Przedstawiamy Wam kolejny materiał o wojnie na Ukrainie. Tym razem jest to wywiad z marksistą walczącym w szeregach regularnej armii ukraińskiej. Uznaliśmy, że jest bardzo ciekawy i pokazuje kolejne interesujące, całkiem trzeźwe spojrzenie na ukraiński konflikt, którego reperkusje okazują się być bardzo szerokie, również w międzynarodowym ruchu lewicowym i antyfaszystowskim. Nie oznacza to oczywiście, że popieramy prezentowane tutaj stanowisko, ale wywiad rzuca trochę więcej światła na motywację osób biorących udział w walkach ze strony ukraińskiej jak i też ogólną sytuację. Trudno nam powiedzieć czy rzeczywiście trzeba wybierać między złym i gorszym, ale nie da się ukryć, że wiele osób z kręgów lewicowych na tamtych terenach tak właśnie myśli. Zapraszamy do lektury.

Andriej M. [imię zmienione] – jeden z działaczy „oficjalnej” kijowskiej lewicy, który zeszłej zimy, po chwili wahania, wziął udział w Majdanie, a wiosną zdecydowanie przeciwstawiał się wydarzeniom na Krymie i wschodniej Ukrainie. Postawa ta w końcu doprowadziła go do armii ukraińskiej, a teraz Andriej walczy w oddziale zaangażowanym w ATO w Donbasie. Dowiedziawszy się o tym, postanowiliśmy zadać mu kilka pytań.

Jak dostałeś się do wojska? Do której jednostki?

Normalna jednostka – 72 Samodzielna Brygada Zmechanizowanej. Ta sama, która w lipcu została otoczona pod Izvarino – tam była stale bombardowana, poniosła ciężkie straty w ludziach oraz sprzęcie, a czterystu jej żołnierzy musiało się wycofać na teren Rosji – było o tym dużo hałasu w prasie. Dopiero jak oddziały ukraińskie zajęły Saur-Mogiłę, odblokowano otoczoną brygadę i przeniesiono ją z terenu ATO. W sierpniu i wrześniu przeszła w okolice Melitopola, gdzie ponownie uzupełniono stan żołnierzy i pojazdów opancerzonych – wtedy dostałem się do tej brygady jako operator – strzelec BMP – zmobilizowano mnie w sierpniu. Teraz walczymy w ramach ATO.

Mogłeś uchylić się od służby?

Technicznie – tak, z pewnością bym mógł. Ale już w marcu poszedłem do Wojskowej Komendy Uzupełnień i powiedziałem komendantowi, że armia może na mnie liczyć. Jak tylko miała miejsce aneksja Krymu i wydarzenia w Donbasie i Charkowie. Dla mnie było oczywiste, że zbliża się wojna, interwencja armii rosyjskiej to była tylko kwestia najbliższych tygodni. Dla mnie reżim Putina, okupacja rosyjska, a także idea „rosyjskiej wspólnoty” jest całkowicie nie do przyjęcia, tak więc uważam, że to niemożliwe, aby pozostawać obserwatorem. Następne tygodnie pokazały, że było inaczej niż się spodziewałem, bo zamiast regularnych wojsk inwazyjnych Putin początkowo używał formacji paramilitarnych, ale istota sytuacji się nie zmienia. Oczywiście wielu kolegów, przyjaciół i znajomych zaproponował „pomoc” – w celu uniknięcia służby; ucieczkę z Kijowa, a nawet za granicę, ubieganie się o wizę, itp. Ale tych opcji nie brałem pod uwagę.

Na obecną chwilę charakteryzujesz siebie jako lewicowca i marksistę?

Według przekonań, światopoglądu – oczywiście, że tak. Prawda, jeżeli przyjąć punkt widzenia, że marksizm to przede wszystkim polityczna praktyka, to można mi zarzucić, że według tego kryterium nie jestem marksistą. Ja z tym nie dyskutuję, po prostu spytam się czy byli marksistami bolszewicy, kiedy bronili rząd Kiereńskiego przed buntem Korniłowa? (Kiereński- szef rzadu tymczasowego w Rosji po rewolucji lutowej, Korniłow generał rosyjski zbuntowany przeciwko Keryńskiemu za brak jednoznacznych decyzji w sprawie dezerterów i zmian w armii, na nieporozumieniach i konfliktach ich obu skorzystali bolszewicy tworząc własne oddziały obrony Piotrogradu.)
Jako marksista, zdaję sobie sprawę, że państwo ukraińskie dzisiaj jest mało sympatyczne. Bardzo silne są prawicowe, konserwatywne i nacjonalistyczne tendencje, władza jak dawniej jest w rękach dużego kapitału, jest duża presja na ograniczanie socjalnych i pracowniczych praw obywateli. Ale wiesz, jak w socrealizmie za priorytetowe uznano pokazanie konfliktu między dobrym i „jeszcze lepszym”, tak dzisiaj w Donbasie odbywa się konflikt między złym i jeszcze gorszym. W Rosji prawicowy konserwatyzm i autokratyzm to nie jest tendencja, a rzeczywistość. Nowy ekspansjonizm w duchu „rosyjskiej wspólnoty” – to wstrętna reakcyjna ideologia, która w praktyce sprowadza się do wojny, przemocy, kłamstwa i nienawiści. I to wszystko rozkwitło w Donbasie i próbuje rozprzestrzeniać się dalej. Powracając do analogii z korniłowszczyzną, to przypominam sobie co mój dobry znajomy, socjalista, mówił: teraz nadchodzi wojna między petlurowcami i białogwardzistami. Analogia dość kiepska ale w sytuacji, kiedy w wojnie nie ma swojej komunistycznej strony, dla mnie jako marksisty wybór między białogwardzistami i petlurowcami jest oczywisty na korzyść tych ostatnich. W tym momencie, co zrozumiałe, nie jesteśmy sojusznikami, lecz towarzyszami podróży do pierwszego skrzyżowania.

