Wieczorem 23 września 2018, we Lwowie, na czwórkę anarchistów napadła grupa około dwudziestu neonazistów. Niektórzy z nich mieli na sobie koszulki „Korpusu Narodowego” – skrajnie prawicowej partii powstałej na bazie neonazistowskiego ochotniczego pułku „Azow”. „Napadli na cztery osoby, cięli nożami i bili młotkami”, powiedział przedstawiciel anarchistów Anton Parambul.

„Graliśmy w piłkę przy szkole za cyrkiem. Przebierając się zauważyliśmy grupę ubranych na czarno osób. Napadli na nas, bili teleskopami (pałkami teleskopowymi), nożami” – precyzuje zajście Weronika, kolejna ofiara.

To już drugi atak nazistowskich bojówek we Lwowie w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Pod koniec czerwca radykałowie napadli obozowisko Romów i zabili jednego z jego mieszkańców. W napastnikach rozpoznano członków tej samej „ekipy”, która napadła na Romów.

Dwóch chłopaków i dwie dziewczyny zaatakowano w niedzielę wieczorem, 23 września na szkolnym boisku obok cyrku. Ofiary nacjonalistów twierdzą, że po prostu grały w piłkę i nie przeprowadzali żadnej akcji. Napadnięto na nich znienacka, próbowali się bronić, ale siły były nierówne.

„Bili nas młotkami i teleskopami, zakrywaliśmy się rekami. Były kałuże krwi, jednemu chłopakowi, Sergiejowi, rozbili głowę i ranili w serce, został podłączony do aparatury” – powiedziała Aleksandra, jedna z pobitych aktywistek, której pocięto ręce i poważnie pobito. Weronika ma nogę przebitą nożem i złamaną rękę, a Dmytro palce wybite ze stawów, pocięte plecy i potłuczone nogi.

Wśród napastników rozpoznali przedstawicieli Narodowego Korpusu, niektórzy z nich mieli na sobie koszulki z nazwą organizacji. Uważana za pokrewną organizacja Narodowy Opór opublikowała na swoim profilu na portalu społecznościowym informację o napadzie. Rzecznik prasowy Narodowego Korpusu Roman Czernyszew w komentarzu dla portalu „Strana” zaprzeczył udziałowi radykałów w napadzie. „Naszych ludzi na pewno tam nie było, to była jakaś prowokacja, czyja dokładnie – to dopiero wyjaśniamy” – stwierdził Czernyszew.

Jednak w „Czarnym Sztandarze” zdania są odmienne. Przeciwnicy nacjonalistów są przekonani, że ich oprawcy działają w porozumieniu z władzą.

„Psiarnia podają sobie ręce z naziolami, witają się. Są na to fotografie po jednej z akcji. Można powiedzieć, że to dobrzy znajomi, zaś o tym ilu prawaków po Majdanie dostało się do struktur siłowych, to ja już nie mówię. Chociaż policjantom oni też nie odpuszczają – tym, którzy zwracają na nich uwagę. Napadają z nożami, a potem wychodzą z sądu za poręczeniem, jak bohaterowie. I tak szaleją po Lwowie, a psiarnia im dupy chroni” – powiedziała nam jedna z aktywistek Czarnego Sztandaru. „Skandaliczna jest zuchwałość i otwartość popełnianych przestępstw. Oni już od dawna wykorzystują zamknięcie w przestrzeni informacyjnej jako ochronę, a sprawną propagandę jako środek do zdobycia poparcia przy przemilczeniu pewnych faktów” – mówi Weronika.

Według relacji ofiar, podczas ataku „ludzie w czerni” przeklinali i krzyczeli „gaś ją, gaś jego”, co w slangu oznacza „bij”, oraz „wyciągajcie raperka” (wśród ofiar jest raper). (…) Hajlowanie, krzyki, nazistowska symbolika – to wystarczająco dużo, by zidentyfikować skrajną prawicę. Napadli na nas, bo jesteśmy przeciwko faszyzmowi i wyrażamy to swoim aktywizmem. Przyczyną napadu jest samo nasze istnienie. Ludzie grali w piłkę na boisku, a oni wykorzystali przewagę liczebną” – powiedziała Marta Fender, aktywistka Czarnego Sztandaru.

