Anarchista i antyfaszysta Alieksiej Sutuga, który tydzień temu wyszedł na wolność z kolonii karnej w obwodzie Irkuckim opowiedział „Mediazonie” o podróży kolejowej przez pół kraju, życiu w karnych izolatkach i celach, listach ze świata zewnętrznego, i o tym, dlaczego rewolucjonista nie powinien bać się więzienia.

Areszt. „Po prostu nawinąłem im się pod rękę”

Majora, który mnie zatrzymywał, pamiętam z 2009 roku. Zatrzymano nas wtedy z powodu akcji wspierającej moskiewskiego antyfaszystę Alieksieja Oliesinowa. On też mnie zapamiętał. Już w 2014 powiedział, że skoro w 2012 odsiedziałem rok, wyszedłem dzięki amnestii – wywinąłem się, to tym razem już starczy, pojeździłem po Ukrainie, powszczynałem zadymy w Moskwie – tym razem wjebałem się na dobre. I rzeczywiście, wjebałem się.

Z tych ich wszystkich wywodów wynika, że oni od dawna nas obserwują, prowadzą działania operacyjne – nie tylko w związku ze mną, ale ogólnie, w rozumieniu całego antyfaszystowskiego i anarchistycznego półświatka Moskwy. Jestem po prostu jednym z tych, którzy nawinęli się pod rękę. Ci sami funkcjonariusze zatrzymywali Alieksieja Gaskarowa. Dmitrija Buczenkowa, wydaje mi się, też zatrzymywali oni.

Grupa operacyjna ciągle była na spotkaniach. Sprawą ruchu Antifa i anarchistami zajmowali się bardzo dokładnie. Widać to zresztą jasno w ich dokumentacji. Już od dawna wszystko było wiadome, po prostu znów przyszedł moment na rozmowę w stylu „wy, chłopaki już od dawna jesteście w naszej garści, wiemy o wszystkich waszych posunięciach”. Jakakolwiek bójka z nazistami albo nielegalna akcja jest monitorowana, analizowana i wtedy zapada decyzja, kogo zamknąć, a komu pozwolić walczyć dalej.

5 kwietnia 2014 roku zostałem zatrzymany przez funkcjonariuszy OMONu1) i pracowników Centrum przeciwdziałania ekstremizmowi2) w trakcie obławy na festiwal oi w Moskwie. Przedstawili się, pokazali blachy, wsadzili do samochodu i zawieźli na komisariat „Izmaiłowski”. Tam wszczęto postępowanie w sprawie domniemanego popełnienia przestępstwa i przetrzymano mnie do rana. Rano znów przyjechali po mnie anty-ekstremiści i zawieźli do śledczej, która to już oskarżyła mnie z mocy paragrafu 213 ust. 2 i 166 ust. 2 (chuligaństwo i rozboje), w związku ze zdarzeniami z 2 stycznia 2014, kiedy to w kawiarni w centrum miasta pobiłem się z grupą młodych ludzi. Zostałem rozpoznany przez poszkodowanych i świadków. Funkcjonariusze Centrum przeciwdziałania ekstremizmowi znaleźli mnie i zatrzymali.

Wciąż mnie przekonywali, że Ukraina i wyjazd na Majdan nie mają związku z moją sprawą. Że chodzi o zwykłe chuligaństwo. Ale my takie zadymy urządzaliśmy co tydzień. A to właśnie po Majdanie mnie aresztowano. Były rozmowy w stylu: „Po co wróciłeś do Moskwy? Już zostałbyś i mieszkał na tej swoje Ukrainie. Przecież popierałeś Majdan. My jesteśmy patriotami i uważamy ze Krym jest nasz. Ty za to jesteś wrogiem ojczyzny.” Niżsi i średni rangą oficerowie faktycznie są utwierdzeni w przekonaniu o słuszności pracy, którą wykonują i wierzą w system, który wspierają. Ich przekonanie podtrzymuje także władza, pensja i nadawane stopnie. Zawsze tak było.

