21 listopada 1992 roku, Niemcy. 27-letni wówczas Silvio Meier wraz z przyjaciółmi przemierza Berlin. Na stacji metra Samariterstraße zostają zaatakowani przez grupę neonazistów, o czym świadczą naszywki na ich kurtkach. Na jednej z nich widnieje napis „Jestem dumny z bycia Niemcem.” Dochodzi do awantury, w trakcie której Silvio zostaje kilkakrotnie pchnięty nożem przez jednego z nich i wkrótce po tym umiera. Jego przyjaciele są ranni. Daje się jeszcze słyszeć słowa „Teraz wam pokazaliśmy lewicowe świnie.” Policja badająca sprawę zupełnie ignoruje kontekst polityczny tego zdarzenia, zaprzeczając jakoby doszło do morderstwa z premedytacją. Całe zdarzenie traktowane jest przez sąd jak młodzieżowa bójka. Najwyższy wyrok jaki zapada to 4,5 roku więzienia dla nazistowskiego mordercy, dla kolejnych są niższe kary, część zostaje oczyszczona z zarzutów. Ta niesprawiedliwość jednak nie osłabia berlińskich antyfaszystów, samodzielnie organizują akcje upamiętniające przyjaciela.

Silvio Meier to w Niemczech znacząca postać dla ruchu antyfaszystowskiego, squatterskiego i lokatorskiego po 1989 roku. Był mieszkańcem skłotu przy Friedrichshain, organizatorem koncertów i aktywnym działaczem lewicowym. Po jego śmierci zostaje stworzona tablica pamiątkowa, która jest wielokrotnie kradziona i niszczona. Mimo to wciąż znajduje się dla niej miejsce. Oprócz tego co roku organizowana jest demonstracja na jego cześć, a w 2013 roku zatwierdzona zostaje nazwa ulicy Silvio-Meier Strasse, znajdująca się w okolicy stacji metra. Pamięć o tym człowieku nie ginie, pomimo upływu lat. W nas także nie ginie pamięć o poległych antyfaszystach z całego świata.