161 Crew
Facebook 161 Crew Instagram 161 Crew Tumblr 161 Crew Twitter 161 CrewYouTube 161 Crew Materiały opublikowane na stronie mają wyłącznie charakter informacyjny, redakcja strony nie namawia nikogo do łamania prawa.

Stanowisko w sprawie Ukrainy

Przedstawiamy wam kolejną anarchistyczną analizę obecnych wydarzeń na Ukrainie, tym razem napisaną przez  aktywistów Ruchu Rewolucyjnego z Białorusi. Jest to jedna z najciekawszych pozycji zaprezentowanych do tej pory ze strony ruchu anarchistycznego i tym samym jest niezwykle cennym glosem do dalszej dyskusji na temat ukraińskich wydarzeń i tego, jak mogą w podobnej sytuacji postępować anarchiści i antyautorytarna lewica. Zapraszamy do lektury:

Wiele już powiedziano o wydarzeniach w Ukrainie, napisano wiele oświadczeń, analiz i artykułów. Samo RD od czasu gorących wydarzeń zimowego Majdanu pomijało tematy ukraińskie, ograniczając się do publikowania artykułów bliskich nam dziennikarzy i organizacji. Wynikało to stąd, że sytuacja w Ukrainie rozwijała się według tego samego scenariusza, w którym u anarchistów albo nie było żadnych opcji, albo te opcje, które były, i które można było wprowadzić w życie zostały zwyczajnie zignorowane.
Ten artykuł nie ma na celu stworzenia jakiegokolwiek oświadczenia lub manifestu, pod którym podpisze się wielu ludzi i wiele organizacji. Odzwierciedla on nasze i tylko nasze stanowisko w sprawie wydarzeń na Ukrainie.


Wydarzenia w rejonie południowo-wschodnim, wokół których do tej pory nie milkną spory, potoczyły się chronologicznie po ucieczce Janukowycza i zostały spowodowane wzrostem siły Majdanu. Ideologiczną podstawą przyszłych separatystów (a jesteśmy dalecy od uznania wersji, że na południowym-wschodzie wojują tylko i wyłącznie rosyjscy najemnicy) były konserwatywno-reakcyjne przekonania („Nie potrzebny nam bałagan! Nie potrzebna rewolucja!”), sympatia do Berkutu, retoryka prorosyjska, strach przed zbliżającą się rewolucją, zbliżeniem się z Unią Europejską i utratą ”swojego” prezydenta. Wszystko to zmieszało się razem z rozbuchaną histerią wokół Prawego Sektora, „faszystowskiego zamachu stanu” i „Majdanu”, któremu przypisywano prawdziwe i nieprawdziwe grzechy. Jeżeli spojrzeć na mityngi Antymajdanu na których ogłasza się powstanie Donieckiej Republiki Ludowej i Ługańskiej Republiki Ludowej, to można zauważyć prawdziwą fantasmagorię z ogłupiałych stalinistów, imperialistów, zwolenników teorii ogólnoświatowego spisku z KOB (Koncepcja Społecznego Bezpieczeństwa, marginalny ruch głoszący m.in. teorię żydowskiego spisku – red.), aferzystów z MMM (radziecka. piramida finansowa powstała w 1989 r. – red.), prorosyjskich faszystów i nazistów. Protestujący okazywali się w większości przedstawicielami starszego pokolenia i drobnymi przestępcami. Jeżeli wierzyć wywiadom i relacjom ludzi z Doniecka i Ługańska, to finansowe i materialne wsparcie (jeżeli nawet jako pierwsi nie wykazali inicjatywy) zapewniali przedstawiciele przegranych frakcji – rodzina Janukowycza, Partii Regionów, ściśle z nimi związani oligarchowie i przedstawiciele służb siłowych. Ostatnie odegrały szczególnie ważną rolę, w tym między innymi żołnierze znanego Berkutu, stanowiąc dla reakcyjno-konserwatywnej części społeczeństwa przykład walki z rewolucją i zwolennikami Majdanu. Na tym etapie „protesty”, jeżeli można je tak nazwać, w większej części były nawet nie prorosyjskimi protestami, a protestami kontrrewolucyjnymi, próbą przywrócenia tego co było, rozegnania Majdanu i przywrócenie Janukowycza do władzy.

