Skontaktuj się z nami

Hej, czego szukasz?

Aktywizm

Kiedy powstaniemy

Doskonała relacja z przebiegu rewolty na Białorusi. Analiza udziału ruchu anarchistycznego w protestach społecznych przeciwko reżimowi Łukaszenki.

W sierpniu 2020 roku na Białorusi wybuchła rewolta, która niemal doprowadziła do obalenia Aleksandra Łukaszenki, dyktatora rządzącego krajem od 1994 roku. W poniższej analizie anarchiści, którzy uczestniczyli w rewolcie, omawiają sposoby, dzięki którym odniosła ona sukces ale też jak reżim i jego liberalna opozycja były w stanie osłabić ruch, zanim zdołał on obalić dyktaturę. Jest to nieocenione źródło informacji dla tych, którzy chcą zrozumieć mechanikę rewolucji, represji i kooptacji, nie wspominając o postsowieckiej polityce w tym regionie.

Ci, którzy uczestniczyli w rewoltach w innych częściach świata w ciągu ostatnich kilku lat, rozpoznają te wnioski. Aby odnieść sukces, ruch rewolucyjny musi natychmiast realizować swoje cele poprzez konkretne działania, a nie symboliczne gesty czy apele do władz. Pokusa „pokojowego” protestu, szacunku i legitymizacji służy do obezwładniania ruchów, osłabiając ich siłę i zmniejszając ich wpływ na tych, którzy sprawują władzę. Ci, którzy pragną głębokiej zmiany społecznej, powinni rozwijać zdecentralizowane sieci oparte na silnych relacjach, wyznaczające długoterminowe cele, które mogą zaspokoić potrzeby tych, którzy cierpią z powodu panującego porządku. To są ciężko wywalczone lekcje, wypracowane w trakcie otwartej walki z brutalną dyktaturą. W miarę jak rządy na całym świecie stają się coraz bardziej autorytarne, doświadczenie bojowników na Białorusi będzie coraz bardziej aktualne w innych miejscach.

Wcześniejsza wersja tego tekstu ukazała się w języku rosyjskim tutaj. Aby uzyskać więcej informacji na temat anarchistycznego organizowania się na Białorusi, możecie zapoznać się z opublikowanymi przez nas wywiadami omawiającymi ruchy z 2017 i 2020 roku. Ten zbiór dokumentów jest również przydatnym odniesieniem do rewolty z 2020 roku.

Anarchiści uczestniczą w spontanicznym proteście przeciwko inauguracji Łukaszenki. Na banerze widnieje napis „Samoorganizacja, nie samokoronacja”.

Minął już rok od rozpoczęcia kampanii wyborczej 2020 roku, która była punktem wyjścia do powstania społeczeństwa białoruskiego przeciwko dyktaturze. Przez wiele miesięcy stawialiśmy opór reżimowi na ulicach, w naszych dzielnicach, w naszych miejscach pracy — stosując twórcze formy obywatelskiego nieposłuszeństwa i angażując się w pełnowymiarowe starcia z siłami reżimu na ulicach całego kraju. W niektórych miejscach odnieśliśmy zwycięstwo, ale gdzie indziej reżim zdołał szybko zareagować na spontaniczną organizację.

Przed zbliżającym się Sylwestrem wielkie protesty ucichły i tylko małe akcje podziemne nadal wstrząsały stolicą. Przeszliśmy od poczucia, że „już wygraliśmy” do obecnej sytuacji przygnębienia, kiedy wydaje się, że wiosna nie nadejdzie dla Białorusinów. Aby zrozumieć, jak mamy iść naprzód, trzeba nieustannie analizować sytuację, uczyć się na błędach, aby uniknąć ich w przyszłości. Niniejszy tekst jest próbą dokonania takiego krytycznego przeglądu. Nie ma on na celu inspirowania nowych uczestników ani podtrzymywania morale, ale przede wszystkim zrozumienie, co dzieje się na ulicach tu i teraz i dokąd powinniśmy zmierzać.

Krytyka jest mile widziana!

Od początku rewolty wielu ludzi pozostaje w więzieniach


Decentralizacja jako główna siła białoruskiego powstania

Mobilizacja przeciwko dyktaturze w 2020 roku miała miejsce w całym kraju. Zrzeszone grupy inicjatywne, które utworzyły się wokół siedziby [kandydatki opozycji] Swietłany Tichanowskiej, wykonały świetną robotę, aktywizując ludność. Większość Białorusinów znała już wyniki wyborów z wyprzedzeniem, ale ta polityczna agitacja opierała się przede wszystkim na uczestnictwie w procesie demokratycznym i próbach ochrony swoich głosów. Anarchiści nie mieli w tej sprawie wielkich oczekiwań, dlatego też większość kolektywów wzywała do bezpośredniego bojkotu wyborów, wzywając do wyjścia na ulice 9 sierpnia.

Z powodu tego braku złudzeń co do reelekcji(1) pierwsze lokalne grupy oporu formowały się jeszcze przed sierpniem, z zamiarem uczestniczenia w protestach po „policzeniu” głosów. Wysiłki grup liberalnych, które działały w miastach Białorusi w warunkach półlegalnych, zwiększały potencjał tej mobilizacji.

Trudno powiedzieć, czy Tichanowska i jej ekipa rozumieli skalę burzy, która rozpoczęła się jeszcze przed kampanią prezydencką. Niezadowolenie z polityki Łukaszenki w walce z COVID-19 zmobilizowało już znaczną część społeczeństwa. W różnych regionach działały samoorganizujące się grupy pomocy wzajemnej.

Kampania polityczna Tichanowskiej, podobnie jak koronawirus, dotknęła cały kraj. Plan na dzień wyborów nie opierał się na wielkim proteście w Mińsku, lecz na udziale w wiecach w całym kraju. Reżim Łukaszenki nie spodziewał się tak dużej mobilizacji w różnych regionach.

W rezultacie do 9 sierpnia podchodziliśmy z przygotowanymi grupami (w tym anarchistycznymi) nie tylko w Mińsku, ale również w innych miastach i miasteczkach kraju. Chociaż władze próbowały ugasić rosnący pożar w różnych regionach za pomocą kilku celowych zatrzymań prominentnych polityków i działaczy, w dniu wyborów dziesiątki tysięcy ludzi wyszło na ulice w całym kraju, żądając upadku reżimu.

Siły zbrojne, które tego wieczoru wkroczyły do Mińska, ostatecznie zdołały rozpędzić protesty. Jednak po tym, jak protestujący zmusili milicję do ucieczki w niektórych małych miastach, reputacja rzekomo niezniszczalnych „oprawców”(2) została nadszarpnięta. Ucieczka policji z miejsca zamieszek nadała białoruskiemu społeczeństwu impet, który niósł nas przez kolejne miesiące. Sieci społecznościowe odegrały ogromną rolę w demoralizacji reżimu w pierwszych dniach: pomimo prób zamknięcia Internetu przez reżim, łatwo było znaleźć filmy, zdjęcia i osobiste relacje ze zwycięskich starć z reżimem. W małych miastach ludzie świętowali swoje zwycięstwo nad dyktaturą po tym, jak lokalni oprawcy uciekli.

W pierwszych dniach protestów protestujący po raz pierwszy w nowoczesnej historii Białorusi zbudowali barykady.

W tym momencie decentralizacja wyprzedziła i tymczasowo pokonała scentralizowane państwo białoruskie. To właśnie decentralizacja ruchu umożliwiła kontynuowanie protestu aż do listopada.

To właśnie w tych pierwszych dniach ujawnił się pierwszy problem białoruskiego protestu: brak konkretnych celów dla protestów ulicznych. Prawie nikt nie rozumiał mechaniki obalania autorytarnych reżimów. Owszem, istniała nadzieja, podsycana przez liberalne mity, że jeśli wystarczająco dużo pokojowo nastawionych ludzi wyjdzie na ulice, reżim przestraszy się i upadnie. Ale rzeczywistość była o wiele mniej romantyczna.

Po nocnych starciach z policją i wojskami wewnętrznymi(3), kiedy protestujący rozpierzchli się do domów, niektórzy pozostali czujni: stratedzy reżimu, którzy kontynuowali pracę i planowali kolejne kroki. Symboliczne zwycięstwa w Pińsku czy Brześciu nie zdołały odzyskać przestrzeni dla dalszych protestów; place i budynki nie zostały ani zajęte, ani zniszczone. I choć w starciach rannych zostało kilkudziesięciu oprawców, nie doszło do poważnych zniszczeń w infrastrukturze dyktatury. Można by długo dyskutować, czy jest sens zajmować budynki administracyjne lub pocztę główną, ale w każdym razie ludzie tego nie zrobili.

Symboliczne zwycięstwo w pierwszych dniach było jednak ciężkim ciosem dla morale władz. Do tej pory mogli oni liczyć na całkowitą bezkarność za swoje czyny, a większość z nich nigdy nie odczuła gniewu ludu. Po tym wydarzeniu rozpoczął się exodus z MSW i KGB (na Białorusi tajna policja nadal nazywa się KGB). Część funkcjonariuszy KGB próbowała włączyć się w struktury protestu, część pozostała w ukryciu, czekając na ucieczkę dyktatora.

Większość funkcjonariuszy uciekła z powodu strachu przed masakrą, a nie z powodu wysokich wartości moralnych.

W Mińsku decentralizacja dała początek inicjatywom sąsiedzkim. W niektórych miejscach społeczności lokalne organizowały wspólne festyny dla dzieci i dorosłych. Gdzie indziej grupy zaczęły się szybko upolityczniać. Na przykład w Uruczy (Mińsk) lokalne inicjatywy zjednoczyły się, a nawet przyjęły program polityczny. Tego samego rodzaju deklaracje polityczne i tworzenie grup politycznych miało miejsce w innych częściach stolicy. Mimo że inicjatywy sąsiedzkie były bardziej zaangażowane w pracę kulturalną lub subotniki, ruch ten, po raz pierwszy w długiej historii regionu, przywrócił organizację polityczną na poziomie oddolnym.

Brak partii politycznych i wyraźnych liderów zrzeszających aktywistów utrudniał tłumienie protestów. Aparat państwowy przez długi czas nie potrafił dostosować się do zdecentralizowanej formy działań w Mińsku. Liczne wykłady, wiece, otwarte spotkania polityczne odbywały się bez zagrożenia represjami. Taki poziom wolności politycznej był dla większości Białorusinów po prostu nieznany.

Niestety, ruch zgromadzeń sąsiedzkich rozprzestrzeniał się tylko w stolicy. W Brześciu, Grodnie i kilku innych protestujących miastach próbowano organizować lokalne grupy, ale fala aktywizmu dotarła do tych regionów dopiero wtedy, gdy władze nauczyły się, jak skutecznie radzić sobie z lokalnymi ruchami, a liczba protestujących wciąż spadała.

Po tygodniach intensywnych marszów ulicznych i zdecentralizowanych akcji reżim ponownie dostosował się do tego, co się działo i konsekwentnie oczyszczał dzielnicę za dzielnicą.

