Świat

Wszyscy jesteśmy Ukraińcami: antyfaszystowskie przesłanie z cieni Europy Środkowej i Wschodniej

Rosyjski imperializm przyniósł ze sobą faszyzm i ludobójstwo do Europy Środkowej i Wschodniej (CEE), ukryte w języku antyfaszyzmu. Środkowoeuropejscy antyfaszyści jako jedni z pierwszych zwrócili uwagę na niebezpieczne, systematyczne i masowe wsparcie Rosji dla ultra-nacjonalistów i neonazistów w całej Europie od 2014 r. Dziś ciche poparcie przerodziło się w otwartą wojnę, a antyfaszyści z Europy Środkowo-Wschodniej wysyłają komunikat – Rosję trzeba pokonać i wypędzić za wszelką cenę, inaczej na CEE region przyjdzie śmierć, ciemność i podporządkowanie, a wszelkie działania emancypacyjne i ich nosiciele dostaną kulę między oczy.


Gdybyśmy mieli wehikuł czasu i mogli zabrać was do nas, do przeszłości i niedawnej przeszłości, czy wiecie, co byście zobaczyli, gdybyście się rozejrzeli?

Imperium Rosyjskie na wschodzie, Imperium Niemieckie na zachodzie i Imperium Tureckie na południu. Trzy imperia, wiele form historycznych i jedna, nazbyt często wspólna ambicja, „choroba” wszystkich imperiów, a mianowicie potrzeba poszerzania strefy wpływów, zajmowania przestrzeni wokół siebie, podbijania.

A czy wiecie, co zobaczylibyście wśród nich, w ich cieniu, w naszym kraju? Małe, historycznie, geograficznie i językowo zróżnicowane regiony i jednostki polityczne, rozciągające się od Estonii po Rumunię, od Czech po Ukrainę, przetrwały do dziś wbrew imperiom, a czasem wbrew tez sobie.

Witamy w naszym regionie – Europie Środkowo-Wschodniej (CEE)

Region, który historycznie ukształtował się na styku trzech imperiów.

Region określony nie przez wybrzeża oceanów, ale zewnętrznie i geopolitycznie – mianowicie przez to, czy któreś z sąsiednich imperiów chciało po prostu podbić część Europy Środkowo-Wschodniej – jak w przypadku Czechosłowacji w 1938 i 1968 roku, Polski w 1939 roku, krajów bałtyckich w 1940 roku, Węgier w 1956 roku.

W regionie, w którym drobni muszą czasem zawierać kontrowersyjne związki, aby przeciwstawić się imperiom.

W regionie, którego głos i perspektywa są chronicznie pomijane i ignorowane.

W regionie, który nie jest ani bogatym zachodem czy północą, ani ludnym wschodem, ani biednym południem.

W regionie, którego życie i tożsamość znów stały się stawką – podczas gdy współczesna Turcja kieruje swoje imperialne ambicje na wschód, a na Niemczech dokonała się transformacja, która być może trwale zachwiała ich imperialnymi aspiracjami – to Rosja Putina nadal utrzymuje linię polityki imperialnej wobec Europy Środkowo-Wschodniej, a także innych regionów, które uważa za swoją „strefę wpływów”.

Przeciwko „antyfaszystowskiemu faszyzmowi”

Kiedy w latach 90. ubiegłego wieku w CEE powstawał zorganizowany ruch antyfaszystowski, sytuacja była jasna. Imperium sowieckie odeszło wraz z ideologią komunizmu państwowego, a w przestrzeni postsowieckiej zaczynała pojawiać się ideologia nazistowska. Częste były napady i zabójstwa na tle rasistowskim, komunistyczna policja często udawała, że niczego nie widzi, i było dla nas jasne, że nikt nie wykona tej pracy za nas. Zaczęliśmy więc sami systematycznie denazyfikować naszą przestrzeń.

