Aleksej ‘Sokrat” Sutuga powinien być dobrze znany naszym czytelnikom, więc nie będziemy przedstawiać. Tym razem publikujemy nadesłany zza krat list dotyczący trudnej kwestii rozłamu w środowisku antyfaszystów wywołanego stosunkiem do wydarzeń w Ukrainie.

Bez specjalnego zdziwienia przeczytałem w liście od towarzysza, że nasi wspólni bliscy znajomi – antyfaszyści-uczestniczą po obu stronach w konflikcie na wschodzie Ukrainy. Ruch antyfaszystowski zarówno w Rosji jak i Ukrainie nie jest jednorodny. Jeśli niektórzy z nas próbowali po prostu odgrodzić scenę punk-rockową od wpływu rasistowskich boneheadów , to innymi kierują różnorodne polityczne idee – od anarchizmu do sowieckiego patriotyzmu.

Zasadniczo i metody walki są różne. Ale w swoim czasie w tłumie Antify można było zobaczyć ludzi o różnych poglądach. To co nas jednoczyło , to ciągła obecność na ulicach głosicieli „aryjskiej wyższości”, „wikingów” i innych hitlerofilów. Wtedy wszystko było dla nas prostsze. Nasza wojna toczyła się na uboczu głównych politycznych procesów zachodzących w kraju. Nikt nie zwracał uwagi na tłukąca się i grająca głośną muzykę młodzież. Władza spekulowała na definicji antyfaszyzmu i wspominała o nim tylko w kontekście 9 maja i marszu łotewskich weteranów SS.

Nie można było tego powiedzieć o naszych wrogach. Władza wykorzystywała ich jak chciała. Od straszenia nimi społeczeństwa zaczynając i na wykorzystywaniu do wyrównywania rachunków z politycznymi i biznesowymi konkurentami kończąc. Podobnie było na Ukrainie i Białorusi. Ale zawsze znajdywaliśmy wspólny język z naszymi towarzyszami i szybko staliśmy się przyjaciółmi.
I oto wielka polityka, globalny kryzys i walka o „złoty bochen” Ukrainy zaczęły rozwalać jedność antyfaszystowskiej trójcy. (Ukraina, Białoruś i Rosja- dop. red.)  Bardzo nieprzyjemnie obserwować to wszystko zza więziennych ścian,  skąd nie mogę w odpowiedni sposób przeciwdziałać rozłamowi. Największym naszym błędem byłoby rozwalenie internacjonalistycznej przyjaźni.
Ze swoimi antyimperialistycznymi poglądami mogę jeszcze zrozumieć moich towarzyszy Ukraińców, którym z Rosji wykrzykują o sztucznym istnieniu ukraińskiego narodu i temu podobne bzdury i inne podobne szowinistyczne bzdury. I jeszcze mogę pośmiać się ze swoich znajomych, sowieckich antyfaszystowskich patriotów, którzy do „dziadowiewalczyli” dodają teraz „Krymnasz” i „banderofaszyści”. Ale przykre jest, że inni moi znajomi nagle uznali Ukraińców za wrogów i wzywają do wyjeżdżania na tereny wschodniej Ukrainy i budowania tam Duginlandii (od nazwiska nacjonalistycznego politologa Aleksandra Dugina, ulubionego „myśliciela” Putina – red.).

Branie w ręce broni za gwardię narodową ukraińskich oligarchów i dalsze umacnianie narodowego państwa albo spełnianie marzeń kremlowskich Euroazjatów nie jest warte naszego zdrowia i idei. Co mają robić uczciwi socjaliści i konsekwentni antyfaszyści? Wrócić pamięcią do dalekiego 1993 roku i zobaczyć co robili nasi towarzysze Stas Markiełow i Igor Podsziwałow na barykadach koło Białego Domu (w czasie zamachu stanu antyfaszyści ratowali rannych obu walczących stron-red.) W Donbasie mamy teraz humanitarny kryzys, potrzebni są wolontariusze, medycy, niezależni dziennikarze. Na miejscu są nasi towarzysze z RKAS i antify Donbasu. W 1918 roku wolnej Ukrainy broniły taczanki z południa, teraz taczanki przyjadą z północy.

Niedawne wydarzenia na Majdanie pokazały, że nowej władzy nie są potrzebne nowe Majdany. Zimowy Majdan został stracony w socjalnej kwestii, dobiły go tragedia w Odessie i wojna na wschodzie. Żądania polityczne nie przemieniły się w socjalne. Majdan został szybko poddany kontroli narodowego kapitału, który miał dość moskiewskiego panowania. My mamy inne plany ale bez międzynarodowego antykapitalistycznego ruchu nie zdołamy ich zrealizować.

Najważniejsze, czego zawsze brakowało niektórym antyfaszystom, to zdolność do bycia politycznym. Szczególnie teraz, kiedy społeczeństwo ulega „putinizacji”, my nie możemy ulegać zainfekowaniu. W tej sytuacji pozostaje tylko rozszerzyć listę tych, którym nie podajemy ręki. I kontynuować tworzenie swojej opozycji i kontrkultury. W żadnym wypadku ani do Jurmały ani na plac Czerwony nas nie zaproszą (w łotewskim mieście Jurmała co roku ma miejsce słynny festiwal rosyjskiej muzyki pop – red.). Trzeba jeszcze, żeby nas nie mylili z pozostałymi „moskalami”. Nie ma powodów do podziałów z chłopakami, i tak już wszystko dawno jest podzielone. Wszyscy razem musimy nauczyć się powrotów.

I pamiętajcie, że ci naziści, nakarmieni Majdanem i wyszkoleni w gwardiach narodowych, a także ci imperialiści, którzy „bronią Rosjan” w Donbasie, jeszcze się nam odbiją czkawką. Z nimi przyjdzie jeszcze walczyć na ulicach.
Chwała Niebiańskiej sotni!
Aleksej „Sokrat” Sutuga

za: https://avtonom.info/2014/08/na-ocherednom-zasedanii-po-delu-alekseya-sutugi-vy-stupili-svideteli-zashhity/