Wielokrotnie mieliśmy okazję przekonywać się o rzekomej anty-systemowości, a zwłaszcza anty-policyjności skrajnej prawicy. Działacze nacjonalistycznych ugrupowań, często przenikający środowiska stadionowe, zwykli podkreślać przy wielu okazjach – mówiąc w przestrzeni publicznej, krzycząc na ulicach, robiąc wlepki w temacie, pisząc hasła na murach – o tym, jak to bardzo nienawidzą „systemu”, policji, „JP na 100%” itd. Robią to z różnych pobudek. Być może z powodu frustracji, której nie są w stanie i nie potrafią inaczej skanalizować. Może też dlatego, że policja jest łatwym do zdefiniowania i zauważenia „wrogiem” (choć powód, dla którego w istocie jest ona wrogiem nie dla wszystkich narodowców zdaje się być znany i oczywisty). Pewnie też trochę dlatego, że policja w czymś tam im niby przeszkadza, choć sami do końca nie wiedzą w czym, bo i tak nic konkretnego ani przyszłościowego nie są w stanie zrobić czy stworzyć, woląc co miesiąc wytupywać chodniki ku pamięci i czci swoich bohaterów, takich jak np. współpracujących z gestapo czy UB co niektórych żołnierzy wyklętych. Z pewnością jednak robią to po to, by zyskiwać sobie przychylność pewnych środowisk, głównie kibicowskich, aby te – wykorzystywane przez nich niczym przysłowiowe mięso armatnie – zapewniały frekwencję oraz stanowiły ochronę na organizowanych przez nich wydarzeniach, jak też dostarczały chętnych do ulicznych zadym, jakie odbywają się np. co roku 11 listopada w Warszawie. Rzecz jasna, w razie przegięć, kiboli można się łatwo wyrzec, nazwać ‚bandytami’, publicznie napiętnować i ukazać jako winnych, ale to temat znany nie od dziś…
W pewnych sytuacjach, zwłaszcza takich, w których chodzi o dobry wizerunek brunatnych patriotów, jak również, gdy działania policji wymierzone są w anarchistów, „lewaków”, Antifę, a czasem nawet strajkujących związkowców czy eksmitowanych lokatorów (nie mówiąc, że okazjonalnie też kibiców), anty-policyjna maska skrajnej prawicy opada, a policyjne represje przestają być dla niej czymś złym, ba – szkoda, że nie są większe i bardziej radykalne. Narodowcom nie raz zdarzało się otwarcie popierać działania państwowych służb czy sądów przeciwko ruchowi antyfaszystowskiemu i anarchistycznemu. Wystarczy poczytać nacjonalistyczne fora internetowe czy komentarze pod artykułami medialnymi opisującymi konkretne wydarzenia w tym temacie. Nie raz też dochodziło do aktów skarżenia się przez nich na policji czy w sądach (jak np. miało to miejsce w Lublinie, gdzie narodowi bohaterzy zeznawali przeciwko kilku osobom oskarżonym o pobicie ich w marcu 2013, czy też jak było to w przypadku obecnego kandydata na prezydenta RP z ramienia Ruchu Narodowego, który swego czasu sprzedał na policji jednego z kibiców miejscowej drużyny piłkarskiej)…
W ostatni weekend staliśmy się świadkami kolejnego „anty-systemowego” wyczynu skrajnych prawicowców – tym razem w Rzeszowie. Otóż na jednej z kamienic w centrum miasta kilka dni wcześniej zawisły dwa bannery w ramach akcji solidarnościowej z zaatakowanymi, pobitymi i zatrzymanymi przez policję aktywistami, którzy byli zaangażowani w protesty przeciwko promującemu neoliberalną politykę Europejskiemu Kongresowi Gospodarczemu, odbywającemu się w ubiegłym tygodniu w Katowicach. Na bannerach widniały napisy: „Solidarni z zatrzymanymi w Katowicach; Przeciw Europejskiemu Kongresowi Gospodarczemu 2015” oraz „Stop brutalności policji!”