Chociaż liczne grupy na Telegramie nadal istnieją, większość inicjatyw sąsiedzkich jest obecnie w trybie przetrwania i rzadko organizuje jakiekolwiek akcje. Znaczący spadek aktywności sprawił również, że reżimowi znacznie łatwiej jest kontrolować to, co dzieje się w dzielnicach i reagować na małe marsze lub imprezy na świeżym powietrzu.

Praca ze zgromadzeniami sąsiedzkimi przyniosła również pewne wyzwania dla ruchu przeciwko Łukaszence. W wielu zorganizowanych grupach sąsiedzkich znajdowali się ludzie, którzy stawiali siebie w roli liderów. Ci sami ludzie byli aktywnie zaangażowani w forsowanie określonej agendy w ramach swoich sieci. Oznaczało to, że niektóre czaty usuwały wszelkie wiadomości wzywające do akcji bezpośrednich, podczas gdy inne usuwały wszelkie próby nawoływania do pokojowych protestów. Ten rodzaj separacji występował w całym ruchu demokratycznym, ale obecność moderatorów, którzy stawali się de facto szefami swoich obszarów, często odtwarzała dynamikę dyktatury w miniaturze, tak że ludzie byli zmuszeni nie tylko walczyć z Łukaszenką, ale także z lokalnymi aktywistami, którzy mieli więcej władzy w ramach inicjatyw sąsiedzkich ze względu na swoją wiedzę techniczną.

Jest to całkiem zgodne z całością społeczeństwa białoruskiego, które od wielu pokoleń znajduje się w rękach takiej czy innej dyktatury. Autorytarna dynamika państwa przejawia się w naszym społeczeństwie na wiele sposobów, od edukacji po pracę. Logiczne jest, że te same problemy zaczęły się pojawiać w przypadku małych liderów w ramach inicjatyw sąsiedzkich.

Dyskusje na temat decentralizacji i zgromadzeń sąsiedzkich doprowadziły do wzrostu wpływu idei dotyczących zdecentralizowanej organizacji społecznej od szwajcarskiego liberalnego federalizmu po anarchizm, który nabrał nowego znaczenia dla niektórych uczestników ruchu demokratycznego. W pewnym momencie agenda decentralizacji stała się tak ważna, że nawet liberalne partie i ugrupowania polityczne zaczęły próbować ją promować w różnych formatach, od wykorzystywania fikcyjnych instytucji samorządowych w ramach dyktatury(4) po wykłady na temat szwajcarskich kantonów i możliwości obywatelskiej kontroli aparatu państwowego.

W obecnym kontekście represji i konieczności politycznego przetrwania rozmowy o różnych formatach zdecentralizowanej organizacji zeszły na dalszy plan, ale mamy nadzieję, że ten polityczny program powróci przy kolejnych próbach obalenia Łukaszenki. W końcu społeczeństwo białoruskie widziało przykład Rosji, która w latach 90. próbowała uciec od sowieckiego dziedzictwa kapitalizmu państwowego, a skończyła z dyktaturą Putina. Ukraińcy zostali zmuszeni do ponownej rewolty w 2014 roku po pokojowych protestach na Majdanie w 2004 roku, co zapoczątkowało kolejną rundę walki z autorytaryzmem w regionie. Wierzymy, że te kiełki decentralizacji przetrwają tę falę represji, a także sam reżim.

W Mińsku i kilku innych miastach w starciach z milicją użyto koktajli Mołotowa.

Represje wobec wszystkich

Ale zwycięstwo nad milicją miało wysoką cenę. W ciągu trzech dni zatrzymano ponad 6000 osób, w celach i więzieniach stosowano tortury i gwałty, co najmniej kilka osób zostało zamordowanych. W ciągu dnia duże miasta były świadkami chaotycznych prób schwytania przez reżim kogo tylko się dało. Ogromną część zatrzymanych stanowili przypadkowi przechodnie, którzy zostali schwytani w biały dzień. Przemoc państwa była skierowana przeciwko wszystkim warstwom społecznym. Ofiarami byli wszyscy, od zwykłych robotników po zwolenników reżimu, których rodziny zgarniano z ulic pomimo ich lojalności wobec reżimu.

Protestujący zatrzymani w sali gimnastycznej jednego z posterunków policji. Policjanci stosowali upokarzanie i tortury, próbując złamać zbiorowego ducha ruchu.

W tej atmosferze wielu z zadowoleniem przyjęło marsze bez użycia przemocy, które w ciągu kilku dni rozprzestrzeniły się po całym kraju, tworząc iluzję bezpieczeństwa. Początek pokojowych protestów zbiegł się w czasie z decyzją białoruskiego reżimu o czasowym porzuceniu polityki totalnych represji. Niedzielne marsze stały się głównym punktem programu dla tych tak zwanych pokojowych marszów.

Represje wobec dużych demonstracji w Mińsku i kilku innych miastach były łagodne; zatrzymywano zwykle około stu osób. Biorąc pod uwagę, że na ulice wyszło ponad 100 tysięcy ludzi, takie zatrzymania wydawały się niewielkie. Na niektórych kanałach Telegramu można było nawet obliczyć szanse zatrzymania podczas demonstracji, posługując się danymi o liczbie zatrzymanych w przeszłości.

Podczas gdy w Mińsku panował względny spokój i poczucie, że reżim wkrótce upadnie, w obwodach peryferyjnych represje były znacznie bardziej aktywne. Już w sierpniu w różnych sprawach karnych zatrzymano kilkadziesiąt osób. Nasiliły się naciski na organizatorów lokalnych wieców ulicznych, a rozpędzanie ich było bardziej skuteczne.

Kilka tygodni później wielu obserwatorów zauważyło, że sytuacja już się pogarsza, ponieważ ruch oddolny jest stopniowo tłumiony w tych regionach, które były początkowo podstawą białoruskiego powstania.

Strategia Łukaszenki była stosunkowo prosta. Najpierw represjonował małe miasteczka, potem centra regionalne, a gdy tam sytuacja się uspokoiła, zaczął planować pełną i ostateczną czystkę w Mińsku.

Takie stopniowe podejście do represji pozwoliło reżimowi odzyskać władzę. Większość głównych mediów i blogerów znajdowała się w stolicy, więc problemy organizacyjne i potrzeba solidarności z regionami peryferyjnymi rzadko pojawiały się na porządku dziennym większości grup protestujących.

Dla anarchistów sytuacja dotycząca represji w regionach peryferyjnych była już oczywista w drugim tygodniu, kiedy aktywiści w różnych miastach zaczęli otrzymywać zarzuty karne. Niektórzy z nich zdecydowali się opuścić kraj już w sierpniu. Stopniowo sytuacja większości lokalnych działaczy stawała się tak trudna, że całymi grupami zaczęli oni opuszczać kraj, równolegle do masowego exodusu działaczy demokratycznych.

Przemoc trwała nawet wtedy, gdy w Mińsku utrzymywało się poczucie zwycięstwa. Bicie i tortury były systematyczne. I chociaż nie można porównywać skali przemocy z pierwszymi dniami po wyborach, reżim nadal „łamał” aktywistów w więzieniach. Fizyczna i psychologiczna presja zmusiła wielu uczestników ruchu do ucieczki z kraju.

Druga fala COVID-19, która rozpoczęła się jesienią 2020 roku, zadała dodatkowy cios powstaniu. Reżim wykorzystał wirusa jako narzędzie represji politycznych. Zdrowi więźniowie byli umieszczani w celach z chorymi na koronawirusa. Osoba mogła być przenoszona z celi do celi kilka razy w czasie zatrzymania, co zwiększało rozprzestrzenianie się wirusa po całym więzieniu. Prawie wszyscy anarchiści zatrzymani jesienią 2020 roku albo zarazili się koronawirusem podczas pobytu w areszcie, albo zostali zwolnieni chorzy i spędzili kilka kolejnych tygodni na leczeniu.

Uzyskanie jakiejkolwiek pomocy medycznej w trakcie przetrzymywania było niemożliwe. Wiemy o zaledwie kilku przypadkach na ponad 30 000, w których ludzie otrzymali test na koronawirusa. Jeden z tych przypadków dotyczył anarchisty. Test potwierdził obecność koronawirusa, ale władze więzienne postanowiły nie wypuszczać naszego towarzysza na leczenie, wbrew wymogom medycznym. Zamiast tego umieściły go w izolatce w zimnej celi do końca wyroku.

Tłumy obok jednego z więzień w Mińsku, czekające na informacje o losach swoich przyjaciół i rodziny. Przez kilka nocy oczekujący na zewnątrz słyszą krzyki tortur z wnętrza więzienia.

Co najmniej jeden członek ruchu liberalnego zmarł na skutek powikłań po koronawirusie, którym zaraził się w areszcie.

Warto zaznaczyć, że warunki panujące w białoruskich więzieniach i aresztach śledczych można uznać za tortury per se. Liczba więźniów w celach była dwa lub trzy razy większa od liczby łóżek. Wielu aresztantów było zmuszanych do spania na drewnianej lub kamiennej podłodze. Jaskrawe światła w celach nie były wyłączane nawet w nocy. Przewidziane regulaminem codzienne godzinne spacery na świeżym powietrzu odbywały się nie częściej niż raz lub dwa razy w tygodniu, a czas ich trwania skracano do 10-15 minut. Często nie dostarczano koców, a później władze przestały dostarczać materace. Więźniowie byli systematycznie bici — i są bici do dziś.

Przez długi czas traktowanie więźniów politycznych aresztowanych na podstawie artykułów karnych było nieco lepsze, ale w ciągu ostatnich kilku miesięcy uległo dalszemu pogorszeniu. Więźniowie są bici zarówno przed procesem, jak i po nim. Śmierć Witolda Aszuraka(5) była konsekwencją tortur, którym poddawani są więźniowie polityczni.

Obecnie reżim próbuje zmiażdżyć resztki aktywistów sąsiedzkich i zniszczyć życie polityczne na Białorusi. W tym celu stosuje odowiedzialność zbiorową: w niektórych dzielnicach mogą być zatrzymywane osoby, które nie brały udziału w proteście, ale znajdują się na liście aktywistów i zdaniem reżimu zasługują na karę za cudze czyny. W tej sytuacji, podczas organizowania akcji, istnieje niebezpieczeństwo zatrzymania przypadkowych osób, a reżim próbuje zrzucić odpowiedzialność za te arbitralne represje na samych aktywistów. Taką taktykę stosowano wobec anarchistów w latach 2014-2016, kiedy niektóre grupy organizowały spontaniczne akcje, a rząd w odpowiedzi obrał za cel znanych aktywistów.

Młodsi protestujący pokazują jak chodzić razem na demonstracji.