Kiedy stało się jasne, że Janukowycz nie zamierza wracać, kiedy na Krym wkroczyły rosyjskie wojska, do liderów i sponsorów Antymajdanu zaczęło docierać, że należy zmienić patrona. Putina postrzegali jako restauratora starych porządków i człowieka, który przywróci dawną moc struktur siłowych w regionie (mianowicie na południowym-wschodzie Ukrainy, niedaleko od Doniecka, miały miejsce tragiczne wydarzenia we Wradyjewce, właśnie tam milicja i bandyci stworzyły swoją mafię). W tym miejscu szczególną rolę odegrała sympatia do imperialnych projektów i Związku Radzieckiego, która potem zmieniła kontrrewolucyjne hasła w hasła o odrodzeniu narodu rosyjskiego i „Ruskiej wiośnie”.

Właśnie w tym momencie ruch Antymajdanu zaczyna się radykalizować. Mityngi zaczynają się przeistaczać w czyny, w bezpośrednie ataki na Majdan (Charków, Odessa) i krwawe starcia z ukraińskimi nacjonalistami. Na mityngach coraz częściej słyszy się nawoływania do powtórzenia wydarzeń z Krymu i wprowadzenia rosyjskich wojsk. Widocznie w tym momencie swoją rolę odegrała rosyjska agentura i regionalni przedstawiciele resortów siłowych. To oni zaczęli, albo wskutek operacji specjalnej, albo przy pomocy mas, zajmować budynki administracji i powoływać do życia niezawisłe republiki. Znani nam dowódcy z DRL i ŁRL, których ogólnie można określić jako byłych członków służb specjalnych i kryminalne autorytety (warto zauważyć, że niektórzy z nich już mieli doświadczenie uczestnictwa w tworzeniu takich oto nieuznanych prorosyjskich republik: Girkin uczestniczył w Nadniestrzu) pojawili się właśnie w tym momencie. Po tych wydarzeniach, ogólny głos antymajdanowskich mediów zaczyna się radykalnie zmieniać: w miejsce ochronnej frazeologii pojawiła się buntownicza i patriotyczna, bojownicy z DRL i ŁRL nazywają się w niej pospolitym ruszeniem i separatystami, wojującymi z władzą kijowskiej junty na swojej ziemi. Wykorzystuje się sowiecki mit o zwycięstwie nad faszyzmem, wielkomocarstwowa retoryka, rozdziela się państwowe stanowiska i DRL – ŁRL natychmiast obrasta potrzebną dla państwa biurokracją. Przy tym umacnia się klerykalny akcent, coraz więcej mówi się o prawosławiu i jego roli w rosyjskim odrodzeniu, ruch definitywnie zarysowuje się jako zbrojny, fundamentalistyczny i konserwatywny. Można powiedzieć, że marzenia nowych prawicowców o konserwatywnej „rewolucji” spełniły się przy pomocy DRL i ŁRL. Nowe twory na własnych terytoriach wprowadziły praktycznie stan wojenny, prześladując za pro ukraińskie poglądy, służby prasowe Girkina mówią, że pracownicy policji DRL będą dorównywać do swoich kolegów z Rosji.

Jeszcze jednym ważnym punktem, jest to, że DRL i ŁRL są uznawane przez samych organizatorów jako opcja pośrednia w drodze wstępowania do Rosji. W najlepszych tradycjach populizmu agitatorzy z DRL i ŁRL obiecali mieszkańcom Doniecka i Ługańska moskiewskie płace i wysoki standard życia, w co wielu z nich uwierzyło. Choć warto zauważyć, że górnicy z Doniecka bardzo sceptycznie odnieśli się do tej inicjatywy i nie bez powodu – według niektórych obserwatorów, w tym członków związków zawodowych, w Rosji nie będzie miejsca dla donbaskich kopalni węgla. Wszystkie te populistyczne wypowiedzi na temat rychłego wejścia do Federacji Rosyjskiej, nie weszły w życie i stały się przyczyną spadku popularności projektu „Noworosji”.
W proces na samym początku próbowali wtrącić się staliniści z Borotby, ale ich pozycja nie została przyjęta – totalna większość zwolenników projektów Donieckiej Republiki Ludowej i Łużańskiej Republiki Ludowej była daleka od współczesnych lewicowych idei i tradycji, nawet od czerwono-brązowej interpretacji “lewicy” według Borotby, tym bardziej, że klerykalny charakter DNR wchodził w konflikt z ateizmem stalinistów.

