Świat

Dziewięć żywotów anarchisty Pietrowa

„Historia rosyjskiego aktywisty, który walczył o Ukrainę i zginął pod Bachmutem.” – tłumaczenie artykułu z Zona.Media autorstwa Anny Pavlowej

33-letni Dmitrij Pietrow był znany przyjaciołom i współpracownikom pod różnymi imionami – Ilja Leszy, Ekolog, Phil Kuznetsov, Sewa i Lew – i z różnych stron swojego życia: jako anarchista i antyfaszysta, obrońca przyrody, entuzjasta pieszych wędrówek, redaktor i autor książek, miejski partyzant, poganin, badacz rosyjskiej północy i Kurdystanu. Kilka lat temu Pietrow został zmuszony do opuszczenia Rosji z powodu represji, osiadł w Kijowie i po 24 lutego postanowił bronić Ukrainy z bronią w ręku. W kwietniu zginął w obronie Bachmutu. „Mediazone” opowiada o losie niestrudzonego aktywisty, który pod wieloma względami przypomina zwroty akcji w rosyjskiej historii ostatnich dwudziestu lat.


„Jako anarchista, rewolucjonista i Rosjanin uznałem za konieczne wzięcie udziału w zbrojnym oporze, jakie naród ukraiński stawił okupantom Putina. Zrobiłem to w imię sprawiedliwości, w obronie ukraińskiego społeczeństwa i aby uwolnić mój kraj, Rosję, od ucisku. Dla dobra wszystkich ludzi, których podły system totalitarny stworzony w Rosji i na Białorusi pozbawia godności i możliwości swobodnego oddychania”

– to list pożegnalny Dmitrija Pietrowa, który zostawił swoim towarzyszom na wypadek śmierci na froncie na Ukrainie

List został opublikowany przez „Bojową Organizację Anarchokomunistów” (BOAK), stowarzyszenie, które promuje działania partyzanckie w Rosji, udziela porad na temat ich przeprowadzania i bierze odpowiedzialność za niektóre sabotaże. BOAK twierdzi, że Pietrow był jednym z założycieli organizacji, a ponadto zaczął uczestniczyć w radykalnych protestach pod koniec lat dziewięćdziesiątych, na przykład współtworząc Czarny Blog. Kolektyw ten nie tylko relacjonował takie działania, ale brał w nich bezpośredni udział: w tym czasie anarchiści palili maszyny budowlane i samochody policyjne, biura wojskowe i biura Jednej Rosji.

Dmitrij Pietrow zginął w bitwie o Bachmut 19 kwietnia. Jego śmierć została potwierdzona tydzień później przez jego towarzyszy broni. Pietrow miał 33 lata.

Anarchista i antyfaszysta, historyk i miłośnik rosyjskiej Północy, działacz ekologiczny i uliczny partyzant, badacz Kurdystanu, emigrant polityczny i Rosjanin, który walczył o wolność Ukrainy – przyjaciele i towarzysze broni mówią, że życie Dmitrija Pietrowa wystarczyłoby dla dziesięciu. „Mediazone” starało się pokrótce opisać, kim był i jak zginął.

Anarchista i antyfaszysta. „Musimy zbudować anarchizm za naszego życia”

„Wielu ludzi uważa anarchizm za utopijną ideę. Dima mówił po prostu, że jeśli jesteśmy anarchistami, to musimy zbudować anarchizm za naszego życia. Jeśli do tego nie dążymy, nie ma sensu w ogóle tego robić”.

– wspomina wieloletni towarzysz Dimy, Iwan, anarchista, który opuścił Rosję

Dmitrij dołączył do ruchu anarchistycznego w połowie lat dziewięćdziesiątych, w szczytowym momencie ulicznej wojny z neonazistami – w czasie, gdy ultraprawica zabijała i raniła setki ludzi rocznie, a ich organizacje organizowały masowe „rosyjskie marsze„. Państwo wolało ich ignorować, a czasem nawet im patronowało, więc w tamtych latach ultraprawica czuła się w Rosji całkiem komfortowo.

„Jest taki młody człowiek w wieku około szesnastu lat, który wygląda jak metalowiec i siedzi bardzo marszcząc brwi i milcząc na spotkaniach (potem jednak zaczyna mówić i prawdopodobnie przez dziesięć, a nawet piętnaście minut może nie przestać mówić). I oto jest gdzieś w przejściu metra Proletarskaja, siedzi na jakimś naziście i bije go potwornie, ledwo mogą go odciągnąć”

– tak Iwan opisywał Dmitrija w tamtych latach

Młody Pietrow nie ograniczał się do starć z ultraprawicą. Szybko dołączył do ruchu protestacyjnego, którego ważną częścią były wówczas lokalne protesty ekologiczne: aktywiści i lokalni mieszkańcy walczyli przeciwko wycince kolejnego parku lub lasu pod zabudowę.

Poganin i ekolog. „Miłość faszysty do natury to nic innego jak hipokryzja”

„Był zaangażowany w ochronę parku Bicewskiego przed gęsą zabudową, która sie w tamtych latach rozpoczęła, w latach zerowych i 2010 był zaangażowany w sprawę akademików, kiedy ludzie byli wyrzucani z hosteli, a on był wśród tych, którzy sprzeciwiali się glinom”

– wspomina dziennikarz Dmitrij Okrest, przyjaciel Pietrowa, który opublikował swoje wspomnienia z lat zerowych w swojej książce „Being a Skinhead. Życie antyfaszysty Sokrata”

Walka o Las Bicewski, który moskiewski rząd niedawno zdecydował się zabudować, pomimo potencjalnych szkód dla przyrody, wciąż trwa; na początku lat 90. aktywiści protestowali przeciwko budowie tam nowej linii metra. W tamtych czasach ekolodzy sprzeciwiali się zabudowie w lasach wokół Moskwy, na przykład rozbijając namioty w lesie Cagowskim lub pełniąc ekologiczną straż w Butowie. W 2009 r. Dmitrij, w swoim Live Journal, namawiał ludzi do wbijania gwoździ w drzewa.

