161 Crew
Facebook 161 Crew Instagram 161 Crew Tumblr 161 Crew Twitter 161 CrewYouTube 161 Crew Materiały opublikowane na stronie mają wyłącznie charakter informacyjny, redakcja strony nie namawia nikogo do łamania prawa.

Rzeszów- nacjonaliści kontra płótno

Wielokrotnie mieliśmy okazję przekonywać się o rzekomej anty-systemowości, a zwłaszcza anty-policyjności skrajnej prawicy. Działacze nacjonalistycznych ugrupowań, często przenikający środowiska stadionowe, zwykli podkreślać przy wielu okazjach – mówiąc w przestrzeni publicznej, krzycząc na ulicach, robiąc wlepki w temacie, pisząc hasła na murach – o tym, jak to bardzo nienawidzą „systemu”, policji, „JP na 100%” itd. Robią to z różnych pobudek. Być może z powodu frustracji, której nie są w stanie i nie potrafią inaczej skanalizować. Może też dlatego, że policja jest łatwym do zdefiniowania i zauważenia „wrogiem” (choć powód, dla którego w istocie jest ona wrogiem nie dla wszystkich narodowców zdaje się być znany i oczywisty). Pewnie też trochę dlatego, że policja w czymś tam im niby przeszkadza, choć sami do końca nie wiedzą w czym, bo i tak nic konkretnego ani przyszłościowego nie są w stanie zrobić czy stworzyć, woląc co miesiąc wytupywać chodniki ku pamięci i czci swoich bohaterów, takich jak np. współpracujących z gestapo czy UB co niektórych żołnierzy wyklętych. Z pewnością jednak robią to po to, by zyskiwać sobie przychylność pewnych środowisk, głównie kibicowskich, aby te – wykorzystywane przez nich niczym przysłowiowe mięso armatnie – zapewniały frekwencję oraz stanowiły ochronę na organizowanych przez nich wydarzeniach, jak też dostarczały chętnych do ulicznych zadym, jakie odbywają się np. co roku 11 listopada w Warszawie. Rzecz jasna, w razie przegięć, kiboli można się łatwo wyrzec, nazwać ‘bandytami’, publicznie napiętnować i ukazać jako winnych, ale to temat znany nie od dziś…
W pewnych sytuacjach, zwłaszcza takich, w których chodzi o dobry wizerunek brunatnych patriotów, jak również, gdy działania policji wymierzone są w anarchistów, „lewaków”, Antifę, a czasem nawet strajkujących związkowców czy eksmitowanych lokatorów (nie mówiąc, że okazjonalnie też kibiców), anty-policyjna maska skrajnej prawicy opada, a policyjne represje przestają być dla niej czymś złym, ba – szkoda, że nie są większe i bardziej radykalne. Narodowcom nie raz zdarzało się otwarcie popierać działania państwowych służb czy sądów przeciwko ruchowi antyfaszystowskiemu i anarchistycznemu. Wystarczy poczytać nacjonalistyczne fora internetowe czy komentarze pod artykułami medialnymi opisującymi konkretne wydarzenia w tym temacie. Nie raz też dochodziło do aktów skarżenia się przez nich na policji czy w sądach (jak np. miało to miejsce w Lublinie, gdzie narodowi bohaterzy zeznawali przeciwko kilku osobom oskarżonym o pobicie ich w marcu 2013, czy też jak było to w przypadku obecnego kandydata na prezydenta RP z ramienia Ruchu Narodowego, który swego czasu sprzedał na policji jednego z kibiców miejscowej drużyny piłkarskiej)…
W ostatni weekend staliśmy się świadkami kolejnego „anty-systemowego” wyczynu skrajnych prawicowców – tym razem w Rzeszowie. Otóż na jednej z kamienic w centrum miasta kilka dni wcześniej zawisły dwa bannery w ramach akcji solidarnościowej z zaatakowanymi, pobitymi i zatrzymanymi przez policję aktywistami, którzy byli zaangażowani w protesty przeciwko promującemu neoliberalną politykę Europejskiemu Kongresowi Gospodarczemu, odbywającemu się w ubiegłym tygodniu w Katowicach. Na bannerach widniały napisy: „Solidarni z zatrzymanymi w Katowicach; Przeciw Europejskiemu Kongresowi Gospodarczemu 2015” oraz „Stop brutalności policji!”. W nocy z piątku na sobotę oba płótna zostały porozdzierane w drobny mak przez znanych nam przedstawicieli rzeszowskiego środowiska nacjonalistycznego. W istocie było to przedsięwzięcie wymagające sporej odwagi i nie lada wysiłku – pod osłoną nocy zniszczyć dwa kawałki materiału zawieszone w bocznej, słabo oświetlonej ulicy odchodzącej od Deptaku – to jest coś! Dziwne, co prawda, że bannery nie zostały zerwane przez swoich przeciwników od razu po zawieszeniu, jednak jeśli zdamy sobie sprawę z faktu, że taka akcja bezpośrednia wymaga długich przygotowań propagandowych i logistycznych, to zrozumiemy skąd opóźnienie. Abstrahując jednak od niekwestionowanego bohaterstwa oraz złożonych aspektów technicznych całej akcji, zastanówmy się nad ideą, jaka w tym przypadku przyświecała narodowcom. Jak widać, na bannerach nie było haseł bezpośrednio wymierzonych w narodowe „wartości”. Nie było tam też treści ani nawet słów ściśle związanych z anarchizmem, tym bardziej z antyfaszyzmem. Bannery nie były też podpisane, zatem teoretycznie mogłyby być wykonane i zawieszone przez osoby niekoniecznie związane z ruchem anarchistycznym, a jedynie solidaryzujące się z zatrzymanymi przeciwko policyjnym represjom… W związku z tym nasuwa się wniosek, że nacjonalistycznym aktywistom nie spodobało się któreś z haseł widniejących na bannerach. Ponieważ hasła były wymierzone po pierwsze w policję i jej przemoc, a po drugie w wydarzenie, jakim był Europejski Kongres Gospodarczy, służący do upowszechniania i wprowadzania w życie wizji polityczno-gospodarczych będących obecnie u władzy liberałów, można wywnioskować, że narodowcy nie są przeciwko ani jednemu ani drugiemu, a wręcz – skoro nie przeszli obok bannerów obojętnie, lecz wykazali się czynną realizacją aktu woli, doprowadzając do ich zniszczenia – przeszkadza im, że ktoś inny jest przeciwnikiem policyjnych represji i bogacenia się bogatych kosztem biednych. Koniec końców – teza, od której wyszliśmy, stała się wnioskiem, do którego po raz kolejny dochodzimy: narodowcy, zrywając bannery, o których mowa, ponownie ujawnili się jako pro-policyjni i pro-systemowi.
Ciekawe, co na to wszystko powiedzieliby bici przez policję albo wyzyskiwani przez swoich szefów ludzie, do których skrajna prawica tak usilnie próbuje trafić ze swoją propagandą. Ciekawe też, czy taka pro-policyjna akcja spodobałaby się kibicom z Sovii albo ze Stali. W sumie szkoda, że transparenty od razu zostały zniszczone, bo przecież można by się jeszcze sfotografować z trzymanym do góry nogami bannerem o treści „Stop brutalności policji!” albo wywiesić go w ten sposób gdzieś na Grunwaldzkiej, Okrzei czy na Osiedlu Tysiąclecia. W końcu brunatni patrioci z Rzeszowa dokonali czynu niezwykłego – pokazali, że istnieją…w nocy bo w nocy i (myśląc, że) anonimowo, ale zawsze!
Gratulujemy pomysłu i udanej akcji!