Można także zaznaczyć, że w niektórych antymajdańskich i noworosyjskich mediach rzeczywiście wzywano do rozprawienia się z nieuczciwymi oligarchami i wzywano do nacjonalizacji. Jednakże w danym wypadku byli oni albo traktowani wyłącznie wedle narodowego klucza (bo czy wzywanie przez NSDAP do zabrania pieniędzy żydowskim oligarchom można uważać za przejaw klasowej solidarności??) a nacjonalizacja sama w sobie nie jest zasadniczo przejawem klasowej świadomości, chociaż i o niej mówiło się w oświadczeniach zaledwie mimochodem i w istocie, sprowadzała się ona do wywłaszczenia własności państwowej Ukrainy.
W takim razie wszelkie rozmyślania o Antymajdanie jako o proteście wyzwoleńczym, czy też rewolucyjnym, są pozbawione jakiegokolwiek sensu. To konserwatywna kontrrewolucja, sprzeciwiająca się nie tyle władzom w Kijowie, a raczej tym procesom, które przyczyniły się do zmiany poprzedniej elity. Żadne wsparcie dla tego rodzaju „protestu” nie może być postawa godną anarchisty, i zazwyczaj poparcie okazywane jest dlatego, że na południowym-wschodzie Ukrainy antymajdanowcy nazywają samych siebie pospolitym ruszeniem i deklarują walkę o wolność. W praktyce Antymajdan zawsze nosił ochronny, reakcyjny charakter. A dla nas jego wspieranie to smutny przykład tego, jak część społeczności anarchistycznej pokazuje swoją niezdolność krytycznego odnoszenia się do informacji i analizowania sygnałów docierających od społeczeństwa.

Druga strona konfliktu reprezentowana jest przez ochotnicze bataliony i gwardię narodową, siły MSW i służb specjalnych. Bardzo interesujący fakt: ochotnicze bataliony zostały zasilone przez najbardziej rozemocjonowanych uczestników protestów na Majdanie. One (tworzone poza Gwardią Narodową, ale podlegające albo pod MSW albo pod MO) i Gwardia Narodowa, znajdując się po tej samej stronie barykady, mają zupełnie różne korzenie, i jak można sądzić już z samej nazwy – znaleźli się w nich wolontariusze, natomiast do Gwardii Narodowej i do armii żołnierze zostali powołani. „Donbas”, „Azow”, „Kiew”, „Ajdar” i inni już wcześniej zdobyli poparcie takiej czy innej siły politycznej i zajmowali się pozyskaniem sponsora, którym najczęściej jest któryś z oligarchów, więc na ten moment mają znacznie większą autonomię od państwa, niż wojsko i milicyjne bataliony. Najbardziej paradoksalna sytuacja powstała w „Azowie”: batalion mając w swoim składzie milicyjny pułk, utworzony pod przez ultraprawicowców przy pomocy innych ultraprawicowców i wykorzystujący Czarne Słońce jako symbol, jest sponsorowany przez oligarchę żydowskiego Kołomojskiego który nie ukrywa swojej narodowości. Formowaniem batalionów i ich wyposażeniem zajmują się one same, gromadząc fundusze, oprócz sponsorów, także przy pomocy koncertów i fundacji. Ideologia ochotniczych batalionów ma różny charakter, począwszy od liberalno-demokratycznej, jak w przypadku Siemieńczenki z „Donbasu”, do otwarcie skrajnie prawicowych w „Azowie”. Są i takie, które w rzeczywistości zrzeszają przedstawicieli partii politycznych – batalion “Ukraina”, utworzony przez polityka Olega Liaszko. Ogólny nastrój w batalionach ochotników można scharakteryzować jako kontestujący: wielokrotnie w różnych wywiadach z członkami batalionów padały słowa o chęci kontynuacji Majdanu po zakończeniu „operacji antyterrorystycznej”, o tym że nadal szaleje korupcja, a oligarchowie pozostają u władzy, i że w Kijowie nadszedł czas, aby przywrócić porządek.

