Ostatnimi czasy jednym z najgorętszych tematów w Polsce i nie tylko jest sprawa uchodźców. Ludzie uciekający przed śmiercią i głodem giną, topiąc się całymi rodzinami w oceanie, podczas próby przedostania się do Europy. Osoby proszące o pomoc są odtrącane z różnych powodów. Kalkulacje strat i zysków oraz liczne ksenofobiczne uprzedzenia stają się o wiele ważniejsze niż ludzkie życie i zapewnienie potrzebującym bezpiecznego azylu. Portale społecznościowe kipią od nienawiści i ksenofobii. Polacy zaczynają być postrzegani przez inne kraje jako zaściankowy, zacofany i rasistowski naród. Na każdym kroku można spotkać się z wyzwiskami, wzywaniem do nie przyjmowania uchodźców, zastraszającymi hasłami oraz agresją, nie tylko słowną. Otwartość i człowieczeństwo osób utożsamiających się z polskością, tzw. patriotów, w moim przekonaniu są wartościami, co do których istnienia mam ostatnio spore wątpliwości.

Nadszedł czas by podjąć konkretne decyzje, które zaważą o przyszłości Europy. Ignorowanie tak ważnych kwestii i dalsze brnięcie we wrogą wobec „obcych” politykę nie dość, że nasila w społeczeństwie tendencje nacjonalistyczne i neofaszystowskie, to jeszcze, a raczej przede wszystkim, powoduje śmierć. Śmierć tysięcy osób pozostawionych bez żadnej pomocy. Jeśli to jest człowieczeństwo przestaję poczuwać się do przynależności do gatunku ludzkiego.

W ubiegłą sobotę w kilku miastach Polski miały miejsce demonstracje antyimigranckie. Podstawowe postulaty organizatorów były wzywaniem do nienawiści, życzeniami śmierci, obietnicami cierpienia i nawoływaniem do dbałości o czystości rasy. W rzeczywistości pochody te nie różniły się od innych organizowanych przez narodowców. Wykrzykiwane były standardowe hasła, takie jak „Polska dla Polaków” czy „Raz sierpem, raz młotem w czerwoną hołotę” obok tych tradycyjnych pojawiło się parę okazjonalnych jak „Witamy w piekle zbłąkane owieczki”. To co oburzyło mnie najbardziej to odśpiewanie przez uczestników przyśpiewki „Auschwitz-Birkenau” i świński łeb nad transparentem zapowiadającym ucinanie głów przybywającym uchodźcom. Mam dziwne przeczucie, że te nowe hasła będą teraz używane na każdej demonstracji. Swoją drogą jednego możemy im pozazdrościć – na każdą demonstrację przynoszą te same banery, flagi i transparenty, nic nie muszą zmieniać, bowiem każda z ich demonstracji opiera się na nienawiści do wszystkiego co „obce”. Ekonomiczne, nieprawdaż?

Warszawę zalała kilkutysięczna fala napinających się narodowców, skłonnych pobić każdego kto wejdzie im w drogę. Chwilami mocno przypominało mi to marsze, jakie odbywają się w stolicy 11 listopada. Pochodzili, pokrzyczeli, postraszyli. Po zakończeniu demonstracji, aby tradycji stało się zadość, musieli kogoś zaatakować. Ktoś rozpylił gaz w Falafel Bejrut. Właściciel to chrześcijanin z Libanu, obywatel RP i warszawiak. Narodowcy argumentują bardzo często swoją niechęć do uchodźców wyznaniem religijnym. Mówią o kulturze, o zasadach wyznawanych przez muzułmanów. Jak się okazuje te słowa to tylko próba usprawiedliwienia bezpodstawnego rasizmu i uprzedzeń. Nie ważne kim jest ofiara. „brudas to brudas”. Brawo. Dokładnie w stylu narodowców – dbają o swój PR.

Tym razem warszawiacy postarali się jeszcze bardziej. Przez trzy dni przed demonstracją okupowali plac przy metrze centrum machając olbrzymią flagą z falangą i wykrzykując swoje żale w sprawie cofnięcia przez urząd zgody na demonstrację. Raz nawet przynieśli kukłę muzułmańskiej kobiety. W jakim celu? Nie wnikam.