Deeskalacja i późniejsza eskalacja konfliktu

W pierwszych dniach protestów reżim wybrał strategię całkowitego stłumienia oporu. Stratedzy Łukaszenki założyli, że większość ludzi uda się do stolicy, gdzie będzie można zakończyć wszystko w ciągu jednego lub dwóch dni. Kilka dni później taktyka masowych represji okazała się mało skuteczna, a jedynie zwiększyła poziom konfrontacji — m.in. zmobilizowała nieformalne kolektywy robotnicze w różnych zakładach pracy. W tej sytuacji strategom Łukaszenki udało się dość szybko zmienić kierunek działania i już w weekend zrezygnowali z prób jak najszybszego zdławienia protestu. Zamiast tego reżim w Mińsku przyjął strategię względnej deeskalacji. W Internecie przestały pojawiać się informacje o masowych, brutalnych zatrzymaniach. Chociaż protestujący byli oburzeni zachowaniem policjantów w pierwszym tygodniu po wyborach, wezwania do pokoju zagłuszyły próby ostatecznego rozprawienia się z dyktaturą.

Pokojowe protesty wyciągnęły na ulice znacznie więcej ludzi, a dla liberalnej części powstania rewolucja już się dokonała — zgodnie z liberalną koncepcją politycznego uczestnictwa w życiu kraju, tak duża liczba protestujących nieuchronnie prowadziła do radykalnych zmian. Mówiły o tym główne kanały Telegramu i blogerzy. W tym okresie niezwykłą popularność zdobył rosyjski bloger Maxim Katz, który twierdził, że białoruskie społeczeństwo już wygrało, a Łukaszenka jest politycznym trupem po przelanej krwi. Katz i inni liberalni politycy popełnili błąd, próbując zastosować demokratyczną analizę polityczną do wschodnioeuropejskiej dyktatury. Polityczna niezdolność Łukaszenki do rządzenia społeczeństwem była wielokrotnie udowadniana w ciągu jego kadencji prezydenckich. Nie przeszkadza mu to jednak w utrzymaniu się u władzy i dalszym kreowaniu wizerunku dyktatora dla ludu.

Chociaż tymczasowa deeskalacja pozwoliła nam zebrać siły i stworzyć szeroką samoorganizującą się strukturę w Mińsku i kilku innych miastach, to na dłuższą metę deeskalacja była korzystniejsza dla Łukaszenki i jego bandy, którzy krok po kroku odzyskiwali kontrolę nad regionami peryferyjnymi, podczas gdy media i aktywiści zwracali uwagę głównie na to, co działo się w Mińsku.

Okres deeskalacji został przez Łukaszenkę „dopracowany” do perfekcji: krok po kroku i ostrożnie represjonowano nie tylko działaczy liberalnych, ale również zorganizowanych robotników, którzy starali się nabrać rozpędu w protestach w zakładach pracy. Względna izolacja robotników od reszty środowiska protestu pozwalała na szybkie rozprawienie się z protestującymi pracownikami fabryk.

Gwałtowna reeskalacja konfliktu w Mińsku nie wywołała już podobnej reakcji. W momencie eskalacji wielu aktywistów było już na emigracji, lub w więzieniach pod zarzutem popełnienia przestępstw. Próby wzniecenia nowej rundy protestów kończyły się niepowodzeniem — ostatnią taką próbą była obrona pomnika Romana Bondarenki(6), która zakończyła się całkowitym rozbiciem. Po tym wydarzeniu znaczna część protestujących postanowiła opuścić plac, aby uniknąć represji, a kilkaset osób zostało zatrzymanych na miejscu.

Anarchistyczny transparent podczas ochrony pomnika Romana Bondarenki, działacza jednego ze zgromadzeń sąsiedzkich w Mińsku, który został zamordowany przez reżim. „Walczyć — to pamiętać”.

Po kolejnych porażkach gotowość do wyjścia na ulice zmalała. Kilka weekendów zdecentralizowanych marszów utrudniło policjantom tłumienie protestów, ale nie udało się w żaden sposób odbudować potencjału protestu w stolicy i regionach peryferyjnych. Choć ruch w dużej mierze wygasł do końca 2020 roku, represje utrzymują się na wysokim poziomie do dziś.

Jako aktywistom nie udało nam się wykorzystać chwilowej deeskalacji do zbudowania własnych sił. Strach przed represjami i potępieniem nie tylko ze strony Łukaszenki, ale także innych protestujących w dużej mierze powstrzymał nasze własne próby eskalacji ruchu, która mogłaby zniszczyć Łukaszenkę i jego reżim. Zamiast tego zaakceptowaliśmy narrację o pokojowym proteście — a kiedy rząd rozpoczął nową rundę eskalacji, byliśmy już poważnie zdemoralizowani i wyczerpani represjami skierowanymi przeciwko poszczególnym aktywistom.

Fakt, że większość nie była przygotowana do czynnego oporu, nie powinien był determinować horyzontu naszych własnych działań. Zorganizowane grupy liczące dziesięć lub więcej osób mogą skutecznie działać w ramach pokojowych demonstracji, mając własny cel i strategię. Byliśmy w stanie przemawiać jako zorganizowana grupa z naszym własnym programem w ramach marszów, ale nie udało nam się wprowadzić tego programu w czyn.

Anarchiści zyskali reputację jednej z najbardziej zorganizowanych grup na protestach.


Strajki i protesty pracownicze

Już w pierwszym tygodniu fala strajków przetoczyła się przez kraj. Robotnicy, oburzeni represjami wobec swoich kolegów i bezprawiem policjantów, domagali się od reżimu zaprzestania przemocy i uwolnienia wszystkich aresztowanych i zatrzymanych za protesty. Wielu z nich tworzyło nieformalne kolektywy złożone z kolegów pracujących na tych samych zmianach. Wygwizdanie Łukaszenki w fabryce MZKT znacznie nadszarpnęło jego wizerunek jako „ludowego” władcy.

Niestety, protesty kolektywów robotniczych stosunkowo szybko ucichły, z wyjątkiem kilku przedsiębiorstw. Tylko część postulatów została spełniona, ale stosunkowo szybko rozpoczęto represje wobec najbardziej aktywnych uczestników strajków. Część robotników została zwolniona z pracy, a wobec niektórych wszczęto postępowanie karne.

W momencie rozpoczęcia strajków ruch robotniczy w kraju był już w bardzo złym stanie. Istniało tylko kilka niezależnych, liberalnych związków zawodowych, zrzeszających niewielki ułamek robotników. Większość robotników nie miała doświadczenia w organizowaniu zbiorowym. Budowanie struktur pracowniczych w aktywnej fazie konfliktu było ogromnym wyzwaniem. Próby „pomocy” ze strony liberalnych organizacji pozarządowych w organizowaniu się robotników w niektórych przedsiębiorstwach nie przyniosły szczególnych rezultatów — same organizacje pozarządowe nie miały doświadczenia w organizowaniu robotniczego ruchu protestacyjnego, a jedynie metodologię z krajów liberalnych, w których obowiązywały własne zasady organizowania strajków. Iluzja legalności strajków i protestów przeniosła część walki z ulic i fabryk do sądów, gdzie niezależne związki zawodowe bezskutecznie próbowały bronić prawa do organizowania się w miejscu pracy.

Próby „wykończenia” dyktatury w pierwszych tygodniach pokojowego protestu doprowadziły do wielu zmian w wektorze protestu. Dni agitacji na rzecz strajku zostały szybko zastąpione wezwaniami do ekonomicznego bojkotu reżimu, a tydzień później strategią blokowania dróg. Zrozumiałe jest, że ruch protestu szukał nowych form organizacji i środków wywierania nacisku na reżim, ale brak ciągłości podkopał morale, także ruchu pracowniczego. Pikiety solidarnościowe przed fabrykami trwały przez kilka dni, aż do momentu pojawienia się pierwszych zorganizowanych grup oddziałów OMON (Отряд милиции особого назначения, „Oddziały specjalne milicji” – na Białorusi policja do tłumienia zamieszek). Groźby represji wystarczyły, by zerwać most między robotnikami a resztą protestujących.

Ponadto, najbardziej uprzywilejowana część klasy robotniczej na Białorusi – pracownicy technologii informacyjnych (IT) – odmówiła udziału w ruchu strajkowym. Wielu pracowników IT argumentowało za takim podejściem koniecznością finansowania ruchu protestacyjnego. Rzeczywiście, niektórzy z nich aktywnie finansowali różne struktury solidarnościowe. Niektórzy argumentowali również, że strajki zaszkodzą prywatnym firmom, jak również Łukaszence, co z kolei zaszkodzi wizerunkowi sektora IT w kraju.

Biorąc pod uwagę wszystkie te argumenty, zorganizowany ruch strajkowy pracowników IT zrobiłby więcej dobrego niż pieniądze, które ci pracownicy włożyli w protest. Przede wszystkim, duży ruch strajkowy w jakiejkolwiek branży pomógłby rozprzestrzenić strajk na inne sektory. Po drugie, ryzyko utraty pracy jest o wiele mniej istotne dla pracowników IT niż dla pracowników fabryk, z których wielu żyje od wypłaty do wypłaty. Wszelkie tak zwane szkody dla wizerunku branży IT na Białorusi zostałyby szybko naprawione, gdyby reżim został obalony, biorąc pod uwagę, że sami pracownicy IT nie protestowali o lepsze warunki pracy, ale o ogólne procesy demokratyczne. Należy również dodać, że organizowanie się pracowników IT w miejscu pracy było stosunkowo bezpieczne: w czasie protestów odnotowano tylko kilka przypadków represji wobec pracowników IT z firm prywatnych. Jednocześnie ci sami pracownicy mogli wykorzystywać część infrastruktury firmowej, która była dla nich dostępna w czasie wolnym, do organizowania spotkań organizacyjnych.

Ogólnie rzecz biorąc, sektor IT wykazał się niewielką lub żadną siłą polityczną. Owszem, pracownicy IT uczestniczyli w protestach niezależnie od siebie. Ale pracownicy IT nie wykazali się pełną organizacją, mimo że wielu z nich posiada umiejętności i zdolności, które mogliby wykorzystać.

W niektórych przypadkach małe prywatne firmy organizowały jednodniowe symboliczne strajki, aby wesprzeć strajkujące firmy, ale te działania nie miały charakteru masowego; agitacja była prowadzona zaledwie kilka dni przed protestem i w wielu przypadkach zagłuszał ją ogólny szum informacyjny.

Na dzień dzisiejszy w całym kraju strajkuje jeszcze kilkuset pracowników, ale w tym momencie można powiedzieć, że ruch strajkowy na Białorusi poniósł klęskę, nie organizując się na masową skalę. Obecna sytuacja jest wynikiem udanej strategii reżimu, mającej na celu zniszczenie niezależnych organizacji pracowniczych i związków zawodowych, która rozpoczęła się jeszcze w latach 90. Stosunek państwa białoruskiego do ruchu robotniczego jest podobny do sowieckiego. Rolą państwowej Federacji Związków Zawodowych Białorusi (FTUB) jest niszczenie wszelkich inicjatyw, które mogą wyjść od robotników. Ale oprócz tego FTUB jest ważny również dlatego, że tworzy wizerunek absolutnie bezużytecznego związku zawodowego, który pobiera część pensji robotników i zapewnia bilety na imprezy państwowe.