Tną każdego, kto im się nie podoba”

Tymczasem aktywiści boją się o swoje życia i bezpieczeństwo. „Niektórych z nas we Lwowie znają z twarzy. Można pójść do sklepu po chleb i dostać się pod nóż skrajnej prawicy” – mówi Fender. Aktywność Czarnego Sztandaru, według przedstawicieli organizacji, skupia się na obronie parków, walce z nielegalną zabudową. Organizacja opowiada się za równością społeczną, przeciwko rasizmowi, ksenofobii, homofobii i wszelkim formom dyskryminacji, co stanowi zaprzeczenie poglądów skrajnej prawicy. Po zabójstwie Roma zorganizowali we Lwowie akcję antyrasistowską i uważają ten napad za zemstę. „Skrajna prawica to u nas przede wszystkim Narodowy Korpus, to oni należą do „Trzeźwej i złej młodzieży” [organizacja odpowiedzialna za napad na obozowisko Romów w czerwcu 2018, w którym zginął jego mieszkaniec – przyp. tłum.], „Misanthropic Division” [neonazistowska międzynarodówka szczególnie aktywna w Rosji i na Ukrainie – przyp. tłum.] i C14 [ukraińska organizacja nacjonalistyczna znana również jako „Sicz” – pisownia tego słowa w ukraińskim zapisie wygląda podobnie, nawiązanie do „14 wielkich słów” jest rzekomo „przypadkowe” – przyp. tłum.] Co prawda starają się ukryć wzajemne powiązanie pomiędzy tymi organizacjami, ale jak na razie kiepsko im to idzie. To naziści” – nie ukrywa emocji Fender.

Zdaniem anarchistów napastnikami byli „ludzie, którzy pod pozorem walki z „Rosyjskim Światem” (Russkij Mir – nacjonalistyczna i rewizjonistyczna polityczna koncepcja i szersze zjawisko społeczne w Rosji, krajach byłego ZSRR oraz rosyjskiej diaspory na świecie, na Ukrainie powszechnie uznawana za element tzw. wojny hybrydowej przeciwko temu państwu – przyp. Tłum. ) tną wszystkich pod rząd: Romów, antyfaszystów, gejów i ogólnie każdego, kto im się nie podoba. Są we Lwowie ludzie, którzy nie znoszą innych poglądów, opinii i pozycji. Rozprawiają się z myślącymi inaczej. Czy policja o nich wie? Oczywiście, tylko reaguje jakoś niemrawo. Społeczeństwo też jakoś tak milczy. A czy jesteście pewni, że jutro wy nie będziecie na ich miejscu?” – napisała na swoim facebookowym profilu Iryna Juzwik, pomocnica posłanki Nadii Sawczenko, która popiera pobitych anarchistów.

Czystki we Lwowie

Atak ten nie jest pierwszym napadem skrajnej prawicy na ideologicznych przeciwników. „Dwa miesiące temu pobili chłopaka z lewicowego ruchu, rozcięli mu głowę. Raz napadli na dziewczyny i spryskali je gazem. Ale pierwszy raz rzucili się z nożami, i to tak, że nie wiadomo czy jedna z ofiar przeżyje [obecnie stan najciężej rannego jest stabilny, jednak wciąż przebywa on w szpitalu – przyp. tłum.] To ludzie o lewicowych poglądach, którzy nie uznają hierarchicznych struktur, zajmują się ochroną środowiska. Po zabójstwie Dawida, zorganizowali marsz przeciwko prześladowaniom Cyganów. Chodzą na feministyczne demonstracje i głoszą tolerancję wobec osób o nietradycyjnej orientacji seksualnej. Prawicowcy mają kategorycznie odmienne poglądy. Do tego starają się zademonstrować, że Lwów zostanie ich miastem, które oni wyczyszczą z osób myślących inaczej” – mówi Juzwik.