Zawieziono mnie do celi tymczasowej na Petrowki 18, przesiedziałem tam 72 godziny. Później był sąd. Standardowa procedura: brak moskiewskiego zameldowania, poważny artykuł, oficjalnie bezrobotny, mogę się ukrywać i utrudniać postępowanie. Później pojechałem do aresztu „Butyrka”, gdzie siedziałem dziesięć miesięcy temu. Tam byli również przetrzymywani ludzie, z którymi siedziałem, którzy mnie znają. „Bagienni”3) też tam siedzieli.

Areszt śledczy. „Sanatorium” i „Przejebana mordownia”

Wcześniej myślałem, że „Butyrka” to więzienie. Ale w porównaniu do kolonii karnych i okręgowych zakładów karnych, „Butyrka” to sanatorium. W zakładach karnych stolicy siedzi więcej ludzi, a zarządzanie zakładami jest uporządkowane, w związku z tym panujące tam warunki są z grubsza normalne.

Po sądzie nastąpiło przetransportowanie drogą kolejową do Irkucka. Skład to mroczny, postapokaliptyczny pociąg z wagonami trzeciej klasy, z kuszetkami na trzech poziomach, na których przez kilka dni siedziało po 12 osób, ściśniętych jak sardynki w puszce. Wrzątek wydzielany raz na dwie godziny, wizyta w toalecie tak samo. Czekaliśmy na przesiadkę do odpowiednich miast w różnych miejscach. Ja byłem w Czelabińsku. Siedzą tam dobrzy ludzie, zuch chłopaki z Uralu. Siedzi bardzo dużo młodzieży, jak na Syberii.

Areszt śledczy miasta Irkuck – przejebana mordownia. Rygor nie dający chwili wytchnienia. Wprowadziłem strajk głodowy kiedy przegięli. Wysmażyłem oświadczenie do kierownika zakładu, że nie będę przyjmował pożywienia, dopóki nie wydadzą mi moich książek. Skonfiskowano mi je, kiedy byłem poza celą, wyjęto je z torby i nie wydano na nie kwitu. Prawnik, który przychodził do mnie co tydzień, zniknął. Nikt mi nie wyjaśniał dlaczego nie jestem przewożony dalej.

Przychodzili ni to różni anty-ekstremiści, ni to nie wiadomo kto, ciężko powiedzieć, bo się nie przedstawiali i nie legitymowali. Nazwijmy ich „walczącymi z ekstremizmem”. Przyszli dwa razy, najpierw proponowali powiedzieć przed kamerą, że zrezygnowałem z antyfaszystowskiej i anarchistycznej działalności. Chcieli, żebym opowiedział młodzieży, że nie warto uczestniczyć w politycznej przemocy na ulicach, dlatego że to nie jest dobre. Za drugim razem proponowali układ: nie jechać do kolonii karnej, zostać „balanderem” – odbyć resztę kary zajmując się drobnymi naprawami, być „na gospodarstwie” w zakładzie. Chcieli ze mnie zrobić kapusia. Prawie wszystkim to proponują, nie tylko mi. Wielu się zgadza. Dla mnie to by oznaczało hańbę, odsiadkę z tymi, z którymi nie zwykłem odsiadywać. To nie dla mnie.

Nikt mnie w tym czasie nawet palcem nie tknął. Wszyscy, z którymi siedziałem to porządni ludzie, nikt się mnie nie czepiał, ani personel, ani osadzeni. W moim przypadku nie zależało im na tym. Z innymi skazanymi działy się za to różne rzeczy, oczywiście nacisk psychologiczny, przemoc. Przemoc wewnętrzna istniała. Jest jednostka specjalna GU FSIN (federalna jednostka wykonywania kar), są konwoje na etapach transportu, które urządzają bezprawie. Są zakłady, gdzie skazani dostają zamówienia od kierownictwa na pobicia innych skazanych. Pobiciami wymusza się zeznania, więźniowie są maltretowani, łamane są kości. To wszystko, rzecz jasna, istnieje.

