Na samym początku chcielibyśmy zaznaczyć, że ten tekst odzwierciedla tylko postawę ACK Białoruś. Nie piszemy go po to, żeby nikogo obnażyć, postawić w mniej lub bardziej korzystnym świetle, a tylko po to, żeby aktywiści anarchistycznego i antyfaszystowskiego ruchu nie popełniali podobnych błędów w przyszłości. Nikt z nas nie jest zaangażowany w sprawy środowiska fanów drużyny Partizan i dlatego w tekście mogą znajdować się nieścisłości, wypaczony obraz rzeczywistości czy niedokładne opisy sytuacji. Wychodząc z tego założenia jesteśmy jednak w stanie wysnuć jakieś wnioski i analizować ciągi przyczynowo-skutkowe. Podkreślmy, że naszym celem jest pokazać czy ruch kibiców był źle czy dobrze zorganizowany i dlaczego stało się jak się stało.

Przebieg zdarzeń
Dla nieśledzących sprawy, dla tych, którzy nie czytali sprawozdań z posiedzeń sądu albo ich nie zrozumieli, powtarzamy, o co są oskarżeni kibice Partizan’a.
Zgodnie z oskarżeniem, w czerwcu 2014 roku grupa kibiców Partizan’a wraca pociągiem podmiejskim z Orszy z meczu wyjazdowego. Na stacji Ozieriszie pod Mińskiem jeden z nich zostaje napadnięty i pobity przez kibiców Torpedo. 29 czerwca 2014 roku odbywał się mecz z udziałem drużyny Torpedo. Pobity kibic Partizana i jego koledzy postanowili zemścić się na kibicach Torpedo. Z tego powodu ogłoszono zbiórkę, zaproszono kolegów z autami i wyruszono na poszukiwania kibiców w okolicy ulicy Angarskoj. Uważa się, że Ilja Wołowik jest jednym z aktywnych organizatorów tej akcji.
Łącznie w kolumnie jedzie 5-6 samochodów, każda prawie całkowicie zapełniona kibicami Partizan’a. W samochodach znajdują się między innymi Andriej Czertowycz, Artjom Krawczenko, Ilja Wołowik, Wadim Bojko, Dmitrij Cechanowicz, Filip Iwanow. Na przystanku „Uniwersam” kibice ekipa zauważają grupę kibiców Torpedo. Samochody zatrzymują się, niektórzy z nich wybiegają i zaczyna się szarpanina na przystanku, w trakcie której ciosy zadają między innymi oskarżeni Filip Iwanow i Wadim Bojko; kibice Torpedo ratują się ucieczką. Samochody odjeżdżają i zataczają koło po dzielnicy. Kibice Torpedo wracają na przystanek, wsiadają do trolejbusu, na następnym przystanku robiąc przesiadkę. W tym momencie Kibice Partizan’a już wiedzą, że przeciwnicy są w trolejbusie, wyprzedzają go samochodami i oczekują na niego na przystanku. Kibice Torpedo zauważają niebezpieczeństwo i proszą kierowcę o niezatrzymywanie się i nieotwieranie drzwi. Trolejbus jest zmuszony do hamowania na „leżącym policjancie” i w tym momencie Artjom Krawczenko zrywa pantograf trolejbusu z trakcji i unieruchamia pojazd. Kibice Partizan’a zaczynają walić w okna trolejbusu i namawiają przeciwników do wyjścia. Ktoś podbiega do kierowcy żądając otwarcia drzwi. W którymś momencie Wadim Bojko uderza w szybę zbyt mocno rozbijając ją. Kierowca otwiera drzwi, zwykli pasażerowie spieszą opuścić pojazd przednimi drzwiami. Kibice Partizan’a próbują wejść do wnętrza pojazdu, żeby dosięgnąć przeciwników, jednak kibice Torpedo trzymają ich na dystans wykopując. Bójka jako taka nie jest możliwa. Dmitrij Cechaniwicz wyjmuje pojemnik z gazem i rozpyla go przy tylnych drzwiach. Po tym wszyscy biegną w kierunku samochodów a Ilja Wołowik rozpyla gaz przez lufcik trolejbusu.
