Roman „Chirurg” Mironenko o pierwszym turnieju „Nie poddawaj się!” (2009) w Moskwie.

W roku 2009 zaangażowana załoga z Moskwy zorganizowała międzynarodowy turniej amatorski w mieszanych sztukach walki „Nie poddawaj się!” Udział w nim wzięli sportowcy mający antyfaszystowskie poglądy. Zawodowy fighter MMA występujący w Europie, mistrz M-1 Selection Belarus, weteran i antyrasista – Roman „Chirurg” Mironenko zgodził się podzielić z nami wrażeniami i wspomnieniami z pierwszego antyfaszystowskiego turnieju, w którym on sam brał udział.

S///W: Cześć. Na początku przedstaw się i opowiedz trochę o sobie.

Roman: Cześć. Nazywam się Roman Mironenko, sportowych osiągnięć nie mam dużo, więc rozpisywać się o tym nie ma sensu.

S///W: Skromność to siostra talentu! Powiedz, jak dowiedziałeś się o organizacji pierwszego w Rosji antyfaszystowskiego turnieju w mieszanych sztukach walk, co to były za czasy, czym się wtedy zajmowałeś i jaka była sytuacja w kraju a szczególnie w ruchu antyfaszystowskim ?

Roman: Było to w 2009 roku. W tamtym czasie nie znałem ekipy z Moskwy i szczerze mówiąc nawet nie pamiętam jak dowiedziałem się o turnieju – najprawdopodobniej przez wspólnych znajomych. Zajmowałem się sztukami walki i akurat przeprowadziłem się z Kijowa do Mińska. Osobiście były to dla mnie zajebiste czasy, walki były fair, dużo aktywności związanej z futbolem (Roman to kibic Partizana Mińsk) i minimalna presja ze strony policji.

S///W: Wtedy jeszcze sport nie był tak popularny wśród lewackiej młodzieży jak teraz, MMA w Rosji całkiem niedawno wyszło z podziemia i staje się coraz bardziej popularne właśnie jako rodzaj sportu. Jak duże zainteresowanie wywołała informacja o takim turnieju?

Roman: W tamtych czasach ludzie mieli bardzo złe wyobrażenie o MMA, nazywali to wszystko „walką bez reguł”, a trenowali nieliczni. Pamiętam, zasady były wyjątkowe. Z ograniczeniami czasowymi dla walki w parterze. Zawsze chciałem spróbować swoich sił w mieszanych sztukach walki, choć mój cios nie był najmocniejszy. Kiedy dowiedziałem się o turnieju w Moskwie, od razu zdecydowałem , że chcę w nim wystartować.

S///W: W sieci jest video relacja z „Nie poddawaj się! Moskwa 2009”, w której znalazły się decydujące momenty turnieju. Powiedz, jak to wszystko wyglądało zza kulis?

Roman: Teraz mam z czym porównywać, wszystko zostało nieźle zorganizowane. Miło zaskoczyła mnie liczba uczestników i widzów. Kibice głośno dopingowali swoich zawodników. Momentem, który najbardziej utkwił mi w pamięci, jest moja walka przeciwko Bakowi. Moje kung fu przeciw jego kung fu. Ludzie, którzy go dopingowali, krzyczeli żeby mnie zabił. Po tej walce zostaliśmy kumplami.

S///W: Jak myślisz, jaki wpływ miała organizacja pierwszego „Nie poddawaj się!” na rozwój ruchu antyfaszystowskiego?

Roman: Jestem przekonany, iż turniej „Nie poddawaj się!” dał ogromny impuls w rozpropagowaniu sportu wśród antyfaszystów we wszystkich postsowieckich krajach. Wiem po sobie, że po każdym turnieju, w którym bierze się udział, chce się biec na sale i trenować. A ludzie, którzy nigdy nic nie robili (trenowali), sami podchodzili i pytali od czego zacząć itp. Zauważcie sami, wcześniej organizowaliśmy 1 turniej w roku, gdzie zjeżdżali się ludzie ze wszystkich stron. Teraz liczba uczestników pozwala na organizowanie ich o wiele częściej.