Brak zainteresowania liberalnej opozycji ruchem pracowniczym tylko oddala przeciętnego robotnika od idei zniszczenia dyktatury i dążenia do wolności. Tymczasem anarchiści nie są w stanie na tym etapie w żaden znaczący sposób wpłynąć na robotników ze względu na swoją niewielką liczebność, stosunkowo małe zasoby organizacyjne i specyficzny program polityczny, w którym robotnicy nie odgrywają prawie żadnej roli.

Jednocześnie, w 2020 roku, po raz pierwszy od 20 lat, robotnicy na Białorusi byli w stanie pokazać wolę polityczną i wyrazić swój sprzeciw wobec przemocy państwowej i dyktatury, choćby na kilka dni. Stosunkowo szybkie wygaśnięcie programu protestów w kolektywach robotniczych było spowodowane przede wszystkim tym, że reżim zastosował poważne represje. Silniejsza solidarność lub poważniejsze struktury nie mogły powstać z powodu presji wywieranej przez państwo zarówno na robotników, jak i na resztę ruchu protestacyjnego.

Robotnicy konfrontują się z szefem na temat przemocy ze strony policji.

Stara opozycja i nowa opozycja

Na wstępie warto zdefiniować, czym jest “stara” opozycja. Mianem tym określa się ugrupowania liberalne i prawicowe, pozostające w opozycji do władz Łukaszenki. Są to zarówno zarejestrowane partie polityczne, organizacje polityczne, jak i indywidualni politycy działający od wielu lat. Tradycyjnymi przykładami starej opozycji są: Zjednoczona Partia Obywatelska, Białoruski Front Ludowy, Białoruska Chrześcijańska Demokracja, Europejska Białoruś. Do starych, ale aktywnych polityków opozycyjnych można zaliczyć Statkiewicza, Seweryńca, Wieczorka, a nawet Paźniaka. Stara opozycja nie jest grupą jednorodną, dlatego skupimy się na poszczególnych politykach lub organizacjach.

Nowa opozycja to organizacje polityczne, ugrupowania i politycy, którzy zaczęli pojawiać się na arenie publicznej w ciągu ostatnich kilku lat. Są wśród nich osoby, które przed tymi wyborami nie były aktywne w opozycji. Najjaśniejszymi przykładami takich polityków są Tichanowska/Tichanowski czy Babariko. Politycy i organizacje nowej opozycji różnią się między sobą poglądami politycznymi i metodami walki z dyktaturą.

W latach rządów Łukaszenki ze zorganizowaną opozycją radził on sobie głównie poprzez represje. W latach 2010-2020 większość partii liberalnych i nacjonalistycznych została pokonana. Przestały istnieć młodzieżowe organizacje uliczne. I choć od 2015 roku Łukaszenko zaczął blisko współpracować z Unią Europejską w zakresie różnych procesów gospodarczych i politycznych, nie pomogło to w odrodzeniu liberalnych sił politycznych w kraju. W przeważającej części Unia Europejska i Stany Zjednoczone przymykały oko na represje wobec społeczeństwa obywatelskiego aż do 2020 roku. Represje wobec ruchu przeciwko ustawie penalizującej “pasożytnictwo” w 2017 roku wzbudziły klasyczne obawy UE o łamanie praw obywatelskich na Białorusi – ale zachodni politycy nie podjęli wtedy żadnych działań.

W tej atmosferze tylko kilku polityków ze starej opozycji kontynuowało systematyczne wywieranie presji politycznej. Przede wszystkim mowa tu o Statkiewiczu i Seweryńcu, którzy w 2017 roku zainicjowali ruch przeciwko ustawie o “pasożytnictwie”. O poglądach politycznych obu napisano już wystarczająco dużo. Z wyjątkiem tych polityków większość karierowych liderów opozycji została zepchnięta na dalszy plan. Po protestach na Majdanie na Ukrainie w 2015 roku część starej opozycji uznała, że lepiej mieć Łukaszenkę i choć trochę niezależności, niż próbować się buntować i ryzykować inwazję Putina na Białoruś. Wezwania Pozniaka do nieuczestniczenia w protestach z 9 sierpnia są tego przykładem – dla niektórych ryzyko utraty niepodległości jest ważniejsze niż obalenie dyktatury.

Z wyjątkiem kilku polityków, stara opozycja pod wieloma względami nie budzi w ludziach żadnych emocji. Są to ludzie, którzy od lat walczą z Łukaszenką, ale większość z nich bardzo rzadko jest skłonna do podejmowania ryzyka. Powiązania opozycji liberalnej i nacjonalistycznej z różnymi organizacjami na Zachodzie często wywołują negatywne reakcje wewnątrz społeczeństwa białoruskiego. Zależność od zachodnich dotacji przez długi czas podtrzymywała legendę, że białoruska opozycja korzysta na Łukaszence, ponieważ istnieje w równowadze z dyktaturą.

Błędem jest twierdzenie, że wszyscy politycy i organizacje starej opozycji tak naprawdę nie są przeciwni istnieniu dyktatury, przynajmniej dlatego, że są jeszcze tacy politycy jak Statkiewicz. Ale byłoby również głupotą zaprzeczać wygodnej pozycji wielu polityków liberalnej opozycji w czasach dyktatury. Jak zwykle, prawda leży gdzieś pośrodku. Są ludzie tacy jak Olga Karacz, którzy zawodowo żyją z dotacji i nie są zainteresowani radykalnymi przemianami politycznymi w kraju, bo te mogłyby zmienić sposób przepływu pieniędzy. Są też aktywiści, jak Winiarski, którzy są gotowi uczestniczyć w protestach przeciwko dyktaturze, nawet jeśli będzie ich to kosztowało wolność.

Zbliżając się do kampanii wyborczej w 2020 roku, stara opozycja została bardzo osłabiona. Współpraca polityczna między UE a Łukaszenką podważyła równowagę sił wewnątrz kraju. Liberalne i neoliberalne reformy gospodarcze w dużej mierze spełniły ekonomiczne postulaty części partii liberalno-konserwatywnych, ale same reformy nie wprowadziły więcej wolności do białoruskiego społeczeństwa. Statkiewicz, który ma największe znaczenie polityczne w ramach aktywnej opozycji, nie został dopuszczony do udziału w wyborach, choć uczestniczył w pierwszych tygodniach kampanii wyborczej u boku nowej opozycji.

Osłabienie starej opozycji stworzyło polityczną próżnię w kraju. Było tylko kwestią czasu, kiedy inne organizacje i grupy zajmą tę próżnię. Wybory 2020 stały się platformą do mobilizacji nowych sił.

Jedną z postaci politycznych nowej opozycji stał się bloger Tichanowski, który od kilku lat działał na obrzeżach Białorusi. Chociaż Tichanowski był związany ze starą opozycją, w porównaniu z dawnymi politykami wyglądał stosunkowo świeżo. Format jego projektu medialnego dał głos wielu Białorusinom, którym stara opozycja nie poświęcała zbyt wiele uwagi – robotnikom z peryferyjnych regionów, którzy na co dzień odczuwają ciężar dyktatury. Nie dziwi więc, że Tichanowski zyskał duże poparcie wśród społeczeństwa. W wielu aspektach walka Łukaszenki z blogerem dała mu reputację oddanego liberalnego polityka, gotowego przeciwstawić się dyktaturze.

Aresztowanie Tichanowskiego, Statkiewicza i wielu innych polityków stworzyło miejsce dla nowego “umiarkowanego” polityka z białoruskich elit – Wiktara Babariko. Bankier, który nie musi okradać Białorusinów, bo w ciągu swojej kariery zarobił wystarczająco dużo pieniędzy, stał się nowym symbolem protestów na Białorusi. Wokół siedziby Babariko zgromadzili się liczni Białorusini, wszyscy walczący o klasę średnią w kraju. Babariko jest przykładem kapitalisty sukcesu, który przez lata, niejako własną pracą, wypracował swój majątek. Taka narracja przemawia do wielu, którzy wciąż zmuszeni są żyć w białoruskiej sowieckiej stagnacji.

W wielu aspektach Babariko jest przykładem elity Łukaszenki, która istnieje wbrew tzw. państwu socjalnemu. Miliony zdobyte przez Babariko nie są wynikiem ciężkiej pracy. Są one raczej wynikiem spekulacji bankowych i chęci służenia dyktaturze. Ale kompromisy, na które poszedł Babariko, aby zdobyć swój majątek, dla wielu Białorusinów były mało interesujące. Dlatego Babariko stał się nowym, po Tichanowskim, politycznym liderem kampanii wyborczej. W jego kampanię włączyły się setki młodych ludzi, którzy wierzyli w świetlaną przyszłość pod przywództwem bankiera. Tylko nielicznych zaniepokoił fakt, że Babariko był szefem Belgazprombanku, bezpośrednio powiązanego z putinowskim Gazpromem. Wielu analityków uważało, że Babariko jest idealnym prorosyjskim kandydatem do zastąpienia Łukaszenki.

Dość wysokie poparcie dla Babariko zmusiło Łukaszenkę do przeprowadzenia nowej fali represji i zatrzymania niemal wszystkich pozostałych kandydatów opozycji. Dyktator nie miał wówczas pojęcia, że Tichanowska może stanowić jakiekolwiek zagrożenie. Jednak kampanie wszystkich zatrzymanych polityków zjednoczyły się wokół Tichanowskiej, a ona sama stała się kandydatką, której nie udało się wykreować wszystkim politykom starej opozycji przez wiele cykli wyborczych.

Mizoginia dyktatora i jego reżimu doprowadziła do niedocenienia Tichanowskiej, co dało wystarczającą swobodę polityczną, aby do 9 sierpnia zmobilizować nie tylko Mińsk, ale i wiele regionów. Tak samo seksizm Łukaszenki umożliwił Tichanowskiej zarejestrowanie się jako kandydatki na prezydentę.

Mimo że kampania Tichanowskiej starała się stworzyć jakiś zaawansowany program polityczny, wszystko sprowadzało się do uwolnienia zatrzymanych polityków i nowych wyborów bez Łukaszenki. Taki prosty przekaz polityczny cieszył się dużą popularnością wśród społeczeństwa. 9 sierpnia nie zaproponowano wyboru nowego prezydenta, lecz głosowanie w swoistym referendum, w którym głos na Łukaszenkę oznaczał kontynuację dyktatury, a głos na Tichanowską – koniec ery wąsatego dyktatora.

Nowe siły opozycyjne, w tym główni blogerzy i kanały telegramu, były w stanie zjednoczyć się wokół Tichanowskiej i stworzyć potężną agendę informacyjną w sieciach społecznościowych. Na ulicach odbywały się liczne zarejestrowane spotkania bez udziału samej kandydatki(7) , które stanowiły wiece polityczne.

Właśnie dzięki skupieniu się na regionach peryferyjnych udało się zmobilizować tak dużą liczbę ludzi. Życie polityczne w kraju stało się nie tylko domeną stolicy, ale także wielu małych miasteczek, w których zmęczenie Łukaszenką osiągnęło znacznie wyższy poziom niż w relatywnie zamożnym Mińsku.