Antyfaszysta Nikołaj, który poznał Pietrowa w 2004 roku, wspomina, że w tamtym czasie Pietrow i otaczający go anarchiści sprawiali wrażenie dość radykalnych, upartych i „bardzo dogmatycznych”. „Dima był chłopską antifą”, dodaje. – Pogaństwo, antifa – to był program, który forsowali. Najwyraźniej w jakiś sposób koreluje to z jego pseudonimem, Ekolog. On i ja spotkaliśmy się na wydarzeniach związanych z ekologią w tamtym czasie.

Bliscy mu ludzie twierdzą, że pogaństwo nie było dla niego przelotną modą. Sam Pietrow nazwał pogaństwo religią wolności, której korzenie „sięgają czasów, gdy nie było państw, kast i jakichkolwiek hierarchii” i powiedział, że konieczne jest ożywienie pogańskich tradycji w Rosji i nie pozwolenie neonazistom na „zniekształcenie i wypaczenie treści tradycyjnej kultury”.

„Nierzadko słyszy się od skrajnej prawicy, że podzielają tradycyjną pogańską miłość i szacunek dla Natury. Ale jak ci ludzie mają żyć w harmonii z Naturą, jeśli ich idee państwowości nieuchronnie implikują potrzebę rozwoju przemysłowego konkurencyjnego wobec innych krajów i całkowitego podporządkowania zarówno ludzkich, jak i naturalnych „zasobów” interesom ich państwa? Faszystowska 'miłość’ do Natury to nic innego jak hipokryzja”.

– napisał na stronie „Pogaństwo vs Faszyzm”

Najbardziej znaną i masową konfrontacją tamtych czasów był konflikt o Las Chimki, którego część była wycinana, aby zrobić miejsce dla płatnej drogi Moskwa-Petersburg.

W tym czasie aktywiści ekologiczni byli konfrontowani nie tylko z policją i policjantami, ale także z wynajętą pomocą skrajnie prawicowych fanów piłki nożnej. W odpowiedzi na protesty, aktywiści przeciwko wycince lasów zostali zaatakowani, na przykład redaktor naczelny gazety Grażdańskie Forum został trzykrotnie pchnięty nożem (w 2008 roku został pchnięty nożem dziesięć razy). Michaił Bekietow, redaktor naczelny Chimska Prawda, który mówił o groźbach ze strony burmistrza Chimek został pobity tak dotkliwie, że lekarze amputowali mu nogę i palce. Stracił mowę i zmarł w 2013 roku.

W tym kontekście protestujący również się zradykalizowali. 28 lipca 2010 r. kilkuset anarchistów i antyfaszystów przemaszerowało pod budynek administracji w Chimkach, ostrzelało go z broni palnej, obrzuciło kamieniami i bombami dymnymi, a następnie uciekło, bazgrząc na ścianach hasła ochrony lasu.

Stróże prawa nie mogli ich powstrzymać, ale pospiesznie aresztowali ekologów pełniących służbę w lesie i wszczęli postępowanie karne. Jewgienia Chirikowa, jedna z liderek obrońców lasu Chimki, obwiniła politykę władz za radykalizację ruchu.

Ciągłe wylesianie i fala represji wobec aktywistów skłoniły niektórych z nich do bardziej radykalnego, ale także bardziej skrytego, zasadniczo partyzanckiego działania.

Partyzantka uliczna. „Walczymy dla ludzi przeciwko państwu i jego organom ucisku”

Anarchiści z Czarnego Blogu nie zostali pominięci i przeprowadzili naloty partyzanckie w obronie przyrody, na przykład podpalając buldożery w tym samym lesie Chimki, domki robotników budowlanych w Bicewie lub domek w elitarnej wiosce budowanej w dzielnicy Dmitrow w regionie moskiewskim. Strona została już usunięta, ale jej kopia pozostaje w archiwum internetowym.

Jednym z tych partyzantów, jak twierdzi teraz BOAK, był właśnie Dmitrij Pietrow: „Dima stał u podstaw anarchistycznego ruchu partyzanckiego pod koniec lat dwudziestych. I od tego czasu pozostaje partyzantem każdego dnia. „Zemsta Narodu”, grupa „ZaNurgaliev!”, „Akcja Antynazistowska” – wszystkie te grupy nie działały bez jego udziału. I tak, oczywiście, Dima był także jednym z założycieli słynnego Czarnego Bloga i aktywnym uczestnikiem wszystkich jego akcji. W tym wysadzenie posterunku policji drogowej na 22. kilometrze obwodnicy Moskwy.

„Informacje o jego zaangażowaniu w Black Blog i BOAK pojawiły się po jego śmierci” – mówi dziennikarz Okrest. – Nigdy o tym nie wspominał, jak sądzę, ze względu na zachowanie tajemnicy.

Czarny Blog zyskał rozgłos dzięki relacjom z akcji przeciwko siłom bezpieczeństwa: podpalaniu posterunków policji i policyjnych parkingów, prokuratur i wojskowych biur rekrutacyjnych (co znacznie wyprzedziło swoje czasy – po inwazji Rosji na Ukrainę wojskowe biura rekrutacyjne stanęły w płomieniach w całym kraju).

Partyzanci nie omijali także biur Jednej Rosji czy prokremlowskiego ruchu Nasi. Kolektywy o wyraźnie prześmiewczych nazwach często brały na siebie odpowiedzialność za takie podpalenia: „ZaNurgaliev!”, „Autonomiczni Dentyści Moskwy”, „Bittsev’s Green Roger Patrol”, „Anti-Nashist Action” i wiele innych.