Kolonia karna. „Zobaczyli we mnie człowieka stanowiącego zagrożenie dla współwięźniów”

Zazwyczaj do kolonii przywozi się całą sukę skazanych, tak z dziesięciu, a ja przyjechałem sam w gazeli4) z konwojem. Przyjmowało mnie ze dwudziestu pracowników zakładu. Przeszukali mnie, przetrzepali torbę, i niespodziewanie znaleźli w czapce malutki scyzoryk i długopis. Sfilmowali znalezisko, spisali protokół wykroczenia, że osadzony posiada zakazane przedmioty i pojechałem na 10 dób do izolatki.

Nawet nie trafiłem do kwarantanny. Dalej: wykroczenie, przedłużenie izolatki, wykroczenie, przedłużenie izolatki, kolejne wykroczenia, izolatka. Czepiali się o najmniejsze rzeczy, że nie zdałem raportu, nie ogoliłem się, nie zapiąłem górnego guzika, jakie to ma w ogóle cele reedukacyjne?!

Przez cały ten czas nie widziałem żadnych środków mających zastosowanie w resocjalizacji osadzonych i nie rozumiałem gdzie i w jaki sposób następuje w ogóle reedukacja. Później już kierownictwo FSIN okręgu Irkuckiego zdecydowało się na przeniesienie mnie do EPKT (rodzaj wspólnej celi) dlatego, że w BUR (barak o podwyższonym rygorze) się dostatecznie nie reedukowałem. Jeśli chodzi o warunki PKT i EPKT to dokładnie to samo. Siedzi się w celi we czterech lub we dwóch. Prycze są przypięte do ścian, po 21:00 są one odpinane i idziesz spać, o 5 rano znów się je przypina, materac jest zabierany i spisz na ziemi. I tak codziennie.

Nie żyłem według żadnego trybu. Tryb, czyli pobudka, śniadanie, sprawdzenie przez strażników, spacer. Jeśli siedzi się w izolatce, obudzą cię o 5:00, w zakładzie o 6:00. Rano przychodzą, sprawdzają i śpisz dalej, przyjeżdża kasza, zjesz tę breję, śpisz dalej. Nowa zmiana strażników – kontrola techniczna celi. Spacer, potem obiad, do wieczora czytasz książki, robisz co chcesz, śpisz lub spędzasz czas ze współwięźniami. Później kolacja, a o 21:00 oddają materac, który rano zabrali.

Administracja na początku mówiła, że jeśli będę współpracował to przeniosą mnie z izolatki do zakładu. Chcieli żeby przyjeżdżało mniej kontrolerów, mówili, że im mniej będą przyjeżdżać, tym mniej będę miał problemów.

Kiedy przyjeżdżała kontrola, strażnicy traktowali więźniów lepiej, delikatniej nawet. Od razu przypominali twoje nazwisko, czasem nawet poprawiali warunki bytowe.

Funkcjonariusze kontrolujący więzienie, jeśli są faktycznie zainteresowani panującymi warunkami i rozumieją co się dzieje w zakładzie, rozmawiają z osadzonymi, z administracją i wtedy następuje progres – mi na przykład zaczęto wydawać książki i prasę na czas. Zdarzało się, że przepaliła się żarówka w celi. Siedzisz wtedy dwa dni bez światła, prosisz o wymianę, a oni na to, że nie ma, że zaraz znajdą – i nie przynosili. Przyszła kontrola, żarówkę wymienili tego samego wieczoru.

Listy, gazety i książki docierały nie zawsze na czas, ciągle coś się zawieruszało w drodze, a czasopismo w rocznej prenumeracie na oczy widziałem tylko raz. Z jakiegoś powodu zawsze tak wychodziło, że przynoszono mi paczkę gazet i listów tuż przed kontrolą.

Myślę, że z Moskwy przychodził tylko jeden rozkaz, mam być izolowany od współwięźniów. W jaki sposób, to już sprawa administracji zakładu. Nie wiem dlaczego dostrzeżono we mnie osobę groźną dla innych osadzonych, dlaczego nie byłem wypuszczany. Nie jestem wcale takim koszmarnym przestępcą, wrogiem systemu, stałem się taki z czasem, dlatego, że nie da się żyć według systemu. Jak nie więzienie, to wojsko. Był gułag, teraz jest GU FSIN, musztra została ta sama.

