Ogólne

Ofensywa Rosji i Nowego Świata

Każde imprerium potrzebuje propagandy, dlatego Rosja opublikowała 26 lutego 2022 na stronie agencji RIA i powtarzającej za nią sputniknews.ru, poniższy tekst. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że ze strony RIA zniknął bez śladu niemal natychmiast…

Tragikomicznym aspektem jest fakt, że z jego treści wynika, że miał się pojawić po złamaniu oporu Ukrainy i faktycznym przejęciu władzy przez Rosję. Najprawdopodobniej został napisany wcześniej i „zakolejkowany” do publikacji w dniu planowanego ogłoszenia zakończenia „ograniczonej operacji” w Ukrainie.

Tyle że nie wszystko poszło zgodnie z planem…

Prawdopodobnie, w nawale spraw, jakiś stażysta, dziś już redagujący gazetkę ścienną we frontowej jednostce pod Charkowe, zapomniał zdjąć tekst z harmonogramu. Dzięki niemu mamy chwilowy wgląd w jądro ciemności — widzimy, że najazd na Ukrainę to nie jest „dżast biznes”, ale kolejna odsłona szaleństwa władzy, powszechnego wśród możnych tego świata. I to nas powinno napełnić poważnym niepokojem. Czytajcie, bo w tej metodzie JEST szaleństwo.


Ofensywa Rosji i nowego porządku świata

Na naszych oczach rodzi się nowy świat. Operacja wojskowa Rosji na Ukrainie zapoczątkowała nową erę — i to w trzech wymiarach jednocześnie. I, oczywiście, w czwartym, wewnętrznym wymiarze rosyjskim. Rozpoczyna się tu nowy okres, zarówno na planie ideologii, jak i w samym modelu naszego systemu społeczno-gospodarczego — ale o tym warto porozmawiać osobno nieco później.

Rosja odbudowuje swoją jedność — tragedia 1991 roku, ta straszna katastrofa naszej historii, jej nienaturalna dyslokacja, została przezwyciężona. Tak, wielkim kosztem, tak, przez tragiczne wydarzenia prawdziwej wojny domowej, bo teraz nadal są tam bracia strzelający do siebie, rozdzieleni przynależnością do armii rosyjskiej i ukraińskiej — ale Ukraina jako byt antyrosyjski już nie będzie istnieć. Rosja przywraca swoją historyczną całość, gromadząc rosyjski świat, rosyjski naród razem — w jego całości: Wielkorusów, Białorusinów i Małorusinów. Gdybyśmy tego zaniechali, gdybyśmy pozwolili, aby tymczasowy podział trwał przez wieki, nie tylko zdradzilibyśmy pamięć o naszych przodkach, ale zostalibyśmy potępieni przez naszych potomków — za to, że pozwoliliśmy na rozpad ziemi rosyjskiej.

Władimir Putin wziął na siebie — bez żadnej przesady — historyczną odpowiedzialność, decydując się nie pozostawiać kwestii ukraińskiej przyszłym pokoleniom. Konieczność rozwiązania tego problemu zawsze pozostanie dla Rosji poważnym problemem — z dwóch zasadniczych powodów. A kwestia bezpieczeństwa narodowego, czyli uczynienia z Ukrainy antyrosyjskiej placówki i punktu nacisku Zachodu na nas, jest wśród nich dopiero na drugim miejscu.
Pierwszym z nich zawsze będzie kompleks podzielonego narodu, kompleks upokorzenia narodowego — kiedy dom rosyjski najpierw stracił część swojego fundamentu (Kijów), a potem musiał pogodzić się z istnieniem dwóch państw, już nie jednego, ale dwóch narodów. To znaczy albo porzucić swoją historię, zgadzając się z szalonymi tezami, że „tylko Ukraina jest prawdziwą Rosją”, albo bezradnie zgrzytać zębami, wspominając czasy, gdy „straciliśmy Ukrainę”.

Odzyskanie Ukrainy, czyli zwrócenie jej Rosji, byłoby z każdą dekadą coraz trudniejsze — przekodowanie, derusyfikacja Małorusów-Ukraińców i nastawianie przeciwko Rosjanom nabierałoby tempa. A gdyby Zachód umocnił pełną kontrolę geopolityczną i wojskową nad Ukrainą, jej powrót do Rosji stałby się niemożliwy — trzeba by o nią walczyć z blokiem atlantyckim.

Teraz tego problemu już nie ma — Ukraina wróciła do Rosji. Nie oznacza to, że jej państwowość zostanie zlikwidowana, lecz że zostanie zrestrukturyzowana, przywrócona i wróci do swojego naturalnego stanu jako część świata rosyjskiego. W jakich granicach i w jakiej formie będzie zapewnione połączenie z Rosją (poprzez CSTO i Unię Euroazjatycką lub Państwo Związkowe Rosji i Białorusi)? Decyzja w tej sprawie zapadnie po zakończeniu historii Ukrainy jako państwa antyrosyjskiego. W każdym razie okres rozłamu w narodzie rosyjskim dobiega końca.

I tu zaczyna się drugi wymiar nadchodzącej nowej ery — dotyczy on stosunków między Rosją a Zachodem. Nawet nie Rosji, ale świata rosyjskiego, to znaczy trzech państw: Rosji, Białorusi i Ukrainy, działających geopolitycznie jako jedna całość. Stosunki te weszły w nową fazę — Zachód dostrzega powrót Rosji do jej historycznych granic w Europie. I głośno się temu sprzeciwia, choć w głębi duszy musi przyznać, że nie mogłoby być inaczej.