Półtora roku temu ciężko pobity został Wiktor Hanuliak, który walczył z przebudową zabytkowego budynku. Z kolei Światosław Rusycz, mąż pobitej Omeliasz, napisał na facebooku, że w ciągu ostatnich sześciu miesięcy trzykrotnie był napadnięty z bronią.

„Oprócz mnie, skrajni prawicowcy prześladują wielu aktywistów różnych organizacji. Cztery osoby poważnie ucierpiały, z których troje nie miało żadnych związków z działalnością społeczną. We Lwowie istnieje grupa przestępcza, która usiłuje zniszczyć lub zastraszyć działaczy oddolnych inicjatyw i organizacji. Grupa ta działa pod egidą Narodowego Korpusu. Policja niemal nie reaguje na ich przestępczą działalność, możliwe, że mają poważnych opiekunów wśród przedstawicieli organów ścigania” – mówi Rusycz.
Przeciwnicy nacjonalistów przekonani są, że napastnicy działają w porozumieniu z władzą.

Rok temu anarchistów zatrzymała Służba Bezpieczeństwa

W nacjonalistycznym środowisku ofiary obarczane są winą za prowokacje. Jewhenij Karaś, koordynator neonazistowskiej organizacji C14 napisał na blogu, jakoby lewicowi radykałowie w lipcu tego roku napadli z młotkami na siedzących w kawiarni nacjonalistów, a członek Czarnego Sztandaru chwali się w mediach społecznościowych skutecznymi napadami na działaczy Narodowego Korpusu, których nazywa „sługusami Awakowa [minister spraw wewnętrznych – przyp. tłum.] „Osoby te propagują zbrojne napaści na nacjonalistów, ‚system’ i ‚juntę'” – mówi Karaś.

W Czarnym Sztandarze twierdzą, że jedną z przyczyn napadu jest ich krytyczny stosunek do władzy. „To jakiś obłęd, do czego doprowadzono ten kraj. Nacjonalistyczne organizacje w stylu C14 pracują dla Poroszenki i SBU [Służba Bezpieczeństwa Ukrainy] i wszyscy, którzy krytykują władzę są według nich związani z Kremlem” – mówi aktywista Anton Parambul.

Poszkodowani aktywiści już od roku są w konflikcie z SBU. W październiku 2017 roku we Lwowie działaczy Czarnego Sztandaru oraz lewicowych nacjonalistów z Autonomicznego Oporu oskarżono o przygotowywanie przewrotu i działalność na rzecz Rosji. SBU dokonywało u nich przeszukań podczas których przetrzymywano ich twarzą do ziemi.

Zuchwałe i otwarte przestępstwa

Czarny Sztandar do tej pory w internetowych komentarzach oskarżany jest o działalność na rzecz Rosji, co dla nich samych jest co najmniej intrygujące. Według słów Parambula, jedna z ich działaczek popadła w konflikt z rosyjskojęzycznymi szowinistami i broniła języka ukraińskiego. Inny uczestnik tego ruchu stracił ojca w ATO [Operacja Antyterrorystyczna – oficjalna nazwa ukraińskich działań zbrojnych w Donbasie – przyp. tłum.]. Przeciwników nacjonalistów rozwściecza ich bezkarność. (…)

Sympatycy organizacji nacjonalistycznych hajlowanie i swastyki tłumaczą zainteresowaniami skandynawską i słowiańską mitologią. Ich oponenci uważają to jedynie za przykrywkę. „Tu nie chodzi o Skandynawię, tu chodzi o SS, o zabójstwa, Holokaust i prześladowania” – mówi portalowi „Strana” Wiktoria Jabłońska.

OD TŁUMACZA/REDAKCJI: spośród rannej czwórki anarchistów w szpitalu pozostał tylko Serhij, którego stan określany był jako krytyczny, został przeniesiony z oddziału reanimacyjnego na oddział rekonwalescencyjny, jego stan jest stabilny. Pozostali aktywiści są aktywni w portalach społecznościowych i udzielają informacji mediom. Ich leczenie wymagało będzie pieniędzy. Czekamy na informacje odnośnie tego gdzie i jak będzie można je przekazywać.

źródło [24.09.2018]: avtonom.org

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here