Wywiad udzielony przez Stage Bottles – w lecie 2008 roku portalowi oioimusic.com.

Grupa została założona w 1993 roku, zaś piętnaście lat później stała się jedną z najważniejszych antyfaszystowskich, skinheadowych kapel w Europie. Przez piętnaście lat grali z zespołami nurtów Oi! i punk – The Angelic Upstarts, The Oppressed, The Business, Oi Polloi i Blaggers ITA. Oprócz występowania z tymi ważnymi kapelami Stage Bottles dali też liczne koncerty charytatywne, wśród nich antyfaszystowskie oraz związane z protestami przeciwko spotkaniom grupy G8. Ostatnio grupa wypuściła piątą płytę studyjną „Mr. Punch”.
Odpowiedzi udziela Olaf (wokal i saksofon).

Czy możesz krótko opisać historię grupy?

Stage Bottles mają już piętnaście lat. W tym czasie z różnych powodów mieliśmy kilka zmian w składzie grupy. Przykładowo, nasza wokalistka zaszła w ciążę z perkusistą i oboje opuścili zespół. Powodami odejścia były zazwyczaj praca i dziewczyny. Ja jestem ostatnim z pozostałych członków-założycieli, ale Marcel (gitara) jest w składzie od prawie dziesięciu lat. Reszta członków grupy doszła do nas w ciągu ostatnich czterech lat.
Przez te wszystkie lata graliśmy z prawie każdą grupą, z którą chcieliśmy zagrać, i niestety ? na kilku festiwalach – również z kilkoma grupami z którymi nie mieliśmy ochoty grać.
Graliśmy w wielu krajach  we Włoszech, w Czechach, Austrii, Szwajcarii, Kanadzie, Anglii, Szkocji, Irlandii, Hiszpanii, w Kraju Basków, Katalonii, Francji, Rosji, Holandii, Belgii. Ponadto mamy oferty z wielu innych krajów. To jest naprawdę wspaniałe i dlatego gramy.
Do tej pory wydaliśmy pięć albumów studyjnych i jeden grany na żywo. Poza tym nagrywaliśmy kawałki do rozmaitych składanek i wypuściliśmy parę singli.

Kim są członkowie grupy i jak wygląda ich codzienne życie?

Daniel (gitara) pracuje w barze i zamierza studiować. Marcel pracuje w biurze ubezpieczeniowym, a u nas gra na gitarze. Till, perkusista, studiuje, a Kimba niestety aktualnie pozostaje bez pracy. Przez długi czas pracował z ludźmi niepełnosprawnymi. Ja jestem pracownikiem socjalnym, pracuję z bezdomnymi, no i śpiewam i gram na gitarze.


Niedawno Stage Bottles obchodzili swoje piętnaste urodziny. Czy kiedykolwiek sądziłeś, że uda się ciągnąc twoją grupę tak długo?

Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Czasami wygląda to tak, jakby grupa miała przestać istnieć. Bardzo ciężko jest znaleźć właściwych, pasujących ludzi do zespołu. Ale koniec końców  jeśli zapytasz mnie .Może jeszcze piętnaście lat odpowiem  „Jasne, czemu nie ?”.  Nigdy nie wiadomo, co będzie. Jeśli wciąż ma się pomysły, jeśli ma się wiarę, a ludzie wciąż się interesują twoją muzyką, jeśli sprawia ci to radość i cały czas spotykasz wspaniałych ludzi to dlaczego nie?


Dla uczczenia piętnastych urodzin zagraliście kilka koncertów razem z angielskimi grupami Crashed Out i Angelic Upstarts. Jak minął weekend i czy masz do opowiedzenia jakieś ciekawe anegdotki?

Bawiliśmy się wspaniale! Wszyscy jesteśmy bardzo zadowoleni z trasy. Mensiego znam dobrze, od siedemnastu lat, a Upstarts są jednym z tych zespołów, które miały na nas największy wpływ. Zagrałem nawet z nimi trzy kawałki na saksofonie i być może to się jeszcze powtórzy na ich koncertach. Jak dla mnie – marzenie się spełniło!


Ja, Mensi (wokalista Upstarts) i Dickie (który gra również w Leatherface) siedzieliśmy w jakimś barze w Berlinie do ósmej rano. Pozostali zgarnęli nas, kiedy wyjeżdżaliśmy z miasta.