Czy ktokolwiek w starych stolicach europejskich, w Paryżu i Berlinie, poważnie wierzył, że Moskwa odda Kijów? Że Rosjanie na zawsze pozostaną narodem podzielonym? I to w tym samym czasie, gdy Europa się jednoczy, gdy niemieckie i francuskie elity próbują odebrać Anglosasom kontrolę nad integracją europejską i na nowo stworzyć zjednoczoną Europę? Zapominając o tym, że zjednoczenie Europy było możliwe tylko dzięki zjednoczeniu Niemiec, które nastąpiło dzięki dobrej (choć niezbyt mądrej) woli Rosjan. Późniejsze uderzenie w ziemie rosyjskie to szczyt niewdzięczności, ale i geopolitycznej głupoty. Zachód jako całość, a tym bardziej Europa osobno, nie miał siły, by utrzymać Ukrainę w swojej strefie wpływów, a tym bardziej przejąć nad nią kontrolę. Trzeba być geopolitycznym głupcem, żeby tego nie rozumieć.

Mówiąc dokładniej, istniała tylko jedna możliwość: postawienie na dalszy rozpad Rosji, czyli Federacji Rosyjskiej. Ale fakt, że to się nie udało, powinien być oczywisty już dwadzieścia lat temu. A piętnaście lat temu, po monachijskim przemówieniu Putina, nawet głusi mogli usłyszeć — Rosja wraca.

Teraz Zachód próbuje ukarać Rosję za jej powrót, za to, że nie zgodziła się na jego plany zyskania jej kosztem, za to, że nie pozwoliła na rozszerzenie przestrzeni zachodniej na wschód. Dążąc do ukarania nas, Zachód uważa, że stosunki z nim mają dla nas zasadnicze znaczenie. Ale od dawna tak już nie jest — świat się zmienił i nie tylko Europejczycy, ale także rządzący Zachodem Anglosasi doskonale to rozumieją. Żadne naciski Zachodu na Rosję nigdzie nas nie zaprowadzą. Obie strony poniosą straty w wyniku eskalacji konfrontacji, ale Rosja jest na nią moralnie i geopolitycznie gotowa. Z drugiej strony, dla samego Zachodu wzrost stopnia konfrontacji wiąże się z ogromnymi kosztami, przy czym główne z nich nie mają wcale charakteru ekonomicznego.

Europa, jako część Zachodu, pragnęła autonomii — niemiecki projekt integracji europejskiej nie ma sensu strategicznego, gdy trwać ma ideologiczna, militarna i geopolityczna kontrola Anglosasów nad Starym Światem. Nie może się to też udać, ponieważ Anglosasi potrzebują kontrolowanej Europy. Ale Europa potrzebuje autonomii także z innego powodu — na wypadek, gdyby Stany Zjednoczone dążyły do samoizolacji (w wyniku narastających konfliktów i sprzeczności wewnętrznych) lub skupiły się na regionie Pacyfiku, gdzie przesuwa się geopolityczny środek ciężkości.

Jednak konfrontacja z Rosją, w którą Anglosasi wciągają Europę, pozbawia Europejczyków nawet szansy na autonomię — nie mówiąc już o tym, że w ten sam sposób Europa próbuje narzucić zerwanie z Chinami. Podczas gdy atlantyści cieszą się teraz, że „rosyjskie zagrożenie” zjednoczy blok zachodni, w Berlinie i Paryżu nie mogą nie zrozumieć, że po utracie nadziei na autonomię projekt europejski w perspektywie średnioterminowej po prostu się załamie. Dlatego też niezależnie myślący Europejczycy nie są obecnie zainteresowani budową nowej żelaznej kurtyny na swoich wschodnich granicach — zdając sobie sprawę, że stanie się ona więzieniem dla Europy. Stulecie (a dokładnie pół tysiąclecia) ich globalnego przywództwa, tak czy owak, dobiegło końca — ale wciąż możliwe są różne warianty przyszłości.

Budowa nowego porządku światowego — i to jest trzeci wymiar bieżących wydarzeń — nabiera tempa, a jego kontury stają się coraz wyraźniejsze dzięki pękającej powłoce anglosaskiej globalizacji. Świat wielobiegunowy stał się wreszcie rzeczywistością — operacja na Ukrainie nie jest w stanie zjednoczyć przeciwko Rosji nikogo poza Zachodem. Ponieważ reszta świata widzi i rozumie, że jest to konflikt między Rosją a Zachodem, że jest to odpowiedź na geopolityczną ekspansję atlantystów, że jest to odzyskanie przez Rosję jej przestrzeni historycznej i miejsca w świecie.

Chiny i Indie, Ameryka Łacińska i Afryka, świat islamu i Azja Południowo-Wschodnia — nikt nie wierzy, że Zachód rządzi światem, a tym bardziej, że to on ustala reguły gry. Rosja nie tylko rzuciła wyzwanie Zachodowi, ale pokazała, że era globalnej dominacji Zachodu w pełni i ostatecznie dobiegła końca. Nowy świat zbudują wszystkie cywilizacje i ośrodki władzy, oczywiście wraz z Zachodem (zjednoczonym lub nie) – ale nie na jego warunkach i nie według jego reguł.

Komentarze

Strona ma charakter tylko i wyłącznie informacyjny. Nie namawiamy nikogo do łamania prawa.

Exit mobile version