„Za propagandę faszyzmu” w grudniu 2009 r. zaatakowano redakcję gazety „Komsomolskaja Prawda” – obrzucono ją kamieniami i bombami dymnymi. Dmitrij Ecolog wyjaśnił na swoim blogu, że korespondent gazety Dmitrij Stieszyn współpracował z ultraprawicą, a inni dziennikarze publikacji „promują nazizm” (Stieszyn był rzeczywiście blisko neonazistów z BORN i pomagał liderowi gangu Nikicie Tichonowowi).

„Był taką osobą, dość radykalną w swoim podejściu i słowach. Taką pełną pasji osobą”, wspomina antyfaszysta Nikołaj. – Piętnaście lat temu taka osoba nie byłaby pożądana, ale w 2022 roku jest mile widziana.

Najgłośniejsza akcja „Czarnego Bloga” miała miejsce rankiem 7 czerwca 2011 r., kiedy doszło do eksplozji w pobliżu punktu kontrolnego policji drogowej na 22. kilometrze obwodnicy Moskwy. Pietrow był jednym z jej uczestników, jeśli wierzyć BOAK. Nikt nie został ranny, jedynie budka na podwórku została lekko uszkodzona. Odpowiedzialność za zamach wzięli na siebie anonimowi anarchiści, których wiadomość pojawiła się właśnie na Czarnym Blogu.

„Wybraliśmy miejsce i czas tak, aby w pobliżu nie było żadnych budynków mieszkalnych i żaden przypadkowy przechodzień nie mógł zostać ranny. Co więcej, samo urządzenie zostało ustawione tak, aby przejeżdżający obok kierowcy nie ucierpieli. Nie wierz więc nikomu, kto mówi lub pisze, że prowadzimy wojnę przeciwko społeczeństwu, przeciwko ludziom – prowadzimy wojnę dla ludzi przeciwko państwu i jego organom ucisku.”

– napisali podpalacze

Etnograf i badacz rosyjskiej Północy. „Ktoś porównał go do Kropotkina, anarchistycznego księcia i uczonego”

Ale Pietrow żył nie tylko protestami – był także uczonym-antropologiem, kochał i badał rosyjską Północ.

„Dima nie był taki jak wielu antyfaszystów z lat dziewięćdziesiątych. Ktoś porównał go do Kropotkina, anarchistycznego księcia i naukowca, ponieważ Dima był również całkiem dobry w nauce. Początkowo był etnografem, antropologiem, badającym niematerialną kulturę rosyjskich chłopów. Ogólnie rzecz biorąc, prowadził różnego rodzaju kursy edukacyjne, kółka i inne rzeczy przez lata zerowe, dziesiąte i dwudzieste.”

– zauważa Okrest

Ukończywszy Wydział Historii Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego, Pietrow został kandydatem nauk historycznych i pracował jako pracownik Instytutu Afrykanistyki Rosyjskiej Akademii Nauk, wyjeżdżał na wyprawy etnograficzne zarówno na rosyjską północ, jak i do centralnych regionów Rosji. Wiele z jego notatek z wypraw pozostaje w jego LiveJournal, gdzie przeplatają się one z wezwaniami do „kolcowania” drzew i udziału w wiecach ekologicznych, refleksjami na temat pogaństwa, postami na temat walki z nazizmem i akcjami solidarności z represjonowanymi anarchistami z Ukrainy i Białorusi.

Przykładowo, w grudniu 2014 r. tak pisze o swojej podróży do Uglicza: „Na Ugliczskim Kremlu znajdują się trzy cerkwie <…> gdzieś tutaj miało miejsce brutalne morderstwo młodego carewicza Dmitrija, które stało się punktem wyjścia dla Czasu Niepokoju. Dziś kanonizowany carewicz przypomina o sobie z herbu Uglicza. Zachodnia część Kremla jest praktycznie wolna od zabudowań – znajduje się tam niewielki zagajnik i staw. Szum turystyczno-handlowy jest tu znacznie mniejszy. Tutaj można się zatrzymać, uciec od hałasu, spojrzeć na Wołgę i… poczuć ducha dawnego Uglicza. Nie zaniedbuj tego miejsca, jeśli znajdziesz się w Ugliczu”.

Pisze rozprawę doktorską na temat „świętej geografii” wiosek na wschodzie regionu Archangielska.

„Dima w zasadzie bardzo dobrze znał historię Rosji i historię swojego regionu. Kiedyś byliśmy razem w Pietrozawodsku i spędził tam wiele godzin, opowiadając o lokalnych petroglifach. Wiedział też dużo o różnych wierzeniach, w tym pogańskich, sam był poganinem, myślę, że szukał w tym jakiejś inspiracji, bo widział w tym związek między naturą a człowiekiem”.

– mówi Alina Jakowlewa

Uczestnik protestów w Rosji i Ukrainie. „On nie płynął z prądem, on uczestniczył w tworzeniu tego prądu tak bardzo, jak tylko mógł”

Nowa runda protestów rozpoczęła się w Rosji w grudniu 2011 roku, kiedy ludzie wyszli na ulice przeciwko sfałszowanym wyborom do Dumy. Pietrow, jak wspominają jego znajomi, oczywiście również brał w nich aktywny udział.

Protesty, które przyciągnęły dziesiątki tysięcy ludzi, zakończyły się 6 maja 2012 r., kiedy to „Marsz Milionów” zakończył się starciami między policją a demonstrantami w przeddzień inauguracji Władimira Putina jako prezydenta na trzecią kadencję. Władze odpowiedziały represjami: kryminalną „aferą Bołotnaja” i ostrym zaostrzeniem prawa dotyczącego wieców.

