161 Crew
Facebook 161 Crew Instagram 161 Crew Tumblr 161 Crew Twitter 161 CrewYouTube 161 Crew Materiały opublikowane na stronie mają wyłącznie charakter informacyjny, redakcja strony nie namawia nikogo do łamania prawa.

HISTORIA RUCHU REDSKINS WE FRANCJI

Francja – unikalna sytuacja.

Francuski ruch RASH (Red Skinów)* – pierwszy, który zaistniał na dużą skalę na arenie międzynarodowej – powstał w szczególnych okolicznościach lat osiemdziesiątych (dokładnie lat 1984-86). Okoliczności te polegały, z jednej strony, na bardzo ciężkiej sytuacji ekonomicznej i politycznej (których głównym przejawem było ogromne bezrobocie) pierwszych neoliberalnych reformach i silnej pozycji ekstremalnej prawicy, reprezentowanej przez Front Narodowy. Z drugiej, duży wpływ wywarło pojawienie się we Francji kultury alternatywnej (mieszanki francuskiego punk-rocka, protestów politycznych i multikulturalizmu).

Odizolowana kultura miejska.

Pierwsi francuscy RedSkini nie pojawili się wewnątrz ruchu SkinHeadów, ani nie mieli szczególnych związków z jego kulturą. W latach osiemdziesiątych prawie wszyscy francuscy SkinHeadzi byli albo powiązani z faszystami albo apolityczni. Rozbijali punkowe koncerty i atakowali squaty (żeby „zaznaczyć swoje terytorium”), napadali na bezdomnych i imigrantów, okradali dzieciaki w metrze. Dużo uwagi poświęcały im media – zarówno prasa, jak i telewizja, często organizowali demonstracje itp.W tym samym czasie przy zespole Berurier Noir powstała grupa ochrony, której głównym zadaniem była ochrona koncertów przed atakami faszystów. W ten sposób powstała pierwsza „załoga” RedSkinów – Red Warriors – była to także pierwsza paryska grupa „łowców nazistów” (w oryginale “bone-hunters” – tłum.).

Jednocześnie, wiele pojedynczych osób, znajdujących się pod wpływem angielskiego zespołu „The Redskins” oraz skuszonych wizją połączenia robotniczej estetyki i przemocy charakterystycznej dla ruchu SkinHeadów z ideologią radykalnej lewicy, poszło w ślady Red Warriors. Ci ostatni, wraz z podobnymi grupami, stawali się powoli cichą grozą Francji. Po upływie trzech lat nie było już w Paryżu nikogo, kto nosiłby francuską flagę na fleku. Zwycięstwo nie było oczywiście dziełem tylko i wyłącznie Red Warriors, ale złożyły się na nie również siła ruchu antyfaszystowskiego, apatia starszych działaczy faszystowskich oraz odejście od skrajnej prawicy wielu SkinHeadów, którzy przyznali, że byli manipulowani przez polityków i że faszyzm jest droga do nikąd.

Red Warriors byli bez wątpienia detonatorem, który połączył idee antyfaszyzmu z materialnymi warunkami życia w tamtych latach. Wiele załóg, mniej lub bardziej legendarnych, powstało w tym czasie – m.in. „The Lenin Killers”, „Red Action SkinHead”, czy „Marseilles Red Army” (w Marsylii). Niektóre z tych grup były przejawem nieciekawego zjawiska nadużywania przemocy. Niektóre ekipy, jak np. „Ducky Boys” miały własne „kodeksy zachowań”, inne nie były niczym więcej niż grupkami zwykłych chuliganów, którzy zaczynali stawać się prawie tak niebezpieczni jak wcześniej faszyści. Na szczęście, logika terytorium, gangów i bezsensownej przemocy nie osiągnęła tego poziomu, który do dzisiaj istnieje w Stanach Zjednoczonych.