Jednak sytuacja stopniowo zaczęła się zmieniać. Udało nam się rozpędzić bandy rasistowskich skinheadów, ale na ich miejsce stopniowo wdzierał się nowy wróg – autokraci, autorytaryści, nacjonaliści, tradycjonaliści wszelkiej maści, którzy, choć byli bardziej wypolerowani, w gruncie rzeczy chcieli tego samego, co te łyse gnidy – państwa narodowo-konserwatywnego.

W ostatnich latach z wielką podejrzliwością obserwowaliśmy ” brązowienie głównego nurtu” w kilku miejscach, ale przede wszystkim w Rosji. Od czasu dojścia Putina do władzy Rosja stała się konserwatywną autokracją, ściśle związaną z Kościołem ortodoksyjnym, która nie tylko tłumi, wypędza, zabija wszelką opozycję polityczną, niezależne media, działalność postępową, mniejszości LGBTQI+, organizacje pozarządowe, ale także daje znaczną przestrzeń ultranacjonalistom i toleruje neonazistów w ramach kształtowania w społeczeństwie wielkorosyjskiego przekonania imperialnego. Mało tego – nie tylko neonaziści są obecni w paramilitarnych grupach prorosyjskich, takich jak Wagnerowcy i Rusicze, ale istnieją również dowody na powiązania lokalnych neonazistów z tajnymi służbami FSB.

Jeśli Rosja Putina jest chroniona ideologią antyfaszyzmu, którą propaguje poprzez nacjonalistyczne organizacje młodzieżowe, takie jak Nasi, to prawdziwi antyfaszyści walczący z neonazistami kończą w więzieniach, na wygnaniu i w kostnicach. Jest skrajnym absurdem, że Rosja owija językiem antyfaszyzmu swoje brunatne zabarwienie i fakt, że w ciągu ostatnich dwóch dekad stała się głównym światowym centrum autokracji, tradycjonalizmu, ultranacjonalizmu, cenzury, konserwatyzmu, skrajnej prawicy, szowinizmu i właśnie rosyjskiego „antyfaszystickiego faszyzmu”.

Chcesz uzyskać wymierny dowód? A co z liczbą morderstw popełnionych z pobudek politycznych przez zwolenników ultraprawicy? Tylko w latach 2000-2017 w Rosji zanotowano 459 takich przypadków. W pozostałej części Europy w latach 1990-2015 doszło do 330 takich morderstw, w tym wszystkich 77 ofiar Andersa Breivika. Jeśli więc jest jakiś kraj, który wymaga głębokiej denazyfikacji, to jest to przede wszystkim Rosja.

Co więcej, około 2014 roku, w kontekście zajęcia Krymu, ale także powrotu do polityki zagranicznej opartej na interwencji i strefach wpływów, Rosja zaczęła eksportować te produkty. Nie, rosyjski eksport to nie tylko gaz ziemny i ropa, ale także faszyzm i ultranacjonalizm. Jak wykazali różni naukowcy, a także nasze własne badania na stronie www.antifa.cz, Rosja w ciągu ostatnich 8 lat zaczęła wspierać finansowo, materialnie, ale także poprzez systematyczną dezinformację w Internecie w całej Europie nie tylko różne stowarzyszenia lewicowo-autorytarne, ale także otwartych ultranacjonalistów i neonazistów – od słowackiej LSNS, przez niemiecką AfD, Orbána na Węgrzech, FPÖ w Austrii, po Le Pen we Francji. Dziś wiemy też, że była to część szerszej strategii, której kulminacją było wojenne wkroczenie na Ukrainę, dążenie do ponownego podboju CEE i powrotu Rosji do granic i imperialnych stref wpływów Związku Sowieckiego. Po trzydziestu latach Imperium Wschodnie chce powrócić, odgryźć jak najwięcej naszej przestrzeni, przejąć ją, wykorzystując między innymi starannie pielęgnowaną piątą kolumnę ultranacjonalistycznych partii i ruchów w Europie, które są mu na rękę. 

