Polityka

Kapitalizm, Big Pharma i pandemia

Poniżej prezentujemy wam bardzo ciekawy artykuł napisany przez irlandzkich anarchistów, analizujący działania korporacji farmaceutycznych podczas pandemii i nie tylko. Tego typu teksty są bardzo ważne, szczególnie w czasach kiedy krytykowaniem Big Pharma zajmuje się odklejona od rzeczywistości szuria, a z naszej strony jest mało ciekawych, trafiających w sedno analiz.


Zablokowanie zwolnienia z TRIPS

W październiku 2020 r. Indie i RPA złożyły wniosek do Rady TRIPS Światowej Organizacji Handlu o zwolnienie z niektórych praw własności intelektualnej dla szczepionek covid-19. Aspektów Handlu Prawami Własności Intelektualnej, aby nadać TRIPS pełną nazwę, zajmuje się polityką i ochroną praw własności intelektualnej (IP) przedsiębiorstw na całym świecie, w tym intensywnie lukratywnej IP globalnego przemysłu farmaceutycznego. Intencją proponowanego zwolnienia jest zwiększenie skali produkcji szczepionek przeciwko COVID, aby objąć populacje krajów Globalnego Południa i zwalczyć powstający „apartheid szczepionkowy”, wielokrotnie potępiany przez Dyrektora Generalnego Światowej Organizacji Zdrowia Tedrosa Adhanoma Ghebreyesusa.

Pomimo poparcia ponad 60 krajów i wszystkich głównych światowych organizacji pozarządowych zajmujących się pomocą humanitarną, zrzeczenie się jest nadal silnie oporne przez UE, Wielką Brytanię. Szwajcaria i Norwegia oraz kilka innych krajów. Stany Zjednoczone pod rządami Trumpa były blokerem, ale pod rządami nowego prezydenta Bidena ich oficjalne stanowisko zmieniło się na „kompromisową” kontrpropozycję, o której krytycy mówią, że to tylko dekoracja i nie przyniesie praktycznego zwolnienia z potrzebnych ograniczeń. Ale dlaczego właśnie te kraje ustawiają się w kolejce, aby zablokować proponowane zwolnienie?

Szybkie sprawdzenie listy największych firm farmaceutycznych na świecie pokazuje, że z pierwszej czwórki dwie są szwajcarskie (#2 Roche, #4 Novartis), a pozostałe dwie amerykańskie (#1 Johnson & Johnson, #3 Pfizer). W pierwszej dwudziestce do tej dwójki dołączają Dania (#8 Novo Nordisk), Wielka Brytania i Szwecja (#12 AstraZeneca, #14 GlaxoSmithKline — tylko Wielka Brytania), Francja (#13 Sanofi), Japonia — kolejny bloker — (#18 Daiichi Sankyo) i Niemcy (#20 Bayer). Wszystkie pozostałe firmy z pierwszej dwudziestki to firmy amerykańskie.

Najwyraźniej istnieje bezpośrednia korelacja pomiędzy pozycją blokującą przedstawicieli narodowych w Radzie TRIPS a siedzibą jednego lub kilku wiodących na świecie koncernów farmaceutycznych. Ciągła obstrukcja szczepień dla całej ludzkości, a nie tylko tych, którzy mają szczęście mieszkać w bogatych krajach, jest prowadzona przez „Big Pharma”. Bez szczepienia wszystkich istnieje ryzyko, że biedna, nieszczepiona część ludzkości będzie stanowiła rezerwat dla wirusa SARS-CoV-2, dopóki nie zmutuje i nie pokona naszych istniejących szczepionek. Nie można przecenić egzystencjalnego zagrożenia, jakie stanowi to dla nas wszystkich.

Od czasu napisania pierwszego szkicu tego artykułu, pojawienie się wysoce agresywnego wariantu omikron sprawiło, że ryzyko to stało się rzeczywistością, a mimo to reakcja krajów o wysokich dochodach polega na podwojeniu zakupów ograniczonych zapasów szczepionek, dostępnych ze względu na obowiązujące ograniczenia TRIPS, i przeznaczeniu ich na trzecią lub nawet czwartą serię szczepień przypominających dla własnych populacji, pozostawiając większość mieszkańców Globalnego Południa bez szczepień.

