161 Crew
Facebook 161 Crew Instagram 161 Crew Tumblr 161 Crew Twitter 161 CrewYouTube 161 Crew Materiały opublikowane na stronie mają wyłącznie charakter informacyjny, redakcja strony nie namawia nikogo do łamania prawa.

Nie poddawał się, nie poddaje i podawać się nie zamierza

Roman “Chirurg” Mironenko o pierwszym turnieju “Nie poddawaj się!” (2009) w Moskwie.

W roku 2009 zaangażowana załoga z Moskwy zorganizowała międzynarodowy turniej amatorski w mieszanych sztukach walki “Nie poddawaj się!” Udział w nim wzięli sportowcy mający antyfaszystowskie poglądy. Zawodowy fighter MMA występujący w Europie, mistrz M-1 Selection Belarus, weteran i antyrasista – Roman “Chirurg” Mironenko zgodził się podzielić z nami wrażeniami i wspomnieniami z pierwszego antyfaszystowskiego turnieju, w którym on sam brał udział.

S///W: Cześć. Na początku przedstaw się i opowiedz trochę o sobie.

Roman: Cześć. Nazywam się Roman Mironenko, sportowych osiągnięć nie mam dużo, więc rozpisywać się o tym nie ma sensu.

S///W: Skromność to siostra talentu! Powiedz, jak dowiedziałeś się o organizacji pierwszego w Rosji antyfaszystowskiego turnieju w mieszanych sztukach walk, co to były za czasy, czym się wtedy zajmowałeś i jaka była sytuacja w kraju a szczególnie w ruchu antyfaszystowskim ?

Roman: Było to w 2009 roku. W tamtym czasie nie znałem ekipy z Moskwy i szczerze mówiąc nawet nie pamiętam jak dowiedziałem się o turnieju – najprawdopodobniej przez wspólnych znajomych. Zajmowałem się sztukami walki i akurat przeprowadziłem się z Kijowa do Mińska. Osobiście były to dla mnie zajebiste czasy, walki były fair, dużo aktywności związanej z futbolem (Roman to kibic Partizana Mińsk) i minimalna presja ze strony policji.

S///W: Wtedy jeszcze sport nie był tak popularny wśród lewackiej młodzieży jak teraz, MMA w Rosji całkiem niedawno wyszło z podziemia i staje się coraz bardziej popularne właśnie jako rodzaj sportu. Jak duże zainteresowanie wywołała informacja o takim turnieju?

Roman: W tamtych czasach ludzie mieli bardzo złe wyobrażenie o MMA, nazywali to wszystko “walką bez reguł”, a trenowali nieliczni. Pamiętam, zasady były wyjątkowe. Z ograniczeniami czasowymi dla walki w parterze. Zawsze chciałem spróbować swoich sił w mieszanych sztukach walki, choć mój cios nie był najmocniejszy. Kiedy dowiedziałem się o turnieju w Moskwie, od razu zdecydowałem , że chcę w nim wystartować.

S///W: W sieci jest video relacja z “Nie poddawaj się! Moskwa 2009”, w której znalazły się decydujące momenty turnieju. Powiedz, jak to wszystko wyglądało zza kulis?

Roman: Teraz mam z czym porównywać, wszystko zostało nieźle zorganizowane. Miło zaskoczyła mnie liczba uczestników i widzów. Kibice głośno dopingowali swoich zawodników. Momentem, który najbardziej utkwił mi w pamięci, jest moja walka przeciwko Bakowi. Moje kung fu przeciw jego kung fu. Ludzie, którzy go dopingowali, krzyczeli żeby mnie zabił. Po tej walce zostaliśmy kumplami.

S///W: Jak myślisz, jaki wpływ miała organizacja pierwszego “Nie poddawaj się!” na rozwój ruchu antyfaszystowskiego?

Roman: Jestem przekonany, iż turniej “Nie poddawaj się!” dał ogromny impuls w rozpropagowaniu sportu wśród antyfaszystów we wszystkich postsowieckich krajach. Wiem po sobie, że po każdym turnieju, w którym bierze się udział, chce się biec na sale i trenować. A ludzie, którzy nigdy nic nie robili (trenowali), sami podchodzili i pytali od czego zacząć itp. Zauważcie sami, wcześniej organizowaliśmy 1 turniej w roku, gdzie zjeżdżali się ludzie ze wszystkich stron. Teraz liczba uczestników pozwala na organizowanie ich o wiele częściej.