Walka o życie regionu

Nasz region CEE znów walczy o swoje życie – i nie jest to metafora, przesada, retoryczny zwrot, ale namacalna rzeczywistość, której kontury można dziś zobaczyć w Buczaczu, Irpieniu, Hostomelu i wielu innych miejscach. Na Ukrainie odbywa się nic innego, jak ludobójstwo Ukraińców, do czego zresztą nawołuje ideologiczny rzecznik reżimu Putina, Aleksander Dugin, od 2014 r., kiedy to określił Ukraińców za „rasę bękartów”. W tym sensie działania rosyjskich żołnierzy nie są zaskakujące. Pod przedziwną przykrywką de-nazyfikacji, na Ukrainie prowadzona jest polityka eksterminacji – jeden z filarów nazizmu. ” Nazistą staje się” – mówi historyk Timothy Snyder o nazizmie w pojęciu Rosji – „Ukrainiec, który nie chce przyznać, że jest Rosjaninem”. Jeśli każdy Ukrainiec jest dziś nazistą w oczach Rosji, to jest nim również każdy obywatel CEE, na czele z nami, zorganizowanymi antyfaszystami.

Reżim Putina na Ukrainie morduje nie tylko samo życie cywilów, ale także same warunki życia cywilnego. Jeśli bowiem zwycięży rosyjskie imperium, wszystkie działania społeczne, emancypacyjne, liberalne, anarchistyczne, feministyczne, antyfaszystowskie, ekologiczne, autonomiczne, dotyczące praw człowieka, subkulturowe i inne zostaną wdeptane w ziemię, a wraz z nimi ich przedstawiciele i obrońcy. Tak jak to jest we współczesnej Rosji.

W tym sensie wojna na Ukrainie toczy się nie tylko o życie, ale także o warunki przyszłego życia. Mieszkańcy doskonale zdają sobie z tego sprawę, dlatego zwykli ludzie masowo przyłączają się do walki w obronie własnego domu, wykraczając daleko poza tzw. obronę terytorialną. Jeden z wolontariuszy lwowskiej inicjatywy Operacja Solidarność uważa: „Jeśli Rosjanie przejmą Ukrainę, zabiją każdego aktywnego politycznie człowieka, niezależnie od jego poglądów politycznych… jeśli przegramy tę walkę, nikt nie zostanie, nikt z prawicy, nikt z lewicy, wszyscy zostaną eksterminowani”. Albo imperialne zniewolenie, eksterminacja, kolonizacja przez konserwatywną autokrację, albo obrona świata, który nie jest idealny, ale który przynajmniej pozwala na kultywowanie różnorodności, poszerzanie alternatyw i nie oferuje więzienia, wygnania czy kuli za odmienne zdanie. Jeszcze dobitniej określił to inny z wolontariuszy Akcji Solidarność na Ukrainie: „Państwo ukraińskie nas nie zachwyciło (jest raczej neoliberalne niż nazistowskie czy silnie autorytarne) – niesie ze sobą wiele problemów, takich jak system oligarchiczny, korupcja, zniszczenie zabezpieczeń społecznych, przemoc policyjna i nazistowska itp. Jednocześnie Ukraina jest przestrzenią o stosunkowo niewielkiej kontroli państwowej, która z jednej strony się rozwija, a z drugiej strony jest przestrzenią, w której mogą powstawać postępowe siły społeczne. Bronimy się więc, ponieważ jest to kwestia naszej przyszłości (fizycznej i politycznej). Jeśli Rosja zwycięży, wszystko, Reżim Putina na Ukrainie morduje nie tylko samo życie cywilów, ale także same warunki życia cywilnego. Jeśli bowiem zwycięży rosyjskie imperium, wszystkie działania społeczne, emancypacyjne, liberalne, anarchistyczne, feministyczne, antyfaszystowskie, ekologiczne, autonomiczne, dotyczące praw człowieka, subkulturowe i inne zostaną wdeptane w ziemię, a wraz z nimi ich przedstawiciele i obrońcy. Tak jak to jest we współczesnej Rosji.

