Eye for an Eye to jak dla mnie jeden z najlepszych zespołów z polskiej sceny, jaki kiedykolwiek istniał. Nie tylko ze względu na muzykę, ale też ze względu na mocno promowany przekaz prospołeczny i antyfaszystowski. Takie zespoły są szczególnie cenne w czasach, kiedy modne jest bycie apolitycznym malimonem i kumanie się ze skrajną prawicą. Kiedy dowiedziałem się, że EFAE będzie grało w Londynie stwierdziłem, że grzech się nie stawić, kiedy zespół takiej klasy pojawia się w okolicy.
Przed koncertem małe spotkanko na piwo i soki w pobliskim parku z resztą ekipy z 161 Crew/Dywizjonu 161, a potem udajemy się na Seven Sisters na koncert. Ponoć w tej dzielnicy jest sporo polaczkowego naziolstwa, ale prócz dwóch plakatów plus kilkunastu wlepek krzywych ekip z innych zakątków Europy, z niczym zbyt podejrzanym się nie spotkaliśmy. Oczywiście nie omieszkaliśmy zostawić śladów naszej bytności i wrzuciliśmy sporą ilośc wlepek 161 Crew i innych dobrych ekip.

Po dotarciu na miejsce (które było chyba jakimś lokalnym centrum społecznym) czułem się, jakbym był na koncercie w Polsce – myślę, że może z 10% publiczności nie mówiło po polsku. Ludzi na imprezę stawiło się bardzo dużo, myślę że nawet z 200 osób. Na sali kilka dystrybucji, w tym stoisko Dywizjonu/161 Crew z wszelkiego rodzaju dobrami, a na scenie prawilne banery antyfaszystowskie. Publiczność też w zdecydowanej większości kumata, żadnych smutnych koszulek Junkersów czy Lumpexów ani innych szajsów.
Jako pierwsze zagrał I Love Bugs, ale szczerze powiedziawszy ich występ spędziłem na zewnątrz gadając z ludźmi, których dawno nie widziałem, więc nie jestem w stanie nic powiedziec o ich graniu.
Drugi zespół to Unfixed i udało mi się zobaczyć większość ich występu. Międzynarodowy skład, ortodoksyjny punkowy wygląd, dziewczyna na wokalu (plus często wspomagający męski wokal gościa z Polski). Brudny, ale mimo wszystko melodyjny dźwięk no i oczywiście konkretny przekaz- występ Unfixed zdecydowanie mi się podobał i będę ich obserwował z uwagą.

W końcu nadszedł czas na Eye for An Eye, czyli główną kapelę wieczoru. Sala wypełniła się po brzegi. I zaczęło się! Jak zwykle muzycznie i tekstowo totalna miazga. Dobre komentarze pomiędzy kawałkami, żywiołowa gra i zachowanie na scenie, pod sceną cały czas ostre pogo. Publika nie dawała zespołowi zejść- grali trzy bisy i ludzie domagali się więcej, ale widać już było zmęczenie ekipy z EFAE.
Po zespołach do rana trwała zabawa na afterparty przy polskich przebojach.
Generalnie koncert naprawdę bardzo na plus, widać że kumata polska ekipa w Londynie nie próżnuje i ściąga dobre zespoły, które mówią o ważnych sprawach, a nie o jakis pierdołach, zaś obecność dużej liczby antyfaszystów/antyfaszystek I banery na scenie nie pozostawiały wątpliwości co do tego, jaki przekaz jest na tej imprezie promowany.

  • Leonidas

    Nie ma? Marsze EDL, BNP etc. Głównym problemem dla polskich antyfaszystów w Anglii to napływający śmieć w postaci polskich nacjonalistów. Ci hipokryci od paru lat prowadzą szeroką propagandę wśród polskiej emigracji. Są sprawcami napadów i pobić – więc są zagrożeniem.