Życie często pisze własne scenariusze, nieraz tak barwne, że nawet najlepsi scenarzyści z Hollywood mogliby pozazdrościć pomysłowości, zawiłości, nieoczekiwanych zwrotów akcji. Jednak gdy mówimy o takich niebanalnych sprawach jak życie i śmierć zastanawia mnie to, czemu niektóre osoby są wynoszone na ołtarze, dołączane do armii świętych, a inne odchodzą w niepamięć, są zapominane, rozpływają się w liczbach niechlubnej statystyki.

Według oficjalnych statystyk w ubiegłym roku w Rosji odnotowano jedynie 16 zabójstw na tle narodowościowym lub etnicznym. Prawda jest jednak taka, że rosyjskim władzom zależy na dobrym wizerunku i dlatego robią wszystko, żeby te statystyki zaniżyć. Najprostszym sposobem jest zakwalifikowanie „przestępstwa motywowanego nienawiścią rasową” jako zwykłego wandalizmu, aktu chuligańskiego, czy wreszcie zwykłego zabójstwa na tle obyczajowym. Jedynie w przypadkach większych grup neo-nazistowskich, które działały tak zuchwale i były na tyle okrutne, że ich wyczyny stawały się pożywką dla mediów mainstreamowych, władze musiały przyznać się do tego, że popełnione przez nich czyny miały podłoże nie obyczajowe czy ekonomiczne, tylko nienawiść na tle rasowym lub narodowościowym.

Problem z nazistami jest jednym z ważniejszych problemów współczesnej Rosji. Oczywistym faktem jest, że władze zdają sobie z tego sprawę. Jednak nie robią nic, albo prawie nic, by z tym niebezpiecznym procederem walczyć. Pacyfikacja młodocianych „skinheadów” czy wsadzanie do więzień ukształtowanych już jak fizycznie tak i mentalnie/ideologicznie liderów rosyjskich neo-nazistów sprawy nie rozwiązuje, wręcz odwrotnie. Poprzez to, że w ostatniej dekadzie w więzieniach w Rosji znacząco wzrosła ilość osobników otwarcie wyznających ideologię NS/WP, zaczynają oni tworzyć w więziennym półświatku gangi na wzór amerykańskiego Aryan Brotherhood. Na razie wszystko jest w fazie wstępnęj, raczkującej, ale proces dopiero się rozpoczął: zobaczymy, jak sprawa będzie wyglądać za 5-10 lat.

W dzisiejszej Rosji, gdzie podział klasowy staje się niezwykle czytelny, a wraz z tym jeszcze bardziej dotkliwy i bolesny, nastroje ksenofobiczne są powszechne. Od najniższych warstw społecznych aż po kierownictwo państwa, wszystko jest przesiąknięte jest przez atmosferę nietolerancji. Co mówić o zwykłych obywatelach, skoro nawet wśród aktywistów lewicowych organizacji trwają spory (nieraz kończące się absurdalnymi bójkami podczas wspólnych przemarszów oraz demonstracji) na temat granic tolerancji i tego, co do jakich zjawisk we współczesnym społeczeństwie można mieć zastrzeżenia w większym, lub mniejszym zakresie. Słowo „tolerancja” ma we współczesnym języku rosyjskim konotację negatywną, dlatego nawet aktywiści ANTIFA nie są skorzy do tego, by go nazbyt często używać.

Jedną z grup społecznych, która jest najbardziej agresywną i przesiąkniętą ideami NS/WP są pseudokibice czy kibole. Rosyjska scena kibicowska od swoich zalążków była zdominowana przez agresywnie nastawionych osobników, co akurat nie jest niczym niezwykłym dla tej subkultury, gdzie silne emocje sportowe oraz towarzyszące temu oprawy na stadionach, jak również zadymy poza nimi, sprawiają, że nie każdy człowiek będzie potrafił to polubić i poświęcić temu jakiś kawałek swego życia. To co wyróżniało i nadal wyróżnia rosyjską scenę kibicowską to fakt, że wszystkie (poza republikami z Kaukazu) zespoły piłkarskie mają kibiców zdominowanych przez nacjonalistów rosyjskich. Nie ważne czy mówimy o oficjalnych klubach kibica, czy o gangach chuliganów footbalowych, jedynym wspólnym mianownikiem jest to, że liderzy wszystkich tych ugrupowań w sposób bardziej lub mniej jawny popierają idee nacjonalistyczne czy wręcz narodowo-socjalistyczne.