Jak się tu znaleźliśmy? Kim lub czym jest Big Pharma? I jak przeszliśmy od technologicznego triumfu, jakim było wyprodukowanie od podstaw wielu niezwykle skutecznych szczepionek w rekordowo krótkim czasie, do zdławienia produkcji i stworzenia „szczepionkowego apartheidu” Dyrektora Generalnego Tedrosa?
Historia przemysłu farmaceutycznego w pigułce

Ludzie zapominają, o ile świeższy jest rozwój nowoczesnych nauk medycznych i farmacji w porównaniu z resztą innowacji technologicznych, które kojarzymy z nowoczesnym kapitalizmem przemysłowym. Innowacje z końca XVIII i początku XIX wieku stworzyły rewolucję przemysłową. Ale nawet w epoce pociągów, telegrafów i statków parowych, medycyna tkwiła w epoce „teorii miazmatów”, upuszczania krwi za pomocą pijawek i chirurgów, którzy od razu po rozcięciu zwłok odbierają porody bez mycia rąk. Śmiertelność niemowląt w Wielkiej Brytanii, przodującej potędze technologicznej XIX wieku, utrzymywała się na poziomie zbliżonym do średniowiecznego aż do końca pierwszej dekady XX w.

Wielki przełom w nowoczesnej medycynie nastąpił dopiero w latach 90. XIX wieku, kiedy to koncepcja, że większość chorób zakaźnych jest wywoływana przez mikroskopijne, niewidoczne gołym okiem patogeny, zwana „teorią zarazków”, ostatecznie zwyciężyła dominującą „teorię miazmatów”, czyli „złego powietrza”, która przez stulecia panowała w medycynie. Prace Ludwika Pasteura, Józefa Listera i innych przyczyniły się do obalenia martwego dogmatu teorii miazmatów. Ale ostateczne przejście od teorii do praktyki nastąpiło wraz z pojawieniem się pierwszego leku zwalczającego patogen w ciele człowieka bez zabijania pacjenta — leku na kiłę o nazwie salwarsan. Kiła, czyli „wielka ospa”, była wówczas chorobą nieuleczalną i w końcu śmiertelną, a więc dostarczenie przez teorię zarazków działającego leku było przełomowym momentem w tworzeniu medycyny opartej na dowodach.

Innowacje technologiczne w mikroskopii z oświetleniem elektrycznym, zastosowanie barwników przemysłowych do barwienia szkiełek mikroorganizmów itp. były produktami ogólnego rozwoju technologicznego tamtych czasów. Rola nowych technik produkcji barwników przemysłowych była kluczowa, nie tylko w umożliwieniu naukowcom zobaczenia po raz pierwszy mikrobów pod mikroskopem, ale również w opracowaniu pierwszych leków przeciwbakteryjnych. Naukowcy zauważyli, że jeżeli dodali zbyt dużo barwnika do szkiełek, patogeny mikrobiologiczne, które chcieli obejrzeć, ginęły, pozostawiając inne komórki ludzkie nietknięte. Wiele firm stworzonych do produkcji nowych barwników przemysłowych dla przemysłu tekstylnego szybko zdywersyfikowało swoją działalność na produkcję nowych leków antybakteryjnych. Dzisiaj wiele z dziesięciu największych światowych koncernów farmaceutycznych, takich jak Ciba-Geigy, Sandoz (obecnie po fuzji znane jako Novartis), Bayer, Hoechst, BASF (przez pewien czas połączone pod niesławną z czasów nazistowskich marką IG Farben), powstało pierwotnie w celu produkcji nowych syntetycznych barwników anilinowych dla przemysłu włókienniczego.