Nowe twarze w kampanii, stosunkowo prosty przekaz i gotowość do pracy u podstaw były kluczem do sukcesu wyborczego nowej liberalnej opozycji. Problemy i poślizgi zaczęły się zaraz po wyborach, gdy pojawiło się złudzenie, że Łukaszenko się poddaje. Po wyjeździe Tichanowskiej z Białorusi pozostali w kraju liberalni politycy zmuszeni byli do poszukiwania nowych przedstawicieli.

Przewidywania liberalnych analityków politycznych, że reżim wkrótce upadnie, spotkały się z entuzjastycznym przyjęciem. Pozostawało tylko wykorzystać sytuację, aby zacząć zdobywać punkty polityczne w kolejnym cyklu wyborczym. Niestety, jak już wspomniano, taka analiza sytuacji była błędna. Próby tworzenia nowych partii politycznych i organizacji politycznych w celu przejęcia inicjatywy tylko zdezorientowały protestujących na ulicy. I chociaż kanały informacyjne z entuzjazmem przyjęły informację o utworzeniu Rady Koordynacyjnej (KK), wielu nadal nie wiedziało, jaką rolę ma ona pełnić, sceptycznie podchodząc do jej prób stania się nową awangardą. Jeszcze większe niezadowolenie z ambicji niektórych polityków nowej opozycji wywołała informacja o utworzeniu partii politycznej przez Marię Kolesnikową.

Ponadto, protesty z 9, 10 i 11 sierpnia postawiły wielu reżimowych polityków i propagandystów przed wyborem: pozostać na tonącym statku i potencjalnie wyjść po przegranej stronie nowego porządku politycznego, czy zmienić strony i przyłączyć się do opozycji. Jednym z takich polityków był Paweł Łatuszko, były dyplomata Łukaszenki, który w momencie rozpoczęcia protestów był dyrektorem Teatru Kupałowskiego. Łatuszko był członkiem KC i najwyraźniej zamierzał zrobić poważną karierę polityczną w wolnej Białorusi.

Oprócz polityków galerę zaczęli opuszczać również policjanci. W pewnym momencie stworzyli własną organizację o nazwie Bypol, z długą listą celów. Niedawno jeden z byłych liderów policji politycznej, a obecnie przedstawiciel bypolu, stwierdził, że na członków organizacji czekają wysokie stanowiska w nowych władzach Białorusi. Zarówno “Bajpol”, jak i “Łatuszko” opracowują obecnie program reformy MSW, z raczej skromnym programem “oczyszczenia” obecnego aparatu represji.

Im więcej czasu mija od wyborów prezydenckich, tym bardziej nowa białoruska opozycja przypomina starą. Ciągle dochodzi do rozłamów, prób dzielenia stref wpływów, powstają nowe organizacje polityczne, które mają na celu m.in. wydawanie pieniędzy. Szczerość tych polityków i organizacji jest w dużej mierze kwestionowana przez ulicznych aktywistów. Chociaż dla wielu osób Tichanowska jest nadal postacią jednoczącą, a przedstawiciele starej opozycji również się wokół niej zgromadzili, jej wpływ na procesy zachodzące w nowej opozycji stale maleje.

Nowe grupy i organizacje liberalne popełniły wiele z tych samych błędów, które popełniali politycy przed nimi. Głęboka wiara w poparcie Zachodu tylko jeszcze bardziej podkopała legitymizację liberałów w kraju. Dziś wielu z nich jest świadomych, że zmiany mogą przyjść tylko od wewnątrz, a nie z zewnątrz, bez względu na to, jakie sankcje obiecują zagraniczne mocarstwa. Tylko naród białoruski może obalić Łukaszenkę, a nie sankcje z Zachodu.

Ale reżim odegrał również ważną rolę w niszczeniu wpływów politycznych nowej opozycji. Dzięki rosyjskiemu wsparciu, w Internecie stale rozprzestrzeniają się plotki i fakty wyrwane z kontekstu w celu zdyskredytowania niektórych polityków. Brak przejrzystości ze strony liberałów tworzy sprzyjające środowisko dla rozprzestrzeniania się plotek i negatywnego PR. Dodatkowo, reżim aktywnie angażuje się we wspieranie polityków opozycji, którzy są zaangażowani w podważanie autorytetu liberalnych liderów. Taką rolę odegrali Olga Karacz i Igor Makar, którzy stali się szeroko znani głównie dzięki aktywnemu retransmitowaniu ich idei przez różne farmy trolli w Rosji i na Białorusi.

Dziś opozycja liberalna jest niezwykle słaba. Choć kanały należące do Tichanowskiej oraz innych opozycyjnych polityków i blogerów są subskrybowane przez setki tysięcy osób, ich zdolność do mobilizowania ludzi jest na bardzo niskim poziomie. Wezwania do wyjścia na ulice późną zimą i wiosną nie zdołały zmobilizować ludzi nawet do niewielkich protestów ulicznych.

Baner z hasłem ze starej anarcho-punkowej piosenki „Władza jest zrobiona z czarnej gumy”.

Anarchiści w ruchu protestu

Ruch anarchistyczny podszedł do początku kampanii wyborczej bez większej energii. Próby stworzenia wspólnej platformy mobilizującej różne grupy zakończyły się fiaskiem już w maju 2020 roku. Niektórzy anarchiści uważali, że nowe wybory nie mogą stanowić okazji do obalenia dyktatury. Inni nie chcieli brać udziału we wspólnych wysiłkach z powodu ograniczeń czasowych, problemów z koronawirusem i innych spraw osobistych. Ogólnie rzecz biorąc, większość ruchu anarchistycznego nie miała pojęcia co może się wydarzyć w sierpniu.

Chociaż nie osiągnięto żadnych ogólnych porozumień, niektórzy anarchiści zaczęli uczestniczyć w procesach politycznych otaczających wybory. Kolektyw Pramen i bloger Nikolai Dedok byli aktywni na portalach społecznościowych. W lipcu ten pierwszy wezwał do bojkotu pokazu wyborczego i mobilizacji protestacyjnej 9 sierpnia. Dedok, ze swojej strony, był aktywny przez cały okres kampanii wyborczej, relacjonując sytuację wokół protestów i politykę kandydatów.

Niektóre grupy działały na ulicach: w Mińsku i innych miastach rozklejały ulotki i naklejki wzywające do bojkotu.

Na szczególną uwagę zasługuje grupa w Baranowiczach, która aktywnie uczestniczyła w organizowaniu wieców w mieście. Grupa zapewniła sprzęt i udało jej się uzyskać otwarty mikrofon dla wszystkich protestujących. Jeden z publicznych anarchistów miasta aktywnie przemawiał na wiecach z anarchistycznym programem i zachęcał ludzi do wystąpienia nie tylko przeciwko Łukaszence, ale przeciwko autorytaryzmowi w ogóle.

Przed wyborami platformy informacyjne anarchistów były mało widoczne, poza blogiem anarchisty Nikolaja Dedoka. Po wyborach sytuacja ta zmieniła się diametralnie. Dzięki udziałowi anarchistów w protestach, wielu Białorusinów zaczęło aktywnie interesować się ideami anarchistycznymi. Mała grupa medialna była w stanie prześcignąć wiele dużych platform, jeśli chodzi o określanie agendy informacyjnej w sieci i na ulicy. Jednak pomimo tej ekspansji wpływu mediów, anarchiści nie byli w stanie wykorzystać swoich wpływów do określenia formatu dalszych działań; zostaliśmy wykluczeni z liberalnych niedzielnych grup planowania działań, pomimo licznych prób dostania się do tego zamkniętego klubu. W tym samym czasie większość anarchistów doskonale rozumiała, że jeśli nawoływalibyśmy do działań na własną rękę, spotkalibyśmy się z dużo poważniejszymi represjami niż te, których doświadczają pokojowe weekendowe demonstracje.

Po wyborach anarchiści byli w stanie stawić opór nie tylko w Mińsku, ale także w kilku innych miastach w całym kraju. Zorganizowane grupy sojusznicze brały udział zarówno w starciach z policją i wojskami wewnętrznymi, jak i we wznoszeniu barykad w różnych częściach Mińska. Jednak wraz ze zmianą taktyki protestu i wzrostem liczby uczestników, anarchiści zostali wchłonięci przez masy pokojowo nastawionych demonstrantów.

W próbie skonsolidowania żądań dla ruchu niektórzy anarchiści próbowali przeforsować następujące cele protestu: 1.) Usunięcie Łukaszenki i rozwiązanie parlamentu. 2.) Uwolnienie wszystkich więźniów politycznych i umorzenie wszystkich spraw karnych przeciwko demonstrantom. 3.) Zwolnienie z pracy policji i wszystkich organizacji odpowiedzialnych za przemoc wobec demonstrantów. 4.) Demokracja bezpośrednia 5.) Przywrócenie do pracy wszystkich zwolnionych pracowników.

W pierwszych dniach po starciach, a następnie podczas pierwszych niedzielnych marszów, niektórzy anarchistyczni aktywiści bardziej obawiali się negatywnej reakcji ze strony innych protestujących niż przemocy ze strony policji. Zorganizowane grupy pokojowych protestujących rozpowszechniały filmy i zdjęcia rzekomych „prowokatorów”, zrażając wielu z protestujących, którzy byli aktywni w pierwszych dniach, do udziału w kolejnych demonstracjach.

Zajęło kilka tygodni, aby przezwyciężyć obawy przed możliwym konfliktem wewnątrz protestów, co można uznać za straconą szansę dla rewolucyjnego programu anarchistycznego. Niektóre grupy pokrewieństwa przeprowadzały agitacyjne naloty w niedziele i uczestniczyły w małych wiecach w dni powszednie. W miarę eskalacji represji anarchiści ponownie stali się mile widzianymi gośćmi na wszystkich wiecach, będąc “trendsetterami” w kulturze bezpieczeństwa. Ale do tego momentu represje dotknęły już wielu aktywistów.

