9 listopada na drodze do Morskiego Oka doszło do bójki pomiędzy fiakrami i obrońcami praw zwierząt, którzy zorganizowali tego dnia protest przeciwko przeciążaniu koni na tej trasie. Protest polegał na zablokowaniu drogi wozom z turystami przez siedzących na drodze aktywistów, wszyscy inni mogli przejść/przejechać obok. Kiedy na drodze pojawiły się wozy wypełnione turystami, doszło do ostrej wymiany zdań z obu stron, po czym protestujący zostali zaatakowani przez fiakrów. W ruch poszły pięści, kije, nawet schodki z wozu. Oprócz tego fiakrzy próbowali wjechać wozem z końmi w ludzi. Na miejscu pojawili się również przedstawiciele brunatnej zarazy, zwęszywszy okazję do bójki z „lewakami”. Jeden z nich przyszedł nawet w koszulce z jakże „patriotycznym” motywem orła wpisanego w krzyż celtycki. Fiakrzy również wykazali się brakiem jakichkolwiek zasad i honoru atakując w dwójkę kobietę (prezes TTOZ) oraz okładając kijem nieuzbrojonego mężczyznę, który trafił do szpitala z połamaną szczęką.

Przykre jest, że dziedzictwo narodowe, jakim jest Tatrzański Park Narodowy zostało przejęte przez bandę chciwych prostaków, dla których liczy się tylko zysk, na dodatek kosztem zamęczanych zwierząt. Chciwcy z Morskiego oka tłumaczą się: „Wożenie turystów to jest nasza codzienna praca. Konie wszędzie pracują zgodnie ze swoją naturą. Za działaniami ekologów działa lobby biznesowe, które chce nas stąd wyprzeć.” Czy jest to ICH praca, kwestia sporna – w końcu oni tylko wożą tyłki na wozach przepełnionych leniwymi turystami. O naturze wykorzystywanych przez siebie do granic możliwości koni też wiedzą niewiele, gdyż pomiary pokazują, że najlżejszy z wozów jest za ciężki o 926 kilogramów. To oznacza, że z wozu należy zdjąć około 10 osób. W tej sytuacji wozem mogą jechać tylko 2 osoby i fiakier. Tym czasem przeważnie jeździ nimi 15-20 osób. Głosy sprzeciwu wobec przeciążania koni nasiliły się po tym jak kilka z nich padło na drodze z wycieńczenia. Oczywiście za działaniami obrońców praw zwierząt zawsze musi stać jakieś lobby, zupełnie jak w przypadku walki o równouprawnienie osób o odmiennej orientacji seksualnej- za takimi działaniami według prawicy również stoi lobby, tyle, że „homoseksualne (bądź gejowskie)”.

Fiakrzy z Morskiego Oka i ich brunatni zwolennicy idealnie obrazują swoim zachowaniem, co według nich oznacza przywiązanie do tradycji i lokalny patriotyzm. Oznacza to traktowanie każdego, kto sprzeciwi się ich sadystycznym metodom prowadzenia biznesu jak wroga i usuwanie problemu siłą, bez możliwości jakiegokolwiek dialogu. W tym wypadku oznacza to również ciemnotę, zacofanie i brak honoru (bicie kobiet i słabszych), ale to u narodowców jest akurat normą.

Przebieg wydarzeń na tym proteście jest dowodem na to, że problem ze środowiskami nacjonalistycznymi nie dotyczy tylko środowisk antyfaszystowskich, ale każdej grupy czy inicjatywy wolnościowej, walczącej o prawa wykluczonych, wykorzystywanych, słabszych lub tych, którzy zwyczajnie nie mają możliwości walki o swoje prawa.