Po incydencie przyjeżdża milicja i karetka, jednak nie ma komu okazywać pomocy. Jeden z kierowców wraca na miejsce zdarzenia, żeby zabrać samochód i zostaje zatrzymany. Wieczorem tego samego dnia zostaje zatrzymanych jeszcze kilka osób, które podejrzewa się o chuligaństwo. Po kilku dniach wszyscy zostają wypuszczeni z braku dowodów. Straty zajezdni autobusowej wynoszą 23 ruble za stłuczona szybę, inni poszkodowani nie wnoszą skarg, łącznie z kobietą z dzieckiem, którą tak bardzo przejmował się oskarżyciel i media.
Życie kibiców toczy się dalej, klub rozpada się, wiele osób przestaje zajmować się jego sprawami. W styczniu 2016 roku zostają aresztowani Aleksander Kłoczko, Andriej Czertowycz i Artjom Krawczenko w związku z zażywaniem i sprzedażą narkotyków. Całkiem prawdopodobne, że te aresztowania dają początek nowemu planowi zatrzymań. Wszyscy rozumieją, że w obecnych czasach za przestępstwa związane z narkotykami dostaje się bardzo wysokie wyroki. Możliwe, że zatrzymanym obiecano skrócić wyroki lub grożono ich wydłużeniem, celem uzyskania potrzebnych informacji o zajściu między kibicami Partizan’a i Torpedo. 3 marca 2016 roku Artjom Krawczenko zeznaje w sprawie wyżej wspomnianej bójki. 22 marca odbywają się masowe przeszukania kibiców Partizan’a, za kratami lądują Ilja Wołowik i Wadim Bojko. Po miesiącu zatrzymany zostaje Dmitrij Cechowicz, a na początku sierpnia tego samego roku, Filip Iwanow. W sierpniu dwóch pozostałych zatrzymanych zostaje wypuszczonych warunkowo, natomiast Wołowik i Bojko zostają w areszcie. Mniej więcej od sierpnia lub września 2016 GUBOP otwiera jeszcze jedną sprawę przeciwko Wołowikowi – stworzenie i kierowanie niezarejestrowaną organizacją, a konkretniej kilkoma. Jako organizacje sąd rozumie tak zwane firmy kibiców, zrzeszające fanów futbolu. Udowadnia się, że Wołowik kierował 5 takimi firmami, między innymi tą o nazwie MRFC – angielski skrót drużyny MTZ-RIPO. Przesłuchiwani świadkowie ochoczo składają zeznania, twierdząc, że Wołowik trenował kibiców, selekcjonował ich celem uczestnictwa w zadymach, tworzył ekipy, zbierał pieniądze i produkował gadżety klubowe; przyjmował i wyrzucał członków, a także aktywnie szerzył idee antyfaszyzmu, anarchizmu i radykalizmu.
3 lutego zaczyna się posiedzenie sądu (łączone są sprawy o handel narkotykami, bójkę i kierowanie niezarejestrowaną organizacją), a 10 marca wydany zostaje wyrok – Ilja Wołowik – 10 lat pozbawienia wolności, Wadim Bojko – 4 lata, Filip Iwanow – 4 lata, Dmitrij Cechanowicz – 6 lat, Artjom Krawczenko i Andriej Czertowicz po 12 lat (włączając przestępstwa związane z narkotykami).

Zachowanie sędziego
Sprawą zajmował się sędzia Dimitrij Cykał. Jeden z pierwszych zarzutów wobec niego – sędzia mówił na tyle cicho, że nie pozwalało to obecnym zrozumieć na ile są ogłaszane przerwy, dlaczego nie są rozpatrywane wnioski itp, przy czym sędzia często podnosił głos na obronę i świadków, prosząc ich o mówienie głośniej. Uważamy, że ten niezrozumiały bełkot był celowy, żeby publiczność nie mogła normalnie obserwować procesu.
Ponadto, kiedy świadkowie i oskarżeni zwracali uwagę na naciski ze strony GUBOP, sędzia ignorował to lub wyśmiewał świadków demonstrując swoje niedowierzanie temu, że ktoś mógł na kogoś naciskać. Należy zauważyć, że w 2010 roku sędzia Żanna Chwojnickaja, sądząca anarchistów, rozpatrywała podobne zażalenia i inicjowała dochodzenie (które niczego nie potwierdziło, ale chociaż tyle).
Kiedy świadkowie próbowali zmienić zeznania, motywując to naciskami GUBOP, sędzia groził im odpowiedzialnością karną za składanie fałszywych zeznań, zmuszając ich do potwierdzenia zeznań złożonych w trakcie śledztwa.