Obecny skład Upstartsów jest wspaniały. Kiedy wychodzą na scenę są pełni energii, a Mensi całkowicie wchodzi w swoją rolę. Na naszym oficjalnym przyjęciu urodzinowym, w naszym rodzinnym Frankfurcie, na koncert przyszło czterysta osób. Niesamowite! I zabawa była naprawdę świetna. Owszem, mam parę anegdotek, ale myślę, że nie nadają się do publikacji…

Niedawno wróciliście z krótkiej trasy po Rosji. Jak było? Jak sobie radziliście? Pytam, bo przykładowo duńska grupa punkowa Antidote musiała odwołać swoją rosyjską trasę z powodu pogróżek.

Trasa była wspaniała. Mieliśmy pogróżki od faszystów, ale staraliśmy się organizować występy w tajemnicy. Dwa koncerty nie były otwarcie promowane. Inny występ w małym mieście, w którym nie było za dużo faszystów, odbył się zupełnie otwarcie i był otwarcie reklamowany. Byliśmy tam z dwudziestką ludzi z Niemiec, pośród nich było kilku znających się na walce, poza tym podróżowało z nami około piętnastu Rosjan. Ostatecznie wszystko się powiodło. Ale muszę oddać szacunek Rosjanom: mają naprawdę duże problemy i jeśli nie mają szczęścia, mogą nawet zginąć. Naprawdę martwiliśmy się przed koncertami. Nie chciałem musieć uciekać przed jakimś rosyjskim wielkoludem-psychopatą z nożem, który najchętniej by mnie na miejscu zabił. A to się niestety dość często zdarza w Rosji – przez ostatnie parę lat zostało zamordowanych kilku punków i antyfaszystów.

No więc ostatecznie publiczność złapała klimat naszych koncertów i bawiła się świetnie. Mała rosyjska wytwórnia kupiła licencję na nasz najnowszy album „Mr. Punch” aby wypuścić go w Rosji, a więc tamtejsi ludzie już nas znają. Ale też, bez naprawdę dużego wsparcia, nie mamy możliwości grania w tym kraju – byłoby to zbyt niebezpieczne. Ja na przykład nie mogę ot tak jechać do Rosji jako gitarzysta – gość grający w jakiejś kapeli na koncercie nie mającym nic wspólnego z polityką, jak powiedzmy festiwale psychobilly. Zawsze potrzebowałbym ochrony. A to mi się w ogóle nie podoba i nie jest tego warte.

Przez te wszystkie lata Stage Bottles stali się jedną z głównych europejskich kapel nurtu Redskins. Czy macie jakieś szczególne problemy z pogróżkami z prawej strony podczas koncertów i tak dalej?

Otrzymujemy dużo pogróżek. Ale nasza publiczność i promotorzy są świadomi tego, co robią. Nie można ot tak zaatakować koncertu Stage Bottles i myśleć, że to łatwo pójdzie. Nie da rady. Będzie ciężko.

Jeśli porównasz niemiecką scenę skinheadową z roku 1993 i obecną, jakie są najważniejsze zmiany?

Podstawową zmianą jest to, że powstała duża scena nie-polityczna. We wczesnych latach 90-tych wciąż jeszcze musieliśmy na koncertach walczyć z nazistami. Potem więcej promotorów zajęło się organizacją koncertów ojowych i dużo grup się przekształciło. Scena urosła i dzięki ludziom z początku lat 90-tych teraz niektórzy ludzie mogą sobie leżeć spokojnie w ciepłym łóżku. Ale w ciągu następnych kilku lat pojawią się problemy znane z wczesnych lat 80-tych i nawet późnych 70-tych zeszłego wieku, z Anglii: naziści wracają, ponieważ są apolityczni ludzie, którzy traktują ich jak przyjaciół. Stali się silniejsi, ponieważ mają więcej okazji do spotkań i zabawy. No i dobranoc.


Niektóre z najważniejszych obecnie grup ojowych z Niemiec, Loikaemie i Freiboiter, jasno wypowiadają się przeciwko faszyzmowi. Czy jest to typowe dla niemieckiej sceny skinheadowskiej?