Ci pionierzy przemysłu chemicznego przenieśli swoje bitwy patentowe do centrum rozwijającego się przemysłu farmaceutycznego. Chociaż dzisiaj kojarzymy farmację i patenty lub własność intelektualną jako połączone ze sobą — jak pokazuje TRIPS — nie zawsze tak było. W XIX wieku miały miejsce również inne ważne aspekty rozwoju naukowego podejścia do medycyny, związane z lekami przeciwbólowymi (opiatami) i innymi użytecznymi i ratującymi życie lekami, które nie były oparte na badaniach, które doprowadziły do powstania teorii zarazków. Podobnie jak morfina i chinina (ważny lek przeciwmalaryczny), oryginalna szczepionka przeciwko ospie Edwarda Jennera pochodzi z 1796 roku. Lekarze zaangażowani w te prace postrzegali siebie jako wrogów kwitnącego przemysłu medycyny patentowej, który nie bez powodu odrzucali jako szarlatanów i znachorów. Do 1900 roku w środowisku naukowym dominował etos, że znakiem rozpoznawczym prawdziwej nauki medycznej jest praca na rzecz ludzkiego zdrowia, bez żądnych zysków handlarzy patentami. Jednak na początku XX wieku zwyciężyli przemysłowcy, co doprowadziło do dzisiejszej sytuacji, w której rządy krajowe wspierają gigantyczne firmy farmaceutyczne zarejestrowane na ich terenie jako strategiczną kwestię bezpieczeństwa narodowego.

Zyski ponad ludźmi

Dzisiaj Big Pharma jest tylko jedną z części globalnego przemysłu chemicznego. Jest to jednak elita, a dzieje się tak z wielu powodów. Po pierwsze, zyski osiągane w branży farmaceutycznej są około dwukrotnie wyższe niż w innych porównywalnych sektorach gospodarki wytwórczej. Po drugie, produkty wytwarzane przez koncerny farmaceutyczne to często skomplikowane cząsteczki, które muszą być produkowane z zachowaniem wysokiego poziomu czystości i bezpieczeństwa. Substancje czynne są zazwyczaj wytwarzane krok po kroku z prostszych, szerzej dostępnych mniejszych cząsteczek. Oznacza to, że proces produkcji farmaceutycznej substancji czynnej może obejmować od dwóch do dwudziestu pojedynczych reakcji chemicznych, od początku do końca. Na każdym etapie chemicznym zużywa się znaczne ilości rozpuszczalników (w tym wody), wymagane są reżimy testowe i kontrole jakości, a także końcowe oczyszczanie i konfekcjonowanie.

Składniki wykorzystywane przez Big Bharma do wytwarzania produktów wysokiej jakości są często dostarczane przez innych (niefarmaceutycznych) producentów chemicznych, którzy koncentrują się na wytwarzaniu i sprzedaży chemikaliów szlachetnych i specjalistycznych. Należy również zauważyć, że niektóre z podstawowych składników, które wchodzą w skład wielu dzisiejszych kluczowych leków, są odzyskiwane jako produkty uboczne z „brudnych” gałęzi przemysłu, takich jak rafinacja ropy naftowej i górnictwo. W rzeczywistości przemysł naftowy zawsze był wielkim zapleczem dla przemysłu chemicznego i farmaceutycznego. Należy podkreślić wzajemne powiązania Big Pharmy z szerszym przemysłem chemicznym, aby zwrócić uwagę na szerszą odpowiedzialność tej branży, której często próbuje ona unikać i zaprzeczać. Jednym z obszarów, w którym możemy to dziś zaobserwować, są warunki pracy. W niektórych krajach big pharma jest uważana za dobrze płatną i dobrze regulowaną branżę (na przykład tutaj w Irlandii). Oczywiście, big pharma lubi promować ten wizerunek. W relacjach medialnych dotyczących opracowywania i produkcji szczepionek w związku z pandemią Covid-19 często przedstawiano nam obrazy wypielęgnowanych i otoczonych trawnikami zakładów farmaceutycznych. Jeżeli pojawiają się pracownicy pierwszej linii, to zazwyczaj jest to czysta strona biznesu, przedstawiona w nieskazitelnie białych fartuchach, w rękawiczkach, z osłonami na twarz lub w okularach ochronnych. Rzadko, jeśli w ogóle, widzimy złe i niebezpieczne warunki pracy, z jakimi borykają się tysiące osób pracujących w szeroko pojętym przemyśle chemicznym, które w rzeczywistości zasilają big pharmę w podstawowe składniki, bez których nie mogłaby ona funkcjonować.