Cykał zdecydował się na utajnienie połowy posiedzeń, na których odbywało się czytanie materiałów dowodowych i co jest najbardziej interesujące – przedstawiano działania operacyjne, wyniki ekspertyz, zeznania itp. To również nie pozwalało opinii publicznej na wysnucie własnych wniosków w sprawie zebranych dowodów.
Sędzia ze wszystkich sił starał się pokazać, że to on rządzi na sali sądowej, zwracał uwagi publiczności, zmuszał do określonych zachowań (np. do zdejmowania czapek na sali). Żadna czapka nie była tu przeszkodą w prowadzeniu sprawy, więc traktujemy to jako chęć dominacji i okazania samowoli sędziego.

GUBOP
Od czasu kiedy zajęto się sprawą anarchistów w 2010r., GUBOP przekwalifikowano z oddziału do spraw walki z przestępczością, które znamy z seriali kryminalnych, na pododdział do politycznej łapanki, zajmujący się wyszukiwaniem młodzieży i przedstawianiem jej jako groźnych przestępców, którzy są o krok od rozpętania rewolucji, a powstrzymały ich jedynie działania GUBOP. Osądzenie bretskich, iwancewiczskich i grodnieńskich antyfaszystów to właśnie ich zasługa, w tym Siergieja Romanowa, który zyskał rozgłos po głośnych programach na kanale BT autorstwa Andrieja Dżamburiewa. Do tego istnieją jeszcze dziesiątki utajnionych spraw otwartych po innych anarchistycznych akcjach. GUBOP sumiennie prowadzi i uzupełnia listy aktywistów (dzięki nalotom na koncerty, kina, zbiórki na rzecz poszkodowanych), kategoryzuje ich, tworzy siatki kontaktów, szuka informatorów, tworzy portrety psychologiczne aktywistów i ich rodzin celem odnalezienia słabych punktów. To wszystko nie sprawia większych trudności, zwłaszcza dzięki współpracy głupich świadków, próbujących „postąpić jak najlepiej” rodziców i zachowaniu samych obserwowanych. Wszyscy jesteśmy ludźmi, mamy podobne potrzeby i obawy. Obawa przed utratą pracy lub wyrzuceniu z uczelni, obawa przed zaszkodzeniem najbliższym i niepokój o ich zdrowie fizyczne i psychiczne, strach przed byciem słabym lub utratą przyjaciół, strach przed utratą perspektyw życiowych, strach przed przemocą i przedwczesną śmiercią.
Nie trzeba być geniuszem, żeby zrozumieć te słabe punkty, ale trzeba być zatrudnionym w GUBOP, żeby wykorzystywać je w swoich brudnych gierkach – uzyskiwać zeznania za wszelką cenę. Co więcej, zeznania zdobyte w ten sposób, są nawet lepsze niż zwykłe, są gwarancją, że przesłuchiwany będzie miał wyrzuty sumienia i poczuje się przytłoczony. Właśnie tego potrzebują władze – żeby świadek powiedział co trzeba i nie poczuł przy tym ulgi.
W sądzie o naciskach mówili Bojko i Wołowik, a także grupa świadków (naliczyliśmy 7 osób). Bojko w trakcie śledztwa oskarżał Wołowika, ale później odcinał się od zeznań mówiąc, że był pod naciskiem GUBOP, który manipulował grożąc nagonką medialną, zwolnieniem matki z pracy. Często pojawiał się pracownik GUBOP Łuniewicz Igor Pawłowicz, który zastraszał, wyrzucał obrońcę, zadawał pytania niezwiązane ze sprawą – o broń, wydarzenia na Ukrainie, o ukraińskich antyfaszystów itp. Bojko pisał na niego skargi, ale powiedziano mu, że nie zostaną one rozpatrzone i niczego to nie zmieni.
24 marca Ilja Wołowik zeznaje po raz pierwszy potwierdzając zeznania zebrane od innych 2 lata wcześniej. Jak powiedział w sądzie, zrobił to dlatego, że pracownicy GUBOP grozili aresztowaniem jego ciężarnej żony, która w tamtym czasie trafiła do szpitala w związku z aresztowaniem Wołowika i przeszukaniem w ich domu.
Jeden ze świadków oświadczył, że w dzień składania zeznań świadków wzywano do GUBOP, co sędzia skwitował tym, że GUBOP jedynie pomaga w dostarczeniu świadków na proces.
