Publicystyka

Wojna Putina, a Polska Rzeczywistość

Tekst nadesłany przez szanowanego aktywistę, zawierający jego przemyślenia na temat sytuacji w Polsce.

W czwartek 24.02.22 przywitała nas rzeczywistość w nowej odsłonie. Po ponad 26 latach od zakończenia konfliktu w Bośni i Hercegowinie wojna zawitała na Stary Kontynent. Gdy piszę te słowa (07.03.22), rosyjska ofensywa nadal trwa, padają kolejne miasta, już ponad milion ludzi zmuszonych zostało do ucieczki, badacze migracji mówią, że liczba ta ostatecznie może zwiększyć się pięciokrotnie.

To, co dzieje się w tym momencie, oczywiście w nieco innych wymiarach i z innym natężeniem, przypomina mi pierwsze tygodnie „wejścia” pandemii Covid-19. Tak, jak wtedy, społeczeństwo w pierwszym momencie zszokowane przekazem medialnym, w obliczu inercji władzy, po prostu zakasało rękawy i wzięło się do ratowania sytuacji. Wtedy szyto maseczki i produkowano odkażacz, teraz powstają już pierwsze inicjatywy szycia kamizelek kuloodpornych, produkcji wkładów balistycznych, kompletowania apteczek pierwszej pomocy. Wtedy rozwożono posiłki i zakupy pracownikom ochrony zdrowia oraz tym, którzy tego potrzebowali, teraz tonami dostarczane są na granicę i w głąb Ukrainy produkty pierwszej potrzeby, a niemający się gdzie podziać uchodźcy mogą liczyć na podwózkę i przygarnięcie do domu przez obcych ludzi.

Kraj z dykty

Państwo działa jednak według innej logiki, w drugim roku pandemii z budżetu centralnego wydano na ochronę zdrowia mniej niż w pierwszym, teraz za to już ogłoszono, że budżet na zbrojenia zostanie drastycznie podniesiony. Do tej pory (od ogłoszenia takiej poprawki projektu ustawy) nie pojawiły się dotąd szczególne głosy sprzeciwu – za jedyne „pocieszenie” można uznać brak szczególnych głosów oburzenia na pierwszą przytoczoną statystykę.

foto: M.Dobrowolski

Nie oszukujmy się – problemy socjalne polskiego społeczeństwa nagromadzone przez ponad 30 lat neoliberalnej terapii szokowej po raz kolejny dadzą o sobie znać i to ze zdwojoną siłą. Przykłady można pokazywać na losowo wybranym polu. Dajmy na to mieszkalnictwo – czy jeśli wojna w Ukrainie potrwa dłużej niż miesiąc, mieszkańcy kraju o jednej z najmniejszej ilości metrów kwadratowych na jednego z nich będą w stanie zapewnić schronienie 1-5 mln ludzi? Czy samorządy i państwo, które praktycznie zarzuciły w 100% jakiekolwiek formy budownictwa socjalnego wezmą to na swoje barki? A może branża deweloperska przeżywająca dzięki temu rozkwit pomoże w tym na swój koszt? Dlaczego w sumie zadałem te pytania w takiej a nie innej kolejności? Zdaję sobie po prostu sprawę, że klasa rządząca będzie indolentna, ewentualnie jakimikolwiek dodatkowymi kosztami obciąży społeczeństwo, a nie na przykład deweloperów, naturalnie podsycając szowinistyczne tendencje – już teraz rozsiewane są fake newsy i „życzliwe doniesienia” o tym, jak to Ukraińcy dostają mieszkania/opiekę medyczną/zasiłki, a dla Polaków nie ma.

Samoorganizacja i pomoc wzajemna

Wracając jednak do jasnej strony mocy – nadzieją, jak zwykle, może być samoorganizacja społeczeństwa. W zeszłym tygodniu umiarkowanym, ale jednak sukcesem, zakończył się strajk w Solaris – podpoznańskej fabryce autobusów. Ponad miesiąc odmowy pracy, wsparcie innych niż obecnych na zakładzie związków (brawa należą się przede wszystkim Kołom Młodych Inicjatywy Pracowniczej), umiejętne nagłośnienie konfliktu i przebicie się z nim do opinii publicznej. Konfliktów zbiorowych (przeprowadzenie w pełni legalnego strajku w Polsce jest dzięki liderom opozycji z lat ’80 jest prawie niemożliwe) jest w polskich zakładach zauważalnie więcej, a przykłady najbardziej zdeterminowanych załóg (Solaris, Paroc) pokazują, że można i warto walczyć o swoje. Jeśli karta przetargowa ludzi pracy nie zostanie osłabiona ksenofobicznymi zagrywkami (po które elity na pewno sięgną), przyszłość nie musi być aż tak ciemna.

foto: M.Dobrowolski

Do tego jednak potrzebujemy silnego ruchu, który nie będzie dawał wodzić się za nos tym, którzy doprowadzili nas do ponurej teraźniejszości. W starciu z chaosem potrzebujemy mocnych struktur zapewniających możliwość organizacji. W obliczu wojny potrzebujemy walki o stabilizację społeczną, nie militaryzacji,bo to właśnie stabilizacja i silne społeczeństwo, a nie czołgi, gwarantują pokój. Naprzeciw cenzurze i medialnej „fabryce prawdy” musimy wytaczać argumenty oparte na faktach i rzeczowej dyskusji. Zamiast religijnego wręcz walenia w patriotyczny i szowinistyczny bęben, musimy odwoływać się do materialnej istoty leżącej u podstaw każdego społeczeństwa i gospodarki. Nie zapominajmy, że to właśnie na niekończącej się rynkowej walce o poszerzanie rynków i wpływów bogacą się wszyscy imperialiści i ich wasale, którzy każą nam iść ginąć za ojczyznę. Nie dajmy się wciągnąć w grę na zasadach przeciwników – każdych rządów. Gdy my będziemy liczyć naszych zabitych i rannych, oni zasiądą do stołu, by na nowo podzielić się tortem.

Pokój chatom – wojna pałacom! Niech żyje samorządne społeczeństwo! Wolność, równość, pomoc wzajemna!

Komentarze

Strona ma charakter tylko i wyłącznie informacyjny. Nie namawiamy nikogo do łamania prawa.

Exit mobile version