W tym roku obchodzić będziemy 111 rocznicę wydarzeń 1905 roku. Warto przypomnieć choćby mały ich wycinek, aczkolwiek z pewnością warto zapoznać się z całością, bo są to niezwykle barwne i pouczające zdarzenia.

W przytaczanych fragmentach chciałbym przede wszystkim pokazać, jak władza starała się rewolucyjny zapał ostudzić antysemityzmem i jak ludności łódzkiej udało się temu przeciwstawić. Jest to szczególnie ważne z naszej perspektywy, perspektywy dzisiejszych antyfaszystów.

Pokazuje po pierwsze gdzie i w jaki sposób powinniśmy szukać sojuszu, gdzie znajdować sobie sprzymierzeńców. Pokazuje jak się angażować, ale przede wszystkim wskazuje na to, że musimy być na co dzień zaangażowani w działania wspierające, aby móc kiedyś powiedzieć: nie przejdziecie!

Po drugie, ukazuje ciągłość wydarzeń i powiązania z obecną sytuacją w Polsce, jest to tym bardziej ważne, że obecnie historia staje się niejednokrotnie polem bitwy1. Kolejne rządy relatywizując historię wpędzają szeroko pojęte nurty lewicy w niebyt i zapomnienie, a nie wolno nam do tego dopuścić.

Zacząć należy od zarysowania sytuacji, w której znajduje się Łódź 1905 roku.

„Liczne ułatwienia dla osadników niemieckich i zachęty do budowy rzemiosła tkackiego, umożliwiły powstanie niewielkich warsztatów, a następnie fabryk. Dla skutecznego rozwoju przemysłu niezbędni byli robotnicy. (…) ogłoszenie reformy uwłaszczeniowej przez władze carskie w 1864 roku wywołało masowy napływ ludności polskiej na tereny przemysłowej Łodzi. W tym czasie, ludność pochodzenia polskiego zaczęła dominować wśród wszystkich mieszkańców miasta
(…)
Napływająca do miasta ludność polska wchodziła najczęściej w szeregi klasy robotniczej (przemysł włókienniczy, metalowy, budownictwo, transport), po części – rzemiosła i inteligencji. Niewielu było Polaków wśród zamożnych kupców i średniego szczebla przemysłowców. Dużo Polek zatrudniano w charakterze pomocy domowej. Polskie rodziny robotnicze posiadały niemal wyłącznie mieszkania jednoizbowe, w którym najczęściej mieszkała 4-5 osobowa rodzina”. (1)

Wystarczy do tego dodać sytuację materialną.(2)

„Zarobki zdecydowanej większości robotników i robotnic były niskie i – jeśli wierzyć szacunkom historyków – starczały na utrzymanie rodziny tylko kosztem stosowania nieurozmaiconej, ubogiej diety, kupna odzieży i obuwia tylko, gdy było to konieczne, i wynajmu taniego, zazwyczaj ciemnego, ciasnego i wilgotnego mieszkania. Skromne pensje obniżano jeszcze za pomocą systemu kar fabrycznych, które personel kierowniczy nakładał za takie „przewinienia”, jak rozmowa czy pogwizdywanie podczas pracy. Znane są też przypadki zmuszania robotników, aby ze swych skąpych pensji pokrywali częściowo koszty oświetlenia hali fabrycznej…
Długość dnia pracy w przemyśle łódzkim zależała od koniunktury. Ustawowe jedenaście i pół godziny (!) nie było zazwyczaj przestrzegane, a jeśli zaszła potrzeba, pracowano nawet czternaście albo i więcej godzin. Praca w fabrykach włókienniczych była monotonna, ale jednocześnie wymagała ciągłego skupienia i zręczności. Po kilkunastu godzinach spędzonych przy maszynie starczało sił już tylko na to, żeby wrócić do domu (czasami nawet kilka kilometrów piechotą do peryferyjnych dzielnic robotniczych), zjeść kolację i położyć się spać.
„Pełnia władzy w fabryce spoczywała w rękach personelu zarządzającego – majstrów, kierowników, dyrektorów. (..) nie mając żadnego wykształcenia i będąc grubiańscy z natury, starają się na każdym kroku pokazać robotnikom swoje znaczenie, pozwalają sobie przy każdej okazji na obrażenie robotników, biją ich, w szczególności małoletnich, a niektórzy co gorsza – deprawują robotnice”.(3)

Istotną, choć pomijaną do tej pory kwestią, jest także rola kobiet w tej rewolucji.
Pamiętać należy, że dużą część zatrudnionych w przemyśle lekkim stanowiły kobiety, które prócz pracy najemnej zajmowały się jeszcze domem. Poza tym, nie istniała instytucja urlopu tzw. macierzyńskiego, zatem kobiety często rodziły przy maszynach i niedługo po tym wracały do pracy.
Do tego dochodzi śmiertelność noworodków – na przełomie XIX/XX wieku ok. 44%, średnia długość życia robotnicy to ok. 40 lat.

