161 Crew
Facebook 161 Crew Instagram 161 Crew Tumblr 161 Crew Twitter 161 CrewYouTube 161 Crew Materiały opublikowane na stronie mają wyłącznie charakter informacyjny, redakcja strony nie namawia nikogo do łamania prawa.

Stadionowa Barcelona

Będąc na dość długim urlopie w Barcelonie miałam okazję przyjrzeć się sportowemu klimatowi tego miasta. Bez wątpienia króluje tam kult Barcelony i faktem jest, że stolica Katalonii żyje meczami Barcy, że miasto nią żyje. Flagi powiewające z okien, wszechobecne gadżety, które można nabyć na każdym kroku, wszystko jest w barwach bordowo-granatowych. Jednak ta kultura kibicowania Barcelonie kończy się właśnie na tej fladze leżącej na parapecie, pójściu na mecz i założeniu klubowej czapeczki. Wokół samego stadionu żadnych vlepek, żadnego graffiti, żadnych oznak zaangażowanego kibicowskiego życia. Generalnie w całym mieście brak jakiejkolwiek działalności kibiców FCB. Nie znam dokładnie kibicowskiej historii fanów Dumy Katalonii, może kiedyś spontan i klimat ultras działał prężnie, ale w czasach obecnych podziwiać można tylko sponsorowane przez klub oprawy i nic poza tym.

Zupełnie inaczej prezentują się kibice innej lokalnej drużyny, Sant Andreu. Stadion mieści się zaraz przy wyjściu z metra w dzielnicy o takiej samej nazwie. Stojąc w pobliżu stadionu czuje się zupełnie inne wibracje, niż przy wielkim molochu Camp Nou. Niewielki i kameralny stadion sprawia wrażenie miejsca gościnnego i przyjaznego i tak właśnie jest. Dookoła stadionu porozklejane antyfaszystowskie vlepki i od razu wiemy z kim mamy tutaj do czynienia i jaką ekipą są lokalni ultrasi z Desperdicis. A są to ultrasi nieliczni, ale naprawdę dobrze zorganizowani, imprezowi, trzymający się jednak sztywno postawy antyfaszystowskiej i tematów wolnościowych. Desperdicis widać nie tylko wokół stadionu, ale również w całej Barcelonie. Klubowe vlepki dostrzec można praktycznie w każdej dzielnicy, a szczególnie w dzielnicy Santns, gdzie prężnie działa sekcja o tej samej nazwie. Na Sant Andreu nie ma dużo pieniędzy więc i oprawy są skromne, a flagi ekipa maluje sobie ręcznie. Widać jednak, że wszystko robione jest z pasją i w starym dobrym oldschool’owym stylu. Na meczu, na który dane mi było zawitać, nie było akurat zbyt dużo osób z ekipy, gdyż odbywał się protest związany z podwyżką cen karnetów i duża część ultrasów odpuściła sobie mecz tego dnia. Jednak to, co widziałam i przede wszystkim czułam, to 100% zabawy i klimatu Against Modern Football.

Jeżeli będzie Wam dane zahaczyć kiedyś o Barcelonę, to koniecznie uderzajcie na mecz. Nie ten wielki, który możecie obejrzeć sobie w tv, ale ten, którego w tv nie uświadczycie. Bilety po 5 euro, atmosfera nie do zapomnienia i co najważniejsze zero nacjonalistycznego gówna na trybunach.

Brak komentarzy

Odpowiedz