Ogólnie rzecz biorąc, ruch anarchistyczny nie był w stanie w pełni skonsolidować się w skuteczną siłę podczas protestów. Przez wiele miesięcy pojedyncze grupy anarchistów kontynuowały udział w protestach, ale tak zwany czarny blok nigdy nie był w stanie zebrać więcej niż 30 osób. Było kilka powodów takiego stanu rzeczy:

  • Państwowe rozprawienie się z ruchem anarchistycznym w 2017 roku miało wpływ na chęć uczestnictwa w liberalnych demonstracjach w dużym bloku. W tym czasie w samym Mińsku podczas protestów przeciwko ustawie o „pasożytnictwie” zatrzymano około 50 anarchistów. Niektórzy towarzysze nie byli w stanie otrząsnąć się z represji tamtych dni.
  • Brak długoterminowej współpracy aktywistów. Niektóre grupy trzymające się razem nigdy nie współpracowały. Niektóre z nich zostały utworzone z ludzi, którzy wcześniej nie brali udziału we wspólnych akcjach. Tego rodzaju spontaniczne organizacje są odpowiednie na krótki okres czasu, ale może być niezwykle trudno pozostać razem przez dłuższy czas pod stałą presją zewnętrzną. Wielu anarchistów, którzy wzięli udział w protestach 9-11 sierpnia nie było częścią zorganizowanych kolektywów i praktycznie nie działali w ramach żadnej ogólnej strategii koordynacyjnej.
  • Bezpośrednie represje na samych marszach. Wielu ludzi nie chciało być odsuniętych na bok lub otrzymać zarzutów karnych za udział w pokojowych marszach. Strategia KGB i GUBOPIK(8), departamentu policji rzekomo skoncentrowanego na zwalczaniu przestępczości zorganizowanej, była niezrozumiała dla wielu, ponieważ represje wobec aktywistów opóźniały się o kilka tygodni.
  • Ruch anarchistyczny był głęboko rozdrobniony z powodu nierozwiązanych konfliktów. Wpłynęło to również na potencjalną współpracę pomiędzy niektórymi kolektywami.
    Ludzie z tradycyjnie anarchistycznej subkultury punkowej w dużej mierze powstrzymywali się od udziału w protestach z anarchistami, ponownie z powodu stosunkowo wysokiego poziomu represji wobec anarchistów.
  • Wielu starszych aktywistów anarchistycznych bez wyjaśnienia wstrzymało się od udziału we wspólnych kolumnach lub blokach. Wielu z tych ludzi uczestniczyło w pokojowych protestach indywidualnie lub z kilkoma przyjaciółmi.

To tylko niektóre z czynników, które przyczyniły się do niskiej mobilizacji w bloku anarchistycznym.

Kibice piłkarscy o poglądach antyrasistowskich odmawiali współpracy z anarchistami z powodu wysokiego prawdopodobieństwa represji ze strony GUBOPIK-u i KGB wobec anarchistów. W związku z tym antyrasiści również brali udział w protestach pojedynczo i w małych grupach.

Wśród anarchistów pojawiła się również grupa partyzantów składająca się z doświadczonych działaczy. Alinewicz i Dubowski nielegalnie przekroczyli granicę między Białorusią a Ukrainą, spotkali się z Romanowem i Rezanowiczem i kontynuowali aktywną walkę z reżimem przez kilka tygodni, rzekomo dokonując kilku podpaleń. Chociaż grupa ta została aresztowana podczas próby wycofania się z powrotem na Ukrainę, sam fakt jej istnienia stał się ważny w utrzymaniu wizerunku anarchistów jako zdecydowanych wrogów reżimu. Nawet dla wielu liberałów, anarchistyczna partyzantka stanowiła ważny przykład zorganizowanego oporu.

Anarchistyczni partyzanci od lewej: Dzmitriy Rezanowicz, Dzmitriy Dubowski, Ihar Alinewicz, Siarhei Ramanau.

Represje wobec anarchistów rozpoczęły się jeszcze przed wyborami. Wielu prominentnych anarchistów zostało zmuszonych do zejścia do podziemia. Na przykład, anarchista Nikołaj Dedok ukrywał się od lipca do listopada, kiedy to został aresztowany w wyniku specjalnej operacji GUBOPIK.

Warto również zauważyć, że powrót do normalności w ruchu anarchistycznym nastąpił stosunkowo szybko. Tydzień po wyborach ponad 40% członków ruchu powróciło do pracy i życia codziennego. Zaangażowanie w organizacje polityczne znacznie zmalało, gdy konflikt uległ wyciszeniu. Wielu anarchistów uwierzyło w liberalną narrację o zwycięstwie nad dyktaturą. W tym świetle brak chęci do wyjścia na barykady był zrozumiały: wielu wierzyło, że nawet bez udziału anarchistów Łukaszenko nie przetrwa.

Po raz kolejny był to błąd, który kosztował anarchistów prawie cały ich ruch: dziś co najmniej dziesięciu anarchistów i pięciu antyfaszystów znajduje się za kratkami. Wielu towarzyszy opuściło Białoruś w poszukiwaniu bezpiecznego schronienia dla dalszej pracy politycznej. Niektórzy doświadczyli tortur i pobić. Zasadniczo, białoruski ruch anarchistyczny został zmiażdżony przez represje. W kraju pozostały małe grupy, które nadal organizują się przeciwko dyktaturze, ale poziom nacisku ze strony państwa nie pozwala nawet na podstawową agitację. Nazwiska wielu działaczy są znane, a w przypadku akcji anarchistycznych, znani aktywiści zostaną dość szybko zatrzymani.

Struktury anarchistycznej solidarności nadal działają: ACK- Białoruś jest zaangażowane we wspieranie więźniów, represjonowanych aktywistów i ich rodzin.

Na tym etapie pozostali anarchiści są bardziej skłonni skupić się na przetrwaniu represji niż zaangażować się w pełnowartościową walkę polityczną. Perspektywy dla ruchu anarchistycznego są niejasne i trudno jest wyobrazić sobie dalszą działalność anarchistów w obecnych warunkach. Wysoki poziom zainteresowania aktywistami ze strony GUBOPIK i KGB tylko komplikuje wszelkie kontakty z osobami z zewnątrz, które obawiają się dodatkowych problemów z powodu powiązań z anarchistami. I chociaż projekty informacyjne takie jak Pramen wciąż cieszą się zainteresowaniem części białoruskiego społeczeństwa, to zainteresowanie to wciąż słabnie.

Blok anarchistów na proteście. Na banerze widnieje napis „Solidarność naszą bronią”.

Łukaszenko, Putin i Unia Europejska

Relacje między jednym dyktatorem a drugim zawsze były skomplikowane. Począwszy od zniesienia sankcji w 2015 roku, Łukaszenko zaczął stopniowo dystansować się od Putina. W jego wystąpieniach coraz częściej mówiło się o niepodległej Białorusi. Putin w rzeczywistości gardzi Łukaszenką i doskonale zdaje sobie sprawę, że jest wykorzystywany w politycznych rozgrywkach na Białorusi. Białoruski reżim musi zapłacić za wsparcie Rosji integracją polityczną i gospodarczą. Łukaszenko opiera się temu procesowi, ponieważ wie, że prędzej czy później integracja doprowadzi do utraty władzy.

Ocieplenie stosunków z Unią Europejską dało dyktatorowi możliwość ograniczenia wpływów politycznych Putina. Pożyczki od zachodnich „partnerów” i kontrakty z dużymi firmami mogły potencjalnie zmniejszyć zależność reżimu Łukaszenki od Rosji. Pomogło również to, że UE przestała wywierać presję na procesy polityczne wewnątrz kraju. Dla wielu europejskich polityków stabilny autorytaryzm Łukaszenki był bardziej atrakcyjny niż ryzyko powtórzenia się scenariusza ukraińskiego z antyrządowymi protestami i późniejszą inwazją Putina.

Do sierpnia 2020 roku Łukaszenko stosował dość agresywną retorykę wobec Rosji. Skandal z rosyjskimi żołnierzami(9), którzy „próbowali” zorganizować wojskowy zamach stanu na Białorusi, pokazuje, że Łukaszenka chce zrzucić odpowiedzialność za niestabilność polityczną w kraju na barki Putina — rolę zarezerwowaną wcześniej dla Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych. Sam dyktator liczył zapewne na to, że protesty będą niewielkie, a po ich zakończeniu będzie mógł wrócić do negocjacji z europejskimi politykami.

Gwałtowne rozbicie protestów z 9 na 11 sierpnia i aktywny opór ludności w różnych miastach bardzo zmieniły układ sił. Liberalny Zachód nie mógł tolerować takiego bezprawia, ponieważ mogłoby to negatywnie wpłynąć na popularność rządzących partii politycznych. Jednak mimo mordów na protestujących w pierwszych tygodniach, reakcja Zachodu na wydarzenia na Białorusi była dość powściągliwa. Dopiero po pewnym czasie doniesienia o torturach, gwałtach i morderstwach zmusiły elity polityczne do poparcia protestujących i potępienia działań Łukaszenki. Dla polityków europejskich oznaczało to koniec „współpracy” Łukaszenki z UE i ryzyko kolejnego zbliżenia Rosji i Białorusi.

W pierwszych tygodniach reakcja Putina na protesty na Białorusi była również bardzo chłodna. Początkowo nie było wiadomo, kto w tej całej sprawie wygra, a rosyjskie wsparcie dla Łukaszenki w przypadku jego porażki wywołałoby wzrost nastrojów antyrosyjskich w społeczeństwie białoruskim.

Dla Putina historia w Donbasie(10) mogła wprawdzie na chwilę zwiększyć jego popularność, ale na dłuższą metę okazała się operacją nieudaną, która kosztowała go zbyt wiele politycznych punktów. Choć operacja Rosji w Syrii jest ważna geopolitycznie, to w ogólnych układach Asad nadal pozostaje skrajnie niestabilny. W tej sytuacji jakakolwiek rosyjska agresja na Białoruś kosztowałaby po raz kolejny ogromny kapitał polityczny.

Kiedy dla rosyjskich analityków politycznych stało się mniej więcej jasne, że Łukaszenko odzyskuje kontrolę nad sytuacją, rozpoczęły się osobiste spotkania obu dyktatorów. Zaczęły spływać pożyczki, z których większość przeznaczono na spłatę wcześniejszych długów reżimu.

Teraz układ sił dla Łukaszenki zmienił się diametralnie. Jeśli jeszcze w 2019 roku mógł lawirować między Zachodem a Wschodem, to teraz nie ma wyboru i musi współpracować z Putinem. Pogardliwy stosunek rosyjskiego imperatora do białoruskiego barona ziemniaczanego pozostaje widoczny. Wielu analityków zwraca uwagę, że celem Rosji na tym etapie jest kontynuacja starań o ponowne wchłonięcie Białorusi(11). Nowa konstytucja może być podstawą do tego celu.

Trudno jest przewidzieć rozwój relacji między Putinem a Łukaszenką, gdyż większość porozumień odbywa się za zamkniętymi drzwiami. Chociaż Łukaszenko nie podaje ceny za poparcie Władimira Władimirowicza, dla wszystkich jest jasne, że nie da się przekupić Putina arbuzami i ziemniakami z jego ogródka.

Tłumy konfrontują się z policją w Brześciu w pierwszą noc protestów.

Technokratyczny reżim Aleksandra Łukaszenki

Wielu ludzi mylnie sądzi, że białoruski reżim, na którego czele stoi były prezes PGR, to grupa byłych sowieckich funkcjonariuszy, którzy wiedzą tylko, jak używać policjantów z kijami przeciwko swoim przeciwnikom, aby ich zlikwidować.

Takie postrzeganie jest błędne: dzisiaj Białoruś jest krajem stosunkowo zaawansowanym technologicznie. Liczne prywatne firmy informatyczne świadczą usługi inżynieryjne dla wielu dużych firm zachodnich, w tym dla Microsoftu, Google i wielu innych. W aparacie państwowym ludzie pracujący w Centrum Operacyjno-Analitycznym przy prezydencie Białorusi wiedzą o technologii trochę więcej niż Łukaszenko.

