1 lutego na University of California w Berkeley miało odbyć się spotkanie z jedną z czołowych postaci amerykańskiego prawicowego ruchu Alt-Right i prawicowym trollem Milo Yannopoulosem. Milo jest jednym z redaktorów prominentnego, skrajnie prawicowego portalu internetowego Breitbart. Odpowiada za rozkręcanie kampanii nienawiści wobec mniejszości narodowych, osób transseksualnych. „Zasłynął” z tego, że nazywał feminizm „rakiem”, twierdził że nie ma czegoś takiego jak gwałt na randce i nawoływał do internetowego prześladowania osób, które mają inne niż on opinie. Niedawno nawet skasowano mu konto na Twitterze, co wcale nie jest aż tak łatwe do osiągnięcia. Yannopoulos jest też oczywiście wielkim zwolennikiem Donalda Trumpa. Wykorzystuje fakt bycia gejem do ataków na środowiska LGBT, a jego trasa po uniwersytetach nazywa się „niebezpieczny pedał”. Podczas jego wykładów ostatnio cały czas dochodzi do starć. W Seattle kilka tygodni wcześniej jeden z jego fanów bardzo poważnie postrzelił jednego z protestujących.
Oczywiście wiadomo było, że wydarzenie to nie pozostanie bez odpowiedzi ze strony środowisk antyfaszystowskich. Pomimo setek wiadomości z protestami, władze uniwersytetu w ramach „wolności wypowiedzi” stwierdziły, że wykład się odbędzie. W celu jego ochrony ściągnięto dodatkowe jednostki policji uniwersyteckiej z innych kampusów. Pod uniwersytetem rozstawiono policyjne barykady.

Pod budynkiem, gdzie miał odbywać się wykład zebrało się około 1500 protestujących, a wkrótce pojawił się też koło 150-osobowy czarny blok z transparentem „To jest wojna”. Szybko rozerwano policyjne barykady i zaczęto używać je do wybijania szyb, podczas gdy inni zaczęli odpalać mocne fajerwerki w kierunku policji. Przewrócono, a następnie podpalono przenośny policyjny reflektor. Funkcjonariusze zaczęli ostrzeliwać tłum gumowymi kulami z balkonu budynku, ale protestujący osłonili się murem z przyniesionych przez siebie tarcz. Budynek atakowany był cały czas kamieniami i pirotechniką i w pewnym momencie stało się jasne, że policja całkowicie straciła kontrolę. Po krótkim czasie władze uniwersytetu ogłosiły, że wykład jest odwołany, a Milo wraz ze swoją ekipą zostali ewakuowani pod ochroną policji.
W trakcie protestów zwolenników Trumpa, którzy zostali spotkani po drodze spotkały różne przykrości, jak konfiskata ich czerwonych czapeczek czy trafianie jajkami.

Protestujący ruszyli ze spontanicznym marszem na ulice, gdzie doszło do dalszych ataków na korporacyjne cele, takie jak banki. W obecnej chwili nikt nie został zatrzymany ani aresztowany, ale oczywiście może się to zmienić.

Problemami swojego pupilka bardzo zdenerwował się nowy prezydent USA, który na Twitterze zagroził uniwersytetowi odcięciem funduszy federalnych.

W ostatnich tygodniach amerykańscy antyfaszyści bardzo zaktywizowali się w odpowiedzi na rosnące zagrożenie ze strony skrajnej prawicy i stawiają zdecydowany opór normalizacji faszyzmu z amerykańskim życiu publicznym.

 

Źródło: itsgoingdown.org