Są i inne takie grupy. Jest sporo kapel nie-politycznych które jednak trzymają się z daleka od nazistów. Obecnie scena zaczyna się jakby nieco mieszać; na dobrych festiwalach można spotkać grupy, które są zdecydowanie bardziej tolerancyjne dla prawej strony, niż dla lewej. To się wszystko miesza i zmienia. Mało grup wypowiada się równie jasno, jak Loikaemie i Freiboiter. Dlatego to oni są naszymi przyjaciółmi, a inni nie.


Gdy kilka lat temu graliście z The Oppressed w Belgii, mieliście informacje o tym, że naziści zamierzają zaatakowac koncert. To samo dotyczyło obu antyfaszystowskich koncertów, które 
graliście w zeszłym roku w Holandii. Czy kiedykolwiek doszło do takiego ataku?

Nie, nigdy. Czasem bili ludzi po koncercie, już na zewnątrz. Oczywiście kiedy mieli przewagę.

Jesteś znany z jasnych poglądów przeciwko nazistom i boneheadsom, ale ostatnio skrytykowałeś również niektórych z lewej strony kawałkami „PC Idiots” (lewica klasy średniej) i „Punk & Disorderly” (narkotyki w ruchu lewicowym i punkowym). Czy był jakiś szczególny powód napisania tych piosenek?


Cóż, P&D została napisana kiedy zobaczyłem punków-alkoholików w samym centrum Frankfurtu. Znam kilku i są to naprawdę mili ludzie. Zobaczyłem też wtedy, jak patrzą na nich tak zwani zwykli ludzie, i czułem się bliżej tamtych punków niż cholernych gapiów. Ale jednocześnie taki sposób życia to droga do autodestrukcji. Tak więc ten kawałek jest krytyczny, ale pełen szacunku dla ludzi, których krytykuje.

Jakie były reakcje na te piosenki? Mogę sobie łatwo wyobrazić, że nie wszyscy byli z nich zadowoleni.

Nikt nie wspomniał przy nas o tych kawałkach w negatywnym świetle. Może niektórzy PC-Idioci sądzą, że o nich nie rozmawiamy, ale my to robimy. A ostatecznie może po prostu większość ludzi wie, że mamy rację.

Podczas gdy wasz album „New Flag” miał odczuwalne wpływy hardcore, najnowsza płyta „Mr. Punch” wydaje się ulegać wpływom punkowym, takim jak kapela Angelic Upstarts. Czy się z tym zgodzisz? Jak duży był wpływ Upstarts na waszą grupę?

Ten wpływ był bardzo duży. Ale co do płyt: naprawdę nigdy nie zastanawiamy się nad tym, jak mają wyglądać piosenki. Piszemy muzykę i na koniec ja piszę tekst. Muzyka jest inspiracją dla słów. Najczęściej zdajemy sobie sprawę jak dany kawałek ma wyglądać podczas prób. Sądzę, że oba wspomniane albumy brzmią inaczej i inni są perkusista i basista. Tak więc „New Flag” może brzmieć szybciej i agresywniej. Nie wiem.

Oprócz tematów antyfaszystowskich i socjalno-politycznych napisałeś też kilka hymnów futbolowych. Czy na koncerty przyciągacie – oprócz punków i skinów – również fanów futbolu?

O tak, owszem, całkiem sporo. Graliśmy już dla grup Ultra w różnych miastach i na koncertach dla różnych klubów. Graliśmy również na kongresie alternatywnego stowarzyszenia fanów BAFF. Daniel był jednym z gości od megafonów w Frankfurt Ultras, ale rzucił to ze względu na zespół.

Ja również byłem zaangażowany w futbol w nieco twardszy sposób przez jakieś dziesięć lat i wciąż mam jakieś kontakty z ultrasami europejskimi (wiem, że teraz brzmię jak pracownik anty-socjalny). Oni też czasem przychodzą na nasze koncerty.


Myślę, że może tak być gdy człowiek robi się starszy – wciąż mam kontakt z kulturą futbolową, ale nie chcę się już w nią angażować w aktywny sposób.


Daniel dołączył do naszej kapeli, gdy Stage Bottles byli już zaangażowani w futbol. To go przyciągnęło, jego własne zaangażowanie w ruch ultrasów. Sądzę, że to, że istniejemy jako grupa ma wpływ na subkulturę młodych fanów futbolu: zaczynają rozumieć, że można być buntownikiem, ale ze stylem. To znaczy, bez bycia faszystą, ale z byciem aktywnym – niekoniecznie tylko w kwestii futbolu.