Kultura ruchu w tym czasie jest różnorodna: na poziomie muzycznym Oi!, punk, reggae, ale także psychobilly, a nawet hip-hop. W pewnym sensie, RedSkini są najbardziej zdecydowaną częścią, swoistą „awangardą” ruchu alternatywnego, sprzeciwiającego się faszyzmowi i rasizmowi. Muzyka jest na drugim planie. Jedynym zespołem jednoczącym cały ruch są „Redskins” – trockistowski (związany z Socialist Workers Party) zespół z Anglii, grający „power-soul”. Nie istnieje też jedność polityczna – część RedSkinów to trockiści skupieni albo w Międzynarodowej Organizacji Komunistycznej (OCI – Organisation Communiste Internationalle), albo w Lidze Rewolucyjnych Komunistów (LCR – Lige Communiste Revolutionare), kilku jest związanych z Francuską Partią Komunistyczną (PCF), a sporo należy do niezależnych, anarchistycznych ruchów. SCALP – Section Carrement Anti Le Pen (wcześniej Anti-Le Pen Brigade) był niedogmatyczną i antyautorytarną grupą bardzo nastawioną na akcje, której działalność dobrze oddaje bojowość polityczną RedSkinów tamtych czasów.

W końcu, na poziomie estetycznym, RedSkini łączyli elementy zaczerpnięte z subkultury Skinów (fleki, buty Doctor Martens), psychobilly (fryzury, czerwone chustki) i pierwszych B-Boyów (szerokie spodnie, czapki baseballowe). Do tego często używali symboliki indiańskiej (koszulki „Washingtone Redskins”) i elementów folkloru robotniczego (kombinezony). Niektórzy naśladowali angielskich Skinów i nosili fleki na drugą stronę (pomarańczową stroną na zewnątrz), ale nie było to zbyt popularne (może było zbyt krzykliwe, zbyt „disco”?). W tym momencie istniał punkt wyjścia dla otwartego ruchu kulturowego, który nie musi oddzielać się od reszty sceny niezależnej tamtych czasów, ale może wyrażać prosty i energetyczny antyfaszyzm – na ulicach i na koncertach.

Pod koniec lat 80-tych, boneheadzi bali się chodzić ulicami Paryża, ponadto, główne skłoty nacjonalistów zostały zamknięte. Cytując Simona, członka Red Warriors:

„Przewagą Red Warriors było to, że nigdy nie zatrzymywaliśmy się w jednym miejscu. Byliśmy mniej liczni niż naziści i z tego powodu nasze akcje musiały być totalnie zorganizowane by uniknąć jakiejkolwiek niespodzianki. Studiowaliśmy teren by uniknąć jakichkolwiek zaskoczeń. Spotkania mające miejsce przed akcją, były szybkie i dyskretne i odbywały się w naszych domach lub na skłotach. W akcjach bezpośrednich byliśmy w stanie zgromadzić w przybliżeniu 60 ludzi. Wszyscy z nas ćwiczyli jakieś sporty walki (Full-Contact, Thai Boxing, Kung-Fu), lecz używaliśmy także broni takich jak kije bejsbolowe. Jedynie w czterech przypadkach użyliśmy broni palnej. Politycznie, każdy w grupie miał swoje poglądy (wszyscy byli antyfaszystami i nic poza tym), nie było problemów z konfliktami. Była po prostu szczera nienawiść do skrajnie prawicowych i faszystowskich bękartów. Wyłapywaliśmy ich zaskoczonych, co pokazywało, że boneheadzi nie są supermanami. Naszą intencją było to, żeby naziole bali się chodzić ze wszystkimi swoimi rekwizytami (francuskie flagi, celtyki, swastyki, etc.). Powoli pojawiały się nowe grupy „łowców nazistów”. Lecz ich akcje nie zawsze były przemyślane? Antyfaszystowska walka nie może być niezorganizowana. Podczas jednej naszej akcji w Maraîchers był skłot nazistów. Zorganizowaliśmy 50 ludzi i poszliśmy tam o 7.00 rano. Rezultatem było 23 rannych nazistów i zamknięcie skłotu przez policje w ciągu 2 dni. Te akcje były częste aż do 1992.”

1989 – powrót do korzeni, koniec alternatywy.