W ciągu następnego roku demonstracje prawie zniknęły. Ostatnie znaczące protesty w tym czasie były związane ze skazaniem Aleksieja Nawalnego latem 2013 r. (po czym decyzja sądu została natychmiast zmieniona, a Nawalny mógł nawet zostać kandydatem na mera Moskwy).

Na Ukrainie pod koniec 2013 r. wybuchł Majdan. Gwałtowne protesty rozpoczęły się z powodu nagłego wycofania się Ukrainy z negocjacji stowarzyszeniowych z Unią Europejską, trwały przez kilka miesięcy i ostatecznie doprowadziły do ucieczki prorosyjskiego prezydenta Wiktora Janukowycza i zmiany władzy. Dmitrij Pietrow nie mógł pozostać z boku i udał się do Kijowa.

„Myślę, że przyjechał jeszcze przed Nowym Rokiem, a kiedy bezpośrednio [20 lutego 2014 r.] doszło do strzelaniny na Instytucie, on też był tam w tym momencie, na Majdanie”

– mówi Dmytro Okrest

Inny z jego znajomych, Wołodymyr Płatonienko, pisze w swoich wspomnieniach na stronie internetowej Akcji Autonomicznej, że Pietrow „brał udział w tworzeniu Ukrdomu, dystrybucji żywności na pozycje, a nawet w walkach 18 lutego”, a także próbował, wraz z innymi aktywistami, stworzyć Lewą Sotnię na Majdanie.

„On nie płynął z prądem, on uczestniczył w tworzeniu prądu tak bardzo, jak tylko mógł. Dotyczyło to nie tylko tego, co działo się na Ukrainie. Zarówno w protestach i akcjach ekologicznych, jak i w walce z zabudową, starał się wyjść poza prywatną kwestię, przekształcić walkę z jednym z przejawów systemu w walkę z samym systemem.”

– pisze Płatonienko

W marcu 2014 roku Rosja wykorzystała protesty jako pretekst do aneksji Krymu i zaczęła aktywnie wspierać uzbrojonych separatystów na wschodzie. Była to wojna, w której anarchista Pietrow miał zginąć dziewięć lat później, kiedy Rosjarozpoczęła inwazję Ukrainy na pełną skalę.

Anarchista w walczącym Kurdystanie i „wielki przyjaciel Kurdów”

W latach po Majdanie anarchista i antropolog Dmitrij Pietrow zajął się badaniem Kurdystanu. Latem 2012 r., w szczytowym momencie syryjskiej wojny domowej, na północy kraju pojawiła się kurdyjska enklawa Rojava – kurdyjskie jednostki odegrały główną rolę w walce z zyskującym wówczas na sile Państwem Islamskim.

Pietrow udał się do Rojavy, która najwyraźniej przemówiła do niego zarówno jako naukowca, jak i anarchisty: jest to region, w którym struktura polityczna opiera się na zasadach samorządności, anarchizmu i równości płci.

„Rojava to wolnościowy projekt, który przyciągnął wiele uwagi anarchistów ze względu na wojnę w Syrii i wzrost autorytaryzmu w Turcji. Kiedy ISIS rozpoczęło dżihad w tym regionie, Kurdowie byli jedną z najpotężniejszych sił stawiających mu opór. W rzeczywistości walczyli przeciwko trzem reżimom: Assadowi w Syrii, Erdoganowi w Turcji i ISIS. Byli w stanie robić to dość skutecznie, zachowując demokrację w społeczności”.

– mówi Alina Jakowlewa, która pomogła Pietrowowi w redagowaniu zbiorów na temat Kurdystanu

Według niej, Pietrow interesował się Kurdystanem nie tylko z perspektywy walki zbrojnej, ale „przede wszystkim z perspektywy społecznego stylu życia”: badał strukturę szkół, systemy edukacji i opieki zdrowotnej, a także próbował zrozumieć rolę kobiet w życiu politycznym Kurdystanu. Jakowlewa podkreśla, że robiąc to, nie starał się stworzyć „idealnego obrazu” i zawsze mówił o tym, co jego zdaniem było złe.

„Z jednej strony był bardzo subtelny, skrupulatny. Zawsze szukał źródła, kwestionował wszystko, co zostało napisane i powiedziane przez kogokolwiek. Oznacza to, że bardzo ważne było dla niego przetestowanie tego w praktyce i dla siebie. Z drugiej strony był typem idealisty, który żył ideałami i próbował je realizować nawet na poziomie mikrospołeczności.”

– mówi Jakowlewa

Pietrow studiował północny dialekt kurdyjskiego, dwukrotnie podróżował do samego Kurdystanu – do południowej enklawy w Iraku i Rojavy w Syrii – oraz pisał artykuły naukowe i redagował książki o tym regionie. Jednak Pietrow mógł kierować się czymś więcej niż tylko zainteresowaniami akademickimi: w poście o jego śmierci koledzy z BOAK twierdzą, że „trenował w Rojavie i brał udział w walce wyzwoleńczej narodu kurdyjskiego”.

Po powrocie prowadził wykłady na temat życia w regionie, napisał kilka artykułów, zredagował antologie Desert Flowers: 10 Years of the Revolution in Rojava i Life Without a State: the Revolution in Kurdistan oraz założył mały projekt badawczy o nazwie Hevale.

„Dima był jedynym badaczem Kurdystanu z Rosji, który faktycznie podróżował po Kurdystanie i znał wszystkie trudności tej walki” – pisze o nim autorka książki „Kobieta, życie, wolność”, która mieszka w Rożawie. Nazywa ona Pietrowa „wielkim przyjacielem Kurdów”.

„Są to ludzie, którzy poświęcili całe swoje życie walce i wiele osiągnęli. Jednocześnie są pozbawieni patosu i nie sprawiają wrażenia ludzi straumatyzowanych wojną. Emanują spokojem, przekonaniem i wewnętrzną siłą. Zaskoczyło mnie również ich dziedzictwo: ze wstydem odkryłem, że partyzanci PKK czytali niektóre rosyjskie książki, podczas gdy ja nie.”