S///W: Tak, od tego czasu inicjatywa stała się międzynarodowa, turnieje organizuje się w całej Rosji, nie tylko w dwóch stolicach, ale i w mniejszych miejscowościach, na Białorusi i Ukrainie, turnieje ściągają dużą liczbę zawodników, ale co najważniejsze ilość idzie w parze z jakością. Jak odnosisz się teraz do tej inicjatywy, 6 lat po pierwszym turnieju?

Roman: Brałem udział jako zawodnik w pierwszej i drugiej edycji i pomagałem również to wszystko organizować. Z pewnością nie może nie cieszyć, że liczba turniejów wzrasta, walki są częstsze i rozszerzają się w sensie geograficznym. Jeśli chodzi o jakość – to osobna historia. Wcześniej większość uczestników oprócz wiary w siebie nie miała większych umiejętności (trenowali nieliczni), a teraz wszyscy spędzają czas na salach gimnastycznych i trenują. Mam nadzieję, że jeszcze pojawię się na jakimś turnieju w roli sędziego.

S///W: Jak widzisz przyszłość sportu w ruchu antyfaszystowskim w przyszłości? Jakie metody popularyzacji zdrowego trybu życia i sportu wg ciebie są najefektywniejsze?

Roman: Na dany moment widzę tylko wzrost i progres. Jak już wcześniej wspominałem, ciężko znaleźć osobę, która nie trenuje. Często do mnie podchodzili kolesie i mówili: “Po co trenować, skoro i tak wszyscy ze sprzętem latają”. Umiejętność obrony to coś, czego nie możesz kupić i przepić. Twoje doświadczenie może ci się nigdy w życiu nie przydać. Może również się przydać ten jeden jedyny raz i uratujesz siebie, rodzinę, bliskich. Nigdy nie wiadomo… A co się tyczy popularyzacji – nigdy nie chodziłem i nie krzyczałem na całe gardło “trenujcie, prowadźcie zdrowy tryb życia” itp. Wszystko pokazywałem na własnym przykładzie, to najlepsza propaganda i motywacja. Spytajcie ludzi, którzy przychodzili do mnie po radę. I hejterów, którzy “wylewają na mnie pomyje”. Jeśli liczba trenujących rośnie, jestem na właściwej drodze.

S///W: “Siła///Woli” nie jest obojętna w temacie sportu i będzie starała się podtrzymywać w przyszłości wszelkie przyjacielskie inicjatywy sportowe. A także wspierać bezpośrednio sportowców – zapewniać wysokiej jakości sprzęt w przystępnej cenie. Jak myślisz, czy będzie popyt na taki pomysł?

Roman: Sponsorowanie i pomaganie swojej załodze to bardzo ważna kwestia. Jeśli zajmujesz się sportem, a tym bardziej profesjonalnie, jesteś ograniczony czasowo – ludzie rzucają pracę, żeby poświęcić się treningom. Jest bardzo ważne, żeby obok były osoby, którzy pomogą ci przejść tą drogę i którzy będą wsparciem. Niestety u cweli jest dużo takich firm, które sponsorują zawodników, czego nie można powiedzieć o nas.

S///W: Dziękujemy, że odpowiedziałeś na nasze pytania. Życzymy samych sukcesów i zwycięstw tak w życiu, jak i sporcie. A czego Ty byś życzył naszym czytelnikom?

Roman: Ludzie często porównują siebie z kimś – w efekcie myślą, że nie są tak zajebiści jak by chcieli. Jedyny człowiek z jakim trzeba siebie porównywać – to ty w przeszłości. Tylko tak zobaczycie progres. Oglądając się co roku za siebie, widzę co osiągnąłem. Progres nie musi być duży, ważne żebyście go widzieli. Oznacza to, że wszystko idzie w dobrym kierunku.
Podążajcie do celu i żyjcie w zgodzie z własnym sumieniem.

Za: vk.com/partyzan_miensk

Brak komentarzy

Odpowiedz