Jak właściwie wyglądałaby antykapitalistyczna rewolucja, gdyby wybuchła?
To pytanie musiało przejść przez myśl każdego anarchisty patrząc na to co rozgrywa się we Francji.

Gilets Jaunes lub ruch Żółtych Kamizelek doprowadził do zdumiewającej i energicznej masowej mobilizacji w całej Francji przez cztery sukcesywne soboty, stając przeciwko neoliberalnym rządom Macrona i zamieniając protest przeciwko rosnącym kosztom utrzymania w próbę insurekcji.

W sobotę 8-go grudnia dokonano ponad tysiąca aresztowań, podczas gdy tłumy okupowały centrum Paryża i siały zamęt od Tuluzy przez Bordeaux, Nantes do Marsylii. Protesty dotarły nawet do Brukseli.

Kolejnym ważnym dniem będzie sobota 15-go grudnia, nazwana Aktem V przedstawienia, w którym neoliberalny prezydent Macron w końcu dymisjonuje! (Co jednak nie nastąpiło, jednak Macron zapowiedział podwyżkę płacy minimalnej oraz wycofał się się ze wzrostu akcyzy na paliwo – przyp. red.)

Tymczasem francuscy kapitaliści skarżą się, że protesty, już teraz w przededniu świąt, kosztują ich miliard euro w straconych zyskach konsumenckich.

Na pierwszy rzut oka, ta sytuacja to marzenie każdego radykała. Tysiące ludzi na ulicach, blokujący drogi, budujący płonące barykady, stawiający opór rządowym robocopom uzbrojonym w gaz łzawiący, armatki wodne i wozy opancerzone.

Do tej pory protestujący zdołali uniknąć wszystkich zorganizowanych struktur związków zawodowych i partii politycznych, bez wątpienia dlatego udało się utrzymać dotychczasowy impet.

Różni ludzie, w każdym wieku, przyłączyli się do protestów i mimo tego, że nie mówią doskonale dopracowanym ideologicznie językiem, to nastrój między nimi jest zdecydowanie antykapitalistyczny i antyhierarchiczny.

To jest antykapitalizm, którego uczymy się z prawdziwego życia, przez ciągłą egzystencję pod butem wyzysku a nie ze stron lewicowych podręczników.

Blokady jako sposób na pokonanie systemu są, oczywiście, również niebezpieczną bronią w rękach tego systemu.

Można się o tym przekonać patrząc na ogromna liczbę funkcjonariuszy policji na ulicach i przemoc wobec protestujących, do której ewidentnie zostali upoważnieni.

Francuska ‘demokracja’ jest tak samo fikcyjna jak ‘demokracja’ w USA czy w Wielkiej Brytanii i ci u władzy zrobią wszystko, aby ją utrzymać.

Francuskie władze zagroziły już, że użyją ostrej amunicji wobec protestujących, jeśli zajdzie taka potrzeba i trzeba być bardzo naiwnym, aby twierdzić, że nie myślą o tym na poważnie.

Pomimo tego, rząd jest świadomy, że nie byłby w stanie przeciwstawić się całej populacji, gdyby ta zbuntowała się z dostateczną siłą.

System posiada również potężną maszynę propagandową, kontrolując narrację. Francuska opinia publiczna jest ciągle karmiona kłamstwami o tym, że rebelia już zanika, że została zawłaszczona przez ekstremistów (lewicowych lub prawicowych w zależności od odbiorcy), że sprowadziła się do czystego wandalizmu.

Międzynarodowa opinia publiczna jest natomiast karmiona kłamstwami o tym, że chodzi tylko o ceny paliw lub o tym, że protest jest niebezpiecznie ‘populistyczny’ czy też absurdalnymi stwierdzeniami o Rosjanach stojących za tym wszystkim!

Na szczęście coraz więcej ludzi we Francji dostrzega te kłamstwa i widzi czym naprawdę jest Piąta Republika – kolejną szemraną kapitalistyczną dyktaturą ukrywająca się pod maską ‘demokracji’.

Da się również zauważyć pokrzepiający odzew radykałów z Francji i świata. Po początkowym sceptycyzmie co do charakteru Gilets Jaunes, przeważająca większość rewolucyjnej lewicy postanowiła, że protestujący potrzebują aktywnego wsparcia, jak również wsparcia w walce z reakcyjnymi siłami wewnętrznymi.

Jest to odświeżająca zmiana w porównaniu z kubłami pomyj wylewanymi na głowy tych, którzy nie chcą dostosować się do bardzo konkretnego zbioru zasad i mówi ona o nowej dojrzałości i determinacji, która wróży dobrze przyszłym antykapitalistycznym walkom.

Nadal znajdą się osoby na obrzeżach anarchizmu i lewicy, które będą traktowały ten masowy zryw we Francji z pogardą.

Może nadszedł czas, żeby Ci pseudo lewacy przyznali się, że tak naprawdę wcale nie są za rewolucją a jedynie używają retoryki oporu, aby wypracować małe, liberalizujące zmiany w status quo?

Może jest to czas, żeby uciekli z powrotem do sterylności swoich politycznie nieskazitelnych ‘bezpiecznych przestrzeni’ i pozwolili temu brudnemu, hałaśliwemu i niekontrolowanemu motłochowi na ulicach spalić doszczętnie skorumpowane cytadele władzy?

Za: enoughisenough14.org

Tłumaczenie: Kuba