. W nocy z piątku na sobotę oba płótna zostały porozdzierane w drobny mak przez znanych nam przedstawicieli rzeszowskiego środowiska nacjonalistycznego. W istocie było to przedsięwzięcie wymagające sporej odwagi i nie lada wysiłku – pod osłoną nocy zniszczyć dwa kawałki materiału zawieszone w bocznej, słabo oświetlonej ulicy odchodzącej od Deptaku – to jest coś! Dziwne, co prawda, że bannery nie zostały zerwane przez swoich przeciwników od razu po zawieszeniu, jednak jeśli zdamy sobie sprawę z faktu, że taka akcja bezpośrednia wymaga długich przygotowań propagandowych i logistycznych, to zrozumiemy skąd opóźnienie. Abstrahując jednak od niekwestionowanego bohaterstwa oraz złożonych aspektów technicznych całej akcji, zastanówmy się nad ideą, jaka w tym przypadku przyświecała narodowcom. Jak widać, na bannerach nie było haseł bezpośrednio wymierzonych w narodowe „wartości”. Nie było tam też treści ani nawet słów ściśle związanych z anarchizmem, tym bardziej z antyfaszyzmem. Bannery nie były też podpisane, zatem teoretycznie mogłyby być wykonane i zawieszone przez osoby niekoniecznie związane z ruchem anarchistycznym, a jedynie solidaryzujące się z zatrzymanymi przeciwko policyjnym represjom… W związku z tym nasuwa się wniosek, że nacjonalistycznym aktywistom nie spodobało się któreś z haseł widniejących na bannerach. Ponieważ hasła były wymierzone po pierwsze w policję i jej przemoc, a po drugie w wydarzenie, jakim był Europejski Kongres Gospodarczy, służący do upowszechniania i wprowadzania w życie wizji polityczno-gospodarczych będących obecnie u władzy liberałów, można wywnioskować, że narodowcy nie są przeciwko ani jednemu ani drugiemu, a wręcz – skoro nie przeszli obok bannerów obojętnie, lecz wykazali się czynną realizacją aktu woli, doprowadzając do ich zniszczenia – przeszkadza im, że ktoś inny jest przeciwnikiem policyjnych represji i bogacenia się bogatych kosztem biednych. Koniec końców – teza, od której wyszliśmy, stała się wnioskiem, do którego po raz kolejny dochodzimy: narodowcy, zrywając bannery, o których mowa, ponownie ujawnili się jako pro-policyjni i pro-systemowi.
Ciekawe, co na to wszystko powiedzieliby bici przez policję albo wyzyskiwani przez swoich szefów ludzie, do których skrajna prawica tak usilnie próbuje trafić ze swoją propagandą. Ciekawe też, czy taka pro-policyjna akcja spodobałaby się kibicom z Sovii albo ze Stali. W sumie szkoda, że transparenty od razu zostały zniszczone, bo przecież można by się jeszcze sfotografować z trzymanym do góry nogami bannerem o treści „Stop brutalności policji!” albo wywiesić go w ten sposób gdzieś na Grunwaldzkiej, Okrzei czy na Osiedlu Tysiąclecia. W końcu brunatni patrioci z Rzeszowa dokonali czynu niezwykłego – pokazali, że istnieją…w nocy bo w nocy i (myśląc, że) anonimowo, ale zawsze!
Gratulujemy pomysłu i udanej akcji!

Jeśli to czytacie, narodowi frajerzy z Rzeszowa, to zdajcie sobie sprawę, że wiemy, że bardzo chcielibyście nam poprzeszkadzać, wiemy, że robicie to dość nieudolnie, wiemy też, że w razie czego będziecie potrafili sprzedawać i współpracować z policją, przede wszystkim zaś wiemy kim jesteście, i że w Rzeszowie nie jesteście niczym poza zatruwającym to miasto smrodem. Swoją akcją, w ramach której podarliście dwa płótna [sic!], nie pokazaliście nam nic poza tym, że popieracie działania policji i obecnej władzy, tworzącej rzekomo tak bardzo nienawidzony, a w rzeczywistości współtworzony i przez was system… dla nas to nic nowego.
Jako anarchiści i antyfaszyści jesteśmy i zawsze będziemy przeciwnikami zarówno policyjnych represji, bez względu na to, kogo one dotykają, jak też neoliberalnej polityki i kapitalistycznej ekonomii, bez względu na to, kto jest ofiarą szerzącego się poprzez nie wyzysku.
W tym miejscu raz jeszcze wyrażamy solidarność z protestującymi przeciwko Europejskiemu Kongresowi Gospodarczemu w Katowicach.

Drużyna A z Czarnej Wołgi