Angielskie problemy z lat 80-tych dotyczące fanów Milwall i West Ham są dobrze znane. Jak jest z tym na waszych koncertach? Jesteście przecież kapelą kochającą futbol.

Parę razy rzeczywiście o mało nie doszło do starć między chuliganami z różnych grup. Ale nigdy się to tak do końca nie zdarzyło. Ludzie wiedzą że chodzi o futbol, ale też że czasami trzeba się zjednoczyć przeciwko wspólnemu wrogowi.


Czasem źle odbierają moje żarty… w Blackpool, w Anglii, chuligan z Millwall podszedł do mnie po tym, jak żartowałem sobie z Anglii i mistrzostw świata dwa lata temu. Podszedł i groźnym głosem powiedział „Olaf, nie powinieneś mówić o angielskim futbolu w ten sposób”. Nie pomyślałem o tym co mówiłem, przecież imprezowaliśmy razem od dwóch dni. A teraz wiem: nie ma żartowania w Anglii. Zwłaszcza, że jestem Niemcem. A przy okazji, wygląda na to, że w Millwall wszystko jest w porządku.

Olaf, na początku lat 90-tych grałeś w The Blaggers. Jak to się stało, że Niemiec grał w angielskim bandzie?

Cóż, zagrałem z nimi kilka koncertów w 1992. Dodali wtedy do składu trąbkę, a ja już grałem na saksofonie. Zapytałem ich, czy nie mógłbym grac z nimi na wyjeździe. Zagrałem z nimi, potem zaprosili mnie do Londynu, przeniosłem się tam i grałem jako członek zespołu. Po jakimś czasie odkrył ich Nick Menda, menadżer z EMI pracujący z zespołem EMF. Nie lubił moich występów na scenie, więc opuściłem kapelę. W następnych latach Matty Blag, lider zespołu, zrobił parę błędów; EMI zerwało kontrakt i kapela się rozpadła.


W 2001 ja, Vinyl (bas), Jason (perkusja) i Marcel ze Stage Bottles zagraliśmy kilka kawałków Blaggersów na koncercie we Frankfurcie. Kiedy to się udało, angielscy członkowie The Blaggers zdecydowali się dać koncert w Londynie żeby zebrać pieniądze na IWCA (Niezależne Stowarzyszenie Klasy Pracującej). Potrzebowali dużo pieniędzy, żeby wziąć udział w wyborach na burmistrza Londynu w 2004.

Zebraliśmy dużą kwotę i zdecydowaliśmy, żeby dawać koncerty, po kilka każdego roku. Dla zabawy, ale i politycznych festiwalach, mimo że graliśmy już wtedy na festiwalu Rebellion w Blackpool, w Anglii. Obecnie Brenden, który wtedy grał z nami na trąbce, czasem podłącza się do nas znowu. Po odejściu z Blaggersów piętnaście lat temu porzucił granie, ale teraz wziął się za nie ponownie. Wrócił też Christy, drugi wokalista. To naprawdę świetne.

Jak ważny jest wpływ The Blaggers na Stage Bottles?

Sądzę, że mają na nas największy wpływ. Bez Blaggersów nie zdobyłbym nigdy tych wszystkich doświadczeń z grania z grupą, które miałem przy zakładaniu Stage Bottles. Podejście do muzyki, jej styl -no i sam saksofon – są wzięte lub nauczone od The Blaggers. Antyfaszyzm i miłość do futbolu, bycie czasami antysocjalnym, to dla nas bardzo ważne. Tacy byli Blaggersi w swych najlepszych czasach i tacy chcą być Stage Bottles. A styl muzyczny nie jest robiony pod oczekiwania publiczności. Kawałki są inne, chcemy, by miały serce, tak jak kawałki Blaggersów. Ale każdy muzyk ma własny wpływ na muzykę. Nie chcemy kopiować Blaggersów, inspirujemy się nimi.

Teraz, gdy Blaggersi są znów razem, czy możemy czekać na jakieś nowe albumy?

Nie, nie sądzę żebyśmy cokolwiek wypuszczali. Może w ciągu najbliższych dziesięciu lat…

Czy chcesz coś dodać, jakiś końcowy komentarz?

Chcemy wrócić do Holandii. Spędziliśmy tam w zeszłym roku wspaniałe chwile!

http://www.myspace.com/stagebottles
http://www.stagebottles.de/