161 Crew
Facebook 161 Crew Instagram 161 Crew Tumblr 161 Crew Twitter 161 CrewYouTube 161 Crew Materiały opublikowane na stronie mają wyłącznie charakter informacyjny, redakcja strony nie namawia nikogo do łamania prawa.

ONE SCENE FEST, Moskwa, 23 listopada

23 listopada w Moskwie miało miejsce wydarzenie, które zapisze się w historii rosyjskiego ruchu antyfaszystowskiego złotymi zgłoskami. Legendarny zespół z Wysp Brytyjskich – The Oppressed – po raz pierwszy wystąpił na terenie byłego Związku Radzieckiego. Dodać trzeba, że nie był to koncert „dla swoich”, tylko impreza całkiem legalna i reklamowana od dłuższego czasu. Jeszcze kilka lat temu coś takiego byłoby nie do pomyślenia – koncert zespołu antyfaszystowskiego i w dodatku skinowskiego takiej rangi to było marzenie wielu. Aż w końcu się ziściło.

Przed tym wiekopomnym wydarzeniem Walijczycy dostawali kilka razy do roku propozycję przyjechania do Rosji. Jednak cały czas nie udawało się ich przekonać, że wyjazd do kraju, w którym, jak podają statystyki, jest największa liczba boneheadów w Europie, ma sens. W końcu wiosną tego roku udało się uzyskać zgodę legendy muzyki Oi! oraz ruchu S.H.A.R.P. na przyjazd do Rosji. Jak przyznawali sami dziadkowie po swoim koncercie – było warto!

Jednak po drodze nie obyło się bez incydentów. Koncert zespołu był reklamowany od kilku miesięcy. Jednak w przeddzień okazało się, że w tę samą sobotę władze Rosyjskiej Profesjonalnej Ligi Piłki Nożnej wyznaczyli mecz derbowy pomiędzy Spartakiem a CSKA. Te dwa moskiewskie kluby są znane z najbardziej ostrych i do tego prawicowo-radykalnych załóg (vide incydent z wywieszeniem flagi nazistowskiej na meczu Spartaka na początku listopada). W związku z tym, że dzień derby w Moskwie zazwyczaj wiąże się z podwyższoną liczbą ekip hooliganów na mieście organizatorzy podjęli decyzję o odwołaniu koncertu. W rzeczy samej nikt nie miar zamiaru tego zrobić, jednak do wiadomości publicznej zostało podane, że koncertu nie będzie. Nie mi oceniać, na ile miała sens ta zagrywka, faktem pozostaje jednak, że sporo osób zrezygnowało z przyjścia na imprezę, która, jak sądzili, nie dojdzie do skutku.

Mimo iż formalnie koncert został odwołany, to na kilka godzin przed rozpoczęciem pod klubem czekały spore ilości rosyjskiej policji, drogówki oraz OMON-u. Władze zdając sobie sprawę z tego, że może dojść do zadym pomiędzy antyfaszystami a naziolami postanowiły temu zapobiec, sprowadzając na miejsce koncertu pokaźną liczbę mundurowych. Przez całe to zamieszanie atmosfera jakby trochę się popsuła. Jednak wystarczyło wejść do klubu i natychmiast, spotykając przyjaciół i znajomych z najdalszych zakątków Rosji, Białorusi, Ukrainy, a nawet Niemiec czy Serbii człowiek rozumiał, że jednak warto było przebyć kawał drogi żeby być w tym dniu w Moskwie. Cała impreza nosiła nazwę ONE SCENE FEST i miała pokazać jedność sceny punkowej i hardcore’owej oraz wysłać czytelny sygnał dla wszystkich tych, którzy próbują udawać, że „apolityczność” to jest sposób na bezproblemową egzystencję w dzisiejszej Rosji, że na scenie underground’owej nie może być miejsca dla takich negatywnych zjawisk jakimi są rasizm, nacjonalizm, faszyzm.