W sytuacji, kiedy na meczach domowych młyn gospodarzy liczy nieraz kilka tysięcy osób, wśród flag często pojawiają się krzyże celtyckie czy nawet swastyki, jak również transparenty o treści mniej lub bardziej radykalnej, nie ma co się dziwić, że grupy antyfaszystowskich kibiców to niezwykła rzadkość. Dosłownie kilka klubów z niższych lig rosyjskiej piłki nożnej posiada niezbyt liczne grupy kibiców otwarcie wspierających ruch antyfaszystowski. Wśród kibiców klubów z Moskwy czy innych wielkich miast pojawienie się grupy kibiców-antyfaszystów graniczy z cudem, gdyż wiąże się ze zbyt dużym ryzykiem…

Wśród rosyjskich antyfaszystów nazwisko Ilii „Gołowy” Dżaparidze jest, oczywiście znane, ale w nieporównywalnie mniejszym stopniu jest on kojarzony z ruchem antyfaszystowskim/antyrasistowskim w tym kraju niż chociażby Fiodor Filatov czy Ivan Khutorskoy. Czemu tak się stało? Nie wiem. Czyżby jego zasługi były mniej warte, a śmierć mniej bestialska? Otóż nic z tych rzeczy. Zatem dlaczego? Zadaję sobie to pytanie za każdym razem, gdy myślę o swoim przyjacielu. Niestety nie mam na nie odpowiedzi…

Ilija pochodził z rodziny gruzińskiej. Nigdy nie ukrywał swoich korzeni, no bo i jak ktoś o ciemnej karnacji i czarnych włosach miałby się podawać za „prawdziwego Słowianina”? Niby banalna sprawa, ale nie we współczesnej Rosji. Zwłaszcza, że Ilija nie był zwykłym młodzieńcem, tylko utalentowanym pięściarzem i do tego zapalonym miłośnikiem piłki nożnej. Od najmłodszych lat wspierał jeden z niegdyś wielkich klubów moskiewskich – Dynamo – i choć z początkiem lat 2000. przyszły dla jego drużyny nie najlepsze czasy, nigdy się od nie nie odwrócił, bo jak wiadomo, barw klubowych się nie zmienia. Nigdy.

W półświatku kibolskim Ilija „Gołowa” był znany jako zapalony sportowiec, najpierw lider jednej z młodzieżówek chuligańskich „Dynama”, następnie uczestnik wydarzeń historycznych dla całego rosyjskiego ruchu fanatyckiego już jako pełnoprawny człowiek głównej rodziny chuliganów „Dynamo” Moskwa. Być może to zaangażowanie sprawiało (i nadal sprawia), że co bardziej hipokrytyczni działacze antyfaszystowscy zawsze woleli dystansować się od niego, nieraz odcinając się stanowczo od tego co robił na trybunach i poza nimi. Prawda jest jednak taka, że Ilija był zajebistym kompanem, który lubił się dobrze zabawić, był człowiekiem bardzo oczytanym i elokwentnym – w końcu studiował na prestiżowej Akademii Gospodarczej w Moskwie – lubił dobre żarty i sam nieraz lubił sobie zażartować: po dziś dzień pamiętam minę kolegów z Mińska, gdy przyjechawszy z ekipą z Moskwy (by wesprzeć MTZ-RIPO) Ilija siedząc na kuchni w stolicy Białorusi niewzruszenie opowiadał, że a i owszem, jest Gruzinem, że a i owszem MTZ-RIPO to klub antyfaszystowski, ale on jest rosyjskim nacjonalistą i wszystko to jest w zgodzie z jego poglądami. Kolegów z Mińska zatkało. Patrzyli na niego z przerażeniem, a on nawet nie dał po sobie poznać, że sam aż był gotów wybuchnąć ze śmiechu.

W Moskwie Ilija nigdy nie opuszczał żadnego meczu, bardzo przeżywał przegrane własnej drużyny, ale jeszcze bardziej bolały go wybryki rasistowskie i faszystowskie, które się zdarzają się na trybunach rosyjskich stadionów cały czas. Trenując sam, trenował również młodzież, równocześnie wpajając im ideały równości i braterstwa. Po pewnym czasie zaczął odczuwać chęć wzięcia na siebie większej odpowiedzialności za to, co się dzieje dookoła. Rozmawialiśmy z nim dużo na ten temat. Być może wydoroślał, być może doszedł do tego w wyniku swoich rozważań, ale stawał się coraz bardziej aktywny. Aktywnie wspierał MTZ-RIPO, o czym już wspomniałem. Warto powiedzieć, że był również osobą bezpośrednio stojącą u początków zorganizowanego ruchu fanatyckiego Arsenalu Kijów – kilkakrotnie montował ekipę do wyjazdu na Ukrainę, by wesprzeć małą liczebnie, ale dobrze zmotywowaną ekipę antyfaszystów z Kijowa. Zawsze szedł w pierwszym rzędzie i pierwszy podejmował walkę. Nigdy się nie poddawał. Nie, to nie jest przesada! W walce w 30 przeciwko 150 na wyjeździe we Lwowie, przeciwko miejscowym kibolom-nacjonalistom stał on w pierwszym rzędzie: walczył aż do momentu, gdy ilość ciosów stawała się nie do zniesienia, wtedy padał na ziemie i był wciągany do środka do tłumu kibiców Arsenalu; jednak gdy tylko wracały mu siły znów przebijał się do przodu, i tak trzy razy z rzędu, nim milicja rozdzieliła dwie ekipy. Oczywiście, był najbardziej poobijanym człowiekiem z całej załogi, ale uśmiechał się promiennie i przez cały czas żartował, nie zważając na bolesne rany.

