161 Crew
Facebook 161 Crew Instagram 161 Crew Tumblr 161 Crew Twitter 161 CrewYouTube 161 Crew Materiały opublikowane na stronie mają wyłącznie charakter informacyjny, redakcja strony nie namawia nikogo do łamania prawa.

Skinheads a polityka, czyli street politics

Wywiady przeprowadzono w listopadzie 1998 z: Terrym – członkiem RASH i aktywistą Nowojorskiej Akcji Antyrasistowskiej, grającym także w zespole Puss’n’Boots, Candance z SHARP-Montreal, Nic-iem – także z SHARP. Montreal, członkiem zespołu Street Troopers. Tekst zawiera tez wypowiedzi Grover’a – Red Skina z Cincinnati (Ohio) oraz Dana Sabatera z Nowojorskiego RASH.

Jestem pewien, że większość czytelników zinów wie, że faszystowskie gówno nie ma nic wspólnego z tym, na czym polega bycie SkinHeadem. Więc pierwszy problem z głowy – ten tekst nie jest wyjaśnieniem różnic pomiędzy SkinHeadami i ich nazistowskimi odpowiednikami. Zawiera jednak porównanie. Przeprowadziliśmy wywiady ze Skinami zaangażowanymi politycznie, kobietami i mężczyznami, z Kanady i USA, żeby dowiedzieć się jakie są ich poglądy na temat Skinów, którzy twierdzą, że nie zależy im na polityce. Obecnie panuje olbrzymia moda na tą ostatnią postawę – którą można nazwać „tradycyjną”, „apolityczną”, czy jakkolwiek inaczej. Wszyscy mieliśmy podobne zdanie na ten temat – dokładnie, że to jakiś żart. I, jak będzie mieli okazję się przekonać, doprowadziła ona naszych rozmówców do wielu wybuchów wściekłości i frustracji. Porównanie dotyczy tutaj tych Skinów – aktywistów, z którymi robiliśmy wywiady z prawie każdym „Tradycyjnym SkinHeadem”, który uważa, że uosobieniem „SkinHeada” jest pochwała apolityczności opisana przez Georga Marshall’a. Myślę, że nie ma jednej, „prawdziwej” definicji tego, na czym polega bycie SkinHeadem. Ale poglądy naszych respondentów wyglądają na sensowne. Są solidne, szczere i z głębi serca – wywarło to ogromne wrażenie na naszym wizerunku polityki w ruchu Skinów oraz na nas samych.

Można powiedzieć, ze inspiracją dla tego artykuły była nasza lokalna scena. Wszystko się zaczęło, gdy coraz więcej aktywnych, zaangażowanych społecznie punków zaczęło ubierać się jak SkinHeadzi. Golili irokezy, podwijali nogawki i zdejmowali naszywki. Wszystko to jest w porządku… taka moda. Znam wielu punków, którzy nie odróżniają się niczym od „przeciętnego obywatela”, ale są bardziej aktywni na scenie niż wszyscy „widoczni punkowcy” razem wzięci. Ale pojawiły się też inne zmiany – przestali rozmawiać o polityce, wydawać ziny, przychodzić na spotkania polityczne (bo nie mogli stracić wyjścia do pubu). Zdjęli polityczne naszywki, zaczęli nabijać się z reszt dzieciaków, którym jeszcze zależało. Polityka była dla nich „śmierdzącą sprawą”, od której ważniejsza była pijana, patriotyczna załoga. Tak więc nie trudno zgadnąć, dlaczego niespecjalnie cieszyło nas to całe „odrodzenie ruchu SkinHeads”. Wtedy spotkaliśmy Skinów, którzy to zmienili… Cześć z nich jest wymieniona w tych wywiadach, niektórzy – z różnych powodów – nie. Chcielibyśmy specjalnie podziękować Class War Cartel z Ohio, których warsztat podczas konferencji A.R.A. odegrał kluczową rolę w pisaniu tego tekstu. Motywacja dla napisania go byli oni wszyscy i gorąco im za to dziękujemy – P.F.

 

Klasa robotnicza.