Poza legendą z Wysp skład pozostałych kapel był również wyśmienity. Wasted Youth z Niemiec, What We Feel z Moskwy – pierwszy oficjalny koncert w Rosji po kilku latach przerwy, Mister X z Białorusi, OSV oraz One Way Street z Rosji. Nie będę się rozpisywał nad występami poszczególnych zespołów. Każdy dawał z siebie wszystko, a w takim dniu nie było opcji, żeby ktoś zagrał źle. Oczywiście im bliżej występu gwiazdy wieczora, tym publika bawiła się coraz bardziej rześko. Już podczas występu What We Feel pod sceną działo się coś niewyobrażalnego! A gdy na scenę wyszli weterani z Walii, to dopiero się zaczęło. Krwi było w chuj! Tak ostrego pogo pod sceną dawno nie widziałem. Co kilka minut z tłumu wychodziły zakrwawione osoby. Agresja w czystej postaci, ale skierowana nie przeciwko komuś konkretnemu, tylko kontrolowana, bo choć pogo było ostre, a i sporo osób było po wypiciu kilku piw, to tego wieczora żadnych awantur w klubie nie było! Co jest kolejnym ewenementem i jak najlepiej świadczy o rosyjskiej scenie punkowej, hardcore’owej oraz skinowskiej. Ludzie z najrozmaitszych środowisk potrafili wspólnie się bawić na jednym koncercie. To było zajebiste uczucie. Prawdziwa jedność, o której tak wiele kapel śpiewa, a której, niestety, nie zawsze doświadczysz na co dzień.

Wracając do koncertu. Tym razem Oppressed przyjechali bez drugiego gitarzysty, dlatego brzmieli baaardzo surowo, prawie tak jak na swoich kultowych nagraniach z lat 80. ubiegłego stulecia. To jednak nikomu nie przeszkadzało. Blisko 700 osób śpiewało razem z Walijczykami każdy ich hit – „Work Together”, „AFA Song”, „Hooligans”, „Joe Hawkins”, „Sleeping With The Enemy”, „Fuck Fascism”, „Skinhead Times” i inne. Roddy tego wieczoru był w zajebistym humorze, rzucał żarciki ze sceny, nie zapominał przypominać prawie po każdej drugiej piosence, że faszyzm to chujnia i dno totalne. Atmosfera była wyśmienita.

10 lat temu koncerty antyfaszystowskie w Moskwie to były imprezy zamknięte dla 30-40 osób w dziwnych miejscówach gdzieś na obrzeżach miasta. Nikt nie wtajemniczony nie miał nawet minimalnej szansy aby tam trafić. Prawda też była taka, że scena antyfaszystowska/antyrasistowska wtedy w Rosji w zasadzie nie istniała. Obecnie w stolicy Federacji Rosyjskiej legendarny zespół S.H.A.R.P.-skins podczas imprezy całkowicie otwartej i legalnej zbiera prawie 700 osób. Jest w tym olbrzymia zasługa wszystkich aktywistów, którzy przez wszystkie te lata walczyli (bardzo często w sensie dosłownym!) z nazizmem, faszyzmem, rasizmem na ulicach swoich miast, nie tylko Moskwy!

Przyglądając się kolejnemu pokoleniu młodych skinów, którzy się dobrze bawili podczas megazajebistego koncertu, patrząc na piękne wytatuowane dziewczyny, na firmowe ciuchy oraz koszulki z ulubionymi zespołami żal ściska mi serce, gdyż zdaję sobie sprawę, że zbyt wielu moich najbliższych przyjaciół przypłaciło swoim życiem to, że teraz my możemy spokojnie się zbierać na takich imprezach. Walka trwa cały czas i mam nadzieję, że niezwykle rzadkie występy zespołów takich jak Oppressed będą tym, co będzie motywowało kolejne pokolenie antyfaszystów/antyrasistów rosyjskich, ale też białoruskich czy ukraińskich do tego, żeby wytrwale stać aż do naszego ostatecznego zwycięstwa!

Fascism! Fascism! Fuck You and Your fascism!

Kolega z Moskwy






Brak komentarzy

Odpowiedz