Przy tak rozdanych kartach nie dziwi fakt, że na froncie przeciwko rosyjskiej inwazji można spotkać przedstawicieli wszelkich nurtów politycznych, stylów życia, prądów kulturowych, klas społecznych – od obrońców praw zwierząt, biedniejszych i bogatszych warstw społecznych, przez przedstawicieli młodzieżowych subkultur muzycznych czy organizacji praw człowieka, po antyfaszystowskich chuliganów czy zorganizowanych anarchistów.

Ich różnorodność wykracza daleko poza rosyjski punkt widzenia, który stara się twierdzić, że tylko ukraińscy nacjonaliści i neonaziści są mu przeciwni.

Zadanie jest jasne i wspólne dla wszystkich – powstrzymać rosyjski imperializm wszelkimi środkami i pokonać go siłą. Dzięki doświadczeniom historycznym w CEE wiemy, że jest to jedyna rzecz, która na Rosję działa, a raczej, którą ona rozumie. Polityka ustępstw nie pomoże, co Europa powinna dobrze pamiętać z wydarzeń po układzie monachijskim z Hitlerem w 1938 r., kiedy już raz popełniła ten fatalny błąd. To tylko zachęci imperium do dalszej ekspansji.

A w tym nowym zadaniu, jakim jest uśpienie imperialnej dumy (jak głosi kampania ukraińskich antyautorytarystów GNIP), nie mamy innego wyboru, jak tylko połączyć się sytuacyjnie i pozycyjnie z niemal każdym… podobnie jak antyfaszyści byli gotowi połączyć się z każdym w bitwie przeciwko nazistowskim Niemcom podczas II wojny światowej. W wojnie, która zagłusza życie i kondycję całego regionu, nie ma innej opcji. Owszem, gdy Putin przegra, pojawi się problem z nowymi ultranacjonalistami, dla których całkowita militaryzacja CEE jest dobrodziejstwem, ale ten problem będzie miał zupełnie inne parametry i będzie nieporównywalnie łatwiejszy do rozwiązania niż w przypadku, gdy imperialny Putin wygra, wejdzie dalej do CEE, wprowadzi tam ciemną erę i dalej będzie rozbijał UE poprzez wspieranie piątej kolumny ultranacjonalistycznych partii i ruchów w reszcie Europy.

To jest nasze stanowisko i perspektywa – przesłanie od części miejscowych tubylców, konkretnie antyautorytarystów i antyfaszystów, którzy są u siebie w regionie CEE, bronią go i będą bronić przed wszelkimi formami opresji, na ile to tylko możliwe. Jest to nasza perspektywa, którą wysyłamy w świat, oparta na praktycznym spojrzeniu, na naszym życiu, na naszym doświadczeniu, na naszej determinacji, ale także na naszej trosce o przyszłość naszych dzieci.

Ale czy ktoś to usłyszy? Czy będzie on traktowany kierunkowo? Mamy nadzieję, że tak się stanie, ale obawiamy się też, że nie. Dlaczego? Ponieważ głos aktorski regionu CEE jest w tej wojnie ignorowany, tak jak był przez długi czas. Pozostaje ignorowany i niewidoczny.

Pusty pojemnik Europy Środkowej i Wschodniej

Czytając teksty, które od czasu wybuchu wojny powstały na Zachodzie, a zwłaszcza na zachodniej lewicy, można znaleźć trzy główne ramy, które kształtują wydarzenia na Ukrainie – symetryzację, generalizację i ideologizację.