Śledząc daty przesłuchań można zauważyć, że w miarę zbliżania się rozprawy zeznania skłaniały się w stronę oskarżenia.
Kolejnym ciekawym i znanym zagraniem GUBOP jest oskarżenie jedynie wybranych ludzi, a resztę pozostawienie w roli świadków. Dzięki temu podczas śledztwa świadkom można grozić wniesieniem oskarżenia, a oskarżonym obiecywać cuda na kiju, jeśli wsypią kolegów. GUBOP lubi także napuszczać na siebie ludzi lub nakłaniać ich do współpracy. Zarówno Bojko jak i Wołowik pozostawali w areszcie aż do rozprawy nie zważając na to, że Wołowik zeznawał praktycznie od razu po zatrzymaniu, a Cechanowicz został zwolniony warunkowo jeszcze w sierpniu 2016. Filip Iwanow był zatrzymany 1 sierpnia i spędził za kratami tylko kilka tygodni. Kolejnym przykładem jest status Grigorija Poprawko. Zgodnie z zeznaniami świadków i Iwanowa, Poprawko był aktywnym uczestnikiem ruchu i niby kierował jednym z klubów kibiców. Wadim Bojko oświadczał, że otrzymywał do przesłuchania pliki audio, na których Wołowik i Poprawko zeznają przeciwko niemu. Przy tym pisemne zeznania Poprawko i wystąpienie w sądzie są idealne – nic nie widział, niczego nie wie. Formalnie, nawet na podstawie zeznań świadków wobec niego, można było otworzyć taką samą sprawę o kierowanie niezarejestrowaną firmą, jak i wobec Wołowika. Jednak Poprawko występuje jedynie w roli świadka. Można to wyjaśnić jedynie współpracą z organami lub próbą GUBOP manipulowania innymi oskarżonymi poprzez wzbudzenie nieufności.

Niewystarczająca konspiracja
Akcja wymagała pewnego stopnia konspiracji. Niektórzy wzięli ze sobą maski (żeby nie być rozpoznanym przez torpedowców) przygotowano karty sim w celu zapewnienia łączności kierowcom. Wielu poproszono o wyłączenie telefonów komórkowych w celu uniemożliwienia namierzenia. Z zeznań świadków wynika jednak, że telefony wyłączyli nie wszyscy, a nowe karty sim były włożone do prywatnych komórek, przez co stara i nowa karta zostały ze sobą powiązane przy pomocy numeru IMEI. Takie środki ostrożności w niewielkim stopniu utrudniły odnalezienie sprawców.
Wielu oskarżonych i świadków oświadczyło, że kontaktowali się między sobą telefonicznie, co pozwala na ustalenie sieci kontaktów. Wykorzystano auta, które krążyły po okolicy w kolumnie, a znalezienie właścicieli poprzez monitoring lub zeznania świadków nie stanowiło problemu. Jeden z kierowców był zmuszony pozostawić auto w miejscu zadymy, po czym po nie wrócił i został zatrzymany. Zgodnie z zeznaniami, na zbiórkę przyprowadzono mało znane osoby, nie będące kibicami i brali oni udział w takiej akcji po raz pierwszy. Z jednej strony to mogło powodować, że takie osoby nie mogłyby później wskazać innych uczestników, ale z drugiej wśród uczestników nie było wystarczającej ilości bliskich znajomych, którzy w momencie represji mogliby się wykazać solidarnością i nie wsypać kolegów. To, że zgodnie z zeznaniami, wiele osób nie do końca rozumiało co będą robić, gdzie jadą i czy jest w ogóle jakiś plan działania, świadczy o zaburzonej hierarchii, gdzie planowanie jest w gestii grupy ludzi, a reszta ma działać jako „tłum”. Wyłączenie z podejmowania decyzji prowadzi do pozbawienia uczestników poczucia przynależności i łatwo pozwala na zrzucanie odpowiedzialności na wąski krąg podejmujących decyzje. Właśnie to miało miejsce podczas rozprawy.
Wielkim błędem okazało się również omawianie, również z nieznajomymi, kto używał gazu, kto stłukł szybę, kto zerwał pantograf. W rezultacie okazało się, że wielu świadków nie widziało tych czynności a zeznało, że ktoś im o nich opowiedział. Właśnie te zeznania dały podstawę do oskarżenia.
