21 kwietnia w Moskiewskim sądzie rejonowym ogłoszono wyroki dla członków Bojowej Organizacji Rosyjskich Nacjonalistów (BORN). Sędzia Aleksander Kozłow skazał Maksima Bakłagina i Wjaczesława Isajewa na dożywocie. Osądzonego wcześniej za pogrom na rynku Carycyńskim w 2004 roku i zwolnionego przed końcem wyroku Michaiła Wołkowa sąd skazał na 24 lata za kratami. Pierwsze 10 lat spędzi w więzieniu, a resztę w koloni karnej o zaostrzonym rygorze. Jurij Tichomirow został uniewinniony. Teraz ma do odsiedzenia jeszcze połowę z dziesięcioletniego wyroku za wcześniejsze przestępstwa. Ława przysięgłych uznała za niesprawdzone informacje na temat jego udziału w bandzie i obrocie bronią. Oskarżenie chciało dla Bakłagina i Isajewa dożywocia, a dla Wołkowa – 25 lat w koloni o zaostrzonym rygorze. Oprócz tego prokurator chciał nałożyć grzywnę na Bakłagina i Isajewa w wysokości 900 tys. rubli, a na Isajewa 800 tys, ale sędzia ten wniosek odrzucił.

W dniu ogłoszenia wyroku na salę sądową wpuszczono najpierw dziennikarzy i fotografów, więc oskarżeni musieli się chować przed obiektywami kamer. Ich rodziny poszły za przykładem i również chowały twarze przed fotografami. W momencie ogłaszania wyroku Bakłagin zaczął nerwowo poprawiać włosy, a Isajewowi drżała kartka, którą wcześniej zasłaniał twarz.

We wszystkich przypadkach, oprócz zabójstwa na klatce schodowej sędziego federalnego Eduarda Czuwaszowa i napadu na policjanta Gagika Benjaminjana w moskiewskiej dzielnicy Goljanowo, oskarżeni naziole, wg. ławy przysięgłych zasługiwali na wyrozumiałość. Oprócz sędziego, cwele z BORNa zabili również antyfaszystów Ilję Dżaparidzego, Fjedora Fiłatowa i Iwana Chutorskiego, taksówkarza Sosa Hacikjana, Rasuła Chalilowa i mistrza świata w boksie tajskim Muslima Abdullajewa. Główne pytania jakie zadawano sobie na sali sądowej (nie pierwszy już raz) to: jak to się stało, że bandy tak długo nie udało się zatrzymać oraz kto był głównym dostarczycielem adresów i zdjęć ofiar? W trakcie rozprawy nie udało się uzyskać odpowiedzi na te pytania.

Od czasu procesu w 2011 roku śledczy mieli sporo hipotez dotyczących Tichonowa i Isajewa, które przez długi czas pozostawały tylko roboczymi. Jednak na jesieni 2014 roku skazany na dożywocie Tichonow zaczął współpracować, dostał dodatkowe 18 lat i opowiedział o związkach jednego z organizatorów BORN Ijli Gorjaczewa z kimś z administracji prezydenta Rosji i o tym, że nawet dostawał instrukcje od jakichś kuratorów (osoba, która ochraniała bandę). Ilja Gorjaczew był koordynatorem organizacji „Rosyjski Obraz” i redaktorem nacjonalistycznego pisma o tej samej nazwie, który sprzedawał adresy antyfaszystów, ich zdjęcia i dane z paszportów.

Tichonow przyznał się do tworzenia „Bojowej Organizacji Rosyjskich Nacjonalistów”, która deklarowała terror jako sposób na zaznaczenie swojej politycznej pozycji i nie wykluczała możliwości „podkręcania atmosfery” dla wytworzenia ciśnienia w społeczeństwie, co byłoby korzystne dla ich (organizacji) interesów. Oprócz morderstw, które popełnili, członkowie organizacji szukali możliwości wyeliminowania przedstawiciela moskiewskiego kościoła Wsjewołoda Czaplina, byłego szefa JUKOSU Michaiła Chodorkowskiego, lewicowego politologa Borysa Kagarlickiego i anonimowego pracownika Federalnej Służby Bezpieczeństwa.

„Chcieli zostać nowymi szefami”
Należy zaznaczyć, że proces przeszedł całkowicie obok konfliktu nazioli i lewaków, który stał się bardzo krwawy. Sąd i ława przysięgłych wysłuchali prokuratora, obronę i rodziny ofiar, ale antyfaszyści – towarzysze ofiar – nie byli w sądzie brani za osoby, które mogłyby mieć coś do powiedzenia.