Białoruska policja stale jeździ na wystawy organizowane przez prywatne firmy dla organów ścigania różnych krajów, aby nabyć prywatny sprzęt do monitorowania i represjonowania ludności cywilnej. Na przykład włoski Hacking Team odnotował w wewnętrznych dokumentach z 2015 roku, że ich usługa hakerska dla graczy państwowych zainteresowała „klientów” na Białorusi. Oznacza to, że tam, gdzie białoruskiemu państwu brakuje technologii do represjonowania swoich obywateli, prywatne firmy mogą mu w tym pomóc.

Reżim Łukaszenki dobrze przygotował się do protestów w 2020 roku, kupując kanadyjskie armatki wodne, czeski gaz łzawiący, tarcze elektrowstrząsowe i wiele innych nowinek technologicznych do kontroli tłumu.

Białoruska policja nabyła w Rosji te czarne tarcze z możliwością porażenia prądem.

Reżim współpracuje od kilku lat z prywatną białoruską firmą Synesis, która rozwija technologię rozpoznawania twarzy. Już kilka dni po rozpoczęciu protestów stało się wiadome, że policja używa automatycznych systemów rozpoznawania twarzy do identyfikacji protestujących i lokalizowania aktywistów. Wydruki z systemu Synesis były wykorzystywane podczas procesów niektórych protestujących; ich zdjęcia i profile z programu widniały w aktach administracyjnych.

Sprzęt amerykańskiej firmy Sandvine, Inc. był używany do ograniczania dostępu do Internetu. Izraelski sprzęt Celebrite służył do hakowania urządzeń mobilnych. Eksperci z Chin przyjechali wspierać białoruski reżim w cenzurowaniu i monitorowaniu aktywności w sieci.

Reżim aktywnie wykorzystywał klonowanie kart SIM do włamywania się do kont Telegram. Błąd anonimizacji w Telegramie umożliwił tworzenie list uczestników niektórych czatów Telegramu, a następnie powiązanie konkretnych komentarzy z określonymi osobami i wszczęcie przeciwko nim postępowania karnego. Analitycy danych w GUBOPIK-u i KGB byli w stanie powiązać przesyłane materiały filmowe z poszczególnymi adresami IP i w ten sposób śledzić aktywistów inicjatyw sąsiedzkich.

Po raz pierwszy białoruskie społeczeństwo stanęło w obliczu przebiegłego i wykształconego przeciwnika — i nie mówimy tu o Łukaszence i jego synach. Ogromna liczba ludzi pracuje dla reżimu, dokonawszy wyboru, by służyć dyktaturze dla własnej wygody. Ci ludzie nie kierują się ideologiczną miłością do Łukaszenki ale pieniędzmi, i są gotowi wykonać każde zadanie techniczne, nie zważając na moralne konsekwencje tego wyboru.

Widzieliśmy, że wiele rozwiązań technologicznych na rynku zachodnim bardzo szybko staje się dostępnych dla reżimów autorytarnych. Takie technologie jak automatyczne rozpoznawanie twarzy odegrały niezwykle ważną rolę w zwalczaniu ruchów demokratycznych i stabilizacji dyktatur. Rozwój rynku nadzoru i kontroli będzie tylko utrudniał wszelkie próby wyzwolenia.

Protestująca z napisem „Dumni z bycia anarchistami, w solidarności z zatrzymanymi anarchistami”.


Bezprzemocowość i bezczynność

Przed czerwcem 2020 roku, protesty na Białorusi były w dużej mierze pozbawione przemocy. Z wyjątkiem anarchistów nikt nie wzywał do gwałtownego oporu wobec represji. Sytuacja ta zmieniła się bardzo szybko latem. Pierwsze potyczki z białoruskimi policjantami miały miejsce w małych miastach, gdzie próby zatrzymania protestujących prowokowały opór. Działania te były spontaniczne i niezwykle skuteczne; białoruski reżim nie jest przyzwyczajony do aktywnej ludności i w pierwszych tygodniach każdy sprowokowany opór wprawiał oprawców w osłupienie.

Punktem zwrotnym dla wielu protestujących stał się lipcowy atak na milicję w Mińsku. Okazało się, że rzekomo niezwyciężona jednostka specjalna policji w sytuacji konfliktu bardzo szybko się załamuje. Od pokoleń białoruska policja starała się przedstawić siebie jako wojowników, którzy potrafią działać w najtrudniejszych sytuacjach i powstrzymać zamieszki. Liczne szkolenia nie pomogły jednak młodym Łukaszystom z potłuczonymi głowami stawić czoła protestującym na ulicach. Ucieczka tych policjantów zmieniła układ sił na ulicach, bo Białorusini zrozumieli, że mogą skutecznie przeciwstawić się aparatowi represji.

Po tych starciach odbyło się wiele małych wieców i marszów. Wiele grup i zwykłych obywateli przygotowywało się do głównego wydarzenia — dnia wyborów. Chociaż niektórzy wciąż mieli nadzieję na pokojowe rozwiązanie konfliktu, większość ludzi w dniu wyborów wielokrotnie stawiała opór policjantom w całym kraju. W niektórych miejscach ludność mogła na jedną noc całkowicie uwolnić się od dyktatury. W Mińsku i innych dużych miastach siepacze zdołali „oczyścić” ulice do rana, ale nie zdołali zatrzymać ruchu. Kolejne nocne protesty pokazały skuteczność aktywnego oporu i decentralizacji.

Podważanie autorytetu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych trwało i rozprzestrzeniało się.

W desperackiej próbie zapobieżenia protestom policja zaczęła zatrzymywać każdego, kto wyglądał jak protestujący. W ciągu dnia policjanci w furgonetkach policyjnych, autobusach i karetkach próbowali wywierać presję. Przypadkowe zatrzymania zwiększyły liczbę osób dotkniętych represjami politycznymi w kraju; na przykład, taka taktyka doprowadziła do zatrzymania wielu robotników wracających z nocnych zmian. To z kolei zwiększyło poziom konfrontacji w fabrykach i stało się jednym z katalizatorów ruchu strajkowego.

Dla niektórych protestujących z obozu liberalnego poziom konfrontacji był zbyt wysoki. Przemoc władz doprowadziła do śmierci kilku protestujących, setek rannych i torturowania tysięcy osób w celach policji i aresztach śledczych w ciągu zaledwie kilku dni. Dla stosunkowo spokojnej ludności kraju taktyka ta była zaskoczeniem.

W odpowiedzi na przemoc, w czwartym dniu powyborczych protestów, rozpoczęły się pokojowe marsze. Setki kobiet w białych strojach z czerwonymi kwiatami zebrały się w centrum Mińska, żądając zaprzestania brutalności policji, uwolnienia wszystkich więźniów, wolności zgromadzeń. Początkowo władze nie represjonowały marszów kobiet.

Wiele liberalnych platform informacyjnych promowało pacyfizm. Na tym etapie głównym celem protestów było położenie kresu przemocy. W pierwszą niedzielę po wyborach setki tysięcy ludzi wyszły na ulice miast w całym kraju. Nigdy wcześniej nie zdarzyło się to na Białorusi. Tego dnia wydawało się, że dyktatura przegrała i wreszcie możemy swobodnie oddychać.

Liberalna część protestu postrzegała ten dzień jako początek końca Łukaszenki. Po tak dużej manifestacji dyktator na pewno musiał odejść. Jednak brak celów był problemem, którego protestujący nie potrafili rozwiązać. W kilku przypadkach udało się zmusić władze do uwolnienia więźniów poprzez przemarsz do aresztów śledczych. W Mińsku kilkutysięczny marsz doprowadził do konfliktu z „wolontariuszami” zorganizowanymi wokół wsparcia dla aresztantów(12), którzy utworzyli dodatkową linię obrony więzienia przed protestującymi — powodem takiego zachowania były umowy między tymi wolontariuszami a administracją więzienia, które według wolontariuszy mogły zostać zerwane w przypadku prób nacisku na uwolnienie więźniów. Same demonstracje często przeradzały się z akcji protestacyjnych w masowe spotkania dla samego spotkania.

Próby wyznaczenia celu na konkretny dzień protestu, podejmowane na wielu kanałach Telegramu, w dużej mierze nie powiodły się; tylko niewielka część demonstrantów była gotowa do działania. W tym przypadku nie mówimy nawet o bezpośrednich starciach z policją, ale o różnych formach oporu bez użycia przemocy.

Pokojowy protest szybko stał się dogmatem, a wszelkiego rodzaju działania proaktywne były postrzegane jako prowokacje. W krótkim czasie białoruskie protesty przeszły od starć z władzami do całkowitej bierności. Wiele osób nawet próby blokowania dróg za pomocą łańcuchów solidarnościowych postrzegało jako prowokacje, podczas gdy wielotysięczne demonstracje stojące na czerwonych światłach były interpretowane jako przykład wysokiej kultury protestu i porządku w społeczeństwie białoruskim.

Ten rodzaj deeskalacji bez nacisku na reżim stworzył władzom okazję do opracowania nowej strategii tłumienia protestów. Podczas gdy środowisko informacyjne było zdominowane przez program „obalić dyktaturę — nie sprint, lecz maraton”, względny spokój na ulicach stolicy pozwolił policjantom na zastosowanie strategii stopniowego tłumienia, o której już wspominaliśmy.

Pokojowi protestujący w Mińsku zorientowali się zbyt późno, gdy ruch został już zdławiony w innych częściach kraju. Spóźnione próby akcji bezpośrednich po kilku miesiącach niedzielnych marszów nie przyniosły żadnych poważnych rezultatów, wielu aktywistów, którzy byli gotowi do eskalacji konfliktu, już siedziało w więzieniu lub było za granicą. Taktyka uwalniania więźniów i atakowania policjantów, którzy ośmielili się wejść w tłum demonstrantów, była kontynuowana jeszcze przez kilka tygodni, ale służyła przede wszystkim obronie demonstracji, które wciąż nie miały konkretnych celów.

Warto pamiętać, że oprócz dużych protestów w wielu miastach trwały samotne akty sabotażu: blokowano tory kolejowe, niszczono sprzęt itp. Jednak ten format nie osiągnął masy krytycznej, którą musiałby mieć, aby wyrządzić poważne szkody reżimowi.

Nadanie priorytetu pokojowym protestom bardzo mocno uderzyło w ruch. Chociaż setki tysięcy ludzi w całym kraju mogły przyłączyć się do powstania przeciwko Łukaszence za cenę deeskalacji, podział na obóz radykalny i pokojowy był na rękę dyktaturze. Społeczeństwo białoruskie znalazło się w sytuacji znanej wielu zachodnim protestującym, w której pacyfiści próbują wykluczyć z ruchu zwolenników akcji bezpośrednich i w ten sposób pomagają jego przeciwnikom.

Program pokojowych protestów był egzekwowany zarówno na ulicach, jak i w mediach społecznościowych. Wiele osób, które wyszły po radykalnych demonstracjach z pierwszych dni, chcąc powstrzymać przemoc, widziało w każdym działaniu możliwą prowokację ze strony reżimu, pretekst do kolejnej fali represji. Jednak takie założenie było całkowicie sprzeczne z logiką: reżim Łukaszenki, osłabiony w sierpniu 2020 r., nie dążył do prowokowania ludzi do przemocy w celu dalszej eskalacji konfliktu, ponieważ taka strategia tylko zdestabilizowałaby sytuację, czyniąc przywrócenie kontroli niezwykle trudnym. Reżim zrozumiał to już po pierwszych dniach po wyborach.