W Gdańsku na przykład przeciwnicy uchodźców pokłócili się o usytuowanie baneru i prawie doszło do rękoczynów. Tak to właśnie wygląda. Pokojowe nastawienie przede wszystkim, bo gdzieś słyszałam, że ich nastawienie jest pokojowe. Ale może coś pomyliłam.

Pomimo tej smutnej wizji, zalewającej nas fali nacjonalizmu i zaściankowego lęku przed uchodźcami, nie mam wcale ochoty siedzieć i płakać. W wielu polskich miastach odbyły się bowiem demonstracje przywracające mi, choć częściowo, wiarę w ludzi. Białystok, Płock, Kraków, Wrocław, Gdańsk, Szczecin oraz Poznań byli z nami. Piszę z nami bo ja akurat demonstrowałam w Warszawie. Udało się uzbierać wiele śpiworów i przyborów szkolnych dla dzieci uchodźców. W jednych miastach mniej w drugich bardziej liczne demonstracje dają nadzieję na to, że jeszcze nie wszystko stracone.

Po raz pierwszy od czasów pamiętnej „Kolorowej Niepodległej” wyjść na ulicę postanowiły różne organizacje, które na co dzień nie są ściśle związane z antyfaszyzmem. Miło było otrzymać zaproszenie do współpracy od ludzi, z którymi zazwyczaj nie współpracujemy, choć nasze przekonania znajdują się po tej samej stronie barykady. Być może nie były to akcje tak radykalne i środowiskowe jak standardowe demonstracje antyfaszystowskie, jednak udało się ściągnąć na miejsca manifestacji sporo sprzymierzeńców – co było dużym sukcesem. W Warszawie pod pomnik Kopernika przybył spory tłum, przez policję szacowany na około 3000 osób, ludzi otwartych i chętnych pomagać. To naprawdę budujące stać i manifestować swoje przekonania w miejscu gdzie zebrały się osoby pełne empatii i chęci wspierania innych. W tym miejscu czułam, że ludzie są traktowani jak ludzie, a życie i bezpieczeństwo są wartościami nadrzędnymi. Było radośnie i ciepło pomimo nieprzyjemnej pogody. Odbyły się liczne zbiórki, pojawiło się wiele transparentów, ludzie tańczyli w rytm bębnów. Królowały hasła takie jak: „Uchodźcy mile widziani”, „Możemy być dobrzy”, „zielone światło dla uchodźców” itd. I (o dziwo!) obyło się bez żadnych burd wywołanych przez demonstrantów. Dziwne. Nawet ta okropna antifa, zamiast rzucać cegłami i demolować miasto postanowiła wspierać i zapewniać ochronę demonstrującym. Czyżby nie byli wcale tacy źli?

Jeśli chodzi o stolicę to oprócz paru wyrostków spacerujących wokół demonstracji, pod pomnikiem miał miejsce tylko jeden mały incydent. Wielcy obrońcy polskości, w liczbie osób trzech, postanowili ubrać się na wzór czarnego bloku i zrobić odrobinę zamieszania. Na odcisk najbardziej nadepnęła im pani wspierająca naszą akcję, która miała na szyi szalik Legii, ponieważ we trzech posłali jej kilka pogróżek. Pani stała za wysoko, aby jej dosięgnęli. Szybko się ewakuowali po interwencji naszych kolegów, podczas której to ewakuacji policja uprzedziła nas w wyprowadzeniu ich z miejsca manifestacji. Wielcy bohaterowie zostali potraktowani jak jacyś chuligani! Skandal!

Pomoc uchodźcom nie skończy się na demonstracjach. Osoby współorganizujące zamierzają dalej działać na rzecz ludzi uciekających przed wojną i bardzo trzymam za nich kciuki. Im więcej nas, osób pomagających będzie, tym ten świat będzie po prostu piękniejszy. Wiem, że to tylko kropla w morzu, jednak to całkiem dobry początek i całkiem spora kropla.

Uchodźcy mile widziani!

M.