Ludzie za kratami. „Żyjemy dla jednego, wroga mamy też jednego”

Z właściwymi ludźmi, wszystko było na właściwych zasadach. Oczywiście zdarzały się konflikty, ale staraliśmy się je rozwiązywać, dochodzić do konsensusu. Żyjemy dla jednego, wroga mamy też jednego. Struktura socjalna jest taka sama jak na ulicy. Różnica jest tylko taka, że na wolności można w każdej chwili odejść, a tu trzeba znajdować kompromisy, wspólny język, albo jedni wkrótce będą podlegać innym. Różnie to bywa.

Są jakieś wspólne zasady u aresztowanych, jak się zachowywać, jak budować wspólnotę, jak prowadzić rozmowy z administracją. Traficie do więzienia – sami szybko zrozumiecie, wszystko wam wyjaśnią, zawsze tłumaczą nowym. Kiedy przychodzisz, sadzają cię, dają kubek herbaty – i zaczyna się rozmowa. Najważniejsze to się nie denerwować i nie wywoływać nerwowości u innych więźniów. Nie warto robić jakichś niepotrzebnych ruchów, które mogą rozdrażnić. Wszystko to samo przychodzi z czasem, jeśli nie jest się całkiem asocjalnym, takim, który nie może mieszkać w ciasnym pomieszczeniu z innymi.

Niektórym zaczyna odbijać, ale od tego są inni ludzie, żeby pomóc im nie zwariować. Człowiek osamotniony szybciej zeświruje niż ten, który ma towarzystwo. Ma tu miejsce swojego rodzaju psychoterapia. No, ale ogólnie to więźniowie lubią jeden drugiemu działać na nerwy. Główne zajęcie skazanego to działanie na nerwy innym. Siedzieć na przykład i robić sobie jaja do czasu, aż się doigra. Człowiek wybucha, jak odpalona laska dynamitu. Ale jeśli się rozumie, czego nie należy robić, to wszystko jest w porządku. Takie rzeczy się dzieją z braku zajęcia, z nudów. Tak jest w części z celami. W samej kolonii, nie wiem, nie byłem tam.

Najpierw wszyscy myśleli, że siedzę przez zwykłą bójkę. Z kim się biłem i po co? Zaczynasz tłumaczyć i z czasem ludzie rozumieją, że za zwykłą bójkę, gdzie poszkodowany nawet do szpitala nie trafił, nie dostaje się trzech lat. Poprzez rozmowy, tematy, które poruszałem, zaczęto rozumieć czym się zajmuję. Ustosunkowywano się do tego różnie, poprzez całkowity brak akceptacji aż po wsparcie, w stylu: „wyjdę z więzienia i dołączę się do was, będę z wami, a jak się zostaje anarchistą?”

Przy czym brak akceptacji nie kończy się na stwierdzeniu, że zajmuję się „chuj wie czym”. Ludzie rozumieli dokładnie co robię i uważali, że jest to bardzo złe. Ludzie są różni, zdania są podzielone. Więzienie to rodzaj zwierciadła społeczeństwa, siedzą tacy sami ludzie, tylko w pewnym sensie gorzej im się powodzi.

W więzieniu wielu cierpi z powodu braków w edukacji. Ludzie nie za bardzo się uczyli w szkole, nudziło ich to, liczyła się dla nich wiedza innego rodzaju. Pomagałem im, jak mogłem. Tłumaczyłem prawo, pomagałem pisać skargi, opowiadałem jakie mamy prawa, w sprawach z Kodeksu Karnego starałem się pomagać na etapie śledztwa.

