Freedom nie posiadał środków, aby na bieżąco relacjonować protesty podczas szczytu G20, lecz z tego zadania sprawnie wywiązało się w języku angielskim Enough is Enough, It’s Going Down, Plan C, Crimethinc i Insurrection News.
Za to my, w czasie kiedy kostka brukowa w pobliżu plaż jest układana na nowo, a karchery usuwają dowody buntu, znajdziemy chwilę, aby przyjrzeć się czym były protesty „Witajcie w Piekle” (Welcome to Hell).

Środki zaradcze państwa

Niemcy, jak każde zachodnie państwo, od dłuższego czasu przygotowywało się do masowych zrywów społecznych, często wykorzystując ekstremistyczny terroryzm jako wymówkę do dramatycznego ograniczania metod, którymi mogą posłużyć się obywatele, aby sprzeciwiać się coraz trudniejszej rzeczywistości neoliberalnej ekonomii.

W 2001 roku, po atakach w USA z 11 września, niemiecki rząd przegłosował ustawę antyterrorystyczną dającą władzy nowe możliwości monitorowania rozmów telefonicznych, komunikacji online lub sprawdzania kont bankowych i planów lotów, jak również umacniające role i pozycję służb wywiadowczych, granicznych i wojskowych.

Nieprzypadkowo z początkiem kryzysu finansowego z 2008 roku, który zachwiał fundamentami stabilności i wzrostu strefy Euro oraz mitu teorii skapywania Friedmana, nadeszła kolejna istotna zmiana w ustawodawstwie. Obawiając się rewolty, Niemcy wprowadziły prawo „Wielkiego Brata” pozwalające agencjom państwowym na zakładanie podsłuchów telefonicznych u „osób podejrzanych o terroryzm”, filmowanie domów, śledzenie sygnałów komórkowych lub nawet infekowanie komputerów „zdalnym oprogramowaniem kryminalistycznym”, aby niejawnie przeszukiwać ich dyski twarde.

Metody te, pozornie stosowane wobec pojedynczych ugrupowań lub osób, nie dawałyby zbyt dużego efektu. Jednak umożliwiając ich użycie do szeroko zakrojonej obserwacji społecznych malkontentów, dostarczają cenne informacje na temat każdego szeroko zakrojonego wydarzenia, a co za tym idzie, ułatwia również stosowanie represji wobec zbuntowanych głosów wśród dziennikarzy.

Następnie nadszedł szczyt G20. W przeddzień szczytu w Hamburgu rząd był w stanie wysokiej gotowości. Podczas gdy poprzednie szczyty G8 i G20 były dość skutecznie odizolowane, organizowane w oparciu o łatwe do obrony ośrodki, oddalone od znanych radykalnych obszarów, co udaremniło plany grup antykapitalistycznych, w tym roku polityczny zlot odbył się miejscu, które zdaje się w niezamierzony sposób prowokacyjnie bliskie zagłębiu niemieckiej kontrkultury – Sternschanze. Miejsca będącego obecnie frontem gentryfikacji w Hamburgu.

Gwar wzniósł się natychmiastowo i donośnie, nawet w mediach publicznych, z jego treści można było wyłowić, że tym razem to będzie coś dużego, z istotnym przekazem antykapitalistycznym. To była szansa dla niemieckiego rządu, aby użyć swojego aparatu do tłumienia zamieszek. Wykazał się on wyjątkową aktywnością tajnych służb, jak również dzięki zmianom w ustawodawstwie z 2016 roku (część postanowień działało już na długo przed ich wprowadzaniem).

Tak została opisana sytuacja na krótko przed rozpoczęciem G20 w lipcowym numerze niemieckiego anarchistycznego czasopisma GaiDao:

Nasi władcy nie stali bezczynie i również się uzbroili

Oprócz standardowej technologii wykorzystywanej przez policje, w ostatnich miesiącach wokół szczytu zostały zastosowane szeroko zakrojone i radykalne reformy prawne, przygotowane i zaadaptowane tak, aby zbudować nowy wymiar monitorowania przez państwo, zaostrzające zarazem kary w przypadku oporu.