Zawsze zastanawiał mnie stosunek SkinHeadów do lewicy. Prawie wszyscy SkinHeadzi noszą znaczki z motywami z klasą robotniczą – nieważne czy należą do niej czy nie. Twierdzenie: „jestem SkinHeadem, bo jestem członkiem klasy robotniczej” brzmi dużo lepiej niż „bo podobają mi się ubrania”. Ale modne motywy mogą mieć także swoje znaczenie. Pomimo tego co sami twierdzą, 15-letnich SkinHeadów nie przyciąga do tej subkultury robotnicze pochodzenia – raczej ogólny wizerunek. Dopiero gdy dowiedzą się, że SkinHeadzi to młodzież robotnicza, zaczynają mówić, że „sami pracują, ich rodzice tak samo – i dlatego są rodziną robotniczą”. Nagle zaczynają w to wierzyć. Spora część tych, których znam ledwo wie co to oznacza. Tradycyjnie, klasa robotnicza oznaczała najniższą warstwę społeczną, ludzi walczących o przeżycie… urodzonych „na dole” i pozostających tam przez całe życie. Idea „dumnej klasy robotniczej” wzięła się stąd, że ludzie ci przestali się tego wstydzić.

Odrobina myślenia wystarczy, żeby zdać sobie sprawę, że duma ze swojego robotniczego pochodzenia bez polityki jest gówno warta. Czy to nie robotnicy są podstawą lewicy? Jeśli tak, to czemu tak niewielu Skinów jest zainteresowanych lewicową polityką? Ponieważ dla nich, klasa robotnicza nie oznacza podniesienia głów i polepszenie losu pracowników ani walki o to, żeby przekazać tej klasie władzę. Jest to raczej wymówka wyjaśniająca w jaki sposób noszenie ciuchów Freda Perry’ego ma być działalnością polityczną. To dlatego całe to apolityczne gówno nie przystaje do SkinHeadów. Dlaczego nie chciałbyś polepszyć losu klasy robotniczej, jeśli znaczy ona dla ciebie cokolwiek? Czy jesteś dumny z bycia represjonowanym? Z otrzymywania głodowej pensji, zmierzania do nikąd, dzień za dniem aż do śmierci? Czy ci sami ludzie uważają, że „fabryki potu” w Indonezji są w porządku? Nie – to śmieszne. Podobnie jak twierdzenie, że mniejszy poziom kapitalistycznej opresji tutaj w Ameryce Północnej jest w porządku. Przestań posługiwać się hasłem „klasy robotniczej” jeśli nie jesteś gotowy żeby ją poprzeć, a to (przykra wiadomość dla apolitycznych) może oznaczać politykę. KLASA robotnicza jest wyzyskiwana przez KLASĘ rządzącą. Kwestie KLASOWE są z definicji związane z lewicą i anarchizmem.

„Polityka odgrywa rolę w każdym aspekcie mojego życia, które jest nierozerwalnie związana z byciem SkinHeadem. Uważam, że „polityka” nie oznacza tylko Liberałów i Bloc Quebecois [główne partie polityczne w Quebecu]. „Apolityczność” jest ostatnio naprawdę modnym słowem wśród SkinHeadów, ale ten sposób myślenia (czy raczej nie-myślenia) jest nie dla mnie. Chcę dokonywać zmian w moim otoczeniu, środowisku w którym żyje i to nieodłącznie jest związane z politycznymi decyzjami i stanowiskami.” – Candance.

„Młodzieżowa kultura robotnicza jest zawsze potrzebna. Z tego, co widzę, teraz ta pustkę wypełnił Hip Hop, ponieważ w praktycznie każdym uprzemysłowionym państwie istnieje żywa kultura hip-hopowa. Czemu?
Najprawdopodobniej dlatego, że hip hop / rap przemawia do dzieciaków, które znają nędzę, przemoc, złość i strach o przyszłość, ale także chcą lepszego życia, czegoś więcej, czegoś dla czego mogłyby żyć.
Kiedyś SkinHeadzi też mieli coś do powiedzenia. Ciągle mają możliwość dania czegoś wściekłym, biednym dzieciakom z klasy robotniczej na świecie. Ale strona, w którą obecnie zmierza ta subkultura to strojenie się, udawanie, że żyjesz w 69, piciu drogiego importowanego piwa i śpiewaniu o tym w martwej i nudnej formie muzycznej. Jestem pewien, że każdy spotkał, albo zna SkinHeada, który mieszka w luksusowym domu rodziców w dobrej dzielnicy, kupuje z kartą kredytową taty i chodzi do ładnej, drogiej szkoły. Czy ktoś domyśla się, dlaczego młodzież robotnicza jest w tak niewielkim stopniu zainteresowana subkulturą SkinHeadów i dlaczego nie zostaje w niej na dłużej?” – Terry.