Jak oceniasz Majdan? Czym jest dla ciebie?

Majdan – temat jest bardzo złożony. Z jednej strony ludowe powstanie, doświadczenie samoorganizacji mas, która później zmaterializowała się w tworzeniu ochotniczych batalionów i potężnej, efektywnej sieci wolontariuszy, a z drugiej – otwarcie prawicowa otoczka. Mój stosunek do Majdanu zmieniał się od ostrożnej neutralności aż do krytycznego uczestnictwa, podstawą którego stała się krytyka „prawa 16 stycznia” (zniesienie swobód obywatelskich i drastyczne zaostrzenie prawa do zgromadzeń). W każdym razie, nawet ta bardzo prawicowa otoczka nie może zdyskredytować potężnej demokratycznej siły Majdanu – i to, moim zdaniem, wystarczający powód, aby go wspierać. Ale jak by nie było, Majdan jest już za nami, żyjemy w epoce po Majdanie i teraz to mieszanina postępu i reakcji, siły które były zaangażowane na Majdanie są podzielone na podstawowe elementy. Łatwiej będzie oddzielić ziarno od plew.

Co dla ciebie znaczy ta wojna?

Przede wszystkim jest to wielka tragedia dla milionów ludzi – przepraszam za banał. Cywile są wprowadzani w błąd, oszukiwani, terroryzowani przez obie strony. W tych rzadkich chwilach, kiedy z miejscowymi mieszkańcami udaje się prowadzić dialog, większość zadaje pytanie: po co przyszliście na naszą ziemię z bronią? Kiedy odpowiadasz: żeby separatyści i żołnierze Putina nie przyszli z bronią na naszą ziemię, to nie przyjmują tego. Ale to prawda. Jest wiele aspektów tej wojny, a ja doskonale dostrzegam interesy politycznych elit: ukraińskiej i rosyjskiej, korzyści zbudowane na śmierci miejscowej ludności oraz ukraińskich i rosyjskich żołnierzy. Dla mnie osobiście sprawy integralności terytorialnej i narodowej państwowości nie mają znaczenia i nie sądzę, że warto zapłacić za to krwią i życiem.
Ale jeśli złożymy broń, to wojna się nie skończy – po prostu imperialistyczna Rosja bez przeszkód będzie prowadzić swoją krwawą ekspansję. Ta agresja i agresor musi być zatrzymany, nie udobruchany. Niestety, nie ma dobrego rozwiązania – trzeba wybierać między złym i gorszym.

O co walczą ukraińscy żołnierze na Wschodzie?

Każdy walczy o swoje. Na przykład, mój kolega – majdanowiec i romantyczny nacjonalista Sania walczy za ziemię ojców, za uosobienie odwiecznego marzenia ukraińskiego narodu o niepodległości. Prosty chłop Misza – za to, żeby nikt zza granicy nie nakazywał jemu, jego dzieciom i wnukom, według jakich zasad mają żyć. A elektryk Siergiej walczy dlatego, że go mobilizowali, jest bardzo niezadowolony z tego faktu i ma pretensje do komendanta wojskowej komendy uzupełnień, który wysłał na rzeźnię jego, a nie kogoś bardziej odpowiedniego. Co zresztą nie przeszkadza mu godnie wykonywać zadania bojowe. Pojedyncze osoby nie ukrywają, że walczą za pensję – nędza i bezrobocie w cywilu powodują, że udział w wojnie jest alternatywą dla wielu ludzi. W większości zaś żołnierze walczą za Ukrainę, za jej terytorialną integralność, za prawa do życia nie na smyczy Kremla, za to, żeby „donieccy bandyci”  i  „komuniści” nie próbowali sprawować rządu nad krajem.

Wychodzi, że żołnierze antykomuniści to masowe zjawisko?