O wiadomościach w więzieniu dyskutuje się bez przerwy, ale na całkiem innym poziomie. Najbardziej nie lubię tematów, które były poruszane po obejrzeniu REN-TV5). To jest okropne. Ludzie nie umieją ocenić, czy reptilianie istnieją czy nie, nierozwiązaną kwestią pozostawało tylko czy oni już rządzą planetą czy jeszcze z nimi jakoś walczymy? Ulubiony temat – masoneria, teorie spiskowe, rosyjski przemysł wojenny, który bije na głowę wszystkie technologie świata, wszystko to – sranie w banię. Jak wszędzie, patriotyzm jest rozwinięty, ale jest też konkretne jego negowanie. Tak czy inaczej niektórzy będą mówić, że „jak kradłem tak i będę kradł, wszyscy ci prezydenci jeszcze więcej kradną. Ja zarabiam na życie, oni zarabiają na wille i jachty. Ja staram się okradać bogatych, a oni okradają biednych, takich jak ja, okradają cały kraj.” Logika jest.

Medycyna. „Wzrok psuje się od ściany, która jest ze wszystkich stron”

Zdrowie w normie. Ale czasem mam wrażenie, ze mam cały bukiet jakichś chorób, których nazw nawet nie znam. Zadziwiające, że zeszłej zimy nawet się nie przeziębiłem, chociaż w dzień spałem na podłodze. Z powodu słabego oświetlenia i nawyku ciągłego czytania bardzo pogorszył mi się wzrok. Wzrok psuje się też z powody ściany, która jest dwa metry od ciebie, ze wszystkich stron. Nie ma możliwości skierować wzroku na coś innego, oczy szybko się męczą, ale to mija.

Medycyna GU UFSIN pozostawia wiele do życzenia. Sami wiecie ile osób umiera w więzieniach. Jeden lek wypisują na dwie choroby, albo wcale niczego nie dają, bo nie ma, albo zapomnieli przynieść. Nie powiedziałbym, że lekarze są na niskim poziomie, oni mają po prostu wyjebane na więźniów, wyjebane na swoją pracę. Mają takie spojrzenie, że nawet jakbyś leżał i umierał na ich oczach, oni będą patrzeć i myśleć „Kiedy w końcu koniec zmiany?” Siedziałem z ludźmi z HIV, z ludźmi z niezaraźliwym stadium gruźlicy, z chorymi na zapalenie wątroby, nie wspominając o innych chorobach, w tym na tle nerwowym. Czasem kogoś przenoszą, jest zakład w okręgu Irkuckim – szpital numer 27, tam siedzą ludzie z ciężkimi chorobami. Teoretycznie kwarantanna istnieje, ale jakoś tak wyszło, że siedziałem ze wszystkimi.

Podtrzymanie na duchu. „Dla nas, rewolucjonistów, więzienie to też dom”

Nie wiem czego oni konkretnie oczekiwali (przetrzymując mnie w trybie odosobnienia), myślę że liczyli na to, że mnie to nadszarpnie emocjonalnie i fizycznie. Żebym nie miał siły na dalsze działanie. Trochę nadszarpnęło, oczywiście, nie jestem już młody, mam mniej siły. Ale to, czym się zajmujemy, prędzej czy później zaprowadza do więzienia, czasem do grobu. Zrozumienie tego daje spokój. Brzmi smutno, ale według mnie jest to wesołe. Weselej tak, niż tak o, po prostu żyć.

Mamy solidarność, wsparcie kolegów. Nieprzerwanie otrzymywałem listy, gazety, koledzy zajmowali się mną. Po wyjściu z więzienia przyjęli mnie, ubrali, nakarmili. Inni, jeśli otrzymują takie wsparcie, to od bliskiej rodziny, albo bardzo dobrych przyjaciół. Ja siedziałem z ludźmi, którzy absolutnie nikogo nie mieli. Po wyjściu na wolność, lądują na ulicy i tam zostają. Jedyne co potrafią, to kraść, brzydko mówiąc. Dla nich więzienie to drugi dom.

A dla nas, nazwijmy to, rewolucjonistów, więzienie to też dom. Jak to, zajmujesz się rewolucją i nie trafiasz do więzienia? Może ty wcale nic nie robisz? Zwłaszcza jeśli jesteś anarchistą i negujesz państwo w ogóle.