Należy zapamiętać, że w konspiracji nie ma miejsca na półśrodki, najważniejsze dla bezpieczeństwa jest zachowanie solidarności kolegów na przesłuchaniach. W anarchistycznej praktyce nie należy zapraszać na radykalne akcje nieznanych osób, należy dokładnie i otwarcie planować działanie ze wszystkimi uczestnikami, planować sposoby ucieczki, dyskutować kto i na ile jest gotów podjąć jakie działania, na ile każdy rozumie konsekwencje i ryzyko, i jest gotów ponieść za nie konsekwencje. W kontekście ryzyka należy zawczasu zaplanować działania w razie represji.

Kontekst
Należy zauważyć, że w tej sprawie dużą rolę odegrał wyjątkowy kontekst wydarzeń. W naszym odczuciu w 2009-2011 roku można było obserwować zmiany w składzie ruchu antyfaszystowskiego – ruch kibiców odłączył się jako oddzielna subkultura, osłabły więzi między kibicami, anarchistami i anarcho-punkami oraz innymi bliskimi subkulturami. W czasie, gdy ruch anarchistyczny był rozbity represjami, ruch kibiców rozwijał się dzięki przypływowi młodzieży. Przy tym masowość oznaczała obniżenie upolitycznienia i dostanie się do środowiska złych nawyków, zwłaszcza narkotyków. Świadczy o tym ilość spraw dotyczących narkotyków. Kultura bezpieczeństwa w środowisku anarchistycznym wzrosła po represjach, ale kibiców praktycznie to nie dotknęło i najwyraźniej mało kto wyciągnął wnioski w kontekście dalszych działań. Podwyższenie progu kar w przestępstwach narkotykowych w 2015 roku sprawiło, że kibice używający i rozprowadzający narkotyki stali się jeszcze słabszym ogniwem w wewnętrznym bezpieczeństwie ruchu – wystarczy zagrozić komuś 8-10 letnim wyrokiem i przyjacielskie więzi ulegają zniszczeniu, osoba praktycznie w 100% jest gotowa na współpracę podczas śledztwa, na wydanie kolegi lub dostarczenie informacji. Wszytko to dodatkowo jest osłabione brakiem wyraźnej idei i zasad, których nikt nie chciałby się wyprzeć nawet pod groźbą utraty wolności.
Nie możemy twierdzić z całą pewnością, ale wszystko wygląda na to, że przygotowania pod kątem bezpieczeństwa i ewentualnych represji były niewystarczające lub nie odbyły się wcale. Można to wyjaśnić tym, że do 2013-2014 roku kibiców rzeczywiście pozostawiano w spokoju, a jeśli coś się działo, to nie na skalę masową, a indywidualnie, i nie zawsze było to związane z ruchem kibicowskim. Nie mniej jednak, kiedy chłopaków zatrzymano po raz pierwszy w lipcu 2014, nie udało się otworzyć sprawy, ponieważ wielu złożyło niewystarczające zeznania lub nie złożyło ich wcale. Jest całkiem prawdopodobne, że nie było politycznej potrzeby żeby zamknąć ich wtedy. Już na początku 2016 roku zamknięto Artjoma Krawczenko i Andrieja Czertowina w związku z narkotykami, a po miesiącu przeprowadzono zatrzymania i przeszukania innych antyfaszystów.
Osłabienie związków z innymi ruchami i brak pracy nad bezpieczeństwem doprowadził do braku wymiany doświadczeń w walce z represjami. Również wobec narastającej fali represji wobec antyfaszystów w całej Europie, ruch kibiców nie wykazał się odpowiednimi strukturami wsparcia represjonowanych w ramach wspólnego funduszu. Dlatego w trakcie wznowienia sprawy musiano organizować się doraźnie i tracić czas między innymi na zbiórkę funduszy.
Należy wspomnieć o tym, że we wrześniu 2014r. Prtizan zamknął się w związku z problemami finansowymi i ruch kibiców znacząco się zmniejszył. Wielu starych członków ruchu odeszło, zajęło się czymś innym. I kiedy w 2016 roku, 2 lata po niefortunnej zadymie, sprawa się ponownie otwiera, dość trudno jest pozostać wiernym idei i kolegom, z którymi już cię nic nie łączy. Wielu przemyślało swoje zachowanie, ktoś zaczął być krytyczny wobec podobnych działań, ktoś przestraszył się GUBOP. Można powiedzieć, że to był idealny moment na represje. Tak, jak już powiedziano wyżej, nieformalne autorytety i hierarchia w ruchu sprzyjały przerzuceniu całej odpowiedzialności na konkretne osoby.