„Z nami („kuratorzy”) prowadzili podobną grę” – powiedział korespondentowi „Spektra” przez Skype antyfaszysta Denis Sołopow, zmuszony opuścić kraj po ataku na administrację Khimek. „Sporadycznie próbowali znależć z nami kontakt ludzie z góry. Ich plan był prosty – na nas napuścić nazioli, a nas na nich. Był to czas surkowskich eksperymentów, kiedy chcieli utrzymać w równowadze wszystkie napięcia” – opowiada swoją wersję polityki Denis. Po tym, jak antyfaszysta wyjechał z Moskwy, ukrywał się na Ukrainie, gdzie później został zatrzymany. Po opuszczeniu aresztu wyjechał do Holandii, gdzie aktualnie żyje.

Naziole uważali Denisa Sołopowa, Alekseja Gaskarkowa i niedawno osądzonego Alekseja Sutuga „liderami Antify” i dlatego zbierali w Internecie informacje o nich, również na stronach policyjnych. Wg Tichonowa, Gorjaczew nie raz chwalił się dostępem do baz danych Centrum do Zwalczania Ekstremizmu.
Należy zauważyć, że właśnie dzięki zeznaniom Gorjaczewa jego współpracownicy – Tichonow i Hasis znaleźli się za kratami. Wiadomo, że Gorjaczew pretendował do roli lidera legalnej nacjonalistycznej partii, a Tichonow miał być koordynatorm skrzydła bojowego.

„Z nacjonalistami bywało łatwiej: oni walczyli za władzę, nie przeciw niej – chcieli zostać nowymi szefami – mówi Sołopow. Stąd te wszystkie teorie na temat legalnego skrzydła politycznego w rodzaju „Obrazu”. Tichonow prowadził nielegalne interesy, a Gorjaczew partię. Próbował wszystkich przechytrzyć. Skazana za zabójstwo E. Hasis nazwała Leonida Simunina (szefa miejscowych) kuratorem Gorjaczewa. Simunin chciał zamówić morderstwo pracownika FSB.

„Pracujemy z każdą aktywną młodzieżą”
17 listopada 2009 roku, dzień po śmierci Ivana Chutorskiego, antyfaszyści obrzucali koktajlami mołotowa, kamieniami i farbą biuro „Młodej Rosji”, której szefa (deputowanego dumy państwowej) Maksima Miszczenko podejrzewano o współpracę z „Rosyjskim Obrazem” Gorjaczewa. 10 grudnia domowej roboty świecami dymnymi zaatakowano biuro „Komsomolskiej Prawdy” ponieważ ich korespondent Dmitrij Staszin porównał mszę pogrzebową I. Chutorskiego do konduktu żałobnego mafiozów.

„Atak na RUMOL miał sens wyłącznie dlatego, że informacja o deputowanym, który współpracuje z naziolami była zasłyszana – wyjaśnia Sołopow. Miszczenko sam sobie zapracował na taką reputację – nikt by go o to nie podejrzewał, gdyby nie wspierał finansowo ulicznych ekstremistów (cweli)”.
Sołopow wspomniał jeszcze o spotkaniu z Wasilijem Jakimenko, w tamtym czasie szefem „Rosyjskiej Młodzieży”. Spotkanie miało miejsce po demonstracji 19 stycznia, która odbyła się ku pamięci zamordowanych antyfaszystów. Wg słów Denisa, Jakiemjenko przez całe spotkanie nalegał: „Wy antyfaszyści i my antyfaszyści – współpracujmy, przecież wojna skończyła się w 1945 roku, wkrótce wszyscy o tym zapomną, a ostatni weteran umrze”. Potem powiedział Sołopowowi, że nic się nie zmieni i że przeciw Kremlowi nic złego mówić nie można, ponieważ grozi za to więzienie.

„Jest to podobne do tego, jak pracownicy FSB werbują zwykłych nazioli lub anarchistów, obiecując im to samo – opowiada swoją wersję Sołopow. Do wszystkich robią takie podchody, również do chuliganów piłkarskich, którzy przecież nie kierują się żadnymi ideami”. Kiedy Jakimjenko zrozumiał, że nie jesteśmy zainteresowani jego propozycją, to próbował całą rozmowę obrócić w żart: „Jeśli powiesz komuś o tej rozmowie to mnie potną”. W 2014 roku na pytanie dotyczące instytucji kuratora, odpowiedział tak: „Co tyczy się kuratorów, to w administracji prezydenta wszyscy są kuratorami i starano się wszystko kontrolować. Ale kontrolować to wcale nie znaczy mieć kontrolę”.