Mam kolegów, których zatrzymano niewiele razy w ciągu 15 lat burzliwej działalności. Mieli i wciąż mają fart. Ja mam to chyba we krwi. Moi krewni siedzieli tu, na Syberii, zostali rozstrzelani. Siedzieli za cara i siedzieli w latach 50-tych.

Dostawałem listy od kolegów. Pisali i dawni znajomi, i całkiem nieznani nie-koledzy – ludzie nie mający związku z ruchem antyfaszystowskim i anarchistycznym, po prostu opozycjoniści, którzy postanowili napisać do więźnia politycznego. Zawsze starałem się odpisywać obszernie i szybko. Muszę jeszcze odpisać na parę listów; jeśli nie znajdę tych ludzi w Internecie, będę musiał odpisać listownie. Pamiętam listy od irkuckich chłopaków, od tych, których nie znam, i od starych przyjaciół. Świetny był pomysł z pocztówkami, z wieczorkami pozdrowień. Dostawałem listy z wielu miast Rosji, najbardziej wysunięte miasto na północ to Irkuck. Przychodziły listy z różnych krajów: Ukrainy, Białorusi, Czech, Finlandii, Szwecji, Włoch, Anglii, Hiszpanii, Niemiec, USA. Miałem komu odpisać, co poczytać. Listy – super sprawa.

O wiadomościach dowiadywałem się z miesięcznym opóźnieniem w najlepszym wypadku. Rozumiałam jednak co się dzieje w kraju. Czytałem o różnych „pakietach Jarowych” 6) , o życiu opozycji, o różnych wiadomościach ze świata. O Dimie Buczenkowym dowiedziałem się od wspólnych znajomych poprzez listy. Później przeczytałem w gazecie, że Dima dołączył do listy więźniów politycznych, z gazety też się dowiedziałem, że wyszedł na wolność Aleksiej Gaskarow. Czytając wiadomości rozumiałem, że wciąż żyję w Rosji, ona nigdzie nie przepadła, wszystko w normie. Jak w normie… to jest Rosja przecież. Ale na poważnie, albo zacząłem inaczej patrzeć na wszystko, albo wcześniej rzeczywiście było łatwiej. Najwyraźniej zaczęli się nas bać na poważnie, nie tylko nas, a zwykłej opozycji także.

Nadzór administracyjny. „Normalnej osoby nic nie naprawi”

Przeczytałem w gazecie, że w zeszłym roku w Krasnojarskim kraju, pod nadzór administracyjny trafiło 2 800 osób. Teraz z kolonii resocjalizacyjnej numer 14 wychodzi mnóstwo osób z nadzorem administracyjnym. Zwykli chuligani, wielokrotni przestępcy, z premedytacją naruszający prawo, nie uznający własnej winy, wg administracji niezresocjalizowani. Ludzie skazani za przestępstwa na tle seksualnym dostają większy nadzór niż chuligani.

W sądzie od razu powiedziałem, że nie uważam się za winnego, nie trzeba mnie resocjalizować, bo nie ma powodu. Normalnej osoby nic nie naprawi. Całą drogę tak uważałem i wyszedłem uważając tak samo. Nie jestem winien tego, o co mnie oskarżają. Naruszyłem prawo, ale nikt od tego nie ucierpiał.

Dają mi nadzór, bo chcą ograniczyć moją polityczną działalność. Mają haczyk w postaci zakazu obecności i udziału w masowych wydarzeniach. To oznacza, że nie mogę brać udziału w spotkaniach, marszach, świętowaniu Ostatków, nie mogę grać w piłkę nożną, może nawet na zebranie w szkole mnie nie puszczą.

Ten zapis ma bardzo szeroką interpretację. Mam siedzieć w domu od 23:00 do 6:00 rano, nie wyjeżdżać bez zezwolenia z Moskwy, trzy razy w miesiącu meldować się na lokalnym posterunku, że nigdzie nie uciekłem, że jestem. To dość mocno ogranicza działalność. Będę to zaskarżać, a jeśli się nie uda, to tylko udowodni, że nawet się nie spodziewając , stałem się jakimś mega wrogiem systemu.