– powiedział sam Dmitrij Pietrow o kurdyjskich rewolucjonistach, przemawiając podczas prezentacji zbioru „Życie bez państwa: rewolucja w Kurdystanie” (opracowanego przez Pietrowa, Dmitrija Okresta i Maksyma Łebskiego)

Rosyjski anarchista w Ukrainie. „Zero toksyczności, tylko wyważone stanowisko i argumenty”

Około 2018 roku Dmitrij Pietrow opuścił Rosję i przeniósł się do Ukrainy. Przyjaciele twierdzą, że wyjazd był wymuszony – w tym czasie, wraz ze „sprawą Sieci”, rozpoczęła się nowa runda represji wobec antyfaszystów i anarchistów. Dmitrij, podobnie jak wielu innych aktywistów w całym kraju, został wówczas zabrany przez siły bezpieczeństwa.

„W rzeczywistości bardzo niechętnie opuszczał Moskwę, został do samego końca, dopóki nie nadeszło bezpośrednie zagrożenie. I to było jego aktywne pragnienie powrotu. Wyraźnie nie chciał czuć się ofiarą, bardzo nie lubił określenia „uchodźca polityczny” w odniesieniu do siebie.”

– mówi Okrest

Ukraiński anarchista Alex wspomina, że w Kijowie Pietrow wkrótce zorganizował klub filmowy, do którego „zapraszał ludzi z bliskich mu środowisk aktywistycznych” i brał udział w wiecach poparcia dla kurdyjskich rewolucjonistów. Według jego własnych słów, Dmitrij „zawsze był bardzo miękki w komunikacji”, więc Alexowi ujawniono inną stronę jego życia: zaangażowanie w BOAK i podziemny aktywizm w Rosji w latach dziewięćdziesiątych i dziesiątych.

„Cała ta zuchwałość jest nawet w jakiś sposób trudna do dopasowania do ciepłego uczucia, jakie miał podczas osobistej komunikacji. Dima mieszkał na Ukrainie przez ostatnie cztery lata, ale w jego tożsamości słowo „anarchista” zawsze stało obok słowa „Rosjanin”. Nie raz spieraliśmy się o kwestie językowe, o rosyjski imperializm i nacjonalistyczne tendencje na Ukrainie. Ale był rozmówcą, który umiał słuchać. Zero toksyczności, tylko wyważone stanowisko i argumenty. Po prostu zostałem z bardzo ciepłym wrażeniem Dimy jako osoby. Który, jak się okazało, prowadził tuzin innych żyć, poza tym, które miałem szczęście poznać.”

– mówi Alex

O tym, że Pietrow dbał również o swoją tożsamość narodową, wspominają także inni znajomi. Nie jest to powszechne wśród anarchistów, zauważa jego towarzysz Konstantin, ale „nie było w tym nacjonalizmu”.

„Był poganinem, nie były mu obce idee i motywy religijne. Cóż, najwyraźniej, ponieważ pogaństwo jest czymś tak tradycyjnie rosyjskim, słowiańskim, wybrał je dość wcześnie i trzymał się go. I wierzył, że istnieje dla niego pośmiertna egzystencja, że ci, którzy zginęli z bronią w ręku, idą do Walhalli, jakiegoś dobrego miejsca”.”

– mówi Konstantin

Jesienią ubiegłego roku Konstantin walczył u boku Dmitrija Pietrowa w rejonie Swatowa i Kremennej – po inwazji Rosji na Ukrainę anarchista udał się na front, by walczyć z rosyjskimi władzami z bronią w ręku.

Członek „Bojowej Organizacji Anarcho-Komunistycznej”. „To nasz pomysł, zrodzony z wiary w zorganizowaną walkę”

Pietrow nie zapomniał również o swoim doświadczeniu jako miejski partyzant na Ukrainie. „Czarny Blog” ogłosił swoje zamknięcie w 2019 r. (do tego czasu nie był aktualizowany od kilku lat), ale w jego miejsce pojawił się kanał telegramowy Fighter Anarchist o podobnej tematyce.

W czerwcu 2020 r. anarchistyczna grupa „Smelczaki” przyznała się do podpalenia głównego wydziału śledczego Narodowej Policji w Kijowie, a ich oświadczenie pojawiło się na stronie „Fighter Anarchist”. Jak napisał Graty, nie była to pierwsza akcja anarchistów – wcześniej byli oni odpowiedzialni m.in. za podpalenie wieży tureckiego operatora w proteście przeciwko operacji wojskowej w Rożawie oraz za spalenie koparki firmy wycinającej drzewa w obwodzie kijowskim.

W tym samym czasie na Białorusi rozpoczęły się protesty, a Dmitrij Pietrow, według jego towarzyszy, nielegalnie przekroczył granicę białorusko-ukraińską, aby wziąć w nich udział.

„Nie wiedziałem o tym, myślę, że wiele osób nie wiedziało z oczywistych powodów” […] „Ponieważ gdyby został zatrzymany, zostałby poddany ekstradycji do Rosji”.

– mówi Okrest

Białoruscy anarchiści z grupy „Pramen” piszą, że Dmitrij następnie „wziął udział w dziesiątkach marszów, pomógł zorganizować blok anarchistyczny na demonstracjach, a nawet udało mu się obrzucić policjantów własnymi granatami hukowymi”.

„Nie mogę powiedzieć, że Dima był ryzykantem w sensie jakiejś odwagi, ale był człowiekiem, który był przygotowany, kalkulując konsekwencje, aby poruszać się dokładnie w kierunku, który sam wybrał. Był aktywny już w latach zerowych, nadal był aktywny w 2010 roku i pomimo pewnego rodzaju apatii pokolenia, do którego należał, nadal był aktywny. I widzę w mediach społecznościowych, że wiele osób było zszokowanych, że nadal jest aktywny, że jest na froncie. Dima był bardzo, bardzo inkluzywny”.