„Myślę, że polityka jest nierozerwalnie związana z ruchem SkinHeadów. SkinHeadzi zawsze uważali się za klasę robotniczą. Pomimo, że w krajach takich jak Kanada sytuacja się zmieniła, to wymarcie pracy ręcznej i zubożenia „klasy średniej” zaowocowało stopniowym wyrównanie poziomów życiowych. Uznanie klas jest czysto polityczne; jest to analiza społeczeństwa i zakłada ona zajęcie stanowiska w tej kwestii. Nie posiadanie poglądów politycznych jest niemożliwe, jeżeli jesteś choć trochę świadomy swojego środowiska. Ważność polityki w ruchu SkinHeads została potwierdzona gdy doszło do połączenia ze społecznie świadomym punk-rockiem w latach siedemdziesiątych. W końcu SkinHeadzi mieli głos. Bycie SkinHeadem nie polega na narzekaniu i naśladownictwie; chodzi o przebijanie się przez życie. Czym bylibyśmy bez naszej polityki, bez naszych opinii?” – Nic.

„Więc jesteście „dumni z bycia klasą robotniczą”? Skoro jesteście tak tradycyjni, to pewnie tak. Co klasa robotnicza dla was znaczy, po co ten kult młodzieży robotniczej? Wydaje mi się, że jedynym sensownym powodem, dla którego nazywamy się klasą ROBOTNICZĄ (pracującą) jest to, że to my wykonujemy całą pracę, zapewniamy wszystkie dobra i usługi od układania bruku do smażenia hamburgerów i sprzątania na całej tej planecie.
Klasa rządząca (jeśli używasz terminu „klasa robotnicza” musisz przyjąć istnienie klasy rządzącej) siedzi tylko na tyłkach, wyszczekuje rozkazy i patrzy jak napływają dywidendy z giełdy. Członkowie klasy robotniczej posiadają mniej niż 10% bogactwa, które wytworzyli. Dla mnie, wygląda na to, że klasa robotnicza jest wykorzystywana i oszukiwana. Co ty, dumny członek klasy robotniczej, masz zamiar z tym zrobić? Każdy rodzaj działań, który jesteś w stanie wymyślić i który zapewniłby klasie robotniczej sprawiedliwy udział w torcie (w końcu to my go upiekliśmy) można by spokojnie określić jako „politykę”. Czy może masz zamiar pić piwo dopóki bogacze sami się z nami nie podzielą? Bycie za klasą robotniczą i popieranie kapitalizmu to jak być właścicielem browaru popierającym prohibicję, to po prostu nie ma sensu. Bycie SkinHeadem i twierdzenie, że nasi ludzie nie powinni się bronić i walczyć o swoje prawa to sprzeczność.” – Grover.

RASH.

To jest właśnie podstawa tego, na czym oparte jest RASH – że duma z bycia członkiem klasy robotniczej, antykapitalizm i lewicowa ideologia idą ramie w ramie. Czerwoni i Anarchistyczni SkinHeadzi to kolektyw złożony ze Skinów z całego świata (Hiszpanii, Niemiec, Puerto Rico, Kolumbii i wielu innych krajów, których łączy sprzeciw wobec represji ze względu na rasę, płeć, preferencje seksualne i klasę.

„Najważniejszym zadaniem członków RASH jest działalność lokalna i tworzenie ekip [BrotherHood] podobnie myślących SkinHeadów. Ekipa to podstawowa forma organizacyjna sieci. Promujemy idee regularnych spotkań, które mają na celu przedyskutowanie spraw i stanu sceny. Amerykański / Kanadyjski RASH organizuje 2 spotkania rocznie, na których dyskutowana jest działalność RASH w naszych krajach. SkinHeadzi zrzeszeni w RASH współpracują także z innymi antyfaszystowskimi i lewicowymi organizacjami, w których nie ma Skinów, w celu szukania sprzymierzeńców i rozprzestrzeniania naszych idei. Często uczestniczymy w demonstracjach, protestach i konferencjach jako grupa. Współpracujemy z zaprzyjaźnionymi mediami, żeby informować o naszej działalności także resztę społeczeństwa. W końcu, RASHowcy lubią imprezować i razem wypić. Chodzimy też na mecze i koncerty nie związane z polityką, żeby zaznaczyć swoja obecność, informować o nas nowe dzieciaki i konfrontować się z naszymi przeciwnikami politycznymi. To tworzy braterstwo, bojowego ducha i zabawowy klimat, którego ogromnie brakuje w większości lewicowych grup i organizacji.” – Dan Sabater

