Świat

Wielka draka w Dover czyli powrót nazistowskich potworów

30 stycznia w Dover odbyła się kolejna demonstracja przeciwko imigrantom zorganizowana przez skrajnie prawicowe grupy, takie jak National Front, English Defence League, North West Infidels i kilka innych. To już kolejny raz, kiedy miasto to zostało wybrane za cel naziolskich demonstracji. Za każdym razem ich wizyty spotykały się z kontrą środowisk antyfaszystowskich.
Od ostatniego czasu w tamtym rejonie zawiązała się antyrasistowska grupa Kent Anti Racist Network, która wzięła na siebie organizację kontry.
Obie strony mobilizowały się konkretnie. Ruch antyfaszystowski tym razem nie chciał być zaskoczony dużą ilością przeciwników, więc włożono wiele wysiłku w organizację oporu.

W dzień demonstracji do pierwszego incydentu doszło na jednej ze stacji benzynowych na trasie do Dover. Podczas postoju londyńskich autokarów na stację wjechał autokar pełen starych nazioli związanych z chuliganką Chelsea oraz Combat 18/Blood&Honour. Zaatakowali oni antyfaszystów wracających do autokaru, ale po krótkiej walce zostali odparci i musieli salwować się ucieczką z powrotem do swojego pojazdu, który doznał przy tej okazji gruntownego remontu. W trakcie awantury poszły także szyby w jednym z antyfaszystowskich autokarów. Na miejscu szybko pojawiła się policja, która zatrzymała wszystkich i zamknęła stacje benzynową. Jeden z nazioli popisał się wyjątkową fantazją i namalował na jednym z pojazdów swastykę własną krwią. To się nazywa zaangażowanie!

Zatrzymana została dwójka antyfaszystów za posiadanie flar oraz 6 nazistów. Prawicowy autokar musiał został odholowany, natomiast efektem ubocznym całego starcia było to, że policja nie pozwoliła ruszyć dalej całej grupie antyfaszystów przez kolejne kilka godzin, w rezultacie czego ponad 200 osób nie dotarło na demonstrację.

W samym Dover na demonstracji zjawiło się około 200 wszelkiej maści prawicowych zjebów. Po drugiej stronie około 500 osób: lokalnych mieszkańców, związkowców, ludzi z grup studenckich, a także bardziej bojowo nastawionych antyfaszystów. Pojawiło się sporo plakatów i banerów z napisem „Dover walczy z faszyzmem od 1939 roku”. Bardzo szybko doszło do konfrontacji, antyfaszyści przerwali policyjny kordon oddzielający ich od nazioli, a policja wyraźnie nie panowała nad sytuacją. Obie grupy przez dłuższy czas obrzucały się wzajemnie butelkami, cegłami i innymi przedmiotami, a co jakiś czas dochodziło do bezpośredniego starcia. Warto też dodać, że do rzucania w obrońców czystości rasy dołączyło trochę miejscowej młodzieży. Naziole byli coraz bardziej spychani, ale policja dawała im świetną osłonę swoimi radiowozami. W końcu po przybyciu posiłków stróże porządku zapewnili skrajnie prawicowym demonstrantom warunki do maszerowania i ci ruszyli. Do końca demonstracji dotrwało zaledwie kilkudziesięciu i po krótkich przemowach (jeden z mówców chwiał się dosyć mocno na nogach) obrońcy białej rasy wrócili z powrotem do miasta, gdzie doszło jeszcze do paru drobnych potyczek. Oprócz tego w mieście pojawiła się ponad 20-osobowa grupa neonazistów z National Action razem z polskimi NOP-owcami, ale pospacerowali sobie tylko po mieście.

Tego dnia w związku z demonstracją doszło do kilku aresztowań. Po obu stronach było sporo rannych, głównie od latających pocisków, ale zdecydowanie skrajnej prawicy nie udało się powtórzyć swojego umiarkowanego sukcesu z ostatniej wizyty. Tradycyjnie już też stracili kilka fantów m.in. flagę.

Warto dodać, że była to jedna z gwałtowniejszych demonstracji skrajnej prawicy w ostatnich latach. Nie próbowano nawet ukrywać jej charakteru poprzez twierdzenie, jak to do niedawna było popularne, że „nie jesteśmy rasistami, nie lubimy tylko radykalnego Islamu” etc. Było to otwarcie rasistowska manifestacja, włącznie z hajlowaniem przez wiele osób, flagami stylizowanymi na III rzeszę i nazistowskimi symbolami. Można powiedzieć, że do Dover zjechali się sami najgorsi zwyrodnialcy, jacy są w szeregach brytyjskiej skrajnej prawicy. Pokazano im jednak, że ich obecność nie pozostanie bez odpowiedzi, a wielu z nich wróciło tego dnia do domu z różnego rodzaju obrażeniami przypominającymi im, że ulice nie należą do faszystów.

Dla bardziej mainstreamowej lewicy i ruchu antyrasistowskiego było to dosyć brutalne przypomnienie, że jest to wojna, której nie da się wygrać uprzejmymi słowami czy byciem przeciwko przemocy. Przekonała się o tym grupa pokojowych demonstrantów, która zagubiła się w drodze na miejsce zbiórki i została brutalnie zaatakowana przez nazistów na oczach bezczynnej policji.

Komentarze

Strona ma charakter tylko i wyłącznie informacyjny. Nie namawiamy nikogo do łamania prawa.

Exit mobile version