Bezpieczne warunki pracy zawsze były głównym problemem w produkcji chemicznej i farmaceutycznej. Przez pokolenia pracownicy musieli długo i ciężko walczyć, w prawie wszystkich sektorach — górnictwie, rafinacji, produkcji chemikaliów masowych, produkcji chemikaliów szlachetnych — o odpowiednie bezpieczne warunki pracy. Postęp był ciężko wywalczony i nawet teraz wymaga stałej czujności pracowników i ich organizacji związkowych. Ogólnie rzecz biorąc, sytuacja pozostaje bardzo nierówna, przy czym lepsze warunki panują w starych, tradycyjnych sercach produkcji chemicznej, takich jak Wielka Brytania, Niemcy i Włochy. Jednak stosunkowo niedawne pojawienie się zglobalizowanej gospodarki „podzlecanej” doprowadziło do gwałtownego pogorszenia standardów. Kiedyś, powiedzmy w Wielkiej Brytanii, wielu dostawców dużych firm farmaceutycznych było innymi producentami chemicznymi zlokalizowanymi w różnych częściach Anglii, Szkocji i Walii; być może niektóre materiały były importowane z pobliskich krajów, takich jak Niemcy i Włochy. Ogólnie rzecz biorąc, pracownicy w Wielkiej Brytanii byli dobrze chronieni przez przepisy dotyczące zdrowia i bezpieczeństwa, wywalczone przez dziesięciolecia dzięki mobilizacji w miejscu pracy. Obecnie sytuacja jest zupełnie inna. Dostawcy rozpuszczalników i producenci chemii szlachetnej często znajdują się w krajach takich jak Brazylia, Indie czy Chiny, gdzie warunki pracy i bezpieczeństwo mają znacznie niższy priorytet. Ta zmiana — umiędzynarodowienie produkcji — oznacza, że big pharma może teraz żądać jeszcze lepszych (niższych) cen za podstawowe składniki, których używa do produkcji swoich leków wysokiej klasy. Innymi słowy, zyski jeszcze bardziej wzrosły wraz z pojawieniem się nowego globalnego modelu produkcji.

Przykładem są Indie, obecnie szósty co do wielkości producent chemikaliów na świecie. Kiedy w 1984 roku doszło do katastrofy w Bhopalu, na krótko zwrócono uwagę na fatalne warunki pracy w indyjskim przemyśle chemicznym. W zakładzie Union Carbide w Bhopalu zawiodła seria kluczowych urządzeń zabezpieczających, co umożliwiło uwolnienie ton trującego izocyjanianu metylu. Toksyczna substancja chemiczna przedostała się w nocy do pobliskich zatłoczonych miejskich domów, zabijając ponad 4 000 osób i raniąc ponad sto tysięcy innych. W chwili wypadku fabryka w Bhopalu należała do amerykańskiego giganta chemicznego Union Carbide (później wchłoniętego przez Dow). Union Carbide prowadził taką samą jak w Bhopalu fabrykę w Dansbury w Zachodniej Wirginii (w Stanach Zjednoczonych), która rzadko sprawiała kłopoty. Jednak w tym samym zakładzie w Indiach w okresie poprzedzającym wielką tragedię w 1984 r. dochodziło do wycieków, ulatniania się trującego gazu i zgonów w miejscu pracy. W rzeczywistości w indyjskim zakładzie produkcyjnym bezpieczeństwo miało bardzo niski priorytet. Pracownicy zakładu często musieli tolerować sytuację lub byli zwalniani.

Od 1984 roku sytuacja zasadniczo niewiele się zmieniła — może z wyjątkiem jednego istotnego aspektu. W przeciwieństwie do 1984 roku Indie są dzisiaj kluczową częścią międzynarodowej produkcji chemicznej i farmaceutycznej. Obecnie istnieje większa kontrola legislacyjna nad przemysłem chemicznym — co było w pewnym stopniu odpowiedzią na tragedię w Bhopalu — ale w rzeczywistości ten szereg ustaw nie spowodował wielkiej różnicy. Na przykład w latach 2017-2020, przez trzy kolejne lata, Indie notowały co miesiąc cztery poważne wypadki chemiczne. Gopal Krishna z organizacji non-profit ToxicsWatch zwraca również uwagę, że ta liczba jest prawdopodobnie znacznym niedoszacowaniem problemu, ponieważ większość mniejszych wypadków lub zdarzeń w mniejszych firmach chemicznych nie jest rejestrowana przez władze. Te szokujące liczby odzwierciedlają rzeczywistość, z której big pharma czerpie obecnie ogromne zyski.

