmu w Polsce.

„Łódź – nie dla faszyzmu”, „I raz, i dwa, i Antifa”, „Nacjonalizm – to się leczy” czy „No pasaran” to niektóre hasła, które były wykrzykiwane przez protestujących. Przedstawiciel łódzkiej organizacji młodych lewicowców przypominał, że antyfaszyzm to nie tylko chodzenie na protesty, ale również akcja bezpośrednia, jak np. zamalowywanie celtów. Oprócz tego pojawiały się wypowiedzi sprzeciwiające się wszelkiego rodzaju uprzedzeniom i wykluczeniom, jednakże wszystko w grzecznej, nieradykalnej formie.

Były to niestety jedyne warte uwagi fragmenty protestu. Wśród organizatorów przeważały partie i organizacje liberalne, co dało o sobie znać – w wypowiedziach reprezentantów partii i większości ugrupowań wciąż powtarzał się apel o tolerancję dla wszystkich poglądów (z wyłączeniem, na szczęście, nazistowskich) czy odwoływanie się do patriotyzmu lub „wartości chrześcijańskich”. Przedstawiciel KOD-u dziękował arcybiskupowi Rysiowi za jego „interwencję”, umniejszając tym samym rolę masowego sprzeciwu zwykłych ludzi. Pikietę próbowano również przejąć na rzecz środowisk protestujących w obronie konstytucji, twierdząc, że zapewnia nam ona… prawa człowieka. Na zakończenie natomiast większość protestujących postanowiła odśpiewać hymn Polski. Kilka osób sprzeciwiło się temu poprzez ukucnięcie zamiast stania, pokazując, że to właśnie taka fetyszyzacja symboli prowadzi do nacjonalizmu.

Największym kuriozum było pozwolenie wypowiedzenia się działaczowi łódzkiego Ruchu Narodowego, Dariuszowi Ziembie, tchórzliwie kryjącemu się za noszonym na rękach dzieckiem.

Chciał on nas przekonać, że skoro sprzeciwiamy się wystąpieniom jawnego nazisty, to znaczy, że chcemy zwalczać wolność słowa. Pytał nas też, dlaczego nie protestujemy przeciwko ukraińskiemu nacjonalizmowi. Co więcej, pozwolono mu się wypowiedzieć dwukrotnie, aby mógł odpowiedzieć na zarzuty antysemityzmu w środowisku narodowym. W trakcie tej wypowiedzi nagłośnieniowiec zdecydował się wyłączyć mikrofon, sprzeciwiając się traktowaniu ludzi jego pokroju jako równych w dyskusji.

Ten protest dosadnie pokazał problem z protestami przeciwko wszystkiemu, co jest na rękę obecnej władzy – organizacje i partie uczestniczą w nich w większości tylko po to, żeby zbić kapitał polityczny. Nie widzą one tego, że faszyzm jest pochodną kapitalizmu i nie oferują realnych zmian, jedynie odsunięcie PiS-u od władzy, co ma być najwyższą wartością i gwarantem dobrobytu i sprawiedliwości.