Kilka dni temu, 20 stycznia, antyfaszyści z Ostrawy zorganizowali manifestację upamiętniającą Jana Kucerę, antyfaszystę zamordowanego przez neonazistę (więcej na ten temat tutaj).
Postanowiliśmy wesprzeć południowych sąsiadów i w około 30-osobowej grupie pojechaliśmy do Ostrawy. Umówieni na parkingu spotkaliśmy się z grupą lokalnych antyfaszystów i wspólnie udaliśmy się na miejsce rozpoczęcia dema. Po drodze natrafiliśmy na kilku nazioli schowanych za szklanymi drzwiami hali sportowej, niestety policja uniemożliwiła nam udanie się do nich w celu przywitania się. Po pewnym czasie zauważyliśmy, że koledzy zmierzają za nami w pewnej odległości. Postanowiliśmy na nich zaczekać, co wywołało chwilową dezorientację wśród smutnych panów w mundurach, niestety szybko zdali sobie sprawę z tego co się dzieje i postanowili zabrać czeskich sebiksów do radiowozu. Przez resztę dnia nie spotkaliśmy już żadnego narodowca. W demonstracji wzięło udział około stu osób, wiele młodych twarzy. Przez całą drogę panował bojowy nastrój, była samba, były okrzyki zarówno po czesku jak i polsku. Po zakończeniu dema odpaliliśmy race i ruszyliśmy w stronę klubu, w którym miał odbyć się koncert, bo drodze zahaczając o lokal, w którym przesiadują lokalni nacjonaliści, niestety tego dnia nie zastaliśmy tam ani jednego. Okazało się, że na kilka godzin przed koncertem (czyli gdy nikogo tam nie było), ktoś wrzucił do klubu odstraszacz na dziki, więc koncert odbywał się w
nieprzyjemnej atmosferze. Jako, że wokół klubu panował spokój, wróciliśmy do samochodów i wyruszyliśmy w trasę powrotną.
Następnego dnia doszły do nas informacje, że ktoś zadzwonił z informacją, że w klubie
jest bomba, więc koncert przerwano. W taki sposób lokalni naziole pokazali na jak wiele ich stać.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here