„Nikt nie może siebie nazywać RASHowcem ot tak. Najpierw trzeba przejść 6 miesięczny okres oczekiwania, po którym musi za ciebie poręczyć jakiś członek RASH.
Wprowadziliśmy ten „okres oczekiwania”, żeby trzymać nieodpowiednie osoby z dala od RASH. Nasi członkowie muszą być zdeterminowani, mieć do tego serce i długo się o to starać, bo reputacja RASH zależy od każdego z nas z osobna. Jesteśmy tylko tak mocni jak nasze najsłabsze ogniwo i jeśli ktoś decyduje się zostać RedSkinem tylko na rok lub dwa, dla wygody, albo żeby rekrutować młodzież do swojej partii to czyni nas to tylko mniej wiarygodnych jako SkinHeadów.
Rewolucyjny SkinHead to droga życiowa i jesteśmy jej poświęceni. Niektórzy uważają, ze to źle z naszej strony, że nie przyjmujemy nikogo, kto perfekcyjnie nie spełnia tych wymagań, ale odpowiadamy na to, że nie jesteśmy fundacją charytatywną. Jeśli uważasz, że RASH nie jest dla ciebie, sugerujemy żebyś dołączył do jednej z setek innych organizacji lewicowych albo założył własną grupę RedSkinów.” – Dan Sabater

„W dużym skrócie, RASH jest „wehikułem”, który jednoczy, zapewnia braterstwo i ochronę lewicowym Skinom. RASH koncentruje się na zachęcaniu lewicowych Skinów do samoedukacji tak w kwestiach politycznych, jak i związanych z subkulturą… RASH jest dla Skinów, którzy mają poglądy polityczne i którzy wiedzą, że nie jest się raz SkinHeadem a raz ma się poglądy polityczne – tylko, że obie te rzeczy są z tobą związane zawsze i wszędzie.” – Terry.

SHARP.

Jak już wcześniej wspomniano, dwie osoby, z którymi przeprowadzano te wywiady są członkami SHARP-Montreal. To czym ruch SHARP był i stał się, to coś, co umarło, gdy skończył się zorganizowany SHARP. To „odrodzenie” albo „nowe pokolenie” ruchu SHARP, jak sami o tym mówią, wydaje się uczyć na przeszłych doświadczeniach i ewoluować swój styl myślenia. Szacunek należy im się za to, że przekonali do siebie antyrasistowskich Skinów, próbują coś zmienić i za to, że nie pozwolili zasadom SHARP umrzeć.

„Na początku podjęliśmy jedną, bardzo ważną decyzje – że zostaniemy nowym pokoleniem ruchu SHARP. Nie pozwolimy na żadne pomyłki, które popełnili nasi poprzednicy i nie poprzemy żadnej homofobii, seksizmu itd. Montreal jest bardzo liberalny, jeśli chodzi o scenę, i to pokolenie SkinHeadów wydaje się szczególnie spokojne. Jedynym sztandarem po którym działamy jako SHARP, jest to, że wszyscy jesteśmy SkinHeadami – antyrasistami. Nasze poglądy polityczne (jeśli je mamy) zostają za drzwiami, kiedy mamy spotkanie albo kiedy działamy jako członkowie SHARP. Są wśród nas RedSkini, Tradycyjni SkinHeadzi, oi!owcy… Nie oceniamy wedle tych kryteriów. Jako członkowie SHARP widzimy się nawzajem tylko jako antyrasistów.” – Nic.