Z kolei anarchiści i inne radykalne grupy nie powinny obawiać się destabilizacji protestu w przypadku starć z OMON-em i innymi policjantami. Jest oczywiste, że im bardziej aktywny opór ma miejsce na ulicach, tym większe prawdopodobieństwo, że reżim popełni błędy lub nawet upadnie. Aktywne metody są konieczne, nawet jeśli pokojowa większość sprzeciwia się takim działaniom. Liberalny program informacyjny może traktować takie akcje jako prowokacje, ale nie powinniśmy zapominać, że naszym celem w protestach nie jest wspieranie obozu liberalnego, ale obalenie dyktatury, nawet jeśli współpraca z liberalnymi sojusznikami jest ważna.

Anarchiści na jednym z małych, osiedlowych marszów. Zazwyczaj trwają one 10-15 minut, aby uniknąć aresztowań.

Wnioski

Miesiące protestów całkowicie rozwiały iluzję demokratycznej opozycji, że jeden wielki marsz wszystko zmieni. Zwykły marsz ulicami kraju bez celów i zadań nie może wyrządzić reżimowi żadnej szkody. Tylko synteza różnych taktyk, od pokojowych demonstracji po otwarte starcia z reżimem i zajęcie strategicznych punktów, może doprowadzić do obalenia dyktatury. Dążąc do tego, każde ogniwo naszego buntu musi działać w solidarności z resztą ruchu. Należy zaprzestać ataków z obozu pokojowego na tak zwanych radykałów, podobnie jak potępiania pokojowych protestujących przez bardziej aktywną ludność. Tylko razem możemy stworzyć siłę zdolną zniszczyć Łukaszenkę i jego zwolenników. Należy zrozumieć, że pokojowe protesty mogą również obejmować aktywne formy oporu, takie jak blokady dróg, pikiety i akcje w różnych punktach strategicznych, strajki i tak dalej, które podważają reżim i tworzą dodatkową presję. Radykalne działania nie mogą ograniczać się do obrony demonstracji czy kamienowania policjantów. Struktura władzy państwowej jest o wiele bardziej złożona niż kordony policji; ataki na te struktury mogą odbywać się na wiele sposobów, nie tylko w ramach dużych demonstracji.

Nie powinniśmy polegać jedynie na dużych kanałach medialnych, aby koordynować protesty. Początkowo marsze kobiet były organizowane bez większego wsparcia, ale dzięki swojemu formatowi stały się popularne wśród tysięcy protestujących. Anarchiści i antyfaszyści powinni również próbować organizować się poza swoim małym kręgiem aktywistów, wykraczając poza wygodę, aby rozwijać strategie protestów zgodnie z naszymi zasadami, ideałami i doświadczeniem w dużych protestach.

Powstanie pokazało skuteczność zdecentralizowanej taktyki protestu. To właśnie dzięki wysiłkom organizacyjnym w wielu regionach byliśmy w stanie zbliżyć się tak bardzo do zniszczenia dyktatury. Tradycyjne scentralizowane protesty w stolicy są o wiele łatwiejsze do odizolowania i wygaszenia niż liczne punkty oporu w całym kraju. Musimy nadal szukać sojuszników w małych miastach, gotowych nie tylko odciągnąć siły wroga, ale także, jeśli będzie to konieczne, przejąć władzę w miastach i całkowicie wyzwolić od dyktatora regiony poza stolicą, zarówno metodami partyzanckimi, jak i poprzez nieposłuszeństwo obywatelskie.

Skuteczność i znaczenie decentralizacji przybliżyły wielu Białorusinom anarchizm — nie jako chaos i nieporządek na ulicach, ale jako zorganizowany ruch z celami politycznymi, który stał się pełnoprawną alternatywą dla państwowej centralizacji. Choć idee antykapitalizmu pozostają ciałem obcym w społeczeństwie białoruskim, opór wobec centralizacji oraz horyzontalne modele dystrybucji władzy są bardzo interesujące. Jeśli Łukaszenka zostanie pokonany, nie mamy złudzeń co do możliwości stworzenia anarchistycznej republiki lub federacji na Białorusi, ale wpływ anarchistów na środowiska liberalne i społeczeństwo może doprowadzić do istotnego i szybkiego załamania centralizacji aparatu państwowego.

Od pokoleń w umysłach ludzi funkcjonuje pewien stereotyp: spokojny Białorusin, umiejący dostosować się do każdej sytuacji i godzący się z każdą niesprawiedliwością. Stereotyp ten był pielęgnowany przez białoruską dyktaturę, a także przez wielu polityków opozycji, którzy dążyli do „pokojowego” obalenia dyktatury. Żarty o tolerancyjnych Białorusinach rozeszły się po całej Europie Wschodniej.

Ale wspólnie udało nam się przełamać ten stereotyp, pokazując całemu światu, że Białorusini nie mniej niż inni pragną wolności — i że jesteśmy gotowi podjąć zdecydowane działania, by ją wywalczyć. Powstanie 2020 roku zerwało z wizerunkiem uległego sługusa, gotowego przełknąć każde szyderstwo i upokorzenie. Wzrost siły społecznej był ważnym czynnikiem na naszej drodze do wyzwolenia. Owszem, nie udało nam się obalić Łukaszenki latem 2020 roku, ale wojna z dyktaturą nie jest przegrana. Przed nami długie miesiące uświadamiania sobie własnej siły i dalszego organizowania się i buntowania o wolną Białoruś.

Zostawmy pesymizm na lepsze czasy, a wróćmy do pracy organizacyjnej i przygotowań do kolejnych prób obalenia Łukaszenki. Dyktatura upadnie, a my zrobimy wszystko, by połamać jej nogi i stać się wreszcie wolnymi!

Protestujący ponownie spotyka się z towarzyszami po uwięzieniu. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy protestów ponad 35 tys. osób zostało skazanych na kary aresztu administracyjnego od 10 do 25 dni więzienia.

Przypisy

1
Wybory na Białorusi nazywane są czasami „reelekcjami”, ponieważ są spektaklem, w którym głosy nie są nawet liczone, ale wyniki są publikowane z góry.

2
Od lipca liczne kanały Telegramu i platformy informacyjne zaczęły używać terminu „oprawcy” na określenie pracowników MSW/KGB (tj. tajnej policji) i wojsk wewnętrznych (zmilitaryzowanej organizacji w ramach MSW).

3
„Wojska wewnętrzne” opisują zmilitaryzowaną organizację w ramach MSW, wykorzystywaną głównie do represji politycznych. Oprócz oficerów wojska te są tworzone z żołnierzy z poboru.

4
W ciągu 27 lat dyktatury Łukaszenko wielokrotnie uciekał się do „decentralizacji” władzy, tworząc instytucje państwowe, które pozornie miały służyć oddolnej dystrybucji władzy. W rzeczywistości instytucje te były pułapkami, które wchłaniały lokalne inicjatywy i niszczyły ich wpływy w społeczeństwie. Poza tym lokalne „instytucje samorządowe” były wykorzystywane jako środek do pozyskiwania funduszy z Unii Europejskiej.

5
Witold Aszurak przez wiele lat był działaczem liberalnej opozycji. Został aresztowany 19 września 2020 roku za udział w protestach; w styczniu 2021 roku skazano go na pięć lat więzienia. Aszurak został zabity w więzieniu przez reżim w maju 2021 roku.

6
Roman Bondarenko był aktywistą jednego z pierwszych zgromadzeń sąsiedzkich w Mińsku. Został zabity przez reżim na placu osiedlowym, gdzie policjanci i aktywiści reżimu niszczyli flagi i dzieła sztuki protestu. Jego ostatnie słowa na czacie brzmiały: „Wychodzę”.

7
Wszystkie wiece i demonstracje polityczne są na Białorusi zakazane. Jednak podczas cyklu wyborczego istnieją pewne dodatkowe zasady, które pozwalają kandydatom spotykać się z ludźmi w miejscach publicznych bez wyraźnej zgody państwa. Zespół Tichanowskiej wykorzystał tę lukę, aby oficjalnie zwołać wiece polityczne nawet bez udziału kandydata, co umożliwiło zorganizowanie dziesiątków zgromadzeń politycznych w całym kraju.

8
Od czasu wyborów GUBOPIK (Główny Wydział do Walki z Przestępczością Zorganizowaną i Korupcją) koncentruje się głównie na represjach politycznych. W jego skład wchodzi podwydział zajmujący się walką z „ekstremizmem”.

9
Wagner jest prywatną firmą ochroniarską z Rosji. Kilkudziesięciu najemników z Wagnera zostało aresztowanych w lipcu 2020 roku w kurorcie na Białorusi i oskarżonych o przygotowywanie aktów sabotażu w celu obalenia Łukaszenki. Później wszyscy zostali zwolnieni i nie było żadnego dalszego ciągu tej historii. Wielu uważa, że dyktator próbował wykorzystać Wagnera do odwrócenia uwagi od protestów na Białorusi, a także do uzyskania wsparcia ze strony Unii Europejskiej, jednak to się nie udało.

10
W kwietniu 2015 r. prorosyjskie siły w regionie Donbasu przy wsparciu rosyjskiego wojska zbuntowały się przeciwko ukraińskiemu rządowi. Pierwotnie separatyści mieli nadzieję, że staną się częścią Rosji, ale nigdy nie stało się to rzeczywistością. Zamiast tego, ponad milion osób zostało przesiedlonych w wyniku wojny. Dziś Doniecka Republika Ludowa i Ługańska Republika Ludowa pozostają pod kontrolą sił rosyjskich.

11
Pod koniec lat 90. Łukaszenko i Jelcyn (ówczesny prezydent Rosji) podpisali traktat o unii między Białorusią a Rosją, tworząc tzw. państwo związkowe. W zamyśle władz rosyjskich Białoruś miała być wchłaniana krok po kroku. Projekt państwa związkowego tak naprawdę nie powiódł się, ale pod koniec 2019 roku Putin zaczął forsować plan działań zmierzający ku „integracji”, starając się zdobyć jak najwięcej wpływów politycznych.

12
Po pierwszej nocy protestów ponad 1000 osób zostało zatrzymanych i umieszczonych w różnych aresztach śledczych w całym kraju. W Mińsku zebrała się grupa wolontariuszy, którzy wspierali krewnych odwiedzających więzienia, a także osoby zwolnione z więzień. Byli oni również odpowiedzialni za publikację list osób zatrzymanych, ponieważ policjanci odmawiali podania tych informacji do wiadomości publicznej lub do wiadomości krewnych.

Tłumaczenie: Piotr Kiszonka za anglojęzyczną wersją tekstu z portalu CrimethInc.

close

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA I BĄDŹ Z NAMI NA BIEŻĄCO

Komentarze

Strona ma charakter tylko i wyłącznie informacyjny. Nie namawiamy nikogo do łamania prawa.