Poprzez symetryzację konflikt jest przedstawiany jako starcie dwóch równorzędnych, supermocarstwowych partnerów, najczęściej jako Rosja vs. NATO lub Rosja vs. USA, rzadziej Rosja vs. UE. W tym ujęciu za wszystkim trzeba się dopatrywać jakiejś wielkiej gry supermocarstw, starcia imperiów o strefy wpływów na globalnej szachownicy, a Ukrainę sprowadzić do roli marionetki kontrolowanej przez wyższą moc. Jest to pogląd podzielany nie tylko przez wiele organizacji politycznych, ale także przez wybitnych zachodnich intelektualistów i polityków – od Jeremy’ego Corbyna po Noama Chomsky’ego. Ta optyka, która przypisuje historyczną rolę wyłącznie imperiom i supermocarstwom, jest tak powszechna i powtarzalna na Zachodzie, że nadano jej nazwę – czasem nazywa się ją narcyzmem imperialnym, czasem zachodnim exceptionalizmem, ale najczęściej westplainingiem. Westplaining był wielokrotnie krytykowany – głównie przez różnych autorów z regionu CEE (zob. np. tekst Zosi Brom). Głównym niebezpieczeństwem Westplainingu jest przypisywanie zdolności do działania wyłącznie Zachodowi i USA, co prowadzi do egocentrycznego antyimperializmu w krytyce wojny, pomijającego pośrednictwo aktorów niezachodnich, ich potrzeby i postawy.  W nieco innym kontekście, brytyjsko-syryjska pisarka i aktywistka Leila Al-Shami wymyśliła termin ” antyimperializm idiotów”, aby skrytykować stanowisko tych, którzy widzą tylko rolę USA, a nie dostrzegają działań Rosji, Iranu czy Asada w Syrii.

W przypadku wojny na Ukrainie antyimperializm idiotów nie prowadzi do ignorowania roli Rosji, ale raczej do symetryzacji obu stron konfliktu i wynikającej z tego relatywizacji wojny, a następnie demobilizacji wszelkiej pomocy. W rzeczywistości kończy się stwierdzeniem, że obie strony w równym stopniu ponoszą winę za wojnę i że zajmowanie stanowiska w takim konflikcie jest problematyczne.

Poprzez generalizację i multiplikację konflikt zostaje przedstawiony jako ogólny przykład wojny, której należy się i tak przeciwstawić w ogólny sposób, albo jako przykład jednej z wielu wojen, które toczą się obecnie na świecie i którym należy się przeciwstawić jednomyślnie, ponieważ wszystkie one są wojnami na tej samej globalnej szachownicy. Jest to pogląd, który fetyszyzuje perspektywę globalną, uniwersalizm i dostrzeganie abstrakcyjnych podobieństw kosztem konkretnych kontekstów i specyfik. Szuka wspólnych globalnych mianowników, aby mógł stwierdzić, że wszystkie wojny są kapitalistyczne i neoliberalne, i jako takie potępić je jednolicie, aby nie musieć nigdzie stawać po żadnej ze stron. W takiej konstelacji perspektywa lokalna i regionalna będzie z natury rzeczy zawsze niewspółmierna, upokorzona, prowincjonalna, niedojrzała i niepełna w porównaniu z perspektywą globalną.

Co więcej, poprzez ideologizację konflikt jest przedstawiany jako kwestia zwykłych opinii i debat, w których broni się czystości stanowisk ideologicznych, co dyskredytują wszelkie praktyczne, realistyczne i strategiczne propozycje rozwiązania wojny, na czele z zawieraniem kontrowersyjnych partnerstw. Jest to podejście z natury wolne od ryzyka – kultywowane w zaciszu domu na tyle odległego, że nie znajduje się on w zagrażającej życiu strefie wpływów rosyjskiego neoimperializmu. Ostatecznie jest to strategia wyjścia jak niewalczyć z konkretnym nieprzyjacielem, ale schować się w fałdach uprzywilejowanej ideoczystości, abstrakcyjnych i ogólnych podejść, relatywizacji i symetryzacji, aby kontynuować swoje beztroskie życie gdzieś daleko od Ukrainy. Wojna jest tu kwestią opinii i ideologii salonu, a nie życia i śmierci.

Co wspólnego mają te ramy? Dwie kluczowe cechy – ignorowanie głosów z CEE i przyjęcie logiki Putina. Całkowite pominięcie perspektyw, stanowisk i głosów z CEE sprawia, że nasz region jest traktowany jako przestrzeń pozbawiona własnych możliwości i zdolności do swobodnego działania i decydowania, a więc jako region pozbawiony własnej sprawczości i znaczenia dla świata… puste naczynie, do którego można wlać dowolną wersję historii napisaną przez wielkie mocarstwa. Region CEE jest tu postrzegany jako zbyt mały, rozdrobniony, zróżnicowany, nijaki, bez własnej historii i zbyt mało znaczący, by aktywnie wpływać na bieg historii. W ten sposób staje się obiektem pasywnym – zredukowanym do zwykłej „sfery wpływów i interesów”, „strefy zderzeniowej” lub „przestrzeni ofiarnej”.