– zastanawia się Okrest

Po inwazji na Ukrainę z Anarchistycznego Kanału Bojowego wyłoniła się anarchistyczna Organizacja Bojowa Anarchokomunistów, jedno ze stowarzyszeń partyzanckich, którego członkowie wierzą, że sabotaż i zbrojny opór w Rosji pomogą powstrzymać wojnę.

Członkowie BOAK wielokrotnie twierdzili, że są odpowiedzialni za takie ataki partyzanckie, jak podpalenie wieży telefonii komórkowej w wiosce Biełomiestnoje w Biełgorodzie (w celu zakłócenia „komunikacji między policją a siłami wojskowymi”); zrównanie z ziemią torów na linii kolejowej prowadzącej do centrum szkoleniowo-taktycznego Ministerstwa Obrony w pobliżu Siergijew Posady; sabotaż na linii kolejowej prowadzącej do jednostki wojskowej w pobliżu Kirżachu.

„Wzywamy wszystkich do przyłączenia się do wojny kolejowej! Każdy zatrzymany pociąg to mniej pocisków i rakiet, które mogą polecieć na spokojne ukraińskie miasta”.

– napisali po bombardowaniu w pobliżu Kirżachu

BOAK twierdzi, że Dmitriy Pietrow był u początków organizacji. „Jestem członkiem Bojowej Organizacji Anarchokomunistów i pozostanę nim nawet po śmierci” – napisał sam Pietrow w liście sporządzonym na wypadek jego śmierci na froncie. – BOAK jest naszym pomysłem, zrodzonym z wiary w zorganizowaną walkę. Udało nam się ją prowadzić po różnych stronach granic państwowych. Starałem się jak najlepiej przyczynić do pokonania dyktatury i rewolucji społecznej. I jestem dumny z moich towarzyszy, którzy prowadzili i prowadzą walkę w Rosji i za granicą”.

Ochotnik w szeregach AFU. „Zostałem wydalony przez te same istoty, które dziś próbują zniewolić Ukrainę”

„Wnieś jakikolwiek, nawet najmniejszy wkład w powstrzymanie tej wojny i tyrana-szaleńca, który ją rozpętał. Każdy, nawet najmniejszy krok w Rosji jest teraz na wagę złota. Czuję i wierzę, że wiele milionów moich rodaków nie popiera tego piekła. Nie pozostańcie obojętni i przejmujcie się, gdy za naszą bierną (nie)zgodą państwo rosyjskie zabija niewinnych ludzi”

– napisał Pietrow na swoim Facebooku na początku wojny

Po 24 lutego zaczął publikować tam szkice, najpierw o życiu w wojennym Kijowie, a następnie o swoim codziennym życiu w walce. W październiku, gdy był już na froncie, Dmitrij zamieścił zdjęcia rzeczy porzuconych przez rosyjskie wojsko po ucieczce z okolic Charkowa: „Natknąłem się na górę nieotwartych butelek wody Swiatogo Rezrenija i poczułem tęsknotę za ojczyzną, z której zostałem wypędzony przez te same istoty, które dziś próbują zniewolić i zniszczyć Ukrainę… Gdzieś widziałem tony plecaków wojskowych, zwoje wstążek Świętego Jerzego i elementy munduru wojskowego. W nielicznych działających sklepach można znaleźć towary z Rosji lub innych okupowanych terytoriów. Ale takie „pozdrowienia z domu” pozostawiają tylko sprzeczne uczucia.

Ukraińscy anarchiści zaczęli przygotowywać się do wojny jeszcze przed 24 lutego, wspomina członek antytotalitarnej sieci wolontariuszy Kolektywy Solidarności i dziennikarz Serhij Mowczan. Aktywiści zdecydowali, że jeśli Rosja zaatakuje, część z nich przejdzie do obrony terytorialnej, a część stworzy ruch ochotniczy wspierający bojowników. Na spotkaniu, na którym omawiano ten pomysł, obecny był również Dmitrij Pietrow – na Ukrainie znany już nie jako Ekolo, ale jako Leszy (a potem, już z frontu, udzielał wywiadów pod pseudonimem Ilja Leszy).

Po rozpoczęciu inwazji Leszy znalazł się w teroobronie obwodu kijowskiego, gdzie wraz z innymi anarchistami próbował utworzyć „jednostkę antyautorytarną”.

„Do ostatniej chwili powtarzał, że nie walczymy tu z narodem, tylko z reżimem. I nie podobało mu się, że mowa nienawiści była skierowana przeciwko Rosjanom jako takim. Żołnierze, władze, propagandyści to jedno, ale on mówił, że walczymy tu także o wolność narodu rosyjskiego. Był internacjonalistą do końca. I był człowiekiem, z którym, jak mi się wydawało, pod koniec wojny mogliśmy już uczestniczyć w życiu politycznym Rosji, Ukrainy i Białorusi.”

– wspomina Mowczan

Dmitrij trafił na front nie od razu: przez kilka miesięcy czekali na wysłanie członków swojego oddziału do strefy działań wojennych, ale tak się nie stało i wielu zaczęło szukać sposobów, aby dostać się na front samodzielnie.

„Dmitrij nigdy nie był, powiedzmy, entuzjastą wojska dla samego wojska. Bardzo ważne było dla niego nie tylko wzięcie udziału w obronie narodu ukraińskiego – był to oczywiście obowiązek humanizmu – ale dla niego zawsze istniał ważny element polityczny. Udział w wojnie miał przynieść korzyści ruchowi anarchistycznemu na Ukrainie i w całej przestrzeni postsowieckiej. Jego zdaniem anarchiści mieli stać się rozpoznawalną siłą zarówno na Ukrainie, jak i w Rosji”.

