Jakie jest najbardziej niebezpieczne zjawisko, które ciągnie za sobą fala rosnącej w siłę polskiej prawicy? Młodzież Wszechpolska, Obóz Narodowo-Radykalny? Przecież ukrywają się za bezpieczną łatką „patriotyzmu”, dzięki czemu młodzi ludzie chętnie zasilają ich szeregi. Obydwie organizacje dodatkowo kreują się na takie, które krzewią w młodzieży chrześcijańskie, prorodzinne wartości. O pijar przecież trzeba jakoś dbać i nawet jeśli dochodzi do takich wyskoków, jak memy z podpisem „Keep europa white” (wszechpolacy, pisownia oryginalna) czy hailowanie na manifestacjach (ONR), rzecznicy, prezesi, i wielu innych przedstawicieli wyżej wymienionych ugrupowań muszą się później gęsto tłumaczyć. Nie, nie, w żadnym wypadku nie chodzi o rasizm. Hailowanie? Proszę pana, bądźmy poważni, przecież to salut rzymski! Słucham? Nasze mundury są łudząco podobne do tych, w których chodziły oddziały SA? Chyba ponosi pana wyobraźnia!

Owszem, takie cyrkowanie jest niebezpieczne. Ale umówmy się, w Polsce jeszcze nie jest tak źle, żeby całe organizacje mogły się otwarcie przyznać do faszyzowania. Tak, jak pisałem wyżej, trzeba zachować pozory. Kościół, Młodzież, Rodzina i tak dalej. A wszechpolacy coraz bardziej zaczynają przypominać harcerzyków, raczej niegroźnych i nieporadnych na scenie nacjonalistycznej, co zresztą ich koledzy zaczynają zauważać. W wielu miastach, w których MW rzekomo działa, brakuje inicjatyw, a jeśli już jakieś są, efekt końcowy jest raczej marny. ONR-owcom nie można tej nieskuteczności zarzucić, ale pamiętajmy, że oni też mają struktury, przedstawicieli i na plakatach muszą ładnie wyglądać.

Choć tytuł artykułu może sugerować inaczej, również nie uważam, żeby to neonaziści byli głównym zagrożeniem z brunatnej fali, która zalewa nasz kraj. Może brzmi to absurdalnie. Przecież neonazizm to najbardziej skrajna i radykalna odmiana prawicowych głupot. A i owszem. I dlatego, w przeciwieństwie do ONR, Ruchu Narodowego czy MW, oni już muszą ukrywać swoje twarze i swoje poglądy. Bo to, że Kapitan Państwo pozwala, żeby od
czasu do czasu zrobili sobie jakiś podziemny koncert ku czci Fuhrera, nie znaczy, że może pozwolić na to, żeby naziole wyszli na ulice ze swastykami i runami SS. Zresztą, neonaziści aż tak głupi nie są i na ulice nie mają zamiaru wychodzić, bowiem jak powszechnie wiadomo, za propagowanie faszyzmu grożą im już poważne konsekwencje prawne. Proszę nie odnieść wrażenia, że lekceważę ten problem. Zdaję sobie sprawę z tego, że on jest i już sam fakt, że w Polsce mamy problem z neonazizmem, mnie przeraża. Jednakże, tak samo jak z nacjonalistycznymi organizacjami, uważam, że to nie jest największy problem.