Prawa organów ścigania oraz prywatnych firm ochroniarskich zostały rozszerzone przez władzę… Ostatni z punktów na długiej liście zmian, został wprowadzony pod koniec czerwca, kiedy Bundenstag zaadaptował kilka poprawek w ustawodawstwie, które pozwoliły na śledzenie prywatnej komunikacji i dysków twardych oraz korzystanie ze środków odszyfrowujących, a także, de facto, zniesienie prawa do milczenia w momencie konfrontacji z policją.
Prawa te zostały zastosowane do wszystkich (potencjalnych) krytyków obecnego ładu społecznego.

Scena została przygotowana tak, aby poradzić sobie z tłumami zmierzającymi do Hamburga, przeciwstawiającymi się najpotężniejszym przywódcom świata. Miało to przypominać pogrom – pokaz siły Europejskiej Wielkiej Bestii i przypomnieć kto tak taka naprawdę jest wolny w europejskich miastach.

A jednak: Polizei upokorzona

Jedno nie ulega wątpliwości – tegoroczny szczyt G20 udowodnił, że czwarty najpotężniejszy na świecie rząd, dysponujący ogromnym zasobem metod inwigilacji, dobrze wyposażonymi i wyszkolonymi służbami policyjnymi oraz odpowiednią ilością czasu na przygotowanie, definitywnie nie jest w stanie utrzymać miasta pod kontrolą podczas zrywu.

W zależności od tego komu wierzyć, dziesiątki lub setki tysięcy ludzi wyszło na ulice, aby protestować przeciwko G20. Protestujący przyjeżdżali z całego świata, ale przede wszystkim z ogromnej i dobrze skomunikowanej Strefy Euro. Choć Forteca Europa pozostaje niedostępna dla ludzi z zewnątrz, wewnątrz swoich murów pozwala na swobodne przemieszczanie się. Dzięki temu antykapitaliści z całego subkontynentu mieli możliwość zasiedlenia zarówno oficjalnie zatwierdzonych, jak i nielegalnych miasteczek namiotowych pojawiających się w wolnej przestrzeni Hamburga.

Wraz ze stale rosnącą liczbą uczestników, roztrzęsione służby policyjne zaczęły wzywać wsparcie z całego kraju, a weekend rozpoczęły od masowego zamykania miasteczek namiotowych (zarówno legalnych, jak i tych niezatwierdzonych), inicjowania nalotów oraz brutalnego ataku na inauguracyjny protest przeciwko szczytowi. Do wieczora ściągnęli na siebie zaciekłą reakcję zarówno ze strony europejskich antykapitalistów, jak i lokalnej społeczności.



Relacjonując wydarzenia, w poście z 7 lipca CrimethInc opisuje kolejne nadzwyczajne porażki policji i równie imponujące, inteligentne metody działania antykapitalistów w czasie zbliżania się drugiego dnia zamieszek:

Dziś w nocy, już drugiej z rzędu, około 20 000 policjantów uzbrojonych w najlepszą dostępną technologię do kontrolowania tłumu, całkowicie utraciła kontrolę nad centrum Hamburga. Poprzednia noc była dość ciężka, pełna starć i zdecentralizowanych ataków trwających długo po wschodzie słońca; dziś w nocy na kilka godzin zostali zmuszeni do wycofania się z sąsiedztwa Schanze, w czasie, gdy na skrzyżowaniach płonęły barykady, a tysiące ludzi radośnie świętowało strefę wolną od policji. Teraz burmistrz, który zaprosił G20 do Hamburga, obiecuje koniec przemocy, którą sam rozpętał.