S///W: Tak, od tego czasu inicjatywa stała się międzynarodowa, turnieje organizuje się w całej Rosji, nie tylko w dwóch stolicach, ale i w mniejszych miejscowościach, na Białorusi i Ukrainie, turnieje ściągają dużą liczbę zawodników, ale co najważniejsze ilość idzie w parze z jakością. Jak odnosisz się teraz do tej inicjatywy, 6 lat po pierwszym turnieju?

Roman: Brałem udział jako zawodnik w pierwszej i drugiej edycji i pomagałem również to wszystko organizować. Z pewnością nie może nie cieszyć, że liczba turniejów wzrasta, walki są częstsze i rozszerzają się w sensie geograficznym. Jeśli chodzi o jakość – to osobna historia. Wcześniej większość uczestników oprócz wiary w siebie nie miała większych umiejętności (trenowali nieliczni), a teraz wszyscy spędzają czas na salach gimnastycznych i trenują. Mam nadzieję, że jeszcze pojawię się na jakimś turnieju w roli sędziego.

S///W: Jak widzisz przyszłość sportu w ruchu antyfaszystowskim w przyszłości? Jakie metody popularyzacji zdrowego trybu życia i sportu wg ciebie są najefektywniejsze?

Roman: Na dany moment widzę tylko wzrost i progres. Jak już wcześniej wspominałem, ciężko znaleźć osobę, która nie trenuje. Często do mnie podchodzili kolesie i mówili: „Po co trenować, skoro i tak wszyscy ze sprzętem latają”. Umiejętność obrony to coś, czego nie możesz kupić i przepić. Twoje doświadczenie może ci się nigdy w życiu nie przydać. Może również się przydać ten jeden jedyny raz i uratujesz siebie, rodzinę, bliskich. Nigdy nie wiadomo… A co się tyczy popularyzacji – nigdy nie chodziłem i nie krzyczałem na całe gardło „trenujcie, prowadźcie zdrowy tryb życia” itp. Wszystko pokazywałem na własnym przykładzie, to najlepsza propaganda i motywacja. Spytajcie ludzi, którzy przychodzili do mnie po radę. I hejterów, którzy „wylewają na mnie pomyje”. Jeśli liczba trenujących rośnie, jestem na właściwej drodze.

S///W: „Siła///Woli” nie jest obojętna w temacie sportu i będzie starała się podtrzymywać w przyszłości wszelkie przyjacielskie inicjatywy sportowe. A także wspierać bezpośrednio sportowców – zapewniać wysokiej jakości sprzęt w przystępnej cenie. Jak myślisz, czy będzie popyt na taki pomysł?

Roman: Sponsorowanie i pomaganie swojej załodze to bardzo ważna kwestia. Jeśli zajmujesz się sportem, a tym bardziej profesjonalnie, jesteś ograniczony czasowo – ludzie rzucają pracę, żeby poświęcić się treningom. Jest bardzo ważne, żeby obok były osoby, którzy pomogą ci przejść tą drogę i którzy będą wsparciem. Niestety u cweli jest dużo takich firm, które sponsorują zawodników, czego nie można powiedzieć o nas.

S///W: Dziękujemy, że odpowiedziałeś na nasze pytania. Życzymy samych sukcesów i zwycięstw tak w życiu, jak i sporcie. A czego Ty byś życzył naszym czytelnikom?

Roman: Ludzie często porównują siebie z kimś – w efekcie myślą, że nie są tak zajebiści jak by chcieli. Jedyny człowiek z jakim trzeba siebie porównywać – to ty w przeszłości. Tylko tak zobaczycie progres. Oglądając się co roku za siebie, widzę co osiągnąłem. Progres nie musi być duży, ważne żebyście go widzieli. Oznacza to, że wszystko idzie w dobrym kierunku.
Podążajcie do celu i żyjcie w zgodzie z własnym sumieniem.

Za: vk.com/partyzan_miensk