Ten brak szacunku dla CEE i opisane powyżej ramy również działają na korzyść Kremla. Jak wykazali Smoleński i Dutkiewitz: „optyka westplainingu uwzględnia tylko interesy Rosji, a nie Europy Wschodniej”. W istocie to Kreml, jak Putin pokazał na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w 2007 roku, wyobraża sobie świat jako starcie wielkich imperiów pociągających za sznurki nad strefami wpływów i świat, w którym maleńkie regiony typu CEE nie istnieją jako niezależne, odrębne i zasługujące na własny głos i szacunek. Kto w takiej konstelacji w czasie wojny symetryzuje, generalizuje, ideologizuje, staje się dla Putina pożytecznym idiotą.

Kolonializm przez zaniedbanie

Jak zrozumieć takie chroniczne lekceważenie stanowisk i głosów z regionu CEE, zwłaszcza w wojnie, która toczy się przede wszystkim o CEE? Jako specyficzną odmianę kolonializmu. Tak, kolonializm. Tak więc nie tylko Rosja zajmuje stanowisko wobec CEE, ale w pewnym sensie także Zachód z jego bogatą przeszłością kolonialną. Dlaczego akurat ten wariant? Ponieważ ze strony Zachodu mamy do czynienia z kolonializmem wobec półperyferii na osi Wschód-Zachód, a nie peryferii globalnego Południa, i który dokonuje się nie tyle poprzez przemoc fizyczną, eksterminację, podporządkowanie i dominację, jak w przypadku kolonializmu rosyjskiego, ile raczej poprzez lekceważenie i ignorowanie inności i specyfiki regionu, wynikającej między innymi z historii spięć między trzema imperiami.

Zachodni kolonializm przez zaniedbanie postrzegamy jako proces o charakterze długofalowym, odciśniętym, przyznajemy samokrytycznie nie tylko w nas samych, przez niedokończone nadrabianie zaległości przez Zachód od lat 90., ale także w starszych formach bojów antyautorytarnych – od pomniejszania perspektywy CEE w ruchach alterglobalistycznych, ale także dekadę później w ruchach antycięć, zorientowanych głównie wzdłuż osi Północ-Południe, po paternalizm niektórych grup i platform antyfaszystowskich z Niemiec. W tym i tak już obszernym tekście nie ma miejsca na szczegółową analizę tego kolonializmu, lecz raczej na jego zdecydowane odrzucenie i motywowaną wojną dekolonizację CEE. W jaki sposób?

Świat, w którym zmieści się wiele światów, w tym świat CEE

Jak więc dokonać dekolonizacji CEE? Nic nowego pod słońcem. Wystarczy wyciągnąć wnioski z procesów dekolonizacji, dzięki którym Zachód uczy się zmieniać siebie w stosunku do miejsc swoich byłych kolonii. Podstawowa zasada brzmi: nauczyć się słuchać, a więc traktować poważnie, głosów osób lokalnych w ich odmienności oraz uznać, że każdy głos, także ten z imperialnego centrum, jest ukształtowany przez kontekst czasu i przestrzeni, w której powstał.

Innymi słowy, perspektywa ma znaczenie, co doskonale uchwycił białoruska aktywistka w serii wywiadów, w których wypowiadają się anarchiści z Ukrainy, Białorusi i Polski na temat obecnej wojny: „jasne jest, że ludzie będą mówić ze swojej perspektywy, z perspektywy miejsc, w których mieszkają, z perspektywy rzeczywistości, w której żyją oraz walk i bitew, w których biorą udział. Całe życie mieszkałam w zasadzie w kolonii Moskwy… Moją perspektywe ukształtował więc inny nieprzyjaciel”.