Przyjrzyjmy się bliżej sposobowi działania policyjnej kontroli. W 1987 roku niemiecka policja rozpoczęła restrukturyzację mającą na celu zmianę modelu kontroli tłumu tak, aby zapobiec sytuacjom, w których tłum przechytrza i pokonuje służby, w szczególności takim, jak podczas May Day tamtego roku. Wprowadzony model, w którym długie szeregi oddziałów do tłumienia zamieszek są uzupełniane przez wysoce mobilne jednostki utrzymujące bliski kontakt z tłumem, służył do kontrolowania miejskich niepokojów w prawie niezmienionej formie, aż po dziś dzień (dla bardziej szczegółowych informacji dotyczących historii taktyki niemieckiej policji, zajrzyj do tego pomocnego artykułu).
Trzydzieści lat po wprowadzaniu tego modelu, w 2017 roku, tłum z Hamburga ponownie zdołał wymanewrować i pokonać policję. Tym razem, udało się to dzięki rozproszeniu akcji na dużą powierzchnię miasta oraz przeprowadzanie szybkich i skoncentrowanych zdecentralizowanych akcji. Za każdym razem, kiedy policja ustanawiała linie kontrolne, ludzie (nie tylko demonstranci, ale też wspierający obserwatorzy) zbierali się po ich drugiej stronie. Małe, dobrze zorganizowane mobilne grupy demonstrantów, były w stanie odnaleźć drogi ucieczki i przeprowadzać sprawne ataki, w tym samym momencie, kiedy duży tłum odciągał siły policyjne raz w jedną raz w drugą stronę. Im większy teren musiał zostać objęty policyjną kontrolą, tym bardziej policja antagonizowała populację, a z im większą ilością demonstrantów musieli się zmagać, tym bardziej ich szeregi były rozrzedzone. W końcu stracili kontrolę nad najbardziej niezdyscyplinowanymi regionami i zostali zmuszeni do całkowitego odwrotu.

Poza samymi zastrzeżeniami odnośnie taktyki, jedną z najważniejszych porażek policji było oparcie swoich działań, mających na celu kontrolę ludności, na brutalnej sile, przez co utracili wiarygodność w oczach społeczeństwa. Ich absurdalny i niesprowokowany atak na wczorajszą (6 lipca) demonstrację Welcome to Hell obrócił całe miasto przeciwko nim. Nic więc dziwnego, że utracili kontrolę.

Nie ulega wątpliwości, że na pewno ją odzyskają, najprawdopodobniej kosztem cierpienia losowych osób, które zdecydują się pozostać na ulicach. Cieszyć jednak powinien nas fakt, że zostali pokonani i nie są w stanie kontrolować społeczeństwa. Co więcej, ogromna odwaga, którą pokazali ludzie z Hamburga, którzy stanęli naprzeciwko tak potężnego przeciwnika, powinna być dla nas inspiracją.

CrimethInc miało rację twierdząc, że policja będzie dążyła do zemsty. Tak zostało to wczoraj opisane przez Enough is Enough:

Całe miasto jest przeszukiwane przez Hamburską policję, która szuka międzynarodowych aktywistów w hostelach i na stacjach kolejowych. Podobno władze szukają zwłaszcza włoskich i francuskich protestujących, tak, jak i flag kurdyjskich. Do tej pory podczas zgromadzaniu zostało aresztowanych 15 włochów, w tym członkowie parlamentu europejskiego.

Zgodnie z informacjami zespołu prawników G20, nakaz aresztowania został wydany dla 15 osób, a 28 osób przebywa w areszcie prewencyjnym. Część z osadzonych została przeniesiona do więzienia w Billwerder i Hanöversand. Pomimo wystarczającego zaplecza, cele w ośrodku osadzenia w Harburgu zostały nadmiernie obciążone bez żadnej potrzeby. W niektórych z cel przebywało nawet ośmiu, zamiast zamierzonych pięciu, przetrzymywanych. Temperatura w celach sięgała 35°C. Mimo wcześniejszych zapewnień przetrzymywani zostali ulokowani w nieklimatyzowanych celach. Niektórzy z nich zgłaszali, że w czasie 24 godzin otrzymali jedynie dwie kromki chleba.

Dziś już odbywa się wielkie „sprzątanie”, z wykorzystaniem wydarzeń na social mediach, podobnych do „sprzątania” po zamieszkach, które miały miejsce w Londynie w 2011 roku, kiedy to setki liczących się przedstawicieli klasy średniej starało się usunąć wszystkie dowody na to, że jakiekolwiek zajścia odstające od normy, miały miejsce.



