12 grudnia w niemieckim Lipsku odbył się kolejny marsz neonazistów. Wzięło w nim udział około 150 osób z grup takich jak: Die Rechte, Offensive für Deutschland (OfD – Ofensywa dla Niemiec) oraz odłamu PEGIDA pod nazwą Thugida. Ich bezpieczeństwa pilnowało ponad 800 policjantów i policjantek, którzy jak zawsze w Niemczech dołożyli wszelkich starań, aby impreza skrajnej prawicy przebiegła bez zakłóceń. Jednak niezbyt im się to udało. Przeciwko przemarszowi skrajnej prawicy tradycyjnie protestowało kilka tysięcy osób, które wzięły udział w kilkunastu akcjach organizowanych przez różne środowiska i stosujących różne taktyki. Były wiece, były sitingi, banery na budynkach, blokady. Ponad tysiąc bojowych antyfaszystów i antyfaszystek przypuściło szturm na policję ochraniającą nazistów. Doszło do wielogodzinnych walk ulicznych, podczas których policja użyła armatek wodnych, samochodów pancernych i gazu łzawiącego. Na ulicach stanęły płonące barykady. Wedle danych policji w starciach zostało rannych 69 funkcjonariuszy. Uszkodzonych zostało 50 samochodów policyjnych, w tym 4 nadawały się tylko do kasacji. Rannych zostało też kilkudziesięciu demonstrujących.

Jako ciekawostkę można podać, że policja aresztowała księdza przemawiającego na antyfaszystowskim wiecu za podżeganie do zamieszek. Jak widać w Niemczech kler potrafi czasami przemówić ludzkim głosem ;) Oprócz księdza zatrzymanych zostało ponad 120 osób. Nie mamy jeszcze informacji czy i jakie postawiono im zarzuty.
Burmistrz Lipska nazwał protesty antyfaszystów „otwartym ulicznym terrorem”, pochwalił też bohaterstwo policjantów broniących marszu skrajnej prawicy. Nie zanotowano żadnych wypowiedzi potępiających marsz spadkobierców Hitlera, ale jest to dosyć standardowa sytuacja ze strony władz, które pokazują prędzej czy później po jakiej stronie się opowiadają.

Za: www.rt.com