16 grudnia odbyła się rozprawa apelacyjna antyfaszysty Aleksieja Sutugi “Sokrata” skazanego we wrześniu na 3 lata i jeden miesiąc kolonii karnej za rzekome pobicie neonazistów w styczniu 2014 roku. (więcej o sprawie tutaj)
Jego prawnik zwracał uwagę na fakt, że pomimo zeznania jednej z „ofiar”, mówiącej o tym, że Aleksiej uderzył go 5 razy młotkiem w głowę i około 10 razy po ciele, obdukcja lekarska wykazała jedynie siniaka na policzki i na kolanie. Zwrócono także uwagę na rozmaite naruszenia proceduralne podczas śledztwa, które powinny być podstawą do ponownego rozpatrzenia sprawy. Sąd całkowicie zignorował wezwanie do uniewinnienia albo chociaż złagodzenia wyroku.

„Sokrat” uczestniczył w sprawie za pomocą videokonferencji z więzienia Butyrki w Moskwie.
Potwierdził, że nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów i że podczas bójki próbował rozdzielić walczących. „Zakładam, że zeznania przeciwko mnie zostały złożone pod naciskiem funkcjonariuszy z Centrum E (policyjny oddział do spraw ekstremizmu- dop.redakcji), którzy od dawna- od 2009 roku, kiedy organizowałem polityczną solidarność dla antyfaszystów- próbowali mnie wrobić. Ofiary bardzo często przewijały się w procesach, gdzie obrońcami byli antyfaszyści, a ich tatuaże i zdjęcia potwierdzają, że należą do skrajnie prawicowego ruchu i są ideologicznie zainteresowani moim uwięzieniem. Nie wiem co zrobię w kolonii, jak mam się zachowywać, jeśli nie czuje się winny. Na wolności mam sporo do roboty- wychowywanie syna, karmienie rodziny”.

Posiedzenie trwało mniej niż 10 minut. „Utrzymać wyrok”. Jedyny komentarz „Sokrata” to było „Jak zawsze”.

Jak widać rosyjscy neonaziści pomimo pozowania na twardych chuliganów i prawilniaków, bardzo ochoczo współpracują z wymiarem (nie)sprawiedliwości, gdy tylko jest okazja zaszkodzić politycznym wrogom. W końcu, zupełnie jak w Polsce, donieść na „lewaka” to przecież nie konfidenctwo.

Za: avtonom.org