Niekoniecznie. Ale jest jedna bardzo dobra zasada: nie płacz, nie śmiej się, ale spróbuj zrozumieć .Zachowaj zimną krew. Zauważ, że nienawiść do komunizmu w żołnierskiej masie nie jest nienawiścią do idei sprawiedliwości, współpracy, solidarności i wolności – przeciwnie, to nienawiść do społecznego pasożytnictwa, właściwego partyjnym hierarchom, nienawiść do totalnej fizycznej, ideologicznej i ekonomicznej przemocy. I to się łączy z ostrą nieprzychylnością do nowej postmajdanowej władzy. Dla większości żołnierzy Poroszenko, Jaceniuk i Kliczko nie są lepsi od Janukowycza. Aktualności społecznego przesłania nikt nie znosił. Oczywiście na tym dzisiaj próbuje spekulować skrajna prawica, ale tylko dlatego, że lewica na Ukrainie nie jest w stanie spełnić swojej tradycyjnej politycznej roli.

Dlaczego lewica przegrała na Ukrainie?

Skomplikowane pytanie. Teraz powiem kilka ogólników o związku różnych subiektywnych i obiektywnych czynników. A gdzie widzieliście zwycięstwo lewicy w okresie początkowego gromadzenia i ponownego podziału kapitału? Obecnie klasowo zorientowany, masowy i lewicowy ruch społeczny po prostu nie zdążył jeszcze się uformować – nie uważam zaś za lewicę radziecko-konserwatywnej KPU (Komunistyczna Partia Ukrainy) czy blado-różowych burżuazyjnych socjalistów! Nie wspominając już o handlowym i technologicznym politycznym projekcie jak „Borotba”, którą pierwotnie stworzono do realizacji nielewicowych zadań. Ci lewicowcy, którzy naprawdę starali się rozwiązać odpowiedni problem nie byli w stanie wyjść poza wąski krąg z powodu własnej niemocy organizacyjnej albo nie zyskali zainteresowania w określonych sytuacjach – tak samo jak „Priama diya” (Akcja Bezpośrednia), na przykład – nie byli w stanie rozwijać się w tych obszarach.

Czy zmienił się Twój stosunek do zachodniej i rosyjskiej lewicy?

Tak, ale nie tyle się zmienił, co raczej do reszty się ukształtował. Na zachodzie wśród lewicy dominuje racjonalny konformizm albo dogmatyzm – a częściej połączenie tych dwóch mało sympatycznych właściwości. Oni z mniejszym lub większym powodzeniem rozwiązują swoje wewnętrzne problemy, ale w stosunku do Ukrainy na ich stanowisko w różnym stopniu wpływają stare dogmaty i „eksportowe” opinie ich ukraińskich kontaktów, które często są bardzo nierzetelne w przedstawianiu i analizie ukraińskich wydarzeń. W rezultacie wielu zachodnich lewicowców uważa, że w Donbasie jest rewolucja socjalistyczna, a Ukraina to państwo faszystowskie, które na rozkaz Waszyngtonu topi we krwi ludowe powstanie. Skłonić ich do zmiany zdania jest niezmiernie trudno, a najczęściej po prostu się nie da. Dlatego, moim zdaniem, łatwiej i bardziej poprawnie jest żyć tak, jakby zachodnia lewica już nie istniała.
Co do lewicy rosyjskiej, to bardzo, bardzo wielu z nich pozostaje pod urokiem sowieckiego socjalizmu „nieistniejącego” i „wielkiego zwycięstwa nad faszyzmem”. Ale Związku Radzieckiego dawno nie ma, a na Kremlu u władzy są całkiem inni ludzie niż ci, co pokonali faszyzm w 1945 r., a w Kijowie królują bynajmniej nie Bandera z Szuchiewiczem, ale ten schemat działa, a ludzie, którzy zawzięcie przeklinają putinowski reżim okazują się wiernymi putinowcami, gdy tylko dyskusja zacznie dotyczyć Ukrainy. Na szczęście nie cała rosyjska lewica jest taka….

Co trzeba robić?

Bacznie obserwować. W żadnym wypadku nie zamykać się w wieży z kości słoniowej – odwrotnie, w gęstwinie wydarzeń trzeba być jak najbliżej ludzi. Faktycznie, jest to kolejny powód, dla którego jestem teraz na wojnie. Zanim nie poczujemy na własnej skórze czym żyją i czym oddychają ludzie Ukrainy, nie możemy ukształtować żadnej efektywnej strategii, jak i taktyki. Czekają nas bardzo złożone czasy. Prawicowy konsensus w społeczeństwie w połączeniu z nierozwiązanymi społecznymi problemami, to w konsekwencji może być faszystowski pucz. To niebezpieczeństwo należy zrozumieć i być gotowym na nie. Edukacja mas, propozycje rozwiązywania konfliktów społecznych na bazie klasowego podejścia, przy czym te propozycje powinny być efektywniejsze niż to, co proponuje prawicowy narodowo-społeczny populizm. No cóż, znów zjechałem na poziom abstrakcji. Skończymy wojnę a potem wrócimy do tego tematu szczegółowiej, ok?

Źródło: nihilist.li