Gwardia Narodowa, w szerszej formie powstała już wcześniej, niemal natychmiast po zajęciu Krymu, i wydaje się że ma ona dwa cele: skanalizować najaktywniejszych uczestników Majdanu, poddać ich swoim byłym przeciwnikom – milicji i służbom specjalnym, i tym samym zdemoralizować. Z drugiej strony Kijów pilnie potrzebuje żołnierzy w razie konfliktu lub okupacji, a stopień lojalności żołnierzy i wojsk MSW budził wątpliwości. Jeżeli początkowo do gwardii Narodowej delegowano ochotników – ludzie sami przychodzili by się zapisywać do biur rekrutacji, partie i ruchy polityczne z dumą wysyłały swoich aktywistów, aby przeszli szkolenie, to potem patriotyczny entuzjazm opadł, a w jego miejsce pojawiłyby się legislacyjne akty o mobilizacji. To wywołało energiczne protesty ze strony krewnych powołanych, postrzegane przez resztę społeczeństwa, pomimo fali nacjonalizmu, dosyć neutralnie. Zrozumieć protestujących jest bardzo łatwo – podczas gdy policja i służby specjalne siedzą na ciepłych posadkach, wezwania przychodzą do miejscowości i wsi, gdzie ludzie żyją głównie dzięki pracy w polu. Jeśli zabiorą mężczyzn, to dla wsi będzie to oznaczało biedę i śmierć krewnych. Do tego coraz częściej pojawiają się doniesienia o niedostatecznym ekwipunku żołnierzy gwardii, przestarzałym sprzęcie i przekazywaniu informacji rosyjskiej stronie przez generałów i dowództwo wojskowe. Coraz częściej słychać głosy, że w obszarze ATO powinni walczyć ochotnicy i funkcjonariusze resortów siłowych, a nie zwykli obywatele Ukrainy. Jednak media starają się albo tuszować takie protesty, albo mówić o nich jako prorosyjskich.

Ze względu na toczącą się debatę wokół udziału w walce w szeregach gwardii narodowej i ochotniczych batalionów antyfaszystów i anarchistów, uważamy, że należy udzielić krótkiego komentarza w tej sprawie. W wypadkach, kiedy motywacją uczestników podobnych formacji była terytorialna jedność Ukrainy, kiedy postawili oni sobie za cel – ochronę Ukrainy jako państwa, nie możemy ich wspierać ponieważ jesteśmy przeciw wszystkim państwom i ich integralności. Pozostaje jedynie z goryczą skonstatować odchodzenie wielu uczestników ukraińskiego ruchu antyfaszystowskiego od pozycji anarchistycznych na rzecz nacjonalistycznej histerii i ogólnych nastrojów społecznych. Motywację tych uczestników ATO, którzy zdecydowali się w taki sposób oprzeć się kontrrewolucyjnym i imperialnym ruchom na południowym-wschodzie, można przynajmniej jakoś zrozumieć. Jednak tym krokiem popełniają jeden z najczęstszych błędów w historii anarchizmu – zawierają sojusze z armią państwową i autorytarnymi siłami politycznymi. Jest oczywiste, że rząd i siły polityczne nie są ślepe, i zauważą, że w ich strukturach walczą ludzie odrzucający wszelką władzę. Najprawdopodobniej, w związku z tym, że Kijów nie ma bezpośredniej zdolności do eliminacji politycznych przeciwników, będzie się starał przeprowadzać punktowe uderzenia na liderów, a także będzie prowokować uczestników ochotniczych batalionów do kłótni między sobą, jak tylko wojna zacznie zbliżać się do końca. Ponadto, patrząc na brak poważnej siły wojskowej w rękach Kijowa – taką posiada UE i NATO, a sądząc po przykładzie Bośni, to nie będzie to jakiś wielki problem dla tych bloków, aby wprowadzić “pokojowych” żołnierzy do Kijowa w przypadku nowego Majdanu i zamieszek. W tej sytuacji trudno jest znaleźć jakiekolwiek rozwiązanie, które uratowałoby aktywistów od istotnych problemów ze strony państwa ukraińskiego. Jednakże już teraz nieodzownym jest szukanie rozwiązań, umożliwiających skierowanie bagnetów przeciwko wczorajszym dowódcom i rozpoczęcia kampanii przeciwko dawnym sztabom. Prowadzenie wojny do zwycięstwa w szeregach Gwardii Narodowej i ochotniczych batalionów nie tylko będzie sprzeczne z antyetatystycznymi zasadami, ale może też grozić anarchistom powtórzeniem scenariusza z Aleksandrem Muzyczką (A. Muzyczko, zasłużony ukraiński naziol i jeden z liderów Prawego Sektora został zastrzelony przez milicję, wiele wskazuje że była to milicyjna egzekucja na polityczne zamówienie – red.) Pomimo większych sił stojącym za Prawym Sektorem, nie udało im się niczego zdziałać przeciwko otwartemu państwowemu terrorowi.