Co z tego wyniknie?

Obecnie środowisko anarchistyczne jest podzielone na dwa szeroko pojęte i momentami przenikające się wzajemnie obozy, prezentujące odmienne poglądy w sprawie starć mających miejsce w trakcie szczytu.

Pierwsza grupa, często nastawiona bardziej rewolucyjnie, postrzega te wydarzenia jako kluczowe dla procesu budowania bezpośredniego oporu, nierzadko niewykluczającego użycia siły, a także mobilizujące młodzież do wyjścia poza narzucone ramy dorastania i starzenia się w granicach ustalonych przez państwo i kapitał.

Druga zaś, znacznie mniej oczarowana „szczytowymi wybrykami”, uważa, iż choć podobne wydarzenia oferują niewątpliwy zastrzyk adrenaliny i mogą inspirować niektórych do działania, to tak samo mogą prowadzić do podziałów i wykluczenia w środowisku, a zarazem stają się niejako mimowolnymi manewrami ćwiczebnymi dla służb mundurowych oraz pożywką dla elit służącą do manipulacji społeczeństwem. Z całą pewnością można też stwierdzić, że nie są to działania, w których mogą brać udział wszyscy, czując się bezpiecznie.

Obie grupy, w zależności od okoliczności mają po części rację. Zarówno miniony szczyt G20, jak i ostatnie wydarzenia w USA, które spowodowały, że pierwszy raz od dekad w dyskursie publicznym pojawiły się wyrażenia takie jak „ancom” i „antifa”, przypominają nam o tym, że czyny spektakularne, akcje prowadzone z rozmachem, mogą mieć siłę przebicia w najczęściej stonowanym mainstreamowym przekazie medialnym. Wiele osób radykalizuje się, kiedy obserwuje lub bierze czynny udział w takich właśnie wydarzeniach. Nadszarpnięcie pieczołowicie wypracowanego wizerunku idealnego burżujskiego społeczeństwa i ukazanie policji jako pewnego rodzaju maszyny posiadającej swoje ograniczenia, wzmaga małe poczucie pewności siebie u zbuntowanych. W tym sensie, wydarzenia w Hamburgu to być może największy sukces rewizjonistycznych ideałów bieżących lat, przynajmniej w Europie.

Z drugiej strony zaś Hamburg był widowiskiem, które przeraziło ludzi. Ogromne rzesze użytkowników mediów społecznościowych na całym świecie obserwujących rozwijająca się sytuacje, mają wyrobione opinie ukształtowane stereotypami i osądami wylewającymi się z pierwszych stron wszystkich największych gazet, a także zwyczajnym poczuciem tego, że niszczenie własności prywatnej najzwyczajniej w świecie nie jest w stanie w żaden sposób wpłynąć na bogate elity. Dla wielu z tych, których nie było w Hamburgu (a także dla części z tych, którzy byli) to, co miało miejsce, nie było niestety zwycięstwem nieposłuszeństwa wobec państwa policyjnego, a płonącym symbolem anarchii i chaosu. Jako narzędzie wyrażenia opinii i budowania ruchu, ten miecz ma bardzo ostre krawędzie.

W nadchodzących dniach będzie miało miejsce wiele aresztowań, powstanie ogromna potrzeba solidarności, która spotka się z wielkim wysiłkiem wkładanym przez państwo w zniszczenie tych, którzy upokorzyli państwo i zniszczyli mit o jego niezwyciężalności. Będzie miało miejsce zarówno potępienie, ale również, z uwagi na obecne środowisko, jak i klimat medialny, tymczasowa dyskusja o tym, czego chcą anarchiści. Zagrożenia i możliwości. Miejmy nadzieje, że korzyści przeważą straty.

A już na pewno nie będzie nudno.

Maurice Reclus

Zdjęcia: Klaus Friese, Rasande Tyskar, Mehr Demokratie i Crimethinc

Za: anarchistnews.org