W ostatnich latach swego życia zaczął interesować się MMA. Jak już pisałem, był pięściarzem i to dosyć dobrym, jednak gdy wpadł w wir MMA nic już go nie mogło powstrzymać. Był tak zmotywowany, że zdarzało mu się rzygać po treningu. Może zabrzmi to mało estetycznie, ale ci którzy trenują serio zrozumieją o co mi chodzi. Nigdy się nie oszczędzał, zawsze dawał z siebie wszystko, zawsze chciał być najlepszy, zawsze był na pierwszej linii.

Poprzez swoje specyficzne zainteresowania był jakby na uboczu działalności moskiewskich antyfaszystów. Jednak ze swoją młodą ekipą potrafił urządzać ciekawe zabawy w samym centrum Moskwy. Poprzez fakt, że wiązało się to z karą pozbawienia wolności od 5 lat, mało kto o tym wiedział, bo i sam Ilija nigdy nie chciał tego afiszować. Tym nie mniej jego aktywność na niwie bojowego antyfaszyzmu była wielokrotnie większa niż większości tzw. działaczy, potrafiących jedynie rozprawiać o teorii i ideologi, ale nie potrafiącej zadać porządnego ciosu i bronić własnych idei nie tylko w teorii, ale i w praktyce. Nie był on wyznawcą kultu siły, ale jedynie osobą o ukształtowanych poglądach, która zdaje sobie sprawę, że jedyną odpowiedzią na agresywne zachowanie nazi-boneheadów może być kontratak w najbardziej dosłownym tego słowa znaczeniu.

Jak już powiedziałem rozwijając się jako osoba zaczął bardziej aktywnie uczestniczyć w ruchu antyfaszystowskim. Ilija był tą osobą, która jako pierwsza sprowadziła The Analogs do Moskwy. Planował zaproszenie Perkele ze Szwecji. Uczestniczył w innych inicjatywach antyfaszystowskich. Jednak główną jego pasją pozostawała piłka nożna. Próbował pogodzić swoje poglądy z tym, co się dzieje na trybunach, ale nie mógł. Pozostawanie apolitycznym na trybunach zdominowanych przez naziolstwo coraz bardziej go uwierało. Szukał rozwiązania. Szukał długo. Aż w końcu znalazł.

Rozmawiałem z Iliją dzień przed jego zabójstwem. Był bardzo podekscytowany. Nie chciał mi zdradzić żadnych szczegółów, jedyne co powiedział, że jego plan jest tak ambitny, że jeśli dojdzie do skutku dokona w rosyjskiej piłce nożnej czegoś, czego nie zdołał zrobić nikt przed nim. Jednak plan nie doszedł do skutku… Wczesnym rankiem 28 czerwca 2009 roku został bestialsko zabity niedaleko własnego domu. Został postrzelony w głowę przynajmniej 4 razy z pistoletu traumatycznego „Osa” oraz dostał 26 ciosów nożem… Zmarł na miejscu… Wszystko stało się wczesnym rankiem w niedzielę. Wieczorem tego samego dnia Ilija wraz z kilkoma osobami miał rozciągnąć na trybunach podczas meczu „Dynama” olbrzymi transparent „Futbol Przeciwko Rasizmowi”. Nie dane mu było tego zrobić…

…Pogrzeb Iliji był barwny, jak całe jego życie. Płaczący brodaci mężczyźni, wołający o pomstę do nieba w języku gruzińskim, smutna ekipa antyfaszystów, speszeni kibice „Dynama” Moskwa. Tak różni ludzie, w jednym miejscu, a połączeni przez osobę Iliji „Gołowy” Dżaparidze, obraz aż nadto surrealistyczny, a jednak prawdziwy. Tak jak całe jego krótkie życie…

Przyjaciel z Białorusi