Jeśli to czytacie, narodowi frajerzy z Rzeszowa, to zdajcie sobie sprawę, że wiemy, że bardzo chcielibyście nam poprzeszkadzać, wiemy, że robicie to dość nieudolnie, wiemy też, że w razie czego będziecie potrafili sprzedawać i współpracować z policją, przede wszystkim zaś wiemy kim jesteście, i że w Rzeszowie nie jesteście niczym poza zatruwającym to miasto smrodem. Swoją akcją, w ramach której podarliście dwa płótna [sic!], nie pokazaliście nam nic poza tym, że popieracie działania policji i obecnej władzy, tworzącej rzekomo tak bardzo nienawidzony, a w rzeczywistości współtworzony i przez was system… dla nas to nic nowego.
Jako anarchiści i antyfaszyści jesteśmy i zawsze będziemy przeciwnikami zarówno policyjnych represji, bez względu na to, kogo one dotykają, jak też neoliberalnej polityki i kapitalistycznej ekonomii, bez względu na to, kto jest ofiarą szerzącego się poprzez nie wyzysku.
W tym miejscu raz jeszcze wyrażamy solidarność z protestującymi przeciwko Europejskiemu Kongresowi Gospodarczemu w Katowicach.

Drużyna A z Czarnej Wołgi

Brak komentarzy

Odpowiedz