Spory tłum zebrał się na poznańskim Starym Rynku w przeddzień pierwszego dnia wiosny, by wesprzeć ekipę ze squatu Od:zysk, która walczyła o zajętą oddolnie przestrzeń. Zanim bowiem budynkiem zainteresowali się anarchiści, szpecił on centrum stolicy Wielkopolski. W ciągu kilku miesięcy działaczki i działacze nie tylko przystosowali to miejsce do mieszkania, ale także zorganizowali tam prężnie działające centrum kultury. Na Od:zysku odbył się szereg debat i projekcji filmowych. Było także co nieco dla ciała – organizowano ćwiczenia jogi i treningi samoobrony dla kobiet. Wreszcie, nie zapomniano także o wykluczonych. To dla nich przeprowadzano rozdawanie wegańskiego jedzenia w ramach akcji Food Not Bombs.

W demonstracji uczestniczyli przedstawiciele różnych środowisk – związkowcy, lokatorzy, artyści, squatersi, anarchiści, społeczni zaangażowani wykładowcy i oczywiście antyfaszyści. Mimo, że akcja odbywała się w środku tygodnia i w godzinach pracy, zdołały na nią przybyć grupy działaczy m.in. z Torunia, Szczecina, Warszawy i ze Śląska.

Po wysłuchaniu kilku przemówień (m.in. profesora Tomasza Polaka z poznańskiego UAM-u) uformowana została kolumna marszowa i ruszyliśmy w stronę sądu. Zarzucano hasła takie jak „Odzyskujemy miasto”, „Wolne domy dla wolnych ludzi”, „Od:zysk zostaje”, „A! Anti! Anticapitalista!” czy „Wolność, równość, pomoc wzajemna”. Głośne skandowanie uwydatniała przygrywająca samba. Poza główną kolumną marszową krążyły pojedyncze osoby, które rozdawały przechodniom ulotki i rozmawiały z nimi o powodach wyjścia na ulicę.

Co znamienne, licytacja sądu odbywała się poza godzinami jego normalnej pracy. W trakcie odbywającego się pod gmachem wiecu zgromadziły się duże siły policyjne, m.in. jednostki konne oraz funkcjonariusze w rynsztunku bojowym. Demonstrującym pokazano także jedną z nowszych zabawek, czyli LRAD – urządzenie do wysyłania komunikatów i ostrzeżeń, ale także fal dźwiękowych wywołujących ból u osoby, w stronę której zostaną skierowane. W USA LRAD bywa używany do rozpędzania demonstracji.

Na salę sądu, mimo zgromadzenia bardzo dużych sił prewencji, wpuszczono – po gruntowanym przeszukaniu – tylko 15 osób. W czasie oczekiwania na wynik licytacji doszło do prowokacji ze strony policji, która zaczęła spisywać uczestników legalnego zgromadzenia. Jedna osoba została zatrzymana, a w stronę tłumu poleciały petardy hukowe.

Niedługo potem wszyscy usłyszeli smutną wiadomość – Od:zysk został zlicytowany za 8,5 mln zł przez utworzoną specjalnie do tego celu spółkę, zarejestrowaną jedynie kilka dni wcześniej. Zebrany pod sądem tłum zaczął spontanicznie skandować „Przegraliśmy bitwę, wygramy wojnę!”. Wiele wskazuje na to, że walka o poznański squat będzie miała swoje dalsze etapy.

Do policyjnej prowokacji doszło także już po zakończeniu demonstracji. Wtedy to z tłumu próbowano wyłapywać pojedyncze, rozchodzące się jednostki. W bardzo brutalny sposób kilku policjantów zatrzymało przedstawiciela warszawskiego kolektywu Syrena. W obliczu tych działań doszło do spontanicznej, gniewnej demonstracji ulicami Poznania. Uczestnicy wiecu pod sądem w zwartej grupie przemieścili się pod Od:zysk, skandując główne hasła demonstracji.

Wydarzenia te z jednej strony przypomniały oczywiście o konieczności bycia czujnym podczas tego rodzaju wydarzeń, gdyż policyjni prowokatorzy chętnie wykorzystują je do poprawiania swoich statystyk. Z drugiej strony tok zdarzeń unaocznił, iż mechanizmy własności prywatnej często stoją w sprzeczności z wolą ludzi. Gdyby nie istniał aparat państwowej opresji, nikt nie byłby w stanie przeprowadzać szemranych licytacji i nie miałby jak realizować ich wyniku. Wolny rynek zwyczajnie potrzebuje pałek, petard dymnych i gazów łzawiących.

To jeszcze nie koniec!
Od:zysk zostaje!