Relacja z marszu antyfaszystowskiego w Krakowie 16.12.2017

0
1608

Kilkuosobową grupą podążamy ulicami Krakowa pod Collegium Novum, na Marsz Antyfaszystowski. Oczy i uszy szeroko otwarte przez całą drogę, by w razie czego móc szybko reagować, jednak na miejsce docieramy bez przeszkód. Przez dość niską temperaturę istniały obawy, że frekwencja nie dopisze, ale takiego obrotu spraw chyba nikt się nie spodziewał. Spokojnie ponad 200 osób, w szczytowym momencie pokusiłbym się o stwierdzenie, że było nas 300. Owszem, sporą część stanowili członkowie Komitetu Obrony Demokracji, Partii Razem, gdzieś tam w tłumie nieśmiało powiewała flaga .Nowoczesnej, ale nie to się liczyło. Liczyła się idea, dla której młodzi, starsi, mniej radykalni, bardziej radykalni – przyszli, by pokazać, że się nie boją. Nie boją się brunatnej fali i gotowi są stawić im czoła. Wracając jeszcze do frekwencji, późniejsze wydarzenie środowisk nacjonalistycznych zdołało zebrać jedynie kilkadziesiąt osób, trudno użyć tutaj innego słowa niż „porażka”.

Przemowy. Głos zabrało wielu profesorów, udowadniając przy tym, że świat nauki mówi jasno i wyraźnie: No Pasaran!. Faszystowskie dogmaty to bzdury, niemające nic wspólnego z rzeczywistością, a kto twierdzi inaczej, sam pokazuje swoją ignorancję. Nie zabrakło też anarchistycznego akcentu, jeden z naszych znajomych zabierając głos, w swoim przemówieniu przypomniał wszystkim słowa Maxa Horkheimera: „Kto jednak nie chce mówić o kapitalizmie, powinien także milczeć o faszyzmie”. Ten cytat, jak i dalsza część wywołały spore niezadowolenie u pewnej części manifestacji, zwłaszcza gdy pod koniec wybrzmiały słowa ‚Walka klasowa, nie narodowa!’, które nasza grupa podchwyciła i skandowała, mimo nieudanych prób zagłuszenia nas hasłem naprędce podrzuconym przez jednego z organizatorów. Dla części z nas jest to pewnie przekreślenie oratorskiej kariery, ale satysfakcja została.

Obeszło się bez żadnych incydentów. Na początku zgromadzenia przyglądało się nam 3-4 nacjonalistów, których szybko namierzyliśmy, ale na ich szczęście szybko się ulotnili – nie było ich widać kiedy pierwsza część pod Collegium Novum dobiegła końca, nie próbowali zakłócić przemarszu przez krakowskie planty i kiedy dotarliśmy na Rynek Główny też nic szczególnego się nie wydarzyło. Do Marszu przyłączyło się sporo osób spacerujących starym miastem, zaciekawionych, w jakim celu się spotkaliśmy. Mamy nadzieję, że nasz przekaz zostanie w nich na dłużej. Końcówka wydarzenia również przebiegła pomyślnie.

Najwyraźniej lewactwo w Krakowie ma się całkiem dobrze i nie narzeka. Oczywiście zamiast spoczywać na laurach, trzeba działać dalej, ze zdwojonym zapałem. Licho nie śpi i jeszcze długo nie będzie spać.

(Komunikat: Pilnie ostrzega się Krakowiaków, by nie dokarmiali tzw. Wszechpolaków).