16 sierpnia w Poznaniu odwiedziliśmy ekipą dwa miejsca pamięci o symbolicznej, wolnościowej wymowie. Oba te miejsca przypominają, że dwie totalitarne ideologie, czyli faszyzm i komunizm, są wrogiem pracowników.

Pierwszym z tych miejsc były Poznańskie Krzyże na placu Adama Mickiewicza, upamiętniające robotniczy zryw z 1956 r. Powodem erupcji robotniczego niezadowolenia były wówczas żądania płacowe, przede wszystkim niezadowolenie ze zmniejszenia premii, które było spowodowane niewykonaniem (nieustannie zwiększanych) norm produkcyjnych.

Rozpoczęty o 6:00 strajk spontanicznie przekształcił się w pochód, w którym wzięło udział ok. 100 tys. osób. Napięcie rosło. Zebrani spontanicznie wtargnęli do jednego z więzień i uwolnili z niego 257 osób. Demolowano gmachy państwowe. Władza, w celu przywrócenia „porządku”, wysłała wojsko na protestujących. Rozpoczęły się regularne walki, w wyniku których śmierć poniosło 57 osób. Ostatnie strzały na ulicach miasta rozlegały się jeszcze dwa dni później, 30 czerwca.

Mit Czerwca’56 w okresie PRL-u był żywy w czasie innych masowych wystąpień, stając się ikoną walki o sprawy socjalne i kontrolę robotniczą. W III RP jednak prawicowe elity polityczne każdą rocznicę 28 czerwca wykorzystują do zbijania kapitału politycznego oraz podkręcania antykomunistycznej, a w istocie – anysocjalnej – histerii. O zmianach w pojmowaniu charakteru Czerwca’56 świadczy m.in. dodanie słów „O Boga” na pomniku w 2006 r.

Kilkadziesiąt metrów dalej, po drugiej stronie ulicy, znajduje się skromna tablica pamiątkowa, poświęcona dziewięciu kolejarzom, którzy zginęli w czasie strajku 26 kwietnia 1920 r. Tutaj już nie ma patetycznych, oficjalnych uroczystości, bo i kontekst wydarzenia jest znacznie mniej użyteczny dla elit.

Okres pierwszych kilkunastu miesięcy po odzyskaniu niepodległości cechował się ciągłym spadkiem siły nabywczej robotników. Władze zareagowały na ten problem tzw. dodatkiem drożyźnianym, czyli wypłaceniem trzynastej pensji. Dodatkowe pieniądze nie trafiły jednak do robotników z byłego zaboru pruskiego, który był rządzony przez endeków i chadeków.

Frustracja przybierała na sile. 26 kwietnia akcję strajkową podjęli kolejarze. Trzytysięczna demonstracja dotarła pod Zamek, domagając się dopuszczenia robotniczej delegacji do ministra Władysława Seydy. Wtedy też Karol Rzepecki, naczelnik Wydziału Spraw Wewnętrznych, wydał rozkaz otwarcia ognia do protestujących. Zginęło dziewięciu robotników, a w Poznaniu wprowadzony został stan wyjątkowy. Władzy nie udało się jednak zastraszyć społeczeństwa: pogrzeb zabitych stał się wielką polityczną demonstracją, w której udział wzięło ok. 20 tys. osób.

Oba te wydarzenia są dla nas dowodem na to, że żadna władza nie zawaha się przed użyciem przemocy w celu zaprowadzenia korzystnego dla siebie, społecznego porządku. Dlatego jako antyfaszyści przedkładamy spontaniczność ponad dyscyplinę, samoorganizację ponad centralizm, uczestnictwo ponad autorytaryzm. Pamiętajmy, że rzeczywistym spadkobiercą haseł i ideałów robotniczych protestów jest ruch wolnościowy.