Big pharma i przemysł chemiczny są pogrążone w mentalności przedkładania zysków nad ludzi, i to od samego początku. Subtelną i nie tak subtelną skalę tego zjawiska widać również w stosunkowo niedawnych relacjach Irlandii z tym sektorem. Inwestycje amerykańskich firm chemicznych w Irlandii rozpoczęły się właściwie w latach siedemdziesiątych i wzrosły z 22 milionów dolarów na początku dekady do 1 121 milionów dolarów w 1981 r. Do 2002 r. irlandzki urząd ds. rozwoju przemysłowego szacował, że amerykańskie firmy chemiczne zainwestowały w Irlandii blisko 12 miliardów dolarów. Dlaczego tak duży napływ inwestycji do Irlandii nastąpił właśnie wtedy? Wskazówką do odpowiedzi jest nazwa innego kraju, który również doświadczył podobnego przypływu inwestycji w tym samym okresie — Meksyk. Wiele dużych firm farmaceutycznych rozpoczęło działalność w Stanach Zjednoczonych, wiele z nich w samym stanie New Jersey. Wraz z powiększaniem się zakładów produkcyjnych (aby zaspokoić popyt na chemikalia i leki), rosła ilość odpadów wytwarzanych przez przemysł. Podejście przemysłu chemicznego polegało na wyrzucaniu ich, gdzie tylko się dało lub ewentualnie płaceniu komuś, aby je zabrał; obowiązywało stare porzekadło „co z oczu to z serca”. Alternatywa, czyli wzięcie odpowiedzialności za produkowane przez siebie odpady, nigdy nie była poważnie brana pod uwagę. Z podobną pogardą traktowano rzeki, stosując prymitywną koncepcję, że w końcu „odpady wrzucone do wody zostaną rozcieńczone do tego stopnia, że nie będą już stanowiły dla nikogo zagrożenia”.

W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych dziesięciolecia złe praktyki przemysłu dosłownie wypłynęły spod ziemi. Lokalny aktywizm był również kluczem do rosnącej świadomości i oporu wobec tego, co przemysł chemiczny robił i na co pozwalał. Skala problemu była ogromna, a jeden szczególny przypadek, w Love Canal w Nowym Jorku, wywołał powszechne oburzenie. W rezultacie w latach siedemdziesiątych uchwalono ustawę Clean Air Act (1970) i Federal Water Pollution Control Act (1972), znaną również jako Clean Water Act, ustanawiając w USA ścisłe zasady dotyczące tego, co może być uwalniane do powietrza i wody przez zakłady chemiczne i farmaceutyczne. Dzisiaj takie ustawy wydają się podstawowymi przepisami, ale przed rokiem 1970 w Stanach Zjednoczonych po prostu ich nie było.

W gruncie rzeczy nowe przepisy stanowiły „nowy” koszt produkcji dla sektora chemicznego i farmaceutycznego. Teraz, zamiast wyrzucać lub pozbywać się swoich odpadów, musiały one inwestować w znalezienie sposobów na przetwarzanie i utylizację produkowanych przez siebie odpadów. Dodatkowym utrudnieniem były wrogie nastroje społeczne wobec sektora chemicznego i farmaceutycznego. Skala składowania toksycznych odpadów w Stanach Zjednoczonych była tak duża, że przez pewien czas trudno było rozważać ekspansję, a tym bardziej budowę nowych zakładów. Kolejnym albatrosem u szyi przemysłu była nieustanna zła prasa wynikająca z procesów sądowych wytoczonych przez społeczności i osoby dotknięte skażeniem toksycznym. I oczywiście, gdy jedna społeczność znajdowała swój głos, inne podążały za nią.

Lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte w Irlandii to okres, w którym pojawiły się tak znane korporacje, jak Pfizer, Merck, Schering Plough, Penn Chemical (filia Smith Kline Beecham) i Eli Lilly (obecnie Lilly). Schering Plough (obecnie część Merck) jest ciekawym przykładem. Bardzo chwalona w Irlandii (gdzie miała zakłady w Cork i Dublinie) Schering Plough produkowała kilka głośnych leków (Claritin i Temodar), a także była właścicielem popularnej linii kosmetyków do pielęgnacji stóp Dr Scholl. Jednak w New Jersey, gdzie znajdowała się siedziba firmy, jeden z jej zakładów (w pobliżu miasta Union) był przedmiotem wielkiej akcji oczyszczania z toksycznych odpadów. Na przełomie tysiącleci Schering Plough przyznał, że odpady, które przechowywał w tym miejscu od dziesięcioleci, przedostały się do lokalnych wód gruntowych i pobliskiej rzeki Elizabeth. Schering Plough ostatecznie przyznał się do niewłaściwego zarządzania problemem. Sprzątanie trwa do dziś.

Dla wielu dużych firm farmaceutycznych przeniesienie się do Irlandii (i Meksyku) było oczywistym wyborem. W przeciwieństwie do sytuacji w Stanach Zjednoczonych korporacje te zostały tu przyjęte z otwartymi ramionami. Ponadto rząd irlandzki ułatwiał proces przeprowadzki i zakładania firm, oferując hojne dotacje i ulgi podatkowe. Oczywiście istniała gotowa i zdolna, wykształcona, anglojęzyczna siła robocza. Co najważniejsze, nowy układ pozwolił również koncernom farmaceutycznym na zminimalizowanie swoich zobowiązań podatkowych dzięki schematom „cen transferowych” i systemom niskiego opodatkowania.

Aby dać wyobrażenie o tym, co uszło na sucho big pharma w Irlandii po jej przybyciu, weźmy przykład Pfizera. Ich fabryka w Cork’s Lower Harbour została zbudowana w 1969 roku i przez pewien czas była największą placówką koncernu w kraju. Wcześnie otrzymała od Departamentu Morskiego licencję na zrzucanie do morza 1,1 tony nieprzetworzonych odpadów organicznych w minimalnej odległości 15 mil od wybrzeża Irlandii. Wysypywanie odbywało się za pomocą statku („Moby Dick”), który ładował odpady bezpośrednio z mola w Ringaskiddy i wywoził je stamtąd do morza regularnie co tydzień. Logiką tej działalności była stara zasada „rozcieńczania”. Po konfrontacji z Greenpeace w tej sprawie (w 1988 r.) dyrektor generalny Pfizera bronił ustaleń dotyczących składowania odpadów, mówiąc, że „usuwanie odpadów do morza stanowi najbardziej naturalny z możliwych mechanizmów recyklingu tego materiału”. Jednak później Pfizer został przyłapany z przysłowiowymi portkami na kostkach, gdy wewnętrzne memorandum (z europejskiej centrali Pfizer) zostało przekazane Greenpeace. Z dokumentu, który wyciekł, wynikało, że wybrana przez Pfizera opcja wyrzucania odpadów do morza w Irlandii była w rzeczywistości tańszą opcją, z której korzystano ze względu na „niezaawansowany stan ustawodawstwa” w tym kraju. Innymi słowy, osiągając ogromne zyski, Pfizer prowadził swoją starą grę polegającą na wyrzucaniu wszystkiego, co się da, gdzie tylko się da[8].

