Na Niestachowskiej duży i brzydki krzyż celtycki okraszony podpisem wbw.

I to info do wszystkich moich znajomych, tych dalszych i tych bliższych. Nie chcemy nacjonalizmu na naszych ulicach, prawda? Nie chcemy. Zatem nie czekajmy aż ktoś zrobi coś za nas. Nie musisz dać w ryj skoro tego nie czujesz. Ale możesz wziąć puchę w rękę i zamalować każdy, gówniany symbol nienawiści, który będzie w zasięgu wzroku. W Niemczech uliczni artyści wzięli sprawy w swoje ręce i bazgroły nacjo-pseudo-artystów, przerabiają na ładne i wesołe wrzuty. Jeżeli wyjdę ja, wyjdziecie Wy, to wyjdą też kolejni. Tylko nie bójmy się. Większość to MY! Nie możemy dać się zastraszyć mniejszości, która marzy o powtórce z 1939 roku! Przecież wiemy, jak się to skończyło. Ubolewa kolejne pokolenie, rany jeszcze ciągle się goją. Skoro to wiemy i pamiętamy, to nie udawajmy, że nie widzimy co się dzieje. Jeśli brunatna fala znowu wypłynie na powierzchnię, to prawdopodobnie dla wszystkich wrogów ojczyzny skończy się to na przysłowiowym drzewie. To MY musimy powstrzymać ten festiwal nienawiści i pogardy. Nikt inny. Bądźmy jak mieszkańcy Malmo. Wypierdolmy nacjonalizm z salonów, ulic i z każdej przestrzeni publicznej! Zegar tyka, czasu coraz mniej. Naprawdę. Na szpilkach i w garsonce też można stawiać opór. Malmo calling?