Przegrana faszystów na ulicach praktycznie pozbawiła RedSkinów racji bytu. Faszyzm zinstytucjonalizował się, chcąc zwiększyć swoją popularność (i w mniejszym czy większym stopniu zerwał współpracę z naziskinami) i to na poziomie partii politycznych nabrał wymiaru zjawiska ogólnokrajowego. 1989 był także rokiem, w którym rozpadło się kilka zespołów zasilających scenę alternatywną – takich jak „Nuclear Device”, „Les Brigades”, „Kortatu” i „Berurier Noir”. Część RedSkinów porzuciła ruch, a reszta zaczęła odkrywać na nowo prawdziwe korzenie subkultury SkinHeads: reggae, rocksteady, ska i kulturową mieszankę Anglii lat sześćdziesiątych.

Ponadto, w 1989 nastąpiło „drugie odrodzenie Ska” (zwłaszcza niemieckiego – „Skaos” i amerykańskiego – „The Toasters”). W tym czasie do Francji powróciła moda na „Traditional SkinHeads” albo „Trojan Skins”. Popularny był też ruch SHARP. RedSkini, którzy byli najbliżsi tej kulturze, stali się Czerwonymi SkinHeadami, albo, innymi słowy, tradycyjnymi SkinHeadami jeśli chodzi o modę i muzykę, ale ciągle związanymi z radykalną lewicą. Zyskali zaufanie i szacunek reszty SkinHeadów (apolitycznych), ale stracili oryginalność pierwotnego ruchu. Stracili też szansę na rozwijanie kultury młodzieżowej, która byłaby politycznie świadoma i zdolna do zintegrowania się z młodymi imigrantami z biedniejszych dzielnic. Moim zdaniem, ryzyko związane z ograniczaniem kultury RedSkinów (czy w ogóle SkinHeadów) do lat sześćdziesiątych (soul, ska, reggae) i późnych siedemdziesiątych (street punk i oi!) polega na możliwości przekształcenia się ruchu w kolejną grupę starającą się zachować starą tradycję (jak np. moodsi, czy street-punkowcy) i wyizolowaną od współczesnych buntowniczych kultur (rap, hardcore itd.)

Renesans ruchu RedSkinów – droga ku nowej generacji.

Po upływie trzech – czterech lat, powrót we Francji mody na oi/punka i ciągły rozwój ska i reggae, bardzo pomogły młodym RedSkinom. Bardzo aktywni i lepiej zorganizowani niż we wczesnych latach, dzisiejsi RedSkini wiedzą jak należy rozumieć i bronić swojej tożsamości, ale równie często zamykają się w scenie punk, podczas gdy, prawdopodobnie, powinni nawiązywać kontakty z młodymi imigrantami poprzez hip-hop lub reggae. Ale rzeczy szybko ewoluują, poszczególne sceny niezależne otwierają się i dzisiejsza młodzież wydaje się być bardziej otwarta niż ta w przeszłości.

* – Wydaje się, że dla autora jest ważny podział na RedSkinów i Czerwonych SkinHeadów (Rashowców). Ci pierwsi to przede wszystkim subkultura wytworzona głównie we Francji w latach osiemdziesiątych, bez silnych związków z ruchem SkinHeadów. Z kolei ci drudzy, to po prostu SkinHeadzi o lewicowych poglądach, skupieni w organizacji RASH (Red and Anarchist SkinHeads) [przypis tłum.].

1 komentarz

  • Zuri Warszawa 12 Lip, 2015

    There were also quite a few redskins in 1980s Germany – e.g. in Hamburg, they numbered in the dozens and had a zine called KB84/Reason Why. Unlike the French redskins, they were just regular skinheads in terms of how they looked, and I’m not aware of any local bands that were truly ‘theirs’.
    What distinguished them from today’s RASH, though, was that their politics were truly red, i.e. the emphasis was on class struggle and socialism rather than focusing on purely defensive (antifa) measures.

    The author of this piece makes an interesting point about today’s leftwing skins “locking themselves into the punk scene”. The original skins built cultural alliances with black kids via reggae, and the French 1980s redskins very organically updated this by crossing over into hip hop and such. No doubt a contemporary skinhead subculture worth is salt – let alone a leftwing one – would build bridges between its own and other, ‘urban’ music cultures. In neighbourhoods such as Tottenham or Southwark, there is plenty of opportunity to do so.

    Odpowiedz

Odpowiedz