Zachowanie podczas śledztwa
Niestety, prędzej czy później oskarżeni złożyli pozytywne zeznania. Niezgodności występowały tylko co do ilości szczegółów i ilości wspomnianych kolegów. Praktycznie wszyscy oskarżeni wskazali jako najbardziej aktywnych organizatorów Kowalewskiego i Januszko. Jak wiadomo, Kowalewski został świadkiem i ze szczegółami opowiedział o działaniach innych wybielając siebie. Januszko jest poza granicami kraju, ale to nie powód żeby zwalać wszystko na niego. Jak to często bywa, prędzej czy później i on może trafić w łapy organów lub będzie zmuszony do wieloletniego ukrywania się. Właśnie tak stało się w 2010 r. z Igorem Oliniewiczem, przeciwko któremu zeznawali Maksim Wetkin i Denis Bystrik. W efekcie musiał on spędzić 5 lat za kratami. Wielu oskarżonych i świadków wskazywało również w zeznaniach na inne osoby, wymieniało ich ksywy, co pozwoliło na uzupełnienie nimi bazy dowodowej. Wielu rozpoznawało kibiców po zdjęciach pozwalając na identyfikację i rozszerzanie siatki kontaktów.
Co do artykułu 193/1 (kierowanie niezarejestrowaną organizacją), śledczym łatwo udało się zadać pytania tak, żeby oskarżyć Wołowika o kierownictwo. Powyższy artykuł wykorzystuje się niezwykle rzadko i był on zaskoczeniem w tej sprawie, a pytania wydały się zeznającym nieszkodliwe, bo nie odnosiły się bezpośrednio do zadymy. Nie należy również zapominać, że jeśli śledczy o coś pytają, to znaczy, że pytanie jest dla nich ważne i odpowiedź będzie wykorzystana w oskarżeniu. W rezultacie wielu świadków próbowało wycofać zeznania, ale miało to niewielki wpływ na tok sprawy.

Nasze stanowisko
Od samego początku nie było nam łatwo podjąć decyzję w sprawie wsparcia zatrzymanych antyfaszystów. Tak, jak już powiedziano wcześniej, ruchy kibiców i antyfaszystów oddaliły się od siebie i trudno było otrzymać informacje na temat samej sprawy, poglądów politycznych zatrzymanych, a także ich zachowania podczas śledztwa. Biorąc pod uwagę zabarwienie polityczne staraliśmy się dokładnie śledzić sprawę. Okazało się, że oskarżeni składali zeznania przeciwko sobie i innym. Jest to przeciwne naszej postawie, która mówi, że nie wspieramy aktywistów, którzy współpracują podczas śledztwa. Po długich naradach zdecydowaliśmy się jednak, biorąc pod uwagę rozłam ruchu i brak działań antyrepresyjnych w środowisku kibiców, jedynie częściowo kierować się naszymi zasadami co do współpracujących antyfaszystów. Niemniej jednak nie możemy się całkowicie odwrócić od ww. zasad, ponieważ takie właśnie działania są niszczące dla solidarności i poczucia wspólnoty, o które walczymy, i stawia krzyżyk na całości działań antyrepresyjnych. Co więcej, nie należy zamykać oczu na wewnętrzne konflikty, bo jak pokazuje praktyka, nie pomogło to oskarżonym.
W związku z tym zdecydowaliśmy się na wsparcie jedynie Wadima Bojko, który, według naszych informacji, odmawiał współpracy najdłużej, a później wycofał zeznania przeciwko innym. Nasze wsparcie można nazwać krytycznym, ponieważ nie pochwalamy, że ostatecznie i tak zeznał przeciwko innym oskarżonym, nawet biorąc pod uwagę, że później wycofał zeznania informując o naciskach; nie pochwalamy, że wskazywał ludzi aktywnie działających, opisywał strukturę ruchu i podawał nazwiska członków. Najlepszą taktyką dla zachowania własnego honoru jest odmowa składania zeznań lub zeznawanie wyłącznie przeciwko sobie.

ACK Białoruś
Za: avtonom.org
Tłumaczyła: Irena