Interpretacje aktualnych wydarzeń na Ukrainie jakie pojawiają się w mainstreamowych mediach przysparzają o ból głowy. Z wypowiedzi celebryckich polityków i komentatorów możemy dowiedzieć się tylko jednego; »Oni wiedzieli«. Wiedzieli o tym, że zanim jeszcze padły pierwsze strzały na Majdanie, panujący za naszą wschodnią granicą system władzy jest bandycki i skorumpowany do szpiku kości. Pomimo tego, nie brakuje głosów, że całe to zamieszanie z jakim mamy obecnie do czynienia jest spowodowane tym, że władza nie spełniła swoich obietnic związanych z europejskimi aspiracjami Ukraińców (częściej Ukraińców niż Ukrainek). Lecz która władza spełnia swoje obietnice wyborcze!? Przecież mechanizm demokratyczny jest zabezpieczony przed tą aberracją w postaci wyborów powszechnych i zawodowych speców od marketingu politycznego, którzy z pewnością posłużyliby się w tej sytuacji eufemizmem, że niespełnianie obietnic wyborczych to integralna część gry politycznej. Wspomina się również o tym, że całkiem niedawno pod okiem OBWE i Rady Europy zgodnie ze wszelkimi normami prawnymi wybrano ukraińskie władze. Co się takiego stało od tamtej pory? Dlaczego władza tak nagle straciła legitymizację narodu? Dlaczego Zachód, który za pomocą swoich oświeconych instytucji jeszcze tak niedawno pomagał zakorzenić jawnie mafijny system, teraz aż czerwienieje z moralnego oburzenia i oskarża?

»Oni wiedzieli«. W tym krótkim zdaniu zawiera się dziś powszechna hipokryzja i niemożność wszelkiej krytyki ideologii. Jak bowiem inaczej nazwać świadome akceptowanie „oligarchii parlamentarnej” i nazywanie jej jednocześnie systemem demokratycznym. »Oni wiedzieli« oznacza, że krytyka wobec fałszywej świadomości przypomina dziś trupa. Warto w tym miejscu skonfrontować rzeczywistość z teorią, nie po to, aby cokolwiek zweryfikować, ale rzucić nieco światła na tą skomplikowaną sytuację. Od czasów Hobbesa, przez Rousseau aż do Hegla, utrzymywał się pogląd, że istnieje płynne przejście, swoistego rodzaju kanał transmisyjny prowadzący od woli poszczególnych jednostek do społecznego autorytetu władzy, wyklarowanego pod postacią instytucji państwa. Nie ważne czy owo przejście ujmuje się jako różne formy umowy społecznej, czy jako realizację planu ducha obiektywnego, istotne jest to, że w reprezentatywnej formie woli ogółu jednostki wzajemnie się rozpoznają, dokonując tym samym przejrzystego przekładu dzielących je różnic na uniwersalistyczny obraz własnej zbiorowości. Oznacza to, że wszelkie sprzeczności i konflikty wyraźnie rysujące się na powierzchni ideologii odzwierciedlają rzeczywiste relacje społeczne. Tym samym jedynym uprawnionym miejscem rozwiązywania owych konfliktów jest aktualne państwo i obowiązujący system prawny. Wówczas, dokładnie jak w heglowskiej filozofii prawa, osoby występujące przeciw prawu występują jednocześnie przeciw samym sobie. Dlatego też wszelkie przejawy alienacji, przemocy, szaleństwa, autodestrukcji itd. nigdy nie są oficjalnie uznawane za wyraz władzy obywatelskiej, lecz zawsze przedstawia się je jako zaburzenia, aberracje, albo po prostu jako chorobę. Nikt jednak dziś nie powie, że ukraińskie społeczeństwo jest chore. Nikt również nie powie, że ideologia buntujących się ludzi oddaje realia toczącego się konfliktu. Stara narracja się wyczerpała, a nowej nie widać. Wszystko uległo pomieszaniu.