„Szczerze mówiąc, na początku byłam bardzo niechętna, żeby wstąpić do SHARP. Pochodzę z zachodniej Kanady i tamtejsza, lokalne ekipa SHARPowców była prowadzona przez ex-naziskina, który miał tendencje do powracania do swoich prawicowych odchyłów. Wiele sharpowych ekip było też znane z bójek z homoseksualistami i innych tym podobnych paskudnych akcji. Nie trzeba dodawać, ze nie miałam dobrej opinii o ruchu SHARP. Kiedy jednak przeprowadziłam się do Montrealu, poznałam zupełnie innych SkinHeadów i było jasne, ze to nowe pokolenie SHARPowców w Montrealu chciało robić inne rzeczy niż nasi poprzednicy – dokładnie, nie będziemy akceptować żadnej homofobii, seksizmu i, oczywiście, będziemy zwalczać rasizm na wszystkich frontach. Odpowiadając na twoje pytanie, należę do SHARP Montreal ponieważ jestem antyrasistką-SkinHeadem [tak mówi o sobie w oryginale], której bardzo zależy na zwalczaniu rasizmu, a SHARP zapewnia mi konkretne środki do tego. Jestem też pewna poświęcenia innych członków i czuje, że razem mamy bardzo pozytywny wpływ na scene i naszą społeczność. Naszym głównym celem jest pozbycie się zorganizowanego rasizmu ze sceny i naszego miasta. Chcemy także odzyskać dobre imię ruchu SkinHeads, które zbrukali naziści (przy pomocy mediów, które uwielbiają robić z nich sensacje). Poprzez bycie tak widocznym jak to tylko możliwe na naszej scenie, staramy się lepiej ją zorganizować, uczynić bezpieczniejszą, i silniejszą niż kiedykolwiek – stąd nasze motto: „Odzyskać to…uczynić silniejszym!” – Candance.

Kapitalizm i Rasizm.

Kolejną kwestią jest związek pomiędzy struktura kapitalizmu a rasizmem. Bycie antyrasistą i twierdzenie, że kapitalizm czy ekonomia nie mają z tym problemem żadnego związku to ignorowanie najważniejszej prawdy o rasizmie – że rasizm jest po części wynika z naszej struktury ekonomicznej i systemu władzy. Kwestie rasy, klasy i represji są wzajemnie powiązane. Ignorowanie wpływu któregokolwiek z tych czynników na pozostałe jest niemożliwe.

„Nie wierze, ze kapitalizm jest jedyną przyczyną rasizmu, ale sądzę, że zapewnia mu on podatny grunt. Podstawowym celem kapitalizmu jest efektywność – większa produkcja za mniejsze koszta. Zazwyczaj tą „efektywność” uzyskuje się kosztem pracowników – automatyzacja zamiast pracy ręcznej oznacza mniej pracy, tańsza produkcja za południową granicą (albo na innym kontynencie) oznacza mniej pracy itd. itp. Prowadzi to niedokładnie poinformowanych, zdezorientowanych ludzi do obwiniania imigrantów i widocznych mniejszości o „zabieranie naszych miejsc pracy”. To jest śmieszne i gdyby przyjrzeli się oni sprawie dokładniej, zobaczyliby, ze to KAPITALIZM odebrał im pracę, a nie imigranci. Większość przedsiębiorstw mogłaby ciągle osiągać znaczące zyski, gdyby zatrudniały cały czas ludzi zwolnionych z powodu automatyzacji; prawdopodobnie było by to możliwe także przy powiększeniu tej liczby o nowych pracowników, ale problem polega na tym, że kapitalistyczne przedsiębiorstwa zawsze szukają jeszcze większych zysków i jeszcze mniejszych kosztów. Nie sądzę, że kapitalizm jest bezpośrednio powiązany z rasizmem, ale raczej, że pośrednio sprzyja on wydawaniu nieprawdziwych sądów na temat tego, kto naprawdę odpowiada za brak miejsc pracy, co często prowadzi do rasistowskich uprzedzeń.
Kwestia klasy robotniczej jest dla mnie również bardzo ważna, zwłaszcza, że SkinHeadzi czują się z nią mocno związani. Myślę, ze dobrze jest sobie zdawać sprawę, że dzisiejsza klasa robotnicza nie jest taka sama jak w latach sześćdziesiątych. Ewoluowała ona, zwłaszcza w Północnej Ameryce, ale nie oznacza to, że przestała istnieć – ma po prostu inne oblicze. Ale wciąż jest taka sama pod jednym względem – ciągle jest wielorasowa i wielokolorowa. Bishop, z Class War Cartel idealnie podsumował związek pomiędzy klasą robotnicza i rasą: „Biały i czarny robotnik mają więcej wspólnego niż biały szef i biały robotnik. Obydwaj, biały i czarny robotnik, pracują dla tego samego, białego szefa, który korzysta z pracy ich obu. Biały szef widzi ich tak samo, w tym sensie, że zwolniłby ich obu, niezależnie od koloru skóry, jeśli oznaczałoby to dla niego wyższe zyski. Jest to proste, jasne i wyraźne.” – Candance.

Źrodło:
–> http://martin.webd.pl/cresta77/
Cory & Giz, Punk Fiction #9 (Zima 1998)
Tłumaczył: Hippie

Brak komentarzy

Odpowiedz