Stawianie zysków przed ludźmi nie ogranicza się tylko do kwestii odpadów i tego, co z nimi zrobić. W 2011 roku jedna z wielkich korporacji farmaceutycznych Glaxo Smith Kline (GSK), wypłaciła w ramach ugody rekordową kwotę jednej ze swoich byłych pracownic, Cheryl Eckard. Eckard była audytorem ds. zapewnienia jakości, wysłanym w 2002 r. do zakładu GSK w Cidra w Puerto Rico w celu zbadania nieprawidłowości w tamtejszej produkcji. Opisała to, co zastała w zakładzie jako „najgorszą rzecz, z jaką się zetknęłam w mojej karierze”. Zakład produkował szereg produktów dostępnych bez recepty, jak również środki farmaceutyczne. Stwierdziła między innymi, że w procesie produkcyjnym używano skażonej wody, że na liniach produkcyjnych produkowano zbyt silne lub niewystarczająco silne leki oraz że pracownicy zanieczyszczali produkty, pakując różne leki do tych samych butelek. Zgłosiła to, co widziała, do centrali korporacji w New Jersey, ale okazało się, że kierownictwo firmy nie chciało wiedzieć o tych problemach, a co dopiero coś z nimi zrobić. Eckard wytrwała i w końcu została zwolniona za mówienie prawdy. Następnie GSK próbowała osobiście zdyskredytować ją i jej zarzuty. Zamiast zająć się problemami — co wiązało się z wycofaniem wielu linii produktów — GSK spędziła lata na zaprzeczaniu temu, co Eckard im przekazała. Eckard zwróciła się w końcu do FDA, która zajęła się jej sprawą. GSK w końcu przyznała, że w zakładzie w Cidrze występowały poważne problemy i zapłaciła rekordowe grzywny w wysokości 730 milionów dolarów po przyznaniu się do świadomej sprzedaży zafałszowanych leków i maści. Zakład w Puerto Rico został zamknięty w 2010 roku.

Big pharma często rozmijała się z prawdą nie z innego powodu niż czysta chciwość. Jak już wspomniano, farmaceutyka jest bardzo dochodową dziedziną. To prawda, że odkrycie niektórych leków wymaga wielu badań, ale zwrot z tej inwestycji jest wielokrotny, ponieważ prawo patentowe daje koncernom wyłączne prawo do produkcji przez okres 20 lat. Ochrona patentowa i ogólna rentowność sektora nie powinny jednak odwracać uwagi od tego, co oznacza odkrycie nowego, przełomowego leku. Nawet dla gigantów w branży może to oznaczać zyski porównywalne z wygraną w kasynie. Widać to wyraźnie już teraz, na przykład w przypadku Covid-19. Przełomowe szczepionki Pfizer i Moderna (wykorzystujące technologię mRNA) były bliskie wprowadzenia na rynek jako pierwsze podczas pandemii. Sam Pfizer zebrał ogromne nagrody, a to jeszcze nie koniec. W sierpniu Pfizer ogłosił oszałamiające zyski w wysokości 11,3 miliarda euro tylko za pierwsze półrocze 2021 roku. Przewiduje się, że dochody te będą rosły dalej, ponieważ rośnie długoterminowe uzależnienie świata od szczepionek. Są to astronomiczne zyski, które w końcu trafią do kieszeni bogatych już akcjonariuszy.

Ale perspektywa ogromnej wygranej finansowej jest również powodem, dla którego prawda może łatwo stać się niewygodnym bólem głowy dla big pharma. Weźmy na przykład firmę Merck. W 1999 roku koncern ten trafił na pierwsze strony gazet, gdy jego lek przeciwzapalny Vioxx został dopuszczony do sprzedaży. Vioxx należał do nowej grupy leków (NLPZ) i był powszechnie przepisywany do czasu, gdy zaledwie sześć lat później, pod koniec 2004 roku, został nagle wycofany z rynku. Usunięcie leku ze sprzedaży nastąpiło po analizie danych wskazujących, że długotrwałe stosowanie leku powodowało zawały serca i udary. Jednak odkrycie tej informacji było bardziej zaskakujące również dlatego, że „nowe odkrycie” pochodziło z oryginalnych danych badawczych dostarczonych FDA, kiedy zwrócono się do niej o zatwierdzenie Vioxxu. Ponowna analiza danych została przeprowadzona przez epidemiologa FDA, dr. Davida Grahama, który zasugerował, że „szacunkowo od 88 000 do 140 000 przypadków poważnej choroby wieńcowej serca prawdopodobnie wystąpiło w USA w okresie rynkowym rofecoxibu (Vioxx)”.

W związku z pojawiającymi się zarzutami, że firma Merck mogła wiedzieć wcześniej o zagrożeniach związanych z lekiem, zanim został on wprowadzony na rynek, firma zleciła zbadanie własnych danych, („Raport Martina”), w którym stwierdzono (niespodzianka, niespodzianka), że „kierownictwo wyższego szczebla firmy Merck działało w dobrej wierze, a zamieszanie wokół bezpieczeństwa klinicznego Vioxxu wynikało z nadgorliwości zespołu sprzedaży”. Innymi słowy, popełniony ogromny „błąd” dotyczył interpretacji danych klinicznych i nie wynikał z nienasyconego apetytu firmy Merck na większe zyski.