„Cele terroru były zgodne z trendami”
„Dzisiaj nie jest dla mnie jasne, kto ponosi większą odpowiedzialność za zabójstwa przyjaciół – czy te konkretne cwele, czy „suwerenna demokracja” – pisze w liście z aresztu korespondentowi „Spektry” Aleksiej Gaskarow. W areszcie, przed wysłaniem do kolonii, widywał Ilje Gorjaczewa, ideologa ruchu „Rosyjski Obraz”. „Warto zwrócić uwagę na warunki polityczne, w których grupa dojrzała – pisze Gaskarow. Dla mnie od razu rodzi się pytanie: czy można było uniknąć rozlewu krwi, jeśli dzisiaj w Rosji system polityczny byłby naprawdę demokratyczny?”.

„Mało prawdopodobne jest odniesienie do konkretnych osób, ale wszystko było zrobione dlatego, żeby cele terroru odpowiadały aktualnym trendom wewnętrznej polityki Kremla – mówi Aleksej. Dopuszczanie do zagrożeń i sytuacji niebezpiecznych pozwoliło władzy na wsparcie finansowe przy tworzeniu młodzieżowych organizacji.
Tak właśnie pojawił się „Młodzieżowy Demokratyczny Ruch Antyfaszystowski NASZE”, który naszpikowany był ultraprawicowymi śmieciami – kibicami klubu Spartak. Dodatkowo powstała organizacja „Idąc razem”, gdzie rzecznikiem prasowym był lewak Konstantin Lebedew.

„Na Kremlu nikt nie wyciągnął wniosków”
„W pierwszych akcjach „pod marką” BORN używano noży i kastetów – było to podobne do tego, co już znaliśmy: w ten sam sposób na ciałach imigrantów zostaje po ok. 30 ran kłótych i ciętych – mówi Denis Sołopow. Ich profesjonalizm jest przesadzony – dla pracowników Komitetu Śledczego ważną sprawą jest danie komuś kilka gwiazdek i stąd te pytania o mega bojowników”.

Sołopow uważa, że historia grupy jeszcze się nie zakończyła. Niektóre aktywne osoby nie bez powodu przeniosły się do sąsiedniego państwa, gdzie znalazły miejsce dla „swoich talentów”. „Po Ukrainie bardzo realnym jest zagrożenie pojawienia się profesjonalistów. Zjeby z batalionu „AZOV” i innych grup zbrojnych dostają dobrą szkołę obchodzenia się z bronią, a wartość ludzkiego życia gwałtownie spadła”. Wedługg niepotwierdzonych informacji, Aleksandr Parinow, który był podejrzewany razem z Tichonowem o zabójstwo antyfaszysty Aleksandra Ruchina, przebywa aktualnie na Ukrainie.

Prawdopodobnie służy on w batalionie „Azov”, którego emblematem jest stylizowana swastyka. Kurator „Miejscowych” Simunin odpowiadał w rządzie za energetykę. Jednak w czasie procesu nie został wezwany jako świadek. „Jeśli Simunin znalazłby się na ławie oskarżonych, to bym wiele o nim opowiedziała”, skomentowała całą sytuację E. Hasis.

„Na Kremlu nikt nie wyciągnął żadnych wniosków z tej historii – mówi Aleksej Gaskarow. Jest oczywiste, że cały wybuch nienawiści na Ukrainie spowodowały różne instytucje (rządowe) – stąd powrót BORN, z tym że na skalę globalną”.

„Nie będzie jakiegoś nowego BORN – nie ma już tych nazioli i tych antyfaszystów, – mówi Sołopow. Ale to nie będą zwykli przestępcy. Nasi rówieśnicy wrócą i będą się mścić – na policji i politykach, którzy to wszystko zaczęli. Z Holandii lepiej widać transformację Rosji. Osobiście nie znaleźliśmy morderców naszych przyjaciół i nie wiadomo, czy ludzie ci poniosą odpowiedzialność w przyszłości – nikt nie wie, co jeszcze stanie się z krajem.”

We wrześniu powinien zacząć się proces rzekomego lidera BORN Ili Gorjaczewa. Jegprawa została wcześniej odłożona do oddzielnego postępowania. Tak jak w przypadku bojowników BORN, sprawę rozpatrzy ława przysięgłych.
Za: avtonom.org