Podobne dekolonizujące umiejętności słuchania i uznawania odmienności, których ludzie z globalnej Północy i Zachodu uczą się podczas solidarnych wypraw na tereny objęte wojną wśród Zapatystów z południowego Meksyku czy w Rojavie, muszą zostać uaktywnione, gdy przyglądają się wojnie na Ukrainie. W końcu, kiedy Zapatyści mówią, że chcą świata, który może pomieścić wiele światów, jasno deklarują, że widok z ich zakątka świata jest oryginalny i godny szacunku, w pełni się z nimi zgadzamy. I dodajemy – jednym z tych światów jest świat CEE, z jego wyjątkową perspektywą historycznie ukształtowaną przez ściśnięcie przez trzech imperiów i jego aktualną pozycją kształtowaną przez ostre zagrożenie dla życia regionu, a zwłaszcza dla życia Ukrainy. I to właśnie głosy z Ukrainy musimy dziś wysłuchać w pierwszej kolejności, solidaryzować się z nimi i poważnie potraktować ich słowa. Jak uważa czeski dziennikarz Ondřej Bělíček: „W tych wszystkich geopolitycznych debatach o NATO i Rosji nie powinniśmy zapominać o Ukraińcach i ich prawie do wyboru własnej przyszłości. Przez dziesięciolecia ich kraj był placem zabaw dla geopolitycznych ambicji rywalizujących ze sobą bloków imperialnych. Powinniśmy wspierać ich walkę w obronie niepodległości”.

Żeby było jasne, nie mówimy, że należy słuchać ukraińskich oligarchów. Nie mówimy też, by słuchać ultranacjonalistów, takich jak Prawy Sektor, którego wpływy na Ukrainie są znacznie wyolbrzymiane na korzyść Putina i nie mogą być porównywane na przykład z wpływami partii parlamentarnych, takich jak AfD w Niemczech, Jedna Rosja w Rosji, czy polityków takich jak Orban na Węgrzech lub Le Pen we Francji. W tym względzie w pełni zgadzamy się z autonomicznymi antyfaszystami z Ukrainy, którzy twierdzą: „Kilka tysięcy nazistów z minimalnym poparciem wyborczym w 40-milionowym kraju nie jest ani zagrożeniem, ani powodem do inwazji…”. Tak, na Ukrainie są naziści, podobnie jak w innych krajach. Nie, nie potrzebujemy pomocy Putina ani innych autorytetów, aby sobie z nimi poradzić. Sami sobie z nimi poradzimy”.

Mówimy, by słuchać przede wszystkim głosów zwykłych ludzi i zorganizowanych aktywistów, którzy praktycznie, po cichu, bez medialnych fanfar włączyli się w zbrojną obronę Ukrainy i sieci wzajemnej pomocy, idąc od dołu, przeciwko autorytetom, antyfaszystowsko i w duchu zaangażowanych ukraińskich anarchistów takich jakim był Nestor Makhno. Chodzi o takie inicjatywy i działania, jak Operacja Solidarność, które mówią: „Nie chcemy zginąć, nie chcemy uciekać, nie chcemy się podporządkować, nie mamy tego przywileju”. Jesteśmy cholernie wściekli i chcemy wolności!” lub Komitet Oporu/Związek Antyautorytarny, którzy znów mówią: „Wszystkich nas do wojny przywiodła chęć przeciwstawienia się rosyjskiej agresji imperialistycznej. Jesteśmy tutaj, aby pokonać okupantów i bronić ludu ukraińskiego, jego wolności i niepodległości”.

My jesteśmy w tym razem z nimi.

Wy bądżcie w tym razem z nami.

Dziś wszyscy jesteśmy Ukraińcami.

Російський військовий корабель, иди на хуй!


Tłumaczenie

Komentarze

Strona ma charakter tylko i wyłącznie informacyjny. Nie namawiamy nikogo do łamania prawa.

Exit mobile version