Sprawa skomplikowała się jednak, kiedy FDA wydała zgodę na powrót Vioxxu na rynek w 2005 r., uzasadniając to tym, że korzyści z jego stosowania przeważają nad ryzykiem, a także tym, że ryzyko związane z przyjmowaniem Vioxxu staje się poważne dopiero wtedy, gdy lek jest konsekwentnie stosowany przez ponad 18 miesięcy. Ale to nie był koniec sprawy. W ciągu następnej dekady Merck walczył i przegrał szereg procesów sądowych dotyczących skutków ubocznych leku. W końcu w 2007 roku „Merck zgodził się zapłacić 4,85 miliarda dolarów w ramach ugody z 27 000 osób, które twierdzą, że one lub członkowie ich rodzin doznali obrażeń, lub zmarli po zażyciu leku”. Ale na tym sprawa się nie skończyła. W dalszym ciągu główny epidemiolog FDA (Graham), który należał do zespołu, który odkrył „ukryte” dane w złożonym przez Merck wniosku FDA, publicznie skrytykował FDA za niedostrzeganie zagrożeń związanych z Vioxxem, twierdząc w 2005 r., że „FDA jest z natury stronnicza na korzyść przemysłu farmaceutycznego. Postrzega przemysł jako swojego klienta, którego interesy musi reprezentować i wspierać. Za swoją podstawową misję uważa zatwierdzanie jak największej liczby leków, niezależnie od tego, czy są one bezpieczne lub potrzebne”. Później zwrócił się o ochronę do organizacji sygnalistów, Government Accountability Project.

Czy krytykując Big Pharmę, nie wchodzimy w domenę antyszczepionkowców?


Mówiąc krótko: nie. Otworzyliśmy ten artykuł informacją o tym, jak komercyjne interesy Big Pharmy i wspierających ją rządów, sprzeciwiających się zwolnieniu z TRIPS, hamują postęp w szczepieniach ludności krajów Globalnego Południa. Nasza krytyka pochodzi z pozycji proszczepionkowej, która popiera naukowe osiągnięcia nowych szczepionek, krytykując jednocześnie zawyżanie zysków przez wielkie koncerny farmaceutyczne, które ograniczają i podważają ich potencjalne korzyści. Spiski są tajne, a kapitalizm nie jest tajemnicą — uczą nas o nim w szkole i ma on swoją własną sekcję (wiadomości biznesowe i gospodarka) w wieczornych wiadomościach. Zniekształcający wpływ priorytetowego traktowania zysku przez Big Pharma na rozwój nauk medycznych i zdrowia publicznego jest potępiany nie tylko przez anarchistów i innych rewolucyjnych socjalistów i antykapitalistów, ale także przez głosy sprzeciwu ze strony środowisk naukowych i medycznych. To osoby takie jak Ben Goldacre lub Stuart Ritchie (aby wymienić dwa przykłady), lub też wielu innych autorów prasy popularnonaukowej. Wszystkie te głosy łączy wspólne stanowisko, że szczepionki ratują życie, podobnie jak ogólnie pojęta medycyna, jeżeli są prawidłowo wykonywane. Niezależnie od tego, czy są to antykapitaliści, czy naukowcy reformatorzy, istnieje wspólne przekonanie, że krytyka szkodliwego wpływu Big Pharmy na zdrowie publiczne jest zbyt ważna dla dobrobytu ludzi, aby pozostawić ją niebezpiecznym spiskowcom, znachorom i skrajnie prawicowym propagandystom. Mam nadzieję, że informacje zawarte w tym artykule pomogą poinformować i uzbroić działaczy i organizatorów w wygraniu bitwy o serca i umysły wokół wyzwań związanych z pandemią, kapitalizmem i zdrowiem publicznym.

Tłumaczenie


Komentarze

Strona ma charakter tylko i wyłącznie informacyjny. Nie namawiamy nikogo do łamania prawa.

Exit mobile version