Po pierwsze, Zachód stając po stronie Majdanu powoli uświadamia sam sobie, że Jedno już dłużej rządzić nie może i nie ważne czy to Jedno jest partią, monarchą, czy właściwie zunifikowanym społeczeństwem. Forma reprezentatywnej woli ludu jaką uosabiał Janukowycz jak za dotknięciem magicznej różdżki rozpadła się w pył, rozpadła się, gdyż nigdy jej nie było. Po drugie, Zachód opowiadając się po stronie Majdanu, twierdzi, że żadne społeczeństwo rozumiane jako spójne i niepodzielne Jedno nie ma już mocy legitymizującej władzę państwową. W ten sposób nie tylko zaprzeczył podstawom swoich własnych cukierkowych demokracji, ale przede wszystkim zrzucił lśniącą zasłonę praworządności, dając do ręki oręż tym wszystkim, którzy pozostają na marginesie. Po trzecie, Zachód opowiadając się po stronie Majdanu pokazał, że jest jak ukraiński oligarcha, który czerpie nieprzyzwoicie obrzydliwe dochody z peryferii, pojawiając się tam od czasu do czasu niczym turysta lub polityczny mesjasz. Ktoś w telewizji zauważył, że przecież ukraińscy oligarchowie już dawno są w Europie.

Rosja z kolei żądając utrzymania status quo popiera legalnie wybrane władze ukraińskie. Wskazuje na ekstremistów prawicowych, których na Majdanie nie brakuje, podkreśla wyraźne pogwałcenie prawa oraz stara się pokazać zagrożenia wynikające z tego tytułu. Oferuje pomoc finansową. Czyż nie dostrzegamy tutaj zamiany ról i dlaczego ona nas nie dziwi? Przecież autorytarny reżim putinowski przemawia językiem oświeconego Zachodu. Naszym językiem?! Nie dziwi nas to, ponieważ łatwość z jaką przychodzi nam krytykowanie reakcji rosyjskiej jest tylko narcystycznym przeglądaniem się w lustrze. Wszystko to, co jesteśmy dziś skłonni popierać w ukraińskim buncie, na naszym rodzimym gruncie już nie koniecznie poprzemy. Dla Ukraińców chcemy być anarchistycznymi bohaterami, dla samych siebie posłusznym motłochem. To, przecież w Polsce pośród tych szczęściarzy, którzy w ogóle mają pracę większość zarabia głodowe 1200zł. A korupcja? Jeśli zdefiniujemy ją za Immanuelem Wallersteinem jako nabywanie przez osoby prywatne usług i decyzji ze strony urzędników politycznych, to z korupcją mamy do czynienia bez przerwy, zwłaszcza w formie zysków z kontraktów rządowych. Czy jawność w postaci przetargów cokolwiek tutaj zmienia, skoro potencjalne zyski, na które muszą złożyć się wszyscy, kierowane są w stronę niewielkiej grupy obywateli. Są to tak zwani wielcy przedsiębiorcy, którzy, jak to często bywa, wyprowadzają owe zyski do rajów podatkowych, albo manipulują nimi w taki sposób, by się z nikim nie dzielić.

Powszechnie wyrażane opinie wobec wydarzeń ukraińskich przypominają marną kondycję elit naszego kraju, która »wiedziała«. Wolimy fałszywą świadomość przynależności do lepszego świata zwanego Zachodem, niż konsekwentną krytykę i działanie. Wolimy moralne oburzenie wobec sytuacji na Ukrainie, które w rzeczywistości jawi się jako leczenie własnych kompleksów żywionych wobec Zachodu, niż organizowanie się i stawianie żądań. Co musi się wydarzyć, jaka granica musi zostać przekroczona, abyśmy we własnym odbiciu naszych ukrytych pragnień zobaczyli Putina? Kto jeszcze go nie widzi patrząc w lustro jest ślepy!