Wolność. „Nie warto iść do więzienia, ale nie warto się go bać”

Zazwyczaj skazanych wypuszcza się po południu, a do mnie wpadli o 6 rano, kazali się zbierać, kupili bilet na samolot – mówią jedź na lotnisko. Wyziębili mnie w przeszukalni, pogrzebali w listach, mam koło 400, obejrzeli każdy. Wyszedłem nie za bramę, a do śluzy, gdzie zatrzymują się suki.

Tam stoi czarny Ford, dwóch solidnie zbudowanych gości. Od razu zrozumiałem z jakiej są organizacji. Upewniłem się, odpowiedzieli, że ze „służby publicznej”. Pośmialiśmy się z dobrego żartu.. Powiedziałem im „jedźmy do Irkucka”. Oni na to „Chodź, zawieziemy cię gdzie trzeba, ale porozmawiaj z naszymi kolegami z Centrum Przeciwdziałania Ekstremizmowi.” Zawieźli mnie do miasta. Tych rozmów były już tysiące, przed i po zakładzie. Jedno i to samo, „Co będziesz robił i kim są twoi koledzy?” Żebym tylko wiedział czym ja się będę zajmował po 3 latach odsiadki! Chociaż wiem: w więzieniu jedyne co zostaje, to myśleć, co będziesz robił na wolności. Dali mi radę, nie pamiętam dokładnie, ale sens był taki: ”Nie leź”.

Nie umiesz rozmawiać z pałami, lepiej nie rozmawiaj. Otworzyli sprawę – walcz o wolność. Zamknęli – walka o wolność wcale się nie skończyła. Ograniczają cię ścianami, ograniczają kontakty towarzyskie, ale nawet w więzieniu można być wolnym. Trudno to zrozumieć, ale tak jest. Nie warto trafiać do więzienia, ale też nie warto się go bać.

Na wolności jest dobrze. Póki co nic się za bardzo nie zmieniło, odczuwam tylko fizyczną wolność. Może mam szok emocjonalno-kulturowy, za dużo ludzi, nieznajomych twarzy. Czuję się odpowiednio do sytuacji – myślałem, że zacznie mną trząść..

Póki co będę w domu, w Rosji, pracować i żyć. Dokładnie tak, jak kiedyś. Mam nadzieję, że niewiele się zmieni. Jestem pogodnym człowiekiem. Jestem przekonany, że wszystko się skończy karnawałem rewolucji i wygramy, w końcu pokonamy faszyzm w każdej jego postaci. Do końca.

 

Tłumaczenie- Iryna

za: https://avtonom.org/news/vse-zakonchitsya-revolyucionnym-karnavalom-i-my-pobedim-fashizm-anarhist-sutuga-rasskazyvaet-o

1) ОМОН, Отряд Mобильный Особого Назначения, OMON, Oddział Mobilny Specjalnego Przeznaczenia, potocznie Czarne berety.

2) Главное управление по противодействию экстремизму Министерства внутренних дел Российской Федерации; Центр «Э» — Główny urząd do spraw przeciwdziałania ekstremizmowi MSW Federacji rosyjskiej; „Cetrum E”- Niezależny ustrukturyzowany wydział centralnego aparatu MSW Federacji Rosyjskiej zajmujący się między innymi realizacją państwowej polityki w sferze przeciwdziałania ekstremizmowi.

3) «Болотники» “Bagienni” – działacze zatrzymani po masowych zajściach na Placu „Bolotnyj” w Moskwie.

4) «ГАЗе́ль» – GAZ Gazela – marka samochodów dostawczych i busów produkowanych przez fabrykę GAZ w Niżnym Nowogrodzie od 20 lipca 1994 do 25 lutego 2010.

5) «РЕН ТВ» – REN-TV – Rosyjski państwowy program telewizyjny nadający głownie programy z obszaru historii alternatywnej, teorii spiskowych i UFO.

6) Пакет Яровой – Pakiet Jarowoj – pakiet ustaw antyterrorystycznych przyjętych w Rosji w 2016 r.