W przeciwieństwie do „petycji przeciwko wojnie”, podpisanej przez szereg rosyjskich, białoruskich i ukraińskich kolektywów DIY, nie uważamy, że porzucanie broni i rozbrajanie się będzie lepszym wyjściem. Ponadto, nie uważamy, że próba pozostawienia rzeczy takimi, jakimi są i pomocy z zawarciu umowy między tymi dwoma siłami jest najlepszym pomysłem. Znacznie bardziej racjonalnym będzie wezwanie wszystkich stron konfliktu po obu stronach barykady do przeniesienia ognia z frontu na sztaby. Czymś podobnym zajmowali się już bolszewicy w czasie pierwszej wojny światowej – możliwe, że zmniejszyłoby to poziom histerii po obu stronach. Ponadto, zamiast rozbrojenia, są jeszcze opcje własnych oddziałów partyzanckich, nie podporządkowanych żadnej ze stron, dezerterowania z bronią i wiele innych, które nie wyglądają jak podtrzymywanie status quo stworzonego przez rosyjski imperializm lub ukraiński neoliberalizm.

Wydaje nam się, że w tej sytuacji nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, jak anarchiści mogliby wyjść z tego kryzysu niepokonani i nie rozdeptani, a zdobyć siłę i doświadczenie. Jednak oczywiste jest, że poznawszy problematykę konfliktu w pierwszej kolejności koniecznym jest, pomimo różnic osobistych i niektórych ideologicznych, spróbowanie skomunikowania się, nawiązania kontaktów i koordynowania swoich działań. I należy postawić pytanie nie o powstrzymanie wojny jako takiej, ale o próbę przeprowadzenia wojny w kierunku nowej rewolucji i nowego Majdanu, jeśli nie w tej chwili – to po zakończeniu „operacji antyterrorystycznej”. Spróbować wyłączyć ruch i bataliony spod “opieki” SBU i policji, przynajmniej po części. Zakumulować w swoim otoczeniu najbardziej oddanych członków ATO, na tyle, na ile jest to możliwe z ich siłami, i na ile to możliwe uniknąć represji. Ci, którzy byli po stronie DRL lub na terytorium DRL-ŁRL, mają możliwość przeciwstawić się pozostałościom antymajdanu, zdobyć doświadczenie, sprzęt i broń, a także związać się z tymi, którzy są teraz po drugiej stronie frontu, oraz koordynować z nimi swoją działalność.
Podsumowując, można powiedzieć, że obecny brak możliwości do wypracowania przez ruch anarchistyczny wspólnego podejścia i odpowiedniej odpowiedzi na takie kryzysy spowodowany jest przez głębsze przyczyny niż nacjonalizm lub kontakty z ultraprawicowcami. Już na Majdanie wielokrotnie widać było niezdolność anarchistów do wywarcia wpływu na procesy w szybkim tempie zachodzące w społeczeństwie. Powodów jest wiele – niektórymi z nich są niedojrzałość ruchu, brak odpowiedniego przygotowania do takich wydarzeń. Ukraiński kryzys po raz kolejny konfrontuje nas z trudnymi pytaniami, na które odpowiedzi należy szukać teraz – i nie tylko odpowiedzi teoretycznych, ale praktycznych. Bez zdolności do opracowania własnej linii i realizowania jej, anarchiści i anarchistyczne zasady zawsze pozostaną na marginesie wydarzeń historycznych.

Źródło
http://revbel.org/2014/08/pozitsiya-po-ukraine/

Brak komentarzy

Odpowiedz