Autonomiczni Nacjonaliści. Pozbawieni struktur, nigdzie nie zarejestrowani, bez rzeczników, prezesów, nie dbają o takie błahostki jak opinia publiczna. Bo nie muszą, bo nie chcą. Bo tak jest im na rękę. Jak sami się określają, są nacjonalistami. A skoro tak samo nazywają
siebie Wszechpolacy i ONR, w czym problem? Kapitan Państwo nie będzie ich za to ścigać.
„Prawicowi anarchiści”, „Autonom to taki anarchista, który jest rasistą, homofobem i narodowcem”. Te określenia są niepełne. Autonomiczni nacjonaliści to pełne nienawiści machiny, bezwzględne, pozbawione jakichkolwiek hamulców jednostki. A to z anarchizmem ma niewiele wspólnego, nawet jeśli przejmują od lewicowych aktywistów pewne taktyki
i zwyczaje. To wszystko składa się na to, że są o wiele bardziej niebezpieczni od zarejestrowanych organizacji narodowych czy neonazistowskich. Ci ostatni w zasadzie mogą wskoczyć w skórę takiego autonoma, bo ich myśli i „przekonania” są zbieżne. Oczywiście pomijając historyczne zawirowania, dysputy o to używanie zamiennie terminów „faszyzm” i „nazizm”. To ta sama nienawiść, ta sama pogarda, ta sama bezwzględność. Autonomiczni lubią nazywać samych siebie mianem „Narodowych Rewolucjonistów”. Historia pamięta podobny termin, prawda?

Czarne Szczury, Radykalne Południe, Białe Orły, Narodowy Front Częstochowa, Szturmowcy. A to tylko kilka przykładów. To silne, dobrze zorganizowane ekipy, wzorujące się
na francuskiej GUD (Groupe Union Defensé) czy hiszpańskich Bases Autónomas. Przejęli również pewne taktyki od środowiska anarchistycznego, np. Czarny blok. Ich aktywizm jest bardzo szeroki: publikacja zinów, wspieranie i organizacja turniejów sztuk walki,
manifestacje, organizacja koncertów, lub po prostu spotkania z nacjonalistami z innych krajów, najczęściej Czech lub Niemiec. Nie kryją fascynacji bronią białą, bardzo często są członkami paramilitarnych oddziałów lub biorą udział w różnych szkoleniach z tej samej dziedziny. Jeśli do tych działań dodamy aktywizm na ulicy (graffiti, plakaty, wlepki itp.) to śmiało dojdziemy do wniosku, że autonomiczni mają o wiele łatwiej zwerbować ludzi ze środowiska pseudokibiców, niż zarejestrowane organizacje nacjonalistyczne. Nie każdemu kibolowi uśmiecha się regularne chodzenie na spotkania w salce i słuchania drętwego gadania, aury „prestiżu” i „elity” za przeproszeniem. Nie. Woli
nabazgrać coś na murze i odpalić racę. Chyba każdy widział kibolskie flagi przyozdobione celtykami lub innymi rasistowskimi symbolami albo banery jawnie świadczące o nienawiści do innych narodowości czy wyznań. Tak samo na wszelkiego rodzaju grafikach czy naklejkach, o których pisałem wyżej, koszulkach i innych gadżetach.

Ktoś zapyta, w jaki sposób walczyć z tymi narodowymi socjali… tfu, przepraszam, narodowymi rewolucjonistami walczyć, skoro są tak dobrze zorganizowani. Tak samo jak każdym innym rodzajem skrajnej prawicy, tylko z większą pieczołowitością. Żadnego cackania się, to są apatyczne, gotowe na wszystko dranie, które nie będą się wahać nad tym, czy nie huknąć Ci pałką teleskopową w twarz. Musisz ich ubiec, nie możesz się wahać. To nie są głupie komentarze na facebook’u, to jawna nienawiść, z którą oni się nie kryją i którą chcą rozlewać po całym kraju. Ukrywanie się za frazami „ich i tak jest więcej”, „z tym się nie da walczyć”, „to nie jest dobre rozwiązanie, lepiej nie zwracać na nich uwagi” to
tchórzostwo. A jeśli my stchórzymy, jeśli my nie podejmiemy żadnych działań przeciwko nim, to nie ma żadnych szans na to, żebyśmy mogli pomarzyć o tolerancyjnej Polsce, jaką była ona wiele lat temu, a przede wszystkim o Polsce wolnej, którą mam nadzieję, kiedyś doczekamy. Jeśli nie my, to nasze dzieci.

Grafoman161