Natomiast obraz miasta Łodzi w tamtych czasach najlepiej oddaje opis: „miasto nie miało kanalizacji, rynsztokami nieustannie płynęły nieczystości, szerzyły się choroby zakaźne (ospa, tyfus, cholera), a ulice spowijał gęsty dym wydobywający się z niezliczonych fabrycznych kominów.(4)

W tamtym czasie jakakolwiek działalność polityczna była zakazana.
Mimo to ugrupowania socjalistyczne przez cały czas prowadziły agitację, wzywając do jedności i organizowania się, a część także do walki z zaborcą. W tamtym czasie dominującą rolę dogrywały: Bund, PPS oraz SDKPiL.

„Gwałtowny rozwój łódzkiego przemysłu rodził nowe podziały klasowe w społeczeństwie miejskim, prowadzące do wystąpień i konfliktów.”(5)

Do pierwszego strajku – choć jeszcze powodowanego względami czysto ekonomicznymi – w Łodzi, doszło 17 stycznia 1905 r. w fabryce Karola Steinerta. Udział w nim wzięło 400 robotników (w fazie kulminacyjnej 1000), którzy żądali m.in. skrócenia czasu pracy, ustalenia płacy minimalnej, powstania kas chorych. Dzięki strajkowi wywalczono podwyżki płac i 10-cio godzinny dzień pracy – w niektórych fabrykach dzień pracy skrócono jeszcze bardziej. Do listy żądań jednak już niedługo dołączyć miały kolejne, w następstwie wydarzeń, które miały miejsce parę dni po rozpoczęciu strajku.

Stan wzburzenia społecznego trwał nadal, a momentem kulminacyjnym są wydarzenia, które początek swój mają 22 stycznia 1905 roku w Petersburgu, zwane „krwawą niedzielą”.
Wtedy to miała miejsce 200-tysięczna, pokojowa demonstracja robotnicza, której celem było zaapelowanie do cara o poprawę losu robotników. Sama manifestacja atakowana była od początku przez carskich żołnierzy, którzy jednak nie byli w stanie przeszkodzić w jej przemarszu. Ostatecznie krwawo rozprawiono się z manifestacją pod carskim pałacem zimowym, który był ostatecznym jej celem. Według oficjalnych danych zabito 93 osób, 333 odniosło rany (34 z nich zmarło). Źródła nieoficjalne mówią o setkach zabitych (od 800 do 1000). (6)

Wydarzenia te spowodowały oburzenie i strajki, które lotem błyskawicy obiegły imperium rosyjskie. Na znak solidarności z robotnikami rosyjskimi w Łodzi 26 stycznia 1905 r. rozpoczął się strajk w kilku fabrykach, który z czasem przerodził się w stajk generalny. Pracę porzuciło 100 tys. robotników.

Żądania rewolucyjne zawierały m.in. takie postulaty:
8-godzinny dzień pracy
bezzwłoczne uruchomienie robót publicznych dla bezrobotnych
kontrola robotników nad higieną pracy i przy przyjmowaniu majstrów
nietykalność delegatów robotniczych
ubezpieczenie robotników na wypadek starości, choroby, nieszczęśliwych wypadków i śmierci
pomoc lekarska dla robotników i robotnic oraz ich rodzin
zniesienie pracy na akord – zamiana płacy dziennej na stałą płacę miesięczną
uzyskanie prawa do dwutygodniowego urlopu
założenie bezpłatnych szkół początkowych z wykładowym językiem polskim oraz przytułków i bibliotek dla dzieci
zapłata za czas strajku
zniesienie rewizji osobistych
usunięcie policji z fabryk

(..)

Przypisy:

(1) – Za: http://www.centrumdialogu.com/pl/polska-lodz(data wejścia 5.06.2015)
(2) – Więcej na temat życia, dochodów, oraz sytuacji materialnej w Łodzi w tamtych latach z pewnością ukaże się jeszcze na portalu, w ramach kolejnych artykułów historycznych. Jeśli jednak ktoś chciałby zgłębić wiedzę, to bardzo rozlegle o dochodach i wydatkach na życie codzienne oraz szeroki opis dostępu do kultury, infrastruktury miejskiej itp. znajduje się w książce „Z kamieniem i browningiem w ręku” Lucjusza Włodkowskiego, Krajowa Agencja wydawnicza, Łódź 1986.
(3) – Rewolucja 1905. Przewodnik Krytyki Politycznej, Opracowanie zbiorowe, s. 214
(4) – Tamże
(5) – Za: http://www.centrumdialogu.com/pl/polska-lodz (data wejścia 5.06.2015)
(6) – Historia Imperium Rosyjskiego, Heller M., Warszawa 2009, s. 688