Cały czas mocno interesujemy się sytuacją na Ukrainie i staramy sie publikować jak najwięcej tekstów o tym, co się tam dzieje, tym bardziej jesli napisane sa z perspektywy anarchistycznej. Tym razem prezentujemy nowy artykuł z portalu „Nihilist” o przywódcy Prawego Sektora, Dmitro Jaroszu.

(ZDJĘCIE: „Nie sodomii! OUN” – napis na murze spalonej w 2009 roku galerii Pawła Gudimowa)

Narodowi-liberałowie próbują objaśniać nieoczekiwane zainteresowanie „Prawego Sektora” twórczością Andruchowycza rozgrywkami FSB. Niby to, agentura FSB w środowisku patriotycznym pracuje nad dyskredytacją sił patriotycznych, przedstawiając ich jako krwiożerczych, antyeuropejskich jaskiniowców. Problem narodowych liberałów polega na tym, że nie chcą za grosz widzieć prawdziwej twarzy swoich idoli, których sami wprowadzili na piedestał, heroizowali, wciągnęli do Rady Najwyższej. To samo widzieliśmy przy okazji „specnazu opozycji” partii Swoboda, tak będzie i z Prawym Sektorem. Przyczyną takich rozczarowań jest analfabetyzm polityczny i zatrważająca nieznajomość historii, w tym historii najnowszej. Zachwycając się mężnym spojrzeniem i rozczulając się dobrym uśmiechem Jarosza „liberalna” część jego zwolenników nie ma zamiaru zapoznać się z poglądami politycznymi oraz tezami programowymi kreowanej przez nich osobowości medialnej.

Jeszcze w 2009 r. w swoim tekście „Ukraińska Rewolucja” Jarosz, który wtedy nie był liderem Prawego Sektora, a jedynie wodzem małej prawicowej sekty Tryzub (Trójząb) pisał:

W strefie kultury na trzecim froncie antyukraińskim obrabiają nas „literaci”- postmoderniści (prawdę mówiąc, wielu z nich naprawdę ma pochodzenie ukraińskie, a ich lider duchowy Grabowycz czemuś uparcie podaje się za Ukraińca). Zachód, jak zwykle próbuje „rozgrzebywać żar cudzymi rękoma”, dlatego rekrutują do służby wszelakiej maści andruchowyczów, żadanów i karpy (Jurij Andruchowycz, Serhij Żadan i Irena Karpa to ukraińscy pisarze-red.), którzy napromieniowani zachodnim postmodernizmem wylewają na Ukraińców wiadra swoich pseudo-literackich pomyj, wmawiając, że to są uniwersalne wartości oraz szczyt humanistycznego światopoglądu. Tak naprawdę ich bazgroły są jednoznacznie antychrześcijańską oraz kosmopolityczną literaturą, typowym przykładem imperializmu kulturalnego, który stoi w jednym rzędzie z „dziełami” szeroko znanego satanisty Dana Brown’a i jemu podobnych pismaków.

Wszystkim, którzy widzą w Jaroszu obronę przed Putinem stanowczo radzimy przeczytać po raz kolejny ten wspaniały tekst, zamieszczony na oficjalnej stronie organizacji. Zażarty klerykalizm, antymodernizm, przeciwwaga dla „złej zachodniej cywilizacji”. Różnica między ideologami „rosyjskiego porządku” a Jaroszem polega jedynie na tym, że nie jest on Rosjaninem, tylko Ukraińcem. Szczerze i otwarcie mówi o swoim pragnieniu budowania państwa zgodnie z „wartościami tradycyjnymi”. Nie jest karykaturalny, w odróżnieniu do Milonowa czy Mizulinej (Witalij Milonow i Jelena Mizulina to rosyjscy politycy dzielnie walczący z „homoseksualną propagandą”, przekleństwami w sieci itp. problemami-red.), i to robi go o wiele niebezpieczniejszym.

Jarosz nie jest agentem FSB, nie jest kreaturą Kremla. Jest on szczerym nosicielem tych samych ideałów, które są przez Kreml kultywowane. Nie ma co się dziwić, że większość wielkich europejskich partii prawicowych występuje z pozycji „eurosceptyków” i przeciwstawia się „multikulturowej” Unii. Wspierają Putina, widząc w nim główną nadzieję dla prawicowych wartości w skali światowej. I się nie mylą. Ukraińscy prawicowcy nie mogą sobie na to pozwolić, bo Rosja dla nich to główny wróg historyczny. Jednak zderzenie interesów nie oznacza zupełnie, że ich wartości są przeciwstawne. De facto, dzisiaj ukraińscy narodowcy w strefie ATO strzelają do swoich ziomków. Prawy Sektor jest siłą, stworzoną przez ludzi, którzy przez dziesiątki lat otwarcie na głos deklarowali chęć wzmocnienia cenzury w mediach oraz kulturze, że chcą widzieć Ukrainę nie jako państwo laickie, tylko chrześcijańskie, a władza musi być mocna, scentralizowana i autorytarna, i nie mają zamiaru zbliżać się z UE oraz NATO, a chcą mieć swoją „własną drogę”.

Jest mi trudno mieć żal do Prawego Sektora. Jest to siła wroga wobec tego, co jest mi drogie, jest to siła przeciwstawna wolności jednostki i nigdy się z tym nie kryła. To starzy, znajomi wrogowie, którzy palili galerie w 2009 roku i atakowali nas w 2010 roku, gdy Prawego Sektora nie było nawet w planach. My na pewno zetkniemy się z nimi w przyszłości i to jest normalne. Prawdziwą złość wzbudzają liberałowie, którzy radośnie wymieniali się „wizytówkami Jarosza”, a teraz krzyczą o kremlowskiej prowokacji. Nie ma żadnej kremlowskiej prowokacji. Po prostu przed zażyciem nieznanego leku trzeba zapoznać się z ulotką. Przed wzięciem narkotyku trzeba zapoznać się z odpowiednim artykułem na stronie Erowid. Przed tym jak złamać prawo – przestudiować Kodeks Karny. Przed wsparciem tego lub innego polityka, trzeba wnikliwie zapoznać się z jego tekstami i wystąpieniami publicznymi. To będzie zabezpieczeniem przed wieloma głupstwami oraz rozczarowaniami.

za: http://nihilist.li/2015/01/04/vnutrennij-kreml-yarosha/