– mówi anarchista Aleksiej Makarow

Sam Aleksiej Makarow jest również emigrantem politycznym, byłym działaczem NBP. W 2006 r. 17-letni Makarow został objęty dochodzeniem karnym po tym, jak członkowie prokremlowskiego ruchu Miestnyje zaatakowali Narodowych Bolszewików; spędził prawie dwa lata w areszcie tymczasowym, oczekując na wyrok, i został zwolniony wkrótce po jego ogłoszeniu.

Makarow wyjechał na Ukrainę, obawiając się nowego postępowania karnego. Tam natychmiast przyłączył się do walki z siłami prorosyjskimi. W 2011 r. został skazany już na Ukrainie za atak na prokremlowski kanał telewizyjny w Odessie. Po uwolnieniu Makarow był bliski ekstradycji do Rosji, ale dzięki interwencji obrońców praw człowieka udało mu się uzyskać azyl w Szwecji.

Latem 2022 roku Makarow powrócił na Ukrainę, by bronić jej z bronią w ręku. Wraz z Dmitrijem Pietrowem trafił do jednego z batalionów 95. Wydzielonej Brygady Desantowo-Szturmowej AFU, a w sierpniu obaj wyruszyli na front.

„Nie byliśmy obywatelami Ukrainy, więc dość trudno było nas oficjalnie zarejestrować, zostaliśmy przyjęci na prawach ochotników, to znaczy nie otrzymywaliśmy pensji, żadnych gwarancji socjalnych”. W tym czasie był to kierunek Izjum, obwód doniecki. Kiedy rozpoczęła się ofensywa [we wrześniu], zaczęliśmy przemieszczać się w kierunku Swatowa i Kremennej. Od drugiej połowy października nasza jednostka aktywnie uczestniczyła w akcjach szturmowych w kierunku Swatove. Od początku grudnia do końca lutego walki toczyły się niemal codziennie.”

– wyjaśnia Makarow

Opisuje Dmitrija jako „bardzo łatwego w rozmowie”, uważnego na swoich towarzyszy i „praktycznie idealnego człowieka” w życiu wojskowym.

„Zawsze gotowy wstać jako pierwszy, w jakiejś chacie, by rozpalić w piecu i nie mówiąc nikomu nic w stylu: „Dlaczego ty śpisz, a ja codziennie rozpalam w piecu”. Jest bardzo dobrym organizatorem i wie, jak inspirować ludzi, ale jest całkowicie pozbawiony toksycznej męskości i jakiegokolwiek autorytaryzmu”.

– śmieje się Makarow

Najwyraźniej podczas wojny Pietrow próbował również wdrożyć pewne pomysły, które podchwycił od kurdyjskich rewolucjonistów. W wywiadzie dla DOXA, którego udzielił pod nazwiskiem Ilja Leszy, powiedział, że w antyautorytarnym plutonie w obronie terytorialnej zdecydowali się przeprowadzić tekmil – „sesję krytyki i samokrytyki, podczas której omawiano decyzje dowództwa i proces szkolenia”. Drużyny wybrały zastępców dowódców, którzy mogli również przekazywać krytykę wyższym rangą oficerom. Według Dmitrija, w pododdziale AFU, w którym spędził sześć miesięcy, nie było „specjalnych instytucji demokratycznych”, ale poglądy dowódcy były bliskie anarchizmowi, więc moralność była tam dość demokratyczna.

Przyznał, że na froncie tęsknił za bliskimi, swoim zwykłym kręgiem towarzyskim i możliwością bycia samemu, oderwania się od myśli o wojnie lub swobodnego pójścia tam, gdzie chciał.

„Po roku mogę powiedzieć, że wojna jest niezwykle męcząca, a ostatnie miesiące były szczególnie męczące: od grudnia byliśmy mocno zaangażowani w walki i poddawani uciążliwemu wysiłkowi. Ale jestem ożywiony przekonaniem o słuszności naszej sprawy i przykładem organizacji rewolucyjnych, których partyzanci walczą od dziesięcioleci, a nie tylko od roku.”

Pietrow uniknął obrażeń w bitwach, ale jak wspomina Konstantin, walcząc z nim, raz w zamieszaniu prawie wpadł pod własny wycofujący się czołg.

„To była operacja szturmowa, grupa, w której był, musiała wejść na pancerz. Kierowca nawigował za pomocą przyrządów, więc piechota musiała być bardzo ostrożna wokół czołgu. Jechał w kierunku żołnierzy, Dima nie zdążył wskoczyć, ale był jakiś dół pokryty powalonymi sosnami, udało mu się wskoczyć do dołu i najwyraźniej kłody go ochroniły.”

Na początku marca Dmitrij Pietrow i jego koledzy anarchiści wrócili do Kijowa. Pozostał w mieście tylko przez kilka tygodni, chociaż, jak wspomina Konstantin, rozmawiali między sobą, że warto odpocząć, każdy chciał przynajmniej trochę spokoju. Ale „nowy projekt wojenny”, w który zaangażował się Pietrow, wydawał się wystarczająco obiecujący, by mógł spełnić swoje marzenie o anarchistycznym oddziale.

„Nie były mu obce zupełnie zwyczajne, ludzkie przyjemności, miła kolacja, kieliszek wina i tak dalej. Nie żeby był fanatykiem, nie, wcale nie. Po powrocie nie od razu rzucił się w wir ciężkich warunków. Ale możliwość stworzenia tej anarchistycznej jednostki uważał za bardzo ważną – ważniejszą niż jakiekolwiek jego pragnienia, jakiekolwiek przywiązanie do życia doczesnego. I tak po prostu wykazał się wielką wolą, ponownie wyruszając na wojnę. Był nieustraszony i pod wieloma względami był trochę rycerzem.”

– zauważa Konstantin

Śmierć w obronie Bachmutu

Nowa jednostka, w której znalazł się Dmitrij Pietrow, została wysłana do obrony Bachmutu.

19 kwietnia Leszy i dwóch jego towarzyszy broni, irlandzki anarchista Finbar Cafferkey i amerykański żołnierz piechoty morskiej i lewicowy aktywista Cooper Andrews, zostali zabici w pobliżu Bachmutu.

Finbar, alias Chia, co z kurdyjskiego tłumaczy się jako „góra”, pod pewnymi względami przypominał Dmitrija Pietrowa. W domu brał udział w protestach ekologicznych i walczył przeciwko budowie rurociągu naftowego, a później wyjechał do Kurdystanu i wziął udział w rewolucji w Rojavie i walczył z Państwem Islamskim.

„Brali udział w ataku. Chodziło o drogę między Bachmutem a Chromowem, o którą w kwietniu toczyły się najbardziej zaciekłe walki, ponieważ próbowali ją odciąć i szturmowali pozycje wroga, aby odepchnąć ich od drogi. Byli dobrzy, wypełnili swoją misję bojową, zdobyli pozycje szturmem. Ale potem zostali trafieni ciężkim ogniem artylerii moździerzowej”.

– mówi Aleksiej Makarow, który dowiedział się o śmierci przyjaciela od swoich towarzyszy w Kijowie

Ciał Leszy i innych zabitych nie znaleziono przez długi czas – pozycja, według Makarowa, przechodziła z rąk do rąk praktycznie przez cały kwiecień. Ale w maju ukraińskie wojsko „ostatecznie wyparło stamtąd Rosjan”, a obecnie trwa procedura identyfikacji znalezionych tam ciał.

„Jeśli ciała zostaną znalezione, będzie długi okres identyfikacji. Zwłaszcza, że minęło dużo czasu. A ponieważ miejsce to zmieniło właściciela, było wielu zabitych – zarówno ukraińskich wojskowych, jak i Rosjan”.

– wyjaśnia Makarow

Makarow zamierza powrócić na Ukrainę w najbliższej przyszłości: „Zasadniczo uważam za swój obowiązek kontynuowanie pracy Dimy, czyli pracę nad organizacją ruchu anarchistycznego i zjednoczeniem anarchistów w odrębną jednostkę. To był nasz wspólny cel, ale istniał, powiedzmy, pewien podział zadań. Ale skoro Dima nie żyje, to na pewno wrócę”.

„Ruch anarchistyczny – to taki specyficzny ruch, bardzo rozdrobniony. Dmitrij chciał go zjednoczyć, poświęcił temu cały swój czas, całą swoją aktywność. Wiesz, on jest jak w książkach o wszystkich starych rewolucjonistach, którzy włożyli wszystko w tę ideę. Człowiek, że tak powiem, bardziej z epoki nowoczesnej niż obecnej”.

– mówi o tym pomyśle przyjaciel Pietrowa o imieniu Andriej, również walczący o Ukrainę

Kilka dni przed śmiercią Dmitrija umówili się na spotkanie w Kramatorsku – obaj byli wtedy w Donbasie, ale walczyli w różnych jednostkach.

„Powiedziałem mu o ostatniej jednostce, że nie był to najlepszy pomysł. A Dmitrij, przepraszam, odpowiedział cytatem z Timura Mutsuraeva: „Przecież w Koranie jest wyraźnie powiedziane, że dżihad jest obowiązkowy”.

” – wspomina Andrei. –

Udając się na front na Ukrainie, rosyjski anarchista Dmitrij Pietrow – alias Ilja Leszy, alias Ekolog, alias Phil Kuzniecow, alias Sewa i Lew – zostawił swoim towarzyszom z BOAK list, który mieli opublikować w przypadku jego śmierci.

„Moi drodzy przyjaciele, towarzysze i rodzina, przepraszam wszystkich, których zraniłem swoim odejściem. Bardzo doceniam waszą serdeczność. Ale jestem głęboko przekonany, że walka o sprawiedliwość, przeciwko uciskowi i niesprawiedliwości, jest jednym z najbardziej godnych znaczeń, jakimi człowiek może wypełnić swoje życie. A ta walka wymaga poświęcenia, aż do całkowitego poświęcenia siebie”.

– napisał Pietrow

Zwrócił się do bliskich mu osób:

„O kontynuowanie aktywnej walki o osiągnięcie wolnego społeczeństwa opartego na równości i solidarności. Ryzyko, trudności i poświęcenie są naszymi stałymi towarzyszami na tej drodze. Ale spokojnie – nie idą na marne”.

– przyznał

„Dla mnie zwycięstwo to przede wszystkim powstanie w Rosji, militarna porażka armii Putina. Zgodnie z moim marzeniem, powinno to doprowadzić do tego, że nasze od dawna cierpiące rosyjskie społeczeństwo się poruszy, stanie na nogi i zrzuci z siebie to gówno, które byliśmy zmuszeni nosić przez ponad 20 lat”

– powiedział sam Pietrow w podcaście Public Appeals

W tym czasie był już na linii frontu, udzielając wywiadów, owinięty w płaszcz pod czołgiem.

„Mam szczerą nadzieję. To jeden z najważniejszych powodów, dla których tu jestem. Aby osobiście przyczynić się do pokonania tego potwora, który teraz tak strasznie rozlał się po granicach Federacji Rosyjskiej i który, mam nadzieję, połamie sobie zęby i kręgosłup tutaj”.

– mówi Aleksiej Makarow, który dowiedział się o śmierci przyjaciela od swoich towarzyszy w Kijowie

Tłumaczenie


Komentarze

Strona ma charakter tylko i wyłącznie informacyjny